|
Unijne pastwiska
Z ks. Bogusławem Trzeciakiem, ekspertem Episkopatu Polski ds. integracji europejskiej,
rozmawia Michał Okoński
MICHAŁ OKOŃSKI: - Czy można powiedzieć, że jest Ksiądz Danutą Hübner Episkopatu?
KS. BOGUSŁAW TRZECIAK: - Raczej Lechem Nikolskim (śmiech), bo zajmuję się informacją.
Jeśli biskupi i świeccy potrzebują wiadomości czy dokumentów, mogą zwracać się do
mnie.
- Z jakimi pytaniami?
 |
 Ks. Bogusław Trzeciak |
|
- Przede wszystkim dotyczącymi aspektów prawno-etycznych. Pracowaliśmy np. nad
"klauzulą o wartościach", dostarczając dokument, który wynegocjowała Malta,
sprawdzaliśmy, jak to wygląda w innych krajach. Biskupi polscy nie muszą zajmować się
tym, co COMECE [Komisja Episkopatów Wspólnoty Europejskiej], która przygotowuje też
stanowiska w kwestiach gospodarczych, np. w sprawie wspólnej waluty czy globalizacji.
- Jakie jest właściwie stanowisko Kościoła w sprawie wejścia do UE?
- Ostrożne.
- Mimo ostatniej wypowiedzi Papieża?
- Tak. Stanowisko Kościoła jest bowiem dostosowane do tego, co dyskusja o integracji
zrobiła z polskim społeczeństwem i Kościołem. Ludzie się podzielili, a hierarchia
widząc, że tak się stało, zachowuje dystans. Biskupi mówią, że to sprawa
odpowiedzialności obywatelskiej, ale dalej nie idą, żeby nie dzielić rodaków.
- Episkopaty Węgier i Litwy nie miały takich obaw.
- Ale tam społeczeństwo nie było aż tak podzielone.
- Czy pasterz nie powinien prowadzić owiec? Ksiądz mówi tak, jakby to owce prowadziły
pasterza...
- Ja bym powiedział, że pasterz nie jest akurat od tych pastwisk, na które idziemy jako
naród. Dziś biskupi już nie muszą wyręczać obywateli i pozostawiają sprawy
polityczne ich odpowiedzialności. Kościół nie musi żyć magicznymi datami kolejnych głosowań,
musi natomiast żyć napięciami społecznymi. Wyobraźmy sobie, że za rok pojawią się
choćby pojedyncze ofiary unijnej transformacji. Kościół, który nie agitował za UE, będzie
mógł skuteczniej pełnić wśród nich swą misję. Duchownych nie powinno oskarżać się
o niepowodzenia gospodarcze, ale że opuścili swoje owce.
- Papież nie ma takich obaw...
- ...choć część polskiego Kościoła jest odmiennego zdania.
- Dlaczego? Przecież czytelniej niż Papież powiedzieć już nie sposób.
- Sam się nad tym zastanawiam. Kiedy wcześniej spierano się na temat papieskich słów,
wydawało mi się, że dyskusja koncentruje się na rozumieniu słowa "Europa":
czy Papież mówi o konkretnej strukturze politycznej, czy o wspólnocie europejskiej z małej
litery, czyli przestrzeni kultury i historii. A do tej drugiej nie trzeba wchodzić, bo już
w niej jesteśmy. Teraz wiadomo jednak, że Jan Paweł II mówi o Unii. Sceptycy wyciągają
w odpowiedzi sformułowanie "na równych warunkach", ale przecież Papież nie
ma tu na myśli ustaleń Traktatu Akcesyjnego, ale fakt, że po 50 latach za żelazną
kurtyną możemy wreszcie nadrobić opóźnienia. Boję się, że tych nieprzekonanych już
nie przekonamy: wbrew faktom do końca będą się czegoś jeszcze doszukiwać.
- Na kilka dni przed referendum kościelnym euroentuzjastom psuje szyki projekt preambuły
Konstytucji Europejskiej. Mamy tu wprawdzie odwołanie do "kulturowego, religijnego i
humanistycznego dziedzictwa", ale zbudowanego przez Rzym, Grecję czy Oświecenie -
bez chrześcijaństwa...
