|
Tekstem Dariusza Jaworskiego z Poznania ("TP" nr 19 br.) zainaugurowaliśmy
cykl o przeszłości i teraźniejszości polskich duszpasterstw akademickich. W numerze 20
Marek Osiecimski pisał o duszpasterstwach gdańskich, w numerze 21 - Tomasz Potkaj o
warszawskich. Zachęcamy Czytelników do podzielenia się przeżyciami ze swoich
duszpasterstw.
Duszpasterstwa akademickie dawniej i dziś - Kraków
W "markecie idei"
Iwona Hałgas
W Krakowie działa 18 duszpasterstw akademickich, ale ton nadaje kilka największych i
najstarszych: dominikańska "Beczka", duszpasterstwo przy kościele św. Anny,
usytuowane obok kilkunastotysięcznego osiedla akademików duszpasterstwo ,,Na
Miasteczku" i duszpasterstwo ,,Waj".
Ale z prawie stu tysięcy krakowskich studentów do duszpasterstw w miarę regularnie uczęszcza
może półtora tysiąca osób. Z przeprowadzonej wśród studentów ankiety wynika, że
13 proc. - najczęściej studenci pierwszego roku - o duszpasterstwach nigdy nie słyszało,
a 45 proc. nie spotkało się z żadną formą zaproszenia na ich spotkania.
- W latach 70. i 80. przynależność do duszpasterstwa była rodzajem szpanu, bo to było
źle widziane, a nawet mogło grozić konsekwencjami - wspomina o. Joachim Badeni, obok
ks. Jana Pietraszki, ks. Adama Bonieckiego, o. Tomasza Pawłowskiego czy o. Jana Andrzeja
Kłoczowskiego jedna z legend krakowskiego duszpasterstwa akademickiego.
- To mobilizowało typową dla młodzieży chęć sprzeciwu. Do "Beczki"
przychodzili ludzie, którzy gardzili sztywnością i nonsensem ustroju i chcieli coś
robić w atmosferze wolności. Taka była "Beczka": oaza wolności i jedno z
nielicznych miejsc oferujących swobodę działania.
Tym, co przyciągało studentów, był również pewien stopień, jeśli nie konspiracji,
to uczestnictwa w czymś niemile widzianym przez władze. - Podczas wyjazdów na obozy szło
się niemal wzdłuż ściany, sprawdzając, czy nikt nas nie śledzi - wspomina o. Badeni.
- Podsłuchu raczej w "Beczce" nie było, ale na pewno były
"wtyczki". Widać było, jak słuchają i notują w pamięci każde słowo.
Duszpasterstwa dawały wtedy możliwość realizacji własnych projektów, społecznego
,,wyżycia się".
O. Badeni: - Wszystko, co robiliśmy, było oddolną inicjatywą młodzieży. W partii
tego nie było, tam wszystkim sterowano.
Ojciec Badeni podkreśla, że choć oficjalnie nie dyskutowało się o sprawach
politycznych, ten wątek był ciągle obecny i wszyscy mieli jednoznacznie negatywny
stosunek do systemu. - Wielką sympatią darzyliśmy ,,Solidarność" i wielu ludzi
,,Solidarności" było wśród nas - zaznacza.
"Beczka" wolności
Okres stanu wojennego był jednym z najlepszych okresów "Beczki": kilkaset osób
związanych z tym duszpasterstwem organizowało pomoc dla internowanych. Zresztą rozkwit
przeżywały wówczas wszystkie duszpasterstwa akademickie.
- Młody człowiek nie miał żadnych możliwości zorganizowanego działania, za wyjątkiem
przybudówek partyjnych i tego, co działo się przy Kościele - wspomina ks. Piotr
Iwanek, prowadzący dziś duszpasterstwo przy św. Annie. - Sam tak trafiłem do
duszpasterstwa w 1982 r., jeszcze przed wstąpieniem do seminarium. Miałem
antykomunistyczne poglądy i szukałem przestrzeni, gdzie mógłbym się spotkać z
podobnymi sobie ludźmi. Nie wiem, czy bym tam trafił, poszukując tylko rozwoju
duchowego.
Do "Beczki" studenci przychodzili sami albo sprowadzeni przez kolegów.
Wystarczały cyfry ,,7+9" na frontonie kościoła, wzbudzające zainteresowanie SB, a
oznaczające dwie najpopularniejsze u dominikanów Msze: o siódmej rano i dziewiętnastej.
O. Badeni: - Z pewnością do "Beczki" wielu przychodziło bardziej ze względów
antykomunistycznych niż religijnych.
