|
Prasa krajowa
Strach a konformizm w PRL
Strach i konformizm były stałymi elementami życia w PRL. Ewoluował on jednak: tak jeśli
chodzi o natężenie, jak o źródła. W okresie stalinizmu dominował strach przed bezpośrednimi
represjami. Po 1956 r. strach zmienił swój charakter - a efektem był m.in. narastający
konformizm społeczeństwa - dowodzą w dyskusji w BIULETYNIE Instytutu Pamięci Narodowej
(25) dr Antoni Dudek z Biura Edukacji Publicznej IPN oraz dr Marcin Zaremba z Instytutu
Historycznego UW.
Antoni Dudek: Po 1956 r. poziom lęku obniżył się, co ułatwiło przystosowanie się do
rzeczywistości. Kluczem do zrozumienia tego, jak społeczeństwo w latach 50. i 60. coraz
bardziej wchodziło w PRL-owską rzeczywistość, jest zmniejszenie się spirali strachu.
Ludzie zaczęli się mniej bać, a jednocześnie zrozumieli, że żadnej radykalnej zmiany
nie będzie, upadek komunizmu nie nastąpi. Zwłaszcza, że poczuli, iż w tym systemie da
się żyć, więc siłą rzeczy zaczęli go akceptować. Na imieninach, przy wódce, dalej
mówiono, że komuna jest do d..., że diabli by wzięli tych komunistów. Niemniej system
dawał coraz większe możliwości awansu, nie trzeba już było robić rzeczy tak
obrzydliwych, jak przed 1956 r., by dostać wyższe stanowisko. Wystarczyło zapisać się
do partii, ona nie była taka jak dawniej, nie odbywały się już nieustanne zebrania, na
których demaskowano wrogów i wykańczano ludzi. Poza tym partia się umasowiała:
przyjmowano tych, którzy wcześniej nie mogli do niej należeć.
Marcin Zaremba: Cezurą konformizacji jest dla Polski rok 1956. Do lat 1953 i 1954 ludzie
liczyli się z wybuchem III wojny światowej i czekali końca komunizmu. Po 1956 r.
pojawia się brak alternatywy i konstatacja, że jakoś trzeba się adaptować, bo nie ma
nadziei na zmianę sytuacji ustrojowej. Tym bardziej, że wraz z ewolucją systemu w
kierunku modelu państwa opiekuńczego coraz lepiej się żyje. Cechą życia społecznego
i codziennego staje się dualizm, polegający na oddzieleniu świata prywatnego,
rodzinnego od zewnętrznego - partii, rzeczywistości oficjalnej. Codzienność prawie każdego
Polaka zaczęła koncentrować się na życiu rodzinnym. W latach 60. rozpoczęła się
nobilitacja prywatności. Wzrosło znaczenie świąt i rodzinnych rytuałów - jak
pierwsza komunia, imieniny, prywatki. Życie codzienne Polaków po pracy nie było życiem
ulicznym, jak na Zachodzie, gdzie ludzie spotykali się w pubach czy kawiarniach. Polską
specyfiką był dom i mieszkanie, gdzie można było być naturalnym i spontanicznym, bo
macki władzy tu nie sięgały.
Znamienne przy tym, że cały czas Polacy bali się... wojny. W okresie stalinowskim - po
przemówieniu Winstona Churchilla w Fulton w 1946 r. - niemal co miesiąc dochodziło do
paniki i wykupywania wszystkiego. W latach 60. wystarczyło kilka wezwań do komisji
poborowej i w całym powiecie znikał cukier. W czasie kryzysu berlińskiego w 1961 r. i
podczas kryzysu kubańskiego panika wojenna objęła cały kraj.
A.D.: Był jeszcze jeden oczywisty strach - na wsi, przed kolektywizacją. Gdy w 1956 r.
Gomułka odpuścił tę sprawę, ludzie odetchnęli, że to koniec z kolektywizacją. Ale
na wsi - nawet w latach 70. i 80. - panowało przeświadczenie, że władze prędzej czy później
do niej powrócą.
M.Z.: Co ważne: mówiąc o strachu w PRL, myślimy zwykle o strachu przed władzą. Tyle
że nigdy nie znikł on całkowicie. Chociażby wspomnienia ze stanu wojennego dowodzą,
że ludzie wciąż władzy się bali. Były nadto inne rodzaje strachu: związanego z
podwyżkami i innymi trudnościami życia codziennego; lęki, czy pensja starczy do
pierwszego albo - jak w latach 80. - czy będzie można wykupić kartki, albo czy
dostaniemy się do pociągu, jadąc z dziećmi na wczasy. Dlatego ludzie domagali się
kartek na żywność, bo nie trzeba stać godzinami i będzie można coś dostać.
Symbolem strachu był cukier: ilu ludzi miało jego zapasy! Fenomen pierwszej połowy lat
70. polegał na tym, że nagle zmalał problem aprowizacji. Oczywiście na prowincji, w
niektórych miastach i miasteczkach ciągle były niedobory, bo produkty przemysłowe i
spożywcze posyłano w pierwszej kolejności do dużych skupisk klasy robotniczej. Jednak
po 1971 r. nastąpiła wyraźna poprawa zaopatrzenia. Ma to odzwierciedlenie w badaniach
OBOP: optymizm wyraźnie wzrastał, spadek nastąpił dopiero po 1976 r. Są też badania
(z 1977 r.), co ludzie mogą kupić w najbliższym sklepie: 85 proc. - chleb, 55 proc. -
olej roślinny, 45 proc. - masło, 38 proc. - jaja, mniej niż 1 proc. - mięso wołowe
bez kości i szynkę. Są również badania dotyczące czasu, jaki ludzie spędzali w
kolejkach. "Czasochłonność dziennego zakupu artykułów częstego użytku przez
rodzinę" wynosiła w 1966 r. 63 min, 1970 r. - 94 min, 1971 r. - 73 min, a w 1976 r.
- już 98 min.
KB
|