- Jeżeli Polski nie będzie w strukturach Unii, to dyskusja nad konstytucją będzie dla
nas w ogóle abstrakcją. Z naszego punktu widzenia Konwent ma do rozstrzygnięcia
zasadniczo trzy sprawy religijne: Invocatio Dei, odwołanie do chrześcijaństwa i status
prawny Kościołów. Na razie tylko ta ostatnia wydaje się rozstrzygnięta pozytywnie.
No, ale w końcu Giscard d'Estaing to nie Mojżesz, a prawo wspólnotowe to nie kamienne
tablice wyryte na zawsze - może my, Polacy, będziemy mogli je w Brukseli i Strasburgu
zmieniać. Tylko że na razie nie mogę się doprosić zamieszczania w polskich tłumaczeniach
Karty Praw Podstawowych UE wartości religijnych, tak jak zrobili to Niemcy - wszyscy posługują
się wersją francuską lub angielską [w których mowa jest o "dziedzictwie duchowym
i moralnym", a nie "religijnym" - red.]...
Jeździłem po Polsce z hiszpańskim księdzem José Marcosem March Arnau, który opowiadał
o Hiszpanii w UE, i o tamtejszym Kościele. Mówił, że dla nich podstawowym problemem była
odbudowa demokracji po upadku dyktatury Franco w 1975 r. Gdy w 1986 r. wstępowali do Wspólnoty
Europejskiej, był to po prostu kolejny krok wzmacniający demokrację, konsekwencja
wydarzeń sprzed 11 lat. A w Polsce jest tak, jakbyśmy zaczynali wszystko od nowa, jakby
nie było roku 1989. Hiszpan nie mógł pojąć polskich lęków, że integracji będzie
towarzyszyła jakaś demoralizacja, zagrożenia - przecież one już są, przez telewizję
czy internet. Oczywiście, dookoła widać rozczarowanie rodzimą wersją demokracji:
korupcja, brak zaufania do państwa itd. Ale Unia może tylko pomóc, narzucając
mechanizmy kontroli.
- Papieska wypowiedź "zmusza" biskupów do skorygowania przedreferendalnego
listu Episkopatu.
- Na to nie ma już czasu. Po prostu z listem Episkopatu w kościołach jest czytane
papieskie wystąpienie.
- Ksiądz objeżdża Polskę organizując spotkania informacyjne, prelekcje... Jak jest z
zainteresowaniem księży?
- Kiepsko. Tłumaczenia są różne: zła pogoda, pogrzeb, pierwsze komunie... Myślę, że
my, księża, jesteśmy rasą ludzi, którym się wydaje, że już wszystko wiedzą.
- Może rzeczywiście wiedzą? Z badań Instytutu Spraw Publicznych wynika, że księża
jeżdżą na Zachód, znają języki...
- Ale obracają się przede wszystkim w świecie katolickim. Nie wiem, czy naprawdę wiedzą,
co się dzieje w Europie poza Kościołem. Widzą, owszem, dobrobyt, ale wracając do
Polski chyba nie łączą zamożności z konkretnymi rozwiązaniami
polityczno-ekonomicznymi. I nie chcą słuchać, nie są otwarci na dyskusje - zwłaszcza
ci, którzy są przeciwko Unii. Ostatnio w Rzeszowie czy Jarosławiu ciągle słyszałem,
że trzeciomajowe kazania były w dużej mierze antyunijne, skoncentrowane wokół idei
obrony wartości narodowych przed zagrożeniem z zewnątrz. To ciekawy paradoks z tymi
badaniami ISP: z sondażu wynika, że księża są "za", ale głoszą kazania
"przeciw". Mam nadzieję, że takie kazania nie będą głoszone w niedzielę
referendalną. Ale skoro nawet słowo Papieża nie pomaga...
- A Ksiądz wygłasza kazania o zjednoczonej Europie?
- Jeszcze mi się nie zdarzyło.
- To o czym Ksiądz będzie mówił w niedzielę referendalną?
- O zesłaniu Ducha Świętego i słowach Pana Jezusa: "Pokój wam".
- Nie widzi Ksiądz teologicznych przesłanek jednoczenia się Europy?
- Unia jest epizodem i dla Kościoła, i dla świata. Jest próbą zorganizowania się
ludzi w konkretnym miejscu i czasie. Religia musi to przekraczać. Wyobraźmy sobie, że
za 50 czy 100 lat Unia się rozpadnie. Co wtedy powiemy? Że argumenty teologiczne się zużyły?
Robert Schuman jest kandydatem na ołtarze nie dlatego, że wymyślił Unię, ale dlatego,
że był święty.
|