adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 23 (2813)
8 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Zdrada

Marcin Król


Zastanawiałem się, jak w dzisiejszych czasach, w czasach demokracji i niepodległości, można zdradzić Polskę. Zdrada typu wojskowego raczej nie wchodzi w grę, zdrada polegająca na ujawnieniu polskich tajemnic technologicznych wydaje się mało prawdopodobna, bowiem takich tajemnic nam brak. Jednak, teraz, w przeddzień referendum, wiem, na czym może polegać zdrada. Nie na głosowaniu przeciw wejściu Polski do Unii Europejskiej, chociaż jest to zapewne błąd, o jakim w historii będzie się bardzo źle mówiło, ale na użyciu antyunijnego argumentu z powodów osobistych lub partyjnych, dla osiągnięcia popularności lub sukcesu wyborczego.

Nie używałbym pojęcia zdrady w stosunku do tych, którzy mają rozsądne - w ich mniemaniu - argumenty na rzecz tezy, że uczestnictwo Polski w Unii Europejskiej będzie dla nas szkodliwe. Dotychczas wprawdzie takich argumentów nie słyszałem, ale można spróbować sobie wyobrazić na przykład orientację prowschodnią, która polegałaby na tym, że chcemy cywilizować Rosję i razem z nią ustanowić słowiańską potęgę (pod naszym kierownictwem). Wprawdzie w XIX wieku byli już tacy, którzy roili o podobnych rozwiązaniach i historia potraktowała ich okrutnie, ale zawsze można znów spróbować. Inna koncepcja mogłaby polegać na nowym izolacjonizmie Polski, ale z czego byśmy wtedy żyli - nie wiadomo.

Natomiast odpada kilka innych tradycyjnych argumentów nacjonalistycznych: nie ma już dzikiej konkurencji gospodarczej narodów, jaką postulowano na początku XX wieku. Dzisiaj narody bogacą się dzięki współpracy, a nie dzięki walce o rynki. Nie ma argumentów religijnych, nie tylko dlatego, że "tak" powiedział Jan Paweł II, ale przede wszystkim dlatego, że cała Europa jest w podobnym stopniu chrześcijańska i równocześnie świecka. Nie ma też sensu argument, że obcy kapitał nas wykorzysta, bo praktycznie nie ma polskiego kapitału, a kilku polskich miliarderów żyje z usług i pośrednictwa. Czy to ich interesy mają nam leżeć szczególnie na sercu? Wreszcie argument z dziedziny rolnictwa jest jawnie nonsensowny, bo polskie rolnictwo jest w stanie beznadziejnym i po prostu gorzej być nie może, nawet w Unii Europejskiej.

Wynikałoby z tego, że dobrych argumentów przeciwko naszemu wejściu do Unii po prostu nie ma. Jednak nie chcę tak stanowczo tego formułować. Natomiast z całą stanowczością można powiedzieć, co już teraz wiadomo. Otóż pierwsze lata po wejściu do Unii będą zapewne trudne i będzie okazja, by wykorzystać niezadowolenie społeczne. Tak postępować i na to liczyć może tylko zdrajca. Na pewno nie wszystkie negocjacje będą się toczyły zgodnie z naszymi oczekiwaniami, ale to jest do przewidzenia i cieszyć się z tego może tylko zdrajca.

Mam we Francji czy Wielkiej Brytanii przyjaciół, którzy głosowali przeciwko wejściu ich krajów do Unii, ale my nie jesteśmy w położeniu Francji czy Wielkiej Brytanii, gdzie inne ewentualności miałyby solidne uzasadnienie. My jesteśmy, przy wszystkich wątpliwościach, na Unię skazani. My, to znaczy wspólnota Polaków. W ramach niej można debatować o wszystkim, jednak kto podejmie decyzję i wzywał będzie innych do podjęcia decyzji w imię prywaty, ten stawia się poza ową wspólnotą, która jest demokratyczna, ale także patriotyczna. To właśnie jest zdrajca. Marny jego los.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny