|
Obrazy-cytaty Włodzimierza Pawlaka
Tablice uczące
Bogusław Deptuła
Najnowsza wystawa obrazów Włodzimierza Pawlaka, w latach 80. współzałożyciela sławnej
"Gruppy", to właściwie swoista ucieczka przed własną wystawą w świat
historii sztuki, w świat ulubionych, ale cudzych obrazów.
Każdy ma swojego ulubionego malarza, malarzy. Chcielibyśmy mieć ich obrazy, móc z nimi
obcować na co dzień, czerpać z nich siły. Malarze mogą sobie sami tworzyć kolekcje
ulubionych obrazów, mogą malować ich kopie, przetwarzać i włączać do swoich obrazów.
Pawlak porusza się wśród warsztatowych pułapek ze zręcznością iluzjonisty, umie
namalować dowolną rzecz w dowolnym stylu. Teraz przedstawił jedenaście kompozycji pod
wspólnym tytułem "Przestrzeń logiczna obrazu". Wszystkie zostały namalowane
w latach 2000-2002, wszystkie są kwadratowe, o wymiarach 150 x 150 cm, wszystkie składają
się wielu drobnych "obrazków", zebranych na owych zuniformizowanych formatach.
Na dwóch zgromadzono wyłącznie obrazy Kazimierza Malewicza, na czterech - obrazy i inne
dzieła rosyjskich rewolucyjnych awangardzistów, kolejny sięga do wyobrażeń z początków
sztuki, do malarstwa jaskiniowego, ale i do sztuki greckiej. Cztery pozostałe to już
swoiste rozważania formalne na temat kolorów, form, faktur, kompozycji i perspektywy.
Wyglądają jak zwyczajne obrazy abstrakcyjne. Jednak i na niektórych z nich pojawiają
się ołówkowe podpisy; wszystko, co wymaga podpisu, jest przez Pawlaka podpisane. Są
zatem w owym zbiorze obrazy-cytaty - bo cytują z innych malarzy, i obrazy-autocytaty - bo
odwołują się do malarskich umiejętności i możliwości Włodzimierza Pawlaka.
Można spojrzeć na te obrazy jak na kolejny fragment dziwnego dziennika malarskiego, który
ten malarz prowadził i pewnie nadal prowadzi: złapane muchy, wygniecione tubki farb,
wypalone papierosy, przeżyte dni. Pawlak konsekwentnie i mozolnie nawleka przeżyte
chwile na kolejne obrazy, czyniąc z nich efemeryczną, bo niepełną, ale jednak kronikę
życia. Jego wcześniejsze malarskie cykle, jak choćby "Tablice dydaktyczne",
polegały na zapełnianiu powierzchni płócien litaniami przedmiotów ujmowanych w
wybranym porządku. Najnowszy cykl mieści się doskonale w głównym nurcie malarskiego
procederu Pawlaka i jest konsekwencją artystycznych wyborów dokonanych już przed wielu
laty.
Można co najwyżej zauważyć pewną zmianę jakościową, bo rzeczywiście malarska jakość
zminiaturyzowanych konstruktywistycznych obrazków jest wyjątkowa. W tej dbałości jest
coś więcej niż bycie blisko oryginału, to jakby chęć dania równoprawnego
malarskiego ekwiwalentu. Przecież mogłyby to być zbiory pocztówek przyklejonych do płótna...
Ale wtedy zabrakłoby owego silnego uczuciowego przekazu, który zawiera się w malowaniu.
To jest oddawanie hołdu ulubionemu malarzowi - mistrzowi; z niego płynie nauka i siła,
dlatego warto go malować.
Niedawno pisałem o autotematycznej wystawie Tomasza Ciecierskiego. Jednak Ciecierski
rozprawiał przede wszystkim o swoich obrazach. Co ciekawe, uciekał wyraźnie od samego
malowania, wiele tam było fotografii i reprodukcji. Dywagacje Ciecierskiego może niezupełnie
przystają do tego, co zrobił Pawlak, ale jednocześnie, choć inaczej, mówią o czymś
podobnym: o źródłach, o inspiracji, o procesie twórczym. "Przestrzeń logiczna
obrazu" w wersji Pawlaka na pewno jest bardziej estetyczna i historyczna. To nie
zarzut, to stwierdzenie faktu. Fascynuje mnie, że tak blisko w czasie i przestrzeni
powstały te dwie wystawy, obie poświęcone ontologicznemu statusowi obrazu w naszych
rozpędzonych czasach.
Malarskim zapiskom Pawlaka towarzyszą jego rozważania teoretyczne. Nie ma ich w katalogu
towarzyszącym warszawskiej wystawie, fragmenty można znaleźć w erudycyjnym i
wszechstronnym tekście Gabrieli Świtek "Co miałoby zastąpić obraz? Notatki o
Pawlaku". Wynika z niego, że sposobem Pawlaka na codzienny zgiełk, także w sztuce,
jest malowanie, malowanie i prowadzenie dziennika, tak jak to robili dawni malarze.
Pawlak, niegdysiejszy kontestator i zgrywus, członek sławnej "Gruppy", zmienił
się w poważnego, ba, wręcz zachowawczego i szalenie zasadniczego malarza. Ta powaga
przebija z jego płócien i to mi się chyba w nich najmniej podoba. Powinno tam pozostać
coś z żartu, zabawy, przekomarzania się z widzem, jakiś oszustwo, pastisz,
przewalanka, a tu nie, wszystko jak najbardziej serio. Poważna i solenna lekcja, z której
wyparowała lekkość i swoboda.
Katalog fascynacji malarskich, choć pewnie i tak niepełny, obejrzałem, a teraz z wielką
niecierpliwością czekam na nową wystawę Włodzimierza Pawlaka.
Włodzimierz Pawlak, "Przestrzeń logiczna obrazu", Warszawa, Galeria
Kordegarda, kwiecień - czerwiec 2003, kurator: Teresa Anna Stepnowska.
|