|
„TP”, Nr 22 (2812), 1 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2812/kraj04.php
Spory-polemiki: "Zdumiewa mnie obrona starej matury z polskiego"
Nie radykalna rewolucja
Krzysztof Biedrzycki
"Testy premiują szybkie czytanie i rozwiązywanie prostych problemów, a nie
rozumienie i znajomość szkolnych dyscyplin. Wielu uważa, że jedyną zdolnością, którą
mierzą, jest zdolność ich rozwiązywania" - twierdził Stanisław Bajtlik w tekście
"Trzeci dzwonek po antrakcie" ("TP" nr 15/2003). Pułapki i szanse posługiwania
się testem, jako formą egzaminowania, stały się też tematem listów nadesłanych
przez naszych czytelników ("TP" nr 19/2003).
Anna Nasiłowska uderzyła w dzwon trwogi ("TP", nr 19/2003). Trwogi wywołanej
projektem nowej matury. Przekonuje, że matura w starej formule była dobra, sprawdziła
się, a wszelkie zmiany są zamachem na zdrową tradycję.
Problem w tym, że autorka tekstu przedwcześnie bije na trwogę i skupia się tylko na
jednej części nowej matury, pomijając to, co powinno uspokoić jej obawy.
Matura z języka polskiego w nowej formule ma się składać z trzech (a na poziomie
rozszerzonym z czterech) części. Już w kwietniu ma się odbywać egzamin wewnętrzny,
ustny, oceniany przez komisję szkolną. Uczeń ma wówczas zaprezentować rezultaty
samodzielnego wysiłku w opracowaniu wybranego wraz z nauczycielem tematu (zatwierdzonego
przez Okręgową Komisję Egzaminacyjną). Nie będzie to tradycyjne odpytywanie, lecz
przedstawienie tego, co Nasiłowska określa jako ,,samodzielną pracę na temat, po której
można mieć satysfakcję, płynącą z wysokiej samooceny i samodzielności", a
czego maturzysta jakoby miałby być pozbawiony. Uczniowi da się do dyspozycji 30 minut,
a więc będzie miał możliwość ,,skonstruowania dłuższej wypowiedzi" (do czego
prawa, wedle słów autorki artykułu, też mu odmówiono).
Egzamin zewnętrzny (oceniany przez egzaminatorów powoływanych przez OKE), pisemny, na
poziomie podstawowym ma mieć dwie części. Najpierw wypracowanie połączone z analizą
utworu literackiego - uczeń będzie miał do dyspozycji 110 minut. Znikną, co prawda, z
nostalgią wspominane, ,,tematy przekrojowe" i pojawią się, co budzi zgorszenie
autorki, fragmenty dzieł jako punkt wyjścia do refleksji ucznia, jednak będą to
fragmenty lektur obowiązkowych, które przecież w całości będą stanowiły kontekst
wypowiedzi (w ,,Syllabusie" jest to np. "Wesele"). Nie wiem czemu Nasiłowska
pisze, że nie będzie tematów do wyboru, skoro będą, tyle tylko, że dwa zamiast
dotychczasowych czterech. Rzeczywiście w ciągu 110 minut nie napisze się tak dużo, ile
w ciągu 300 minut (tyle trwa tradycyjna matura), czy jednak więcej niż dwie godziny
lekcyjne to czas na wypowiedź dramatycznie krótką? Czy im dłuższe zadanie, tym
lepsze? Czy ,,wodolejstwo" jest czymś chwalebnym?
Dopiero teraz przychodzi czas na ów gorszący test (80 minut), w czasie którego za pomocą
serii pytań sprawdzana jest zdolność rozumienia tekstu.
Jeśli ktoś zechce udać się na studia humanistyczne, będzie musiał zdać jeszcze
jeden egzamin, na poziomie rozszerzonym. W ciągu kolejnych 110 minut napisze
wypracowanie, w którym zaprezentuje umiejętność dokonania analizy porównawczej (jeśli
temat przewidzi utwory krótkie, będą one przywołane w całości, jeśli utwory dłuższe,
we fragmentach) i samodzielnej refleksji. W sumie na poziomie rozszerzonym egzamin pisemny
będzie trwał 300 minut (tyle, ile obecnie), na poziomie podstawowym 190 minut. Czy to za
mało?
W trakcie nowej matury będą i tematy otwarte, i ,,niemożliwe do rozwiązania raz na
zawsze" problemy (o których pisze Nasiłowska), i okazja do samodzielnej pracy
ucznia, a nawet będzie możliwość wykazania się sprawnością ,,posługiwania się
literacką odmianą polszczyzny". Rewolucja nie jest więc aż tak radykalna, jakby
się wydawało.
Wątpliwości może budzić wprowadzenie sprawdzianu z rozumienia tekstu, bo to jest nowy
rodzaj egzaminu w polskiej szkole, trudno jednak negować jego sensowność. Problem
polega na dobrym ułożeniu takiego testu, tak jak problemem było dobre sformułowanie
tematu do starej matury - to kwestia fachowości egzaminatorów, a nie formuły egzaminu.
Nowa matura będzie sprawdzała umiejętności wypowiadania się w mowie i piśmie,
rozumienia przeczytanego tekstu, analizy utworu literackiego i samodzielności myślenia.
Stara matura kontroluje sprawność pisania długiej rozprawki i w pewnej mierze wiedzę.
Jednak każdy, kto kiedykolwiek zasiadał w komisji podczas egzaminu wstępnego na wyższą
uczelnię wie, że ocena z matury pozostaje w luźnym związku z umiejętnościami
absolwenta średniej szkoły, a egzamin dojrzałości jest rytuałem. Barwnym, ale czczym.
Zdumiewa mnie tak zdecydowana obrona starej formuły matury, za którą przecież nic już
nie przemawia poza tradycją. Zabawne jest przy tym, że Nasiłowska kieruje obawy w stronę
nowego, choć te same powody do niepokoju, nawet w większym natężeniu, zdarzały się
podczas dotychczasowych matur.
Ma być podobno nagradzana przewidywalność - czy nie była do tej pory? Czy abiturient
nie pisał ,,pod panią profesor", sprawdzającą jego wypracowanie? Jeśli nie
podoba nam się interpretowanie fragmentów dzieła, co z odwieczną tradycją ,,wypisów",
w których znajdujemy nie co innego jak fragmenty właśnie, co z cytatami w tematach
starej matury, które nie są niczym innym jak sprowadzonymi do najmniejszej postaci
fragmentami, w dodatku wyrwanymi z kontekstu? Słowo ,,oniryzm" (taki przykład
podaje autorka artykułu) może będzie nagrodzone punktem (co najwyżej jednym, Nasiłowska
przesadza, mówiąc o punktach) - czy jednak posