|
„TP”, Nr 22 (2812), 1 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2812/kultura05.php
Wiersze Marzanny Kielar:
piękne pogańskie wyznanie wiary
Klosz
Adam Wiedemann
"Święta rozmowa" to u Kielar imaginacyjne spotkanie kochanków, nagłe i
niespodziewane wrażenie bycia razem, gdy jest się całkiem osobno.
Umbra to oczywiście abażur, klosz do lampy, o czym wiemy z przypisu do "Snów Marii
Dunin", które czytaliśmy wszyscy na studiach; Marzanna Kielar studiowała chyba
jednak co innego, pracowała w galerii przy renowacji jakichś starych tkanin, więc może
dla niej jest to raczej ta rdzawobrązowa farba, otrzymywana pierwotnie w okolicach
Perugii z gliny, zawdzięczającej swoje zabarwienie obecności tlenków manganu i żelaza,
lub też - jak twierdzą niektórzy - krwi, przelewanej bez miary w tym targanym
nieustannymi waśniami mieście ("krew, materia prima" - napisze Kielar w
wierszu "Jastrząb").
Przelewanej rzecz jasna nie dziś, tylko w czasach wczesnego renesansu, kiedy to Pietro
Perugino malował swoje słynne anioły o bezmyślnych twarzach, jak również stworzył
("zgodnie z postulatami współczesnych humanistów") nowy typ sceny religijnej,
zwany "świętą rozmową". Sacra conversazione (taki tytuł nosiła pierwsza
książka poetki) jest to po prostu Matka Boska z Dzieciątkiem w otoczeniu świętych,
dla nas rzecz najzupełniej zrozumiała, "oswojona", normalna, kiedyś jednak
mogąca razić swoją anachronicznością, co innego bowiem św. Józef czy Jan
Chrzciciel, których Maryja znała osobiście, a co innego św. Franciszek, Bernard czy
Tomasz z Akwinu, nieomal współcześni malarzowi. Można by rzec, że dzięki Peruginowi
(będącemu skądinąd, jak się to nierzadko podówczas zdarzało, ateistą) porozumienie
czysto duchowe zyskało swój obrazowy, symboliczny ekwiwalent, uzupełniony przez wizję
niebios, w których Jezus Chrystus przebywa nie jako na stałe przybity do krzyża męczennik,
lecz też jako mały szczęściarz, otoczony troską kochającej matki i światłą czcią
tych, których dopuścił do Swej chwały.
Pamiętajmy też, że po łacinie umbra znaczy cień. Cieniem na "Umbrze" kładzie
się dokonane w niej małe oszustwo. Nigdzie w książce nie znajdziemy informacji, że składa
się ona głównie z wierszy przedrukowanych z dwóch poprzednich tomów poetki. Można się
tego domyślić, zauważając w spisie treści śródtytuł "Wiersze nowe", jest
to wszakże wiadomość podana pokątnie i nie wprost. Z drugiej strony - liczba
posiadaczy debiutanckiej książki Kielar jest, jak mówią fizycy, bliska zeru, toteż
nawet jeśli ma się już (zajmujący ponad pół "Umbry") tomik "Materia
prima", można czerpać z tej publikacji sporo nieznanych przyjemności; dlatego właśnie
oszustwo nazwałem "małym", choć oszustwo pozostaje oszustwem i nawet małe
nigdy nie jest piękne.
Sacra conversazione to u Kielar imaginacyjne spotkanie kochanków, nagłe i niespodziewane
wrażenie bycia razem, gdy jest się całkiem osobno, pozaprzestrzenna bliskość - wiersz
pod tym tytułem to ładna, udana świecka przeróbka starej sakralnej struktury. Jak
zwykle u tej poetki izolowane, proste, acz zawsze nader gustowne doznanie bądź też myśl
pojawia się tu w wyniku spełnienia określonych warunków, zwłaszcza atmosferycznych
(pora roku, pora dnia, pogoda), ale też i duchowych (moment spokojnej kontemplacji,
niekiedy również chwila wytchnienia podczas wycieczki, pracy w ogródku, seksu na wolnym
powietrzu). Jedynym elementem cywilizacyjnym, jaki się w jej twórczości pojawia, jest
samochód; poza tym wszechobecność jezior, drzew, psów i ulubionych ptaków (wron oraz
jastrzębi).
Wiersze Marzanny są więc w swej materii opisowe, w charakterze zaś - wypoczynkowe,
wakacyjne, by nie powiedzieć świąteczne. O tyle nie świąteczne, że trudno wyczuć,
czy zdarzenia relacjonowane przez poetkę mają dla niej specjalne znaczenie czy też, wręcz
przeciwnie, są najzwyklejsze w świecie. Taki np. wiersz *** ["obracasz
kluczyk..."] brzmi dość dramatycznie (w zakończeniu: "myślę o miejscu, w którym
mieszkałam i które / nie wie już nic / o mnie"), choć przecież może być opisem
wyjazdu na parę dni w jakiejś sprawie, bądź w najgorszym wypadku końca urlopu; tak
czy inaczej miejsce (dom, ogród) istotnie przestaje wiedzieć, niezależnie od charakteru
nieobecności, jego opuszczenie jest całkowite, skrajne. Tym, co ocala (artystycznie) owe
celebracje słodkiego lenistwa, sadzenia kwiatków i zdawkowych pieszczot, jest napięta
świadomość skończoności wszystkiego, każda sekunda odrywa się od Marzanny z bólem
i przepada w okropnej otchłani, już nigdy się nie powtórzy, no chyba że w wymiarze
"świętej rozmowy", skądinąd najzupełniej ziemskim.
Szczęśliwa egzystencja (jak się powszechnie uważa) nie potrzebuje poezji - dla Kielar
wszakże właśnie ona, jako podległa największym zagrożeniom, jest czymś najbardziej
inspirującym. Nietrwałość szczęścia wprawia poetkę w spokojne zatroskanie
("jak ty umrzesz, taki do siebie przywiązany (...) jasny dniu?"), choć
jednocześnie jego intensywność poddaje wątpieniu wiedzę o tej gorszej, okrutnej
stronie rzeczywistości ("Zaledwie przeczuwamy, że poza bólem / nie będzie niczego
bliskiego"). To właśnie wypływające z intensywności wątpienie nadaje poezji
Kielar specyficzny klimat, przejawiając się głównie w estetyzacji śmierci (łatwo
zaakceptować coś, w co się tymczasem właściwie nie wierzy). Póki jesteśmy szczęśliwi,
żyjemy pod kloszem (albo w zbawczym słoju, jak żaba z wiersza "Psy"). Bądź,
śmiertelności i broń Boże się nie spełniaj - tak można by to pokrótce streścić.
*
"Broń Boże", tak mi się napisało, całkiem nie w stylu Kielar, rezygnującej
ostatnio z wszelkich oznak tradycyjnej religijności. Na pytanie "Wierzysz w Absolut,
coś niezniszczalnego?" poetka odpowiada: "To nie wyłącznie kwestia wiary w
moim przypadku, również kwestia wiedzy. Wiem, że rzeczywistość, której na co dzień
doświadczamy, nie jest jedynym rodzajem rzeczywistości. Przy czym moja intuicja mi mówi,
że nie chodzi tu o to, by wyjść poza świat, raczej by wejść w niego maksymalnie głęboko"
(z wywiadu udzielonego Ł. Bagińskiemu i R. Wiśniewskiemu). To bardzo piękne, przekonujące
pogańskie wyznanie wiary i myślę, że pozbycie się drugiego imienia (Bogu-miła), jak
również usunięcie wiersza "Imiona Boga" z przedrukowanego niemal w całości
tomiku "Materia prima", to dwa najważniejsze gesty, uzasadniające pojawienie
się książki "Umbra".
Marzanna Kielar, "Umbra", Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2002
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|