|
Zdrada
Marcin Król
Zastanawiałem się, jak w dzisiejszych czasach, w czasach demokracji i niepodległości,
można zdradzić Polskę. Zdrada typu wojskowego raczej nie wchodzi w grę, zdrada polegająca
na ujawnieniu polskich tajemnic technologicznych wydaje się mało prawdopodobna, bowiem
takich tajemnic nam brak. Jednak, teraz, w przeddzień referendum, wiem, na czym może
polegać zdrada. Nie na głosowaniu przeciw wejściu Polski do Unii Europejskiej, chociaż
jest to zapewne błąd, o jakim w historii będzie się bardzo źle mówiło, ale na użyciu
antyunijnego argumentu z powodów osobistych lub partyjnych, dla osiągnięcia popularności
lub sukcesu wyborczego.
Nie używałbym pojęcia zdrady w stosunku do tych, którzy mają rozsądne - w ich
mniemaniu - argumenty na rzecz tezy, że uczestnictwo Polski w Unii Europejskiej będzie
dla nas szkodliwe. Dotychczas wprawdzie takich argumentów nie słyszałem, ale można spróbować
sobie wyobrazić na przykład orientację prowschodnią, która polegałaby na tym, że
chcemy cywilizować Rosję i razem z nią ustanowić słowiańską potęgę (pod naszym
kierownictwem). Wprawdzie w XIX wieku byli już tacy, którzy roili o podobnych rozwiązaniach
i historia potraktowała ich okrutnie, ale zawsze można znów spróbować. Inna koncepcja
mogłaby polegać na nowym izolacjonizmie Polski, ale z czego byśmy wtedy żyli - nie
wiadomo.
Natomiast odpada kilka innych tradycyjnych argumentów nacjonalistycznych: nie ma już
dzikiej konkurencji gospodarczej narodów, jaką postulowano na początku XX wieku.
Dzisiaj narody bogacą się dzięki współpracy, a nie dzięki walce o rynki. Nie ma
argumentów religijnych, nie tylko dlatego, że "tak" powiedział Jan Paweł II,
ale przede wszystkim dlatego, że cała Europa jest w podobnym stopniu chrześcijańska i
równocześnie świecka. Nie ma też sensu argument, że obcy kapitał nas wykorzysta, bo
praktycznie nie ma polskiego kapitału, a kilku polskich miliarderów żyje z usług i pośrednictwa.
Czy to ich interesy mają nam leżeć szczególnie na sercu? Wreszcie argument z dziedziny
rolnictwa jest jawnie nonsensowny, bo polskie rolnictwo jest w stanie beznadziejnym i po
prostu gorzej być nie może, nawet w Unii Europejskiej.
Wynikałoby z tego, że dobrych argumentów przeciwko naszemu wejściu do Unii po prostu
nie ma. Jednak nie chcę tak stanowczo tego formułować. Natomiast z całą stanowczością
można powiedzieć, co już teraz wiadomo. Otóż pierwsze lata po wejściu do Unii będą
zapewne trudne i będzie okazja, by wykorzystać niezadowolenie społeczne. Tak postępować
i na to liczyć może tylko zdrajca. Na pewno nie wszystkie negocjacje będą się toczyły
zgodnie z naszymi oczekiwaniami, ale to jest do przewidzenia i cieszyć się z tego może
tylko zdrajca.
Mam we Francji czy Wielkiej Brytanii przyjaciół, którzy głosowali przeciwko wejściu
ich krajów do Unii, ale my nie jesteśmy w położeniu Francji czy Wielkiej Brytanii,
gdzie inne ewentualności miałyby solidne uzasadnienie. My jesteśmy, przy wszystkich wątpliwościach,
na Unię skazani. My, to znaczy wspólnota Polaków. W ramach niej można debatować o
wszystkim, jednak kto podejmie decyzję i wzywał będzie innych do podjęcia decyzji w
imię prywaty, ten stawia się poza ową wspólnotą, która jest demokratyczna, ale także
patriotyczna. To właśnie jest zdrajca. Marny jego los.
|