dotb.gif

„TP”, Nr 23 (2813), 8 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2813/religia01.php



Unijne pastwiska

Z ks. Bogusławem Trzeciakiem, ekspertem Episkopatu Polski ds. integracji europejskiej, rozmawia Michał Okoński


MICHAŁ OKOŃSKI: - Czy można powiedzieć, że jest Ksiądz Danutą Hübner Episkopatu?

KS. BOGUSŁAW TRZECIAK: - Raczej Lechem Nikolskim (śmiech), bo zajmuję się informacją. Jeśli biskupi i świeccy potrzebują wiadomości czy dokumentów, mogą zwracać się do mnie.

- Z jakimi pytaniami?

- Przede wszystkim dotyczącymi aspektów prawno-etycznych. Pracowaliśmy np. nad "klauzulą o wartościach", dostarczając dokument, który wynegocjowała Malta, sprawdzaliśmy, jak to wygląda w innych krajach. Biskupi polscy nie muszą zajmować się tym, co COMECE [Komisja Episkopatów Wspólnoty Europejskiej], która przygotowuje też stanowiska w kwestiach gospodarczych, np. w sprawie wspólnej waluty czy globalizacji.

- Jakie jest właściwie stanowisko Kościoła w sprawie wejścia do UE?

- Ostrożne.

- Mimo ostatniej wypowiedzi Papieża?

- Tak. Stanowisko Kościoła jest bowiem dostosowane do tego, co dyskusja o integracji zrobiła z polskim społeczeństwem i Kościołem. Ludzie się podzielili, a hierarchia widząc, że tak się stało, zachowuje dystans. Biskupi mówią, że to sprawa odpowiedzialności obywatelskiej, ale dalej nie idą, żeby nie dzielić rodaków.

- Episkopaty Węgier i Litwy nie miały takich obaw.

- Ale tam społeczeństwo nie było aż tak podzielone.

- Czy pasterz nie powinien prowadzić owiec? Ksiądz mówi tak, jakby to owce prowadziły pasterza...

- Ja bym powiedział, że pasterz nie jest akurat od tych pastwisk, na które idziemy jako naród. Dziś biskupi już nie muszą wyręczać obywateli i pozostawiają sprawy polityczne ich odpowiedzialności. Kościół nie musi żyć magicznymi datami kolejnych głosowań, musi natomiast żyć napięciami społecznymi. Wyobraźmy sobie, że za rok pojawią się choćby pojedyncze ofiary unijnej transformacji. Kościół, który nie agitował za UE, będzie mógł skuteczniej pełnić wśród nich swą misję. Duchownych nie powinno oskarżać się o niepowodzenia gospodarcze, ale że opuścili swoje owce.

- Papież nie ma takich obaw...

- ...choć część polskiego Kościoła jest odmiennego zdania.

- Dlaczego? Przecież czytelniej niż Papież powiedzieć już nie sposób.

- Sam się nad tym zastanawiam. Kiedy wcześniej spierano się na temat papieskich słów, wydawało mi się, że dyskusja koncentruje się na rozumieniu słowa "Europa": czy Papież mówi o konkretnej strukturze politycznej, czy o wspólnocie europejskiej z małej litery, czyli przestrzeni kultury i historii. A do tej drugiej nie trzeba wchodzić, bo już w niej jesteśmy. Teraz wiadomo jednak, że Jan Paweł II mówi o Unii. Sceptycy wyciągają w odpowiedzi sformułowanie "na równych warunkach", ale przecież Papież nie ma tu na myśli ustaleń Traktatu Akcesyjnego, ale fakt, że po 50 latach za żelazną kurtyną możemy wreszcie nadrobić opóźnienia. Boję się, że tych nieprzekonanych już nie przekonamy: wbrew faktom do końca będą się czegoś jeszcze doszukiwać.

- Na kilka dni przed referendum kościelnym euroentuzjastom psuje szyki projekt preambuły Konstytucji Europejskiej. Mamy tu wprawdzie odwołanie do "kulturowego, religijnego i humanistycznego dziedzictwa", ale zbudowanego przez Rzym, Grecję czy Oświecenie - bez chrześcijaństwa...

- Jeżeli Polski nie będzie w strukturach Unii, to dyskusja nad konstytucją będzie dla nas w ogóle abstrakcją. Z naszego punktu widzenia Konwent ma do rozstrzygnięcia zasadniczo trzy sprawy religijne: Invocatio Dei, odwołanie do chrześcijaństwa i status prawny Kościołów. Na razie tylko ta ostatnia wydaje się rozstrzygnięta pozytywnie. No, ale w końcu Giscard d'Estaing to nie Mojżesz, a prawo wspólnotowe to nie kamienne tablice wyryte na zawsze - może my, Polacy, będziemy mogli je w Brukseli i Strasburgu zmieniać. Tylko że na razie nie mogę się doprosić zamieszczania w polskich tłumaczeniach Karty Praw Podstawowych UE wartości religijnych, tak jak zrobili to Niemcy - wszyscy posługują się wersją francuską lub angielską [w których mowa jest o "dziedzictwie duchowym i moralnym", a nie "religijnym" - red.]...

Jeździłem po Polsce z hiszpańskim księdzem José Marcosem March Arnau, który opowiadał o Hiszpanii w UE, i o tamtejszym Kościele. Mówił, że dla nich podstawowym problemem była odbudowa demokracji po upadku dyktatury Franco w 1975 r. Gdy w 1986 r. wstępowali do Wspólnoty Europejskiej, był to po prostu kolejny krok wzmacniający demokrację, konsekwencja wydarzeń sprzed 11 lat. A w Polsce jest tak, jakbyśmy zaczynali wszystko od nowa, jakby nie było roku 1989. Hiszpan nie mógł pojąć polskich lęków, że integracji będzie towarzyszyła jakaś demoralizacja, zagrożenia - przecież one już są, przez telewizję czy internet. Oczywiście, dookoła widać rozczarowanie rodzimą wersją demokracji: korupcja, brak zaufania do państwa itd. Ale Unia może tylko pomóc, narzucając mechanizmy kontroli.

- Papieska wypowiedź "zmusza" biskupów do skorygowania przedreferendalnego listu Episkopatu.

- Na to nie ma już czasu. Po prostu z listem Episkopatu w kościołach jest czytane papieskie wystąpienie.

- Ksiądz objeżdża Polskę organizując spotkania informacyjne, prelekcje... Jak jest z zainteresowaniem księży?

- Kiepsko. Tłumaczenia są różne: zła pogoda, pogrzeb, pierwsze komunie... Myślę, że my, księża, jesteśmy rasą ludzi, którym się wydaje, że już wszystko wiedzą.

- Może rzeczywiście wiedzą? Z badań Instytutu Spraw Publicznych wynika, że księża jeżdżą na Zachód, znają języki...

- Ale obracają się przede wszystkim w świecie katolickim. Nie wiem, czy naprawdę wiedzą, co się dzieje w Europie poza Kościołem. Widzą, owszem, dobrobyt, ale wracając do Polski chyba nie łączą zamożności z konkretnymi rozwiązaniami polityczno-ekonomicznymi. I nie chcą słuchać, nie są otwarci na dyskusje - zwłaszcza ci, którzy są przeciwko Unii. Ostatnio w Rzeszowie czy Jarosławiu ciągle słyszałem, że trzeciomajowe kazania były w dużej mierze antyunijne, skoncentrowane wokół idei obrony wartości narodowych przed zagrożeniem z zewnątrz. To ciekawy paradoks z tymi badaniami ISP: z sondażu wynika, że księża są "za", ale głoszą kazania "przeciw". Mam nadzieję, że takie kazania nie będą głoszone w niedzielę referendalną. Ale skoro nawet słowo Papieża nie pomaga...

- A Ksiądz wygłasza kazania o zjednoczonej Europie?

- Jeszcze mi się nie zdarzyło.

- To o czym Ksiądz będzie mówił w niedzielę referendalną?

- O zesłaniu Ducha Świętego i słowach Pana Jezusa: "Pokój wam".

- Nie widzi Ksiądz teologicznych przesłanek jednoczenia się Europy?

- Unia jest epizodem i dla Kościoła, i dla świata. Jest próbą zorganizowania się ludzi w konkretnym miejscu i czasie. Religia musi to przekraczać. Wyobraźmy sobie, że za 50 czy 100 lat Unia się rozpadnie. Co wtedy powiemy? Że argumenty teologiczne się zużyły? Robert Schuman jest kandydatem na ołtarze nie dlatego, że wymyślił Unię, ale dlatego, że był święty.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl