|
„TP”, Nr 23 (2813), 8 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2813/felhennel.php
Można
Józefa Hennelowa
Można podnosić głos oburzenia nad projektami europejskiej preambuły konstytucyjnej,
pozbawionymi odniesień do chrześcijańskich korzeni kontynentu. Ale można zamiast tego
mobilizować opinię publiczną do wspierania starań podejmowanych w tej mierze przez
niektórych przynajmniej przedstawicieli polskich - i można również uświadamiać tym,
co nas słuchają, że mamy właśnie wybór: albo coś zmienić będąc wewnątrz, albo
stojąc z boku wydawać okrzyki zgrozy, które niczego nie zmienią, bo nie będą się
liczyły.
Można utwierdzać ludzi w przekonaniu, że "cywilizacja śmierci" jest jak
SARS, czyli wystarczy podejść blisko, żeby nieuchronnie się zarazić. Ale można również
przypominać, że chrześcijanin zawsze ma wybór i ten wybór zależy tylko od niego
samego, a zły przykład - daleki czy bliski - nie jest żadnym usprawiedliwieniem ani też
nikogo wierzącego zdeterminować nie jest w stanie (można nadto zachęcić do rachunku
sumienia: czy aby na pewno świecimy już teraz przykładem na całą Europę...).
Można piętnować na wszystkie strony największych nawet twórców za ich rzekomy brak
patriotyzmu, wyrywając z ich wypowiedzi bodaj po parę słów, które uda się przedstawić
jako niecne. Ale można także podtrzymywać ducha rodaków nie przez zniesławianie tych,
co godni podziwu i szacunku, lecz przez refleksję nad twórczą myślą, zapraszając do
wypowiedzi tych, co umieją coś więcej niż mówić źle o innych.
Można ubolewać, że nasze dzieci są pod złym wpływem byle jakich mediów i byle
jakiej kultury. Ale można również odsyłać rodziców do przekazów wartościowych, będąc
dla nich przewodnikiem, ot choćby przez recenzję z filmów, książek, programów jednak
godnych polecenia. I mobilizować się do gromadzenia własnych propozycji w tej samej
dziedzinie, choćby pod wpływem wyrzutów sumienia, że przecież mieliśmy już na przykład
telewizję katolicką i czym się to skończyło?
Pedagogika załamywania rąk i świętego oburzenia utwierdza w przekonaniu, że cokolwiek
zrobimy źle, nie będziemy temu winni. Zatracimy tradycję nie dlatego, żeśmy jej nie
strzegli i nie kultywowali jak należy, ale dlatego, że "wróg" nam ją
"wydarł". Wchłoniemy sekularyzację jak powietrze, choćby była tylko cudzym
przykładem, za którym wcale iść nie musimy. I jeszcze będziemy opowiadać o prześladowaniach,
których wcale nie doznawaliśmy, bo w ten sposób rozgrzeszymy się już całkiem.
Słowo "możesz" ma w powieści Steinbecka biblijną siłę twórczą dla
najbardziej pozbawionego nadziei bohatera. Dlaczego w ten sam sposób nawet nie przyjdzie
do głowy prorokom złej nowiny, od których w tym przedreferendalnym tygodniu aż roi się
na łamach, falach, placach, drukach ulotnych? Dlaczego służy ono tylko do manipulacji,
do wmawiania postawy na "nie", gdy tak naprawdę przypomina ono, że człowiek
mający wiarę potrafi czynić dobro w każdych warunkach , bo ono jest silniejsze od
zagrożeń?
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|