Napływ młodych powodowały też Msze muzyczne (big beatowe albo jazzowe), cieszące się
powodzeniem również dziś. Oraz wykłady i konferencje prowadzone np. przez ks. Mieczysława
Malińskiego albo ks. Józefa Tischnera.
Z każdym rokiem dominikańskie duszpasterstwo rozrastało się. Choć, o czym się nie
pamięta, początki były trudne: o. Tomasz Pawłowski, założyciel "Beczki",
zaczepiał studentów na przystankach tramwajowych i na ulicy, aby zebrać grupę 20 osób,
z którymi zaczął działalność od przygotowania sali (w kształcie beczki, stąd
nazwa). - "Beczka" rosła, bo gdzie jest życie, jest rozwój. A w naszym
duszpasterstwie kipiało życiem, entuzjazmem. Przychodzili, bo "Beczka" nie była
instytucją, a rodzajem charyzmatu, nie w ścisłym znaczeniu tego słowa: była miejscem,
gdzie można szczerze i o wszystkim pogadać - mówi o. Badeni.
Dziś duszpasterstwo liczy ok. trzystu osób. - To, że "Beczka" w warunkach
demokracji działa i rozrasta się, świadczy, że młodzieży nie przyciągała jedynie
konfrontacja z komunizmem - mówi o. Badeni. - Musiało być coś jeszcze i to coś nadal
przyciąga. Myślę, że to prawda, dobro, autentyzm, które przekładają się na
sensowne kazania i bezinteresowny kontakt międzyludzki.
"Technologia" sekt
- Gdyby popatrzeć na mieszkańców "miasteczka akademickiego" [kilkunastu
akademików w dzielnicy Krowodrza, zamieszkanych przez kilkanaście tysięcy studentów],
to aktywność religijna, podobnie jak w całym społeczeństwie, jest na poziomie 20-30
proc. - ocenia ks. Antoni Miciak, który prowadzi duszpasterstwo ,,Na miasteczku". -
Z tych, którzy do kościoła przychodzą raz w tygodniu, jedynie jeden-dwa procent angażuje
się w duszpasterstwie.
- Nie jest to dużo - przyznaje ks. Piotr Iwanek ze św. Anny, który pracuje także w
Radzie Duszpasterstw Akademickich Krakowa. - Ale zwróćmy uwagę na wszystkie organizacje
w środowisku studenckim: są nieliczne. To ogólna tendencja ostatnich lat, niechęć do
zrzeszania się.
- Do tych dwóch procent należy jednak dodać tych, którzy nie są zaangażowani bezpośrednio
w działalność duszpasterstw, ale korzystają z nich przez uczestnictwo w Mszach
akademickich, rekolekcjach, różnego rodzaju wyjazdach - dodaje ks. Iwanek. - A to już
spora liczba.
Kryzys duszpasterstwa przeżywały na początku lat 90.
Ks. Iwanek: - To był czas zachłyśnięcia się wolnością. Widać było, jak ludzie
odchodzą od Kościoła, także od duszpasterstwa. U nas zostało 50 osób, może mniej.
Odrodzenie przyszło kilka lat później, może wraz z uświadomieniem sobie przez
duchownych potrzeby innej strategii działania. - W latach 80. wysiłek Kościoła polegał
na zagospodarowaniu ludzi, którzy sami przychodzili - tłumaczy ks. Iwanek. - Dziś
musimy zachęcić człowieka, żeby przyszedł, musimy szukać nowych form dotarcia do
niego. Działamy na "rynku światopoglądowym", pełnym różnych ofert. Nasza,
aby mogła się "sprzedać", musi być równie atrakcyjna, także pod względem
formy. Widzimy, jak prezentują się sekty, i w aspekcie technicznym na tym musimy się
wzorować.
To, co oferują duszpasterstwa, musi przyciągać uwagę: ulotki czy plakaty nie mogą być
skserowaną kartką papieru. Swoją formą powinny intrygować i zachęcać. Dotyczy to również
nabożeństw: Msze akademickie, choć dłuższe od "zwykłych", cieszą się
popularnością wśród studentów. Podczas tych nabożeństw ważna jest oprawa: śpiew,
służba liturgiczna, podejmowanie tematów, które intrygują młodych ludzi.
Ks. Iwanek: - W tym roku na rekolekcjach poruszaliśmy tematy proponowane przez studentów.
Ustawiliśmy skrzynki, do których mogli wrzucać pomysły. Mówiliśmy np. o małżeństwie.
Z badań wynika, że zaledwie jeden procent młodych ludzi zachowuje czystość przedmałżeńską.
To znaczy, że nie akceptują tu nauki Kościoła. Może z nikim o tym nie rozmawiali, może
więc czyjeś świadectwo życia zgodnie z przykazaniami ich przekona.
