adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 22 (2812)
1 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Dzień dziecka

Joanna Tokarska-Bakir


W wierszu Sylvii Plath pod tytułem "Dziecko" każde słowo jest na swoim miejscu:


Twe jasne oko jest czymś nieskończenie pięknym.
Chcę wypełnić je tęczą barw i stadem kaczek,
Zwierzyńcem nowości,

Dla którego obmyślasz nazwę -
Kwietniowa śnieżyczko, indiańska fajko,
Mała

Łodyżko bez zagięcia,
Sadzawko, w której powinny odbijać się
Wspaniałe i klasyczne obrazy

A nie to niespokojne
Załamywanie rąk, to ciemne
Sklepienie gwiazd.


(przełożyła Teresa Truszkowska)


Wiersz jest sugestywny i prawdziwy.

Zupełnie inaczej niż słynny niegdyś wers Williama Wordswortha, angielskiego poety: "Dziecko jest ojcem człowieka". Kto dziś czyta jego słowa, tylko przez grzeczność nie przeczy. Bardziej do sensu wydaje mu się zdanie: dziecko jest lustrem człowieka. Przyzwyczajony do ujęć historycznych, wychowany na Le Goffie ("czy w średniowieczu w ogóle były dzieci?") i Aričsie ("odkrycie dzieciństwa nastąpiło w wieku szesnastym"), dzisiejszy czytelnik słabo wierzy w coś, co w człowieku byłoby "wieczne". Oglądał już tyle odmian wieczności...

Wordsworth ciągle jednak może mieć rację. Dziecko jest ojcem człowieka w tym sensie, w jakim człowieka na zawsze kształtują jego dziecięce marzenia. "Są treści niejako dla nas przeznaczone, przygotowane, czekające na nas na samym wstępie życia", przekonywał Bruno Schulz.

Znam pisarza, który w dzieciństwie tak kochał konie, że marzył, by sam zamienić się w konia i próbując ten moment przyspieszyć, na wołanie matki zawsze odpowiadał rżeniem. Znam też kogoś, kto chciał nauczyć się latać i z przejęciem ślubował sobie z przyjacielem, że ten z nich, który pierwszy opanuje tę sztukę, natychmiast wtajemniczy drugiego. Ktoś inny chciał poznać język zwierząt i w tym celu wertował zielniki i książki etnograficzne, a znalazłszy stosowny przepis, poszukiwał białego węża, który strzeże dostępu do umiejętności. A jeszcze inny ktoś marzył o mieszkaniu w zielonym żywym drzewie, w którego wnętrzu schody i meble też byłyby żywe i zielone.

Jeśli istnieje coś takiego jak sztuka życia, musi ona polegać na umiejętności wzrastania razem z marzeniami, w oczekiwaniu na moment, "kiedy znów będę mały". Ani marzenia, ani człowiek nie pozostają niezmienne, a jednak jest sens mówić o wierności marzeniom. Ci, którzy potrafią jej dochować, dzięki "wewnętrznemu dziecku" żyją, nawet jeśli ciągle nie władają językami ludzi i zwierząt. Inni, choćby mówili językami ludzi i aniołów, szybko stają się wewnętrznie martwi.

Gdybyśmy mieli odwagę pamiętać, o czym marzyliśmy w dzieciństwie, i pytać, co stało się z naszymi marzeniami, nie stalibyśmy się może szczęśliwsi, ale za to bylibyśmy znacznie bliżej siebie.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny