|
|
Listy

Pieścidełko
Po lekturze tekstu Jerzego Korczaka o Karolu Estreicherze i jego dziennikach
("TP" nr 18//2003)
chciałam przypomnieć o roli, jaką Estreicher odegrał w
historii sandomierskiego Muzeum Diecezjalnego.
Do urządzenia muzealnej ekspozycji w późnogotyckim Domu Długosza został zaproszony w
końcu lat 30. właśnie Karol Estreicher. Jak czytamy w archiwaliach: "Zarówno dr
Estreicherowi, uczonemu historykowi sztuki, jak ks. prałatowi Górskiemu [kustoszowi] szło
o najwyższy poziom naukowy Muzeum (...). Naradzali się nad jego charakterem: muzeum czy
wnętrze muzealne? Wybrali drogę pośrednią". 26 października 1937 r. odbyło się
uroczyste otwarcie Muzeum. W księdze pamiątkowej Estreicher napisał: "Napracowałem
się przy tym sporo, obmyślając wszystko szczegółowo. Dziś nareszcie dzieło zostało
skończone. Finis opus coronat".
Kształt ekspozycji, która przetrwała do dziś w prawie niezmienionym układzie, jest pełnym
zwycięstwem romantyzmu. Powszechnie dostrzegana odmienność Muzeum Diecezjalnego wyraża
się w kompozycji urządzenia poszczególnych sal zgodnie z zasadą horror vacui. Osiągnięto
efekt przepełnienia wnętrz dużą liczbą eksponatów ułożonych w sposób dekoracyjny,
niekiedy z zastosowaniem stylizacji, która nawiązywać ma do ich pierwotnej roli. To
wszystko sprawia, że Muzeum pełne jest złożoności form, elementów tajemniczości, a
dzieła o dużej wartości artystycznej przemieszane są z mniej znamienitymi. Napisał
przed laty Jan Błoński: "Przepadam za tym muzeum; mógłbym gapić się godzinami.
Ile razy przyjeżdżam, wyganiać mnie muszą rodzina czy przyjaciele. Czy nie rozumieją,
że została tu wystawiona - a raczej wystawiła się sama - prawdziwa Polska? (...)
Efekt, którego w pocie czoła szukali twórcy "Polaków portretu własnego",
wytworzył się tu niejako samoistnie, przez nawarstwienie się znalezisk, kolekcji,
depozytów" ("Kilka myśli co nie nowe", Kraków 1985).
Otwarcie Muzeum nie oznaczało rozstania Karola Estreichera z Sandomierzem. Krakowski
uczony podjął się opisania i skatalogowania zbiorów. Pracę zakończył w kwietniu
1939 r. W pięciu drewnianych pudełkach przechowujemy sporządzone wówczas przezeń
spisy obejmujące 3306 pozycji. Podczas wojny Muzeum utraciło obraz Łukasza Cranacha
Starszego "Matka Boska z Dzieciątkiem i św. Katarzyną Aleksandryjską"; dzięki
Estreicherowi obraz powrócił do Sandomierza. A w liście, jaki ks. Górski wysłał w
1949 r. do Estreichera, czytamy: "Dziękuję za pierwszy list skreślony po przerwie
niemal 10 lat, dużo w tym czasie zaszło zmian. Może nadarzy się jaka okoliczność do
obszerniejszej gawędy. Należałoby odwiedzić Muzeum, wszak to umiłowane pieścidełko
Pana Profesora".
Urszula Stępień
kustosz w sandomierskim
Muzeum Diecezjalnym
Czego mam się trzymać?
Nawiązując do tekstu pani Edyty Mętel "Młodzieży portret własny"
("TP" 16/2003)
, przedstawiam portret młodzieży widzianej moimi oczyma - oczyma
maturzystki z niewielkiego miasteczka na wschodzie Polski.
Nie jesteśmy pokoleniem wychowanym, czy chociaż pamiętającym lata PRL-u, które robiło
zawrotne kariery w połowie lat 90. Nie jesteśmy też jednak zafascynowanymi multimediami
dzieciakami, które serię "Poczytaj mi mamo" znają tylko z nudnych wspomnień
starszego rodzeństwa. Nie mam pojęcia, jak to, co dzieje się wokół, miałoby tworzyć
z nas pokolenie, jak to sugeruje pani Mętel.
Za miesiąc kończę 18 lat. Wkraczam w tzw. dorosłość. Rozglądam się wokoło i pukam
w czoło. Gdzie oni są, ci dorośli, mądrzy, odpowiedzialni, z zasadami? Gotowa jestem
uznać to za nierozsądne marzenie dzieciństwa. Nie wiem, co mogłoby sprawić, że
dumnie będziemy nazywać to pokolenie ,,naszym", wspólnym. Teraz każdy chce być
oryginalny, postrzegany jako największa indywidualność. Niektórzy pozostają ciągle w
podstawówce, jeśli chodzi o lektury, zainteresowania, poziom języka. Inni dziwnie na
mnie patrzą, gdy okaże się, że nie wiem, czym jest np. ekwilibrystyka myślowa.
Na studia pójdę nie z konieczności, ale z pasji. Do kościoła chodzę, we Mszy staram
się uczestniczyć najlepiej jak potrafię. Do polityki nabrałam już wstrętu. Dużo
czytam. Chciałabym być dobrym tłumaczem, ale chcę też mieć rodzinę. Biorę pod uwagę
nawet status kury domowej. Jak ułoży się moje życie?
W ferworze przygotowań przedmaturalnych trafiłam na ustęp o postmodernizmie. Chociaż
nie jestem fanatyczką New Age i dziwi mnie teoria Francisa Fukuyamy, sieczka kulturowa
jest dla naszego pokolenia dość charakterystyczna. Wdychamy kadzidełka (najlepiej
opium), ćwicząc jogę, zaraz potem wyrażamy zachwyt kulturą iberoamerykańską, a
wieczorem grzecznie drepczemy na nabożeństwo majowe. Przesadzam? Z pewnością! Czasami
jednak zastanawiam się, dlaczego nie urodziłam się w jakiejś zapadłej dziurze, gdzie
tata budziłby mnie o 5.30 rano, żebym zdążyła przed wyjściem do szkoły przegonić
krowy, a babcia co niedzielę prowadziłaby mnie do oddalonej o pięć kilometrów
kaplicy. Chciałabym się móc czegoś kurczowo trzymać, znać nienaruszalne sacrum, a
dopiero potem konfrontować to z rzeczywistością innych tradycji, kultur czy religii.
ANNA WYSOKIŃSKA
(Łuków, woj. lubelskie)
Dzieje Pięciu Braci
Dziękuję za ciekawy reportaż Stanisława Zasady "Wydzierają sobie świętych"
("TP" nr 18/2003).
Nakreślę pominięte przez autora tekstu wątki, które
wydają się ważne dla tego tematu.
Należałoby "wytłuścić" zdanie prof. Gerarda Labudy: ani Międzyrzecz, ani
Kazimierz Biskupi, bowiem w tym miejscu tkwi sedno dyskusji, mylącej kategorie kultu i
miejsca męczeńskiej śmierci eremitów. Szkoda, że autor, powołując się na monografię
Kazimierza Biskupiego, nie wspomina o tekście znakomitej badaczki tego tematu, zawartym w
tejże monografii, K. Górskiej-Gołaskiej. Wskazuje ona na bp. Andrzeja Łaskarza, jako
inicjatora kultu męczenników w Kazimierzu Biskupim, co pociąga za sobą wiele ciekawych
wątków badawczych, jak: historia fundacji w Gosławicach i biskupstwa lubuskiego, a
potem, przechodząc do następców Łaskarza, osoby bp. Lubrańskiego, dziejów fundacji
bernardyńskiej oraz kaplicy Pięciu Braci w katedrze poznańskiej. Warto wczytać się też
w znakomity tekst prof. B. Kurbis, dotyczący napisu w katedrze gnieźnieńskiej.
Biblioteka Kórnicka opublikowała w 1993 r. nieznany przekaz o historii Pięciu Braci w
opracowaniu K. Nizio. Martwi pominięcie w artykule najważniejszej osoby dla odrodzenia
kultu Pięciu Braci w Kazimierzu Biskupim - ks. T. Duszy, misjonarza Świętej Rodziny,
dzięki któremu dyskusja zyskała naukowy wymiar. Szkoda też, że nikt z rozmówców nie
wspomniał o konferencjach naukowych dotyczących tej kwestii, które odbyły się w
kazimierskim seminarium. Zabierali na nich głos znakomici znawcy polskiego średniowiecza,
których opinie warto byłoby zaprezentować.
Bez tych wątków reportaż, niechcący, ogałaca dyskusję dotyczącą początków
polskiego chrześcijaństwa i wprowadza ją w nieco folklorystyczny wymiar. Mimo podziałów,
jakie wywołują prace badawcze, kult Pięciu Braci w Kazimierzu Biskupim oraz działalność
misjonarzy Świętej Rodziny doprowadziły do powstania poczucia tożsamości małej
ojczyzny dla społeczności stworzonej przez zmiany gospodarcze na tych terenach. Jakże
nudna byłaby historia początków polskiego chrześcijaństwa, gdyby u jej początków
stanęła święta osoba władcy, co być może stało się permanentnym signum temporis
poloniae.
REMIGIUSZ T. CIESIELSKI
(Konin)
Nie o spór chodzi
Stanisław Zasada stara się przekonać czytelników, że: ,,Kazimierz Biskupi i Międzyrzecz
walczą o pierwszych polskich męczenników", a nawet ,,wydzierają sobie świętych".
Ani jedno, ani drugie, a sprawa warta jest bardziej wnikliwego podejścia. Historia
wskazuje na Międzyrzecz, jako miejsce pracy misyjnej i śmierci Pięciu Męczenników,
natomiast tradycja - i to późniejsza, przejawiająca się w kulcie - na Kazimierz
Biskupi.
O pierwszych polskich męczennikach Jan Paweł II mówił w Gorzowie Wielkopolskim 2
czerwca 1997 r.: "Ich śmierć męczeńska, obok św. Wojciecha, stoi niejako na
progu milenium chrześcijaństwa na naszych ziemiach. (...) Wspólnota wasza ma za swych
patronów męczenników, którzy - obok św. Wojciecha - są najstarszymi świadkami
Chrystusa na ziemi polskiej. Tradycja Kościoła zachowała pamięć tych eremitów:
Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Krystyna, którzy żyli tutaj w waszych stronach za
czasów Bolesława Chrobrego". Słuchałem wtedy Papieża i jego słowa były dla
mnie potwierdzeniem i uświęceniem historycznej prawdy odkrywanej przez badaczy dziejów
Kościoła w Polsce.
Jeden ze śródtytułów tekstu ,,Czy Papież się myli" to, najdelikatniej rzecz
oceniając, anachronizm. Kiedy w 1964 r. przyjechałem do Międzyrzecza, istotną dla mnie
informacją było krótkie zdanie wyczytane w encyklopedii: "wczesnośredniowieczny
gród piastowski, na początku XI w. klasztor eremitów założony przez Bolesława
Chrobrego", a osobiste przeżycie obchodów tysiąclecia chrześcijaństwa i przejęcie
relikwii Pięciu Braci z Kazimierza Biskupiego, było pogłębieniem tej historycznej
konstatacji. Ks. bp Antoni Pawłowski z Włocławka, który relikwie przekazywał, napisał
wtedy w urzędowym dekrecie: ,,Do niedawna było ogólne przekonanie, że zarówno życiem,
jak i śmiercią, Męczennicy Ci związani byli z Kazimierzem Biskupim. Dzisiaj badacze
naszych dziejów utrzymują raczej, że miało to miejsce w Międzyrzeczu". Niedługo
potem, w 1970 r., odwiedzając klasztor ojców kamedułów na Bielanach w Krakowie, usłyszałem
słowa brata furtiana: ,,Międzyrzecz! Pięciu naszych braci. Za wami historia, ale za
Kazimierzem tradycja!" - które uświadomiły mi, jaką siłę ma wielowiekowa
tradycja.
W badaniu historii i tradycji mieliśmy przez lata wielu znakomitych przewodników. Począwszy
od sierpnia 1945 r., gdy na Ziemiach Zachodnich zaczęli się osiedlać Polacy, a ówczesny
administrator apostolski tych ziem, pochodzący z Poznania, ks. Edmund Nowicki ustanowił
Pięciu Braci Polskich patronami tworzącej się diecezji gorzowskiej. Po wypowiedź Jana
Pawła II z marca 2002 r., kiedy w liście przesłanym z okazji obchodów w Rawennie tysięcznej
rocznicy wysłania mnichów do Polski napisał: "W 1001 r. Benedykt i Jan na
zaproszenie księcia Bolesława wyruszyli z pustelni Pereum w Rawennie do dalekiej ziemi
polskiej, która dopiero co przyjęła wiarę chrześcijańską, by tutaj siać słowo Boże.
Przepełnieni wielką żarliwością, przybyli do miejsca zwanego Międzyrzecz".
(,,Ecclesiastica", Gorzów 2002).
Na koniec kilka sprostowań. Gotycki kościół na fotografii jest kościołem pod
wezwaniem św. Jana Chrzciciela, a nie Pięciu Braci, jak informuje podpis pod zdjęciem
(od 1966 r. jest w nim boczny ołtarz poświęcony eremitom). Męczenników kanonizował
Papież Jan XVIII, a nie XVII, jak możemy przeczytać w tekście. Poza Brandenburczykami,
którzy byli już wtedy chrześcijanami, w okolice Międzyrzecza zapuszczali się pogańscy
Wieleci, Lutycy i Pomorzanie. Międzyrzecz był grodem obronnym.
Autor tekstu nie uszanował naszej lokalnej społeczności, która od wielu lat, odradzając
kult Pięciu Braci, zacieśnia więzy między mieszkańcami - punkt odniesienia budowany
na źródłach i badaniach historycznych. Ważny nie tylko dla pokoleń z trudnego okresu
powojennego. Także dla tych, których szlak prowadził wcześniej przez Monte Cassino,
obok wspomnianej przez Papieża pustelni Pereum.
ZYGMUNT SZCZUCKI
(Międzyrzecz, woj. wielkopolskie)
Pomóż Agacie
12-letnia Agata Nowak choruje na marskość wątroby (na tle jej autoimmunologicznego
zapalenia). Jako że jej życie może uratować tylko przeszczep tego organu, dziewczynka
powinna wyjechać na leczenie do jednej z zagranicznych klinik. Nawiązaliśmy już
kontakt z renomowanymi klinikami, stałymi członkami Eurotransplantu, w Belgii i Francji,
w których koszt operacji, wraz z 3-miesięcznym klinicznym prowadzeniem pooperacyjnym,
waha się między 60-100 tys. USD.
Zwracamy się do wszystkich ludzi dobrej woli, prosząc o wsparcie finansowe leczenia
Agaty. Podajemy numer konta:
bank PeKaO SA I o/Kraków
12401431-7007439-2700-401112-222-0000
z dopiskiem "dla Agaty Nowak".
Wszystkim darczyńcom z góry dziękujemy.
Zarząd Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom Chorym na Schorzenia Dróg Żółciowych i Wątroby
,,LIVER" w Krakowie
|
|