dotb.gif

„TP”, Nr 23 (2813), 8 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2813/main02.php

Duch Święty: Bóg, który się nie oszczędza


"Stań się tym, kim jesteś"

Ks. Grzegorz Ryś


Zesłanie Ducha Świętego. Choć na nie oczekujemy, to przecież w życiu znakomitej większości z nas jest ono faktem dawno dokonanym. Jesteśmy bierzmowani. Otrzymaliśmy "sakrament Ducha Świętego" - lat temu 5, 10, 50... Liturgia tej uroczystości przychodzi więc nie tyle z całkowicie nowym przesłaniem, co raczej z mocnym przypomnieniem: "stań się tym, kim jesteś!" Jesteś chrześcijaninem - stań się nim; jesteś świątynią Ducha Świętego - stań się nią! Lepiej, pełniej, dojrzalej. Prawdziwie.


Co znaczy "żyć w Duchu Świętym"? Jakie postawy ów "Bóg nieznany" (i raczej zaniedbywany w naszej modlitwie) wnosi w nasze życie? Kim On jest? Biblia ukazuje Ducha Świętego za pomocą szeregu symboli. Każdy z nich objawia część prawdy o Nim. I każdy objawia część prawdy o nas. O tym, jakimi moglibyśmy być ludźmi, gdybyśmy tylko rzeczywiście otwierali się na DUCH-owy wymiar naszego życia.

A więc Duch pokazany jest najpierw (już w Księdze Rodzaju) jako WIATR (Ruah). Cechą wiatru jest wolność: wiatr wieje tam, gdzie chce, i głos jego słyszysz; lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd zmierza (por. J 3). Bóg - Duch jest wolny. I nieuchwytny. Nie można Go kupić. Nie można Go skrępować. Nie można Go zamknąć w jednej (najlepiej mojej własnej) formule, obrazie, formie pobożności. Spotyka się z nami, bo tego chce. To miłość, a nie związek wzajemnych interesów. Człowiek żyjący w Duchu zna wartość wolności: tak jest z każdym, kto narodził się z Ducha. Niełatwo się jej wyrzeka, przekazując prawo do decydowania o sobie komuś innemu. To znaczy także, że jest człowiekiem sumienia. I nie boi się odpowiedzialności.

Dalej Duch pokazywany jest w Biblii jako OGIEŃ. Ogień jest symbolem miłości. Tak mówi "Pieśń nad pieśniami": "jak śmierć potężna jest miłość, żar jej to żar ognia". A papież Jan Paweł II (w encyklice "Dominum et vivificantem"): "w tajemnicy Trójcy Świętej Duch Święty jest osobową miłością". Miłość jest w chrześcijaństwie pojęciem prostym. Definicją. Syntezą. Być może jedyne pytanie, jakie warto sobie w naszej wierze zadawać, brzmi: czy kocham tego konkretnego człowieka? I w jaki sposób powinienem to wyrazić?

Kolejnym symbolem Ducha Świętego jest WODA. W Ewangelii Janowej słyszymy słowa Jezusa: "Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do mnie i pije strumienie wody żywej". I komentarz Jana: "A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego". Woda ma wiele wspaniałych cech, ale jej cechą podstawową jest pokora. Wprost proporcjonalna do niezbędności. Potrzebujemy wody niemal do wszystkiego, a przecież z reguły jej nie zauważamy: pijemy kawę, jemy rosół, malujemy akwarelami. Bez wody to niemożliwe; nie uznajemy wszakże za konieczne mówić np. iż pijemy "kawę z wodą". Woda czyni dobro w sposób absolutnie bezpretensjonalny, bezinteresowny, anonimowy, zadowalając się pozostawaniem na drugim planie lub wręcz całkowicie w ukryciu. To jest cecha prawdziwych uczniów: gdy dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą...

Duch jest także OLEJEM. Pismo Święte nazywa Go "olejem radości". Radość to kolejna bardzo ważna cnota. Stanowczo za mało poświęcamy jej czasu w naszej refleksji, w naszych kazaniach, w naszych rachunkach sumienia. A tymczasem w Kościele starożytnym Ojcowie nie wahali się zaliczać smutku do zbioru grzechów głównych (w V wieku wymieniano ich osiem, a nie - jak dziś - siedem; ósmym był właśnie smutek). Pierwszym smutnym człowiekiem w Biblii jest Kain. Pierwszym owocem smutku - bratobójstwo!

Duch - olej jest także Bogiem konsekracji. Celem namaszczenia olejem jest uświęcenie. "Uświęcić" pierwotnie znaczyło przede wszystkim tyle, co "oddzielić". Kielich mszalny jest "oddzielony" od zwykłego użytkowania - nie pijemy z niego wódki czy koniaku. "Poświęcony" kościół jest "oddzielony" od sfery profanum - nie urządzamy w nim dyskoteki czy targowiska. Namaszczenie decyduje więc o jakiejś "inności", nie - powszechności. Czy potrafimy być inni? Czy czymkolwiek się jeszcze odróżniamy od "świata"? Czy nie zrobiliśmy wszystkiego, by się do niego upodobnić? Czy - by ograniczyć się jedynie do przykładowego pytania - w naszych kościelnych instytucjach człowiek jest choć trochę inaczej traktowany niż w odpowiadających im instytucjach "świeckich"?

Najpopularniejszym wszakże symbolem Ducha Świętego jest GOŁĘBICA. Nie, to nie "gołąbek pokoju". W świecie biblijnym gołębica jest przede wszystkim symbolem ofiary. I to ofiary dobrowolnej: zabijana gołębica, sama - jakby wbrew naturze - wyciąga szyję pod nóż. Duch - gołębica jest Bogiem ofiarnym. Bogiem, który się nie oszczędza. Który się wyniszcza dla człowieka. Gotowy jest nawet dla niego umrzeć. To Bóg, który znacznie więcej wymaga od siebie niż od ludzi. Bóg, który oszczędza dziecko Abrahamowe, ale własnego Syna - nie.

To niesłychanie ważny wymiar dzisiejszej refleksji. Na co dzień zbyt łatwo ulegamy pokusie myślenia, iż Bóg jest w naszym życiu katalogiem wymagań, serią ograniczeń i wyrzeczeń. Bogiem zakazów, złodziejem, który okrada nas ze szczęścia. Tzw. "wola Boża" w pierwszym odruchu kojarzy nam się z doświadczeniem, cierpieniem, chorobą ("pogódź się z wolą Bożą"...); ze wszystkim, tylko nie ze szczęściem. Duch - gołębica stoi na straży naszego poprawnego obrazu Boga. To nie jest kwestia teorii, zadanej refleksji kilku teologów. Musimy wiedzieć, kim jest Bóg, by zrozumieć w pełni siebie - stworzonych na Jego podobieństwo. To właśnie "życie w Duchu" (w Bogu ofiarnym) decyduje o tym, że wolimy należeć do grona tych, którzy cierpią niż tych, którzy zadają cierpienie. Smucić się raczej, niż stawać się powodem smutku. Raczej doznawać niedostatku niż kraść. Raczej oddać - gdyby zaszła taka potrzeba - własne życie niż zabić inne.

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl