|
„TP”, Nr 23 (2813), 8 czerwa 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2813/feldobosz.php
Niekończąca się rozmowa
Andrzej Dobosz
Dusza z ciała wyleciała
Na zielonej łące stała.
Od czasu pierwszej lektury nie osłabł mój zachwyt dla "Piosenki umarłego"
Juliana Tuwima, choć zastanawiając się nad kanonem literatury polskiej minionego wieku
wątpię, czy autor ten znajdzie się na liście pierwszych dwudziestu nazwisk. Rozmawiałem
o tym wierszu przynajmniej parę razy z osobami podzielającymi w tej sprawie moje
upodobanie. Ja, który zawsze cieszyłem się rozpoznając w mych lekturach ukryte cytaty
- "Jeżeli albowiem generał Jomini twierdzi, iż koń, nie zaś kawalerzysta
"dobrą jazdę czyni"" - przez jakieś 50 lat nie zdawałem sobie sprawy,
że pierwsze dwa wersy Tuwima są dosłownie przepisane z utworu średniowiecznego. A
przecież nie tylko zdałem maturę, ale i bez kłopotów ukończyłem studia
polonistyczne.
Średniowieczny wiersz "Dusza z ciała wyleciała" nie należał chyba do lektur
szkolnych, a może byłem akurat chory? W każdym razie epoki literackie były dość ściśle
poszufladkowane. W klasie dziewiątej kończono ze średniowieczem, by już nigdy do niego
nie wracać. Na polonistyce wczesnych lat 50. było jeszcze gorzej. Racją przypominania
dawnych dzieł był głównie ich związek z tradycją postępu; pisarze dość wcześnie
dostrzegali ciężką dolę chłopa, wady szlachty, nadużycia kapitalizmu. Postępowe
tradycje nie czerpały niczego z wieków średnich.
Ich obraz był zaczerniony, pozostając w silnym kontraście z tym, co wynikało choćby z
"Żywych kamieni" Berenta. Na użytek szkoły średniowiecze istniało głównie
jako epoka ważnych zabytków językowych, ale komentarze gramatyczne raczej oddalały niż
przybliżały owe zabytki. Odporny na interpretacje, że "Czego chcesz od nas, Panie,
za Twe hojne dary" jest pieśnią ateistyczną, nie godziłem się też nigdy na
uproszczony i zaczerniony obraz wieków średnich. A jednak mimo znajomości paru katedr,
paru tekstów filozoficznych, chorałów gregoriańskich, Hildegardy z Bingen, moja wiedza
o tej epoce okazuje się grubo niedostateczna.
Przekonuję się o tym, czytając nowy podręcznik języka polskiego dla liceum i
technikum "Między tekstami. Część 1. Początki. Średniowiecze (echa współczesne)"
autorstwa Stanisława Rośka, Jolanty Maćkiewicz i Zbigniewa Majchrowskiego, wydany przez
gdańską oficynę słowo/obraz terytoria.
Jeśli po opuszczeniu szkół miałem w ręku podręczniki, często rozpoznawałem w nich
ducha profesora Pimki. Zdawałem sobie jednak sprawę, że są one nie do mnie adresowane.
"Między tekstami" czytam z zaciekawieniem i przyjemnością. Dowiedziałem się
nie tylko o średniowiecznym tekście o duszy, co z ciała wyleciała, ale o całych
dziejach pewnego toposu, z przytoczeniem wierszy Tuwima, Herberta ("Dusza pana
Cogito") i Bogusława Kierca. W innym miejscu obok "Legendy o świętym
Aleksym", którą pamiętałem, jest "Opowieść małżonki świętego
Aleksego", utwór Kazimiery Iłłakowiczówny z roku 1927, o którego istnieniu nie
miałem pojęcia.
Nawet o utworach najbardziej znanych podręcznik opowiada rzeczy nieoczekiwane.
"Bogurodzica" jest tak ważna, że i w komunizmie nie próbowano jej pomijać.
Nasi autorzy na siedmiu stronach obok historii pieśni, tekstu z objaśnieniami językowymi,
analiz formalnych służących rzeczywiście rozumieniu tekstu bez żadnych popisów
teoretycznej sprawności, cytują Jana Długosza, Słowackiego, Mickiewicza, Norwida,
Gajcego i Mirona Białoszewskiego, kończąc zdaniami Jana Pawła II. Wiersz Białoszewskiego
oczywiście znałem, ale jakby osobno. Teraz średniowiecze przestaje być dla mnie zamkniętą
epoką, stając się żywym fragmentem naszej przeszłości, jednym z tematów niekończącej
się rozmowy.
Ten podręcznik wprowadza nie tylko w świat tekstów językowych i literackich.
Ilustracje z dziełami architektury, malarstwa, rzeźby są jego naturalną częścią.
Zawiera również zwięzłe omówienie 20 słowników językowych i encyklopedycznych,
wskazujące, co w którym z nich można znaleźć, bibliografię około 40 ważnych
pozycji z humanistyki oraz duże, dobrze wybrane cytaty z jeszcze większej ilości
dobrych autorów, od Philippe'a Aričsa do Władysława Tatarkiewicza. Gdybym dziś był
uczniem, miałbym dzięki temu podręcznikowi ochotę dotrzeć do ich książek. Akurat zdążyłem
to zrobić w ciągu paru dziesięcioleci. Wypada zauważyć, że to, co piszą autorzy
"Między tekstami", całkiem dobrze wytrzymuje zestawienie z tym, co cytują, a
są wśród przytaczanych Bolesław Miciński, Maria Ossowska, Zbigniew Raszewski czy
Jerzy Stempowski.
Szczególnym osiągnięciem wydaje mi się jakby naturalny sposób mówienia o kwestiach językowych.
Ja, który zawsze radziłem sobie z mówieniem po polsku w zgodzie z regułami gramatyki,
wpadałem w tarapaty, gdy musiałem mówić o tych właściwie mi nieznanych regułach.
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|