Sposobem na przyciągnięcie studentów jest też organizowanie dużych imprez, jak Chrześcijańskie
Dni Żaka, kolędowanie, koncerty. Może to nawet najskuteczniejszy sposób, aby studenci
dowiedzieli się, że duszpasterstwa w ogóle istnieją.
Najwięcej energii akcja informacyjna duszpasterstw pochłania na początku roku
akademickiego: są ulotki i zaproszenia, np. na obóz adaptacyjny. Na takie obozy jedzie
600-700 studentów.
- Ważne jest, aby studenci chociaż wiedzieli, że coś takiego istnieje, i że w trudnym
momencie mogą liczyć na pomoc - mówi ks. Iwanek. - Informację kierujemy również do
tych, którzy nie są zainteresowani naszą ofertą. Może w ich życiu przyjdzie taki
moment, że zapragną czegoś głębszego. Chciałbym, by wtedy pamiętali, że jest
miejsce, gdzie będą mogli się odnaleźć.
Ks. Iwanek podkreśla, że nie każdy musi być w duszpasterstwie: niektórzy po prostu
nie lubią się zrzeszać, choć korzystają z Mszy akademickich czy rekolekcji.
- Duszpasterstwo nie jest do zbawienia koniecznie potrzebne - zaznacza ze śmiechem.
Dla szukających i zakochanych
Z obserwacji ks. Miciaka, który w "Na miasteczku" pracuje od sześciu lat,
wynika, że duszpasterstwo młodnieje: studentom wcześniej udaje się odnaleźć wspólnoty
akademickie.
Ks. Miciak: - Gdy zaczynałem, przychodzili ludzie na czwartym-piątym roku studiów.
Teraz najwięcej jest z pierwszego-drugiego roku. Mnie to cieszy, bo oni mogą zapraszać
innych: ci, którzy się u nas angażują, są znani w swoim środowisku i wcale z tego
powodu nie cierpią.
W duszpasterstwie działa ok. 150 osób. Problemem jest duża rotacja, nawet w ciągu roku
akademickiego. - Trudno zatrzymać ludzi, by podjęli odpowiedzialność - mówi ks.
Miciak. - Czym innym jest bycie tu, ale bez podejmowania obowiązków, a czym innym np.
bycie animatorem.
W przeprowadzonej w duszpasterstwie ankiecie studenci deklarowali, że tygodniowo są w
stanie poświęcić duszpasterstwu godzinę, rzadko dwie. Ks. Miciak: - To niedużo, ale
ich rozumiem, bo się uczą. W końcu po to przyjeżdżają do Krakowa.
Największym powodzeniem we wszystkich duszpasterstwach cieszą się formy oparte na
grupach małych, zapewniających bezpośredni kontakt. Liczy się też różnorodność
grup: tak, by każdy mógł realizować się w interesującej go dziedzinie, jak
informatyka, teatr, film, taniec, wolontariat.
Ks. Iwanek: - Widzimy tendencję do duszpasterstwa indywidualnego, do pracy w małych
grupach. Ludzie mają bardziej skonkretyzowane oczekiwania. Dawniej organizowało się ogólne
konferencje w kościele. Dziś to się nie sprawdza. Studenci chcą dyskutować, a to umożliwiają
małe grupy.
U św. Anny największą popularnością cieszy się Akademicka Wspólnota: liczące do 15
osób grupy spotykają się w mieszkaniach czy akademikach. - Dzięki tej formie nie
zatracamy tego, co ważne dziś, gdy wszyscy żyją w pędzie, tracąc bezpośrednie
kontakty z innymi ludźmi. Owocem jest również dużo małżeństw między ludźmi, którzy
się tu poznali - mówi ks. Iwanek.
Ks. Miciak potwierdza, że trzeba stawiać na indywidualne docieranie do studenta: - Nasze
rekolekcje są wręcz ewangelizacyjne. Mówimy o najprostszych rzeczach. Nie dlatego, że
oni nie są przygotowani. Po prostu, każdy lubi słuchać, że jest kochany, że wszystko
zostanie mu wybaczone. O tym fundamencie często się w Kościele zapomina, uznając, że
to oczywiste.
Powodzeniem cieszą się otwarte spotkania dla poszukujących i niewierzących,
rozpoczynające się kolacją i słuchaniem listy przebojów "Trójki". Chętnie
studenci jadą też na weekendowe "kursy dla zakochanych". Ci, których nie stać,
też jadą: kurs mogą odpracować na miejscu, pomagając np. w kuchni.
Ks. Miciak: - Mamy dużo takich wyjazdów. Jeżeli ktoś nie ma co robić w weekend, może
z nami jechać. Nie musi później zostać w duszpasterstwie, to nie jest żadne zobowiązanie.
Jeśli się czegoś dobrego tu nauczy, choćby patrzeć po chrześcijańsku na swoje powołanie,
miłość, bycie razem, to też jest to ważne.
Także ks. Miciak obserwuje, że w ostatnich latach studenci oczekują dyskusji nie o
sprawach politycznych czy społecznych, ale religijnych: - Podczas spotkania modlitewnego
czy adoracji kościół jest pełen - mówi. - A kiedy organizujemy spotkanie z jakimś
znanym człowiekiem, trzeba się starać, żeby była frekwencja.
Te potrzeby religijne nie mają jednak charakteru pogłębionego. Ks. Miciak przyznaje, że
brakuje mu intelektualnego akcentu: grup zajmujących się teologią czy filozofią. - Młodzi
nie szukają dziś w Kościele wiedzy - mówi ksiądz - Czują się nią przeładowani,
atakowani ze wszystkich stron. U nas szukają klimatu, nastroju, metafizyki. Nie chcą
rozumieć, ale czuć.
Alternatywa i hip-hop
- To byłoby nierealne, aby 100 tys. krakowskich studentów uczestniczyło w
duszpasterstwie akademickim, i takiego celu sobie nie stawiamy - tłumaczy ks. Iwanek. -
Tylko niewielka część z nich chce pogłębiać swoją wiarę we wspólnotach
akademickich. Większość, prowadząca konsumpcyjny tryb życia, nie jest zainteresowana
naszą ofertą, bo religia kojarzy im się z wymaganiami i ograniczeniami. Trudno do człowieka
dotrzeć, gdy nie ma wspólnych punktów do dyskusji.
W dokumencie krakowskiej Rady Duszpasterstw Akademickich wśród najważniejszych czynników,
które mają odciągać studentów od przykościelnych wspólnot, wymienia się alkohol,
seks i "imprezy" oraz sekty. - Naszą odpowiedzią musi być duszpasterstwo
dynamiczne, wychodzące na zewnątrz i atrakcyjne - ks. Iwanek zaznacza, że nie pozwala
na tworzenie się skostniałych, zamkniętych struktur, żyjących swoim życiem i dla
siebie.
Sam, gdy jeszcze był na studiach, tak odbierał duszpasterstwa: jako hermetycznie zamkniętą
grupę ludzi, do której trudno wejść. - Dlatego robimy wiele akcji, by wyjść do
studentów i pokazać im, że coś atrakcyjnego się u nas dzieje - tłumaczy. - Niedawno
podczas przeglądu teatrów chrześcijańskich w popularnym klubie studenckim mieliśmy pełną
salę. Zamierzamy też zorganizować koncert hip-hopu chrześcijańskiego.
Duszpasterstwo, podkreśla ks. Iwanek, ma służyć całemu środowisku, nie tylko tym, którzy
się w nie angażują. Przykładem biura pośrednictwa kwater, prowadzone przez
duszpasterstwa (jedyne prowadzone za darmo). - Gdy ktoś wejdzie do naszej studenckiej
kawiarenki przy św. Annie, żeby skorzystać z usług biura, przy okazji zobaczy
zaproszenia, weźmie ulotkę, może usłyszy fragment rozmowy osób z duszpasterstwa. Może
coś go zachęci, żeby ponownie przyjść - mówi ks. Iwanek.
A przyjść może każdy, także niewierzący. Ks. Iwanek: - We wspólnocie mogą być
wszyscy, którzy chcą odnaleźć lub pogłębiać wiarę. To jest jedna ze ścieżek do
Boga.
Zaczyn Kościoła
- To ludzie w pewnym sensie wybrani. Widać to po ich stylu życia, związaniu z akcentem
religijnym na co dzień - tak ks. Miciak opowiada o studentach z duszpasterstwa. - Tam,
gdzie zamieszkają po studiach, będą zaczynem: będą organizować grupy oazowe albo współpracować
z parafią.
- Od chwili, gdy zacząłem prowadzić duszpasterstwo, myślałem o tym, by przygotowywać
tych ludzi do podjęcia odpowiedzialności w swojej parafii - dodaje.
Z tego, o czym mowa w raporcie Rady Duszpasterstw, ks. Miciak doskonale zdaje sobie sprawę:
- Wszechobecność alkoholu na "miasteczku" widać szczególnie w czasie
juwenaliów, gdy na każdym trawniku stoi grill, a obok skrzynki piwa - mówi. - Przez to
trudno się przebić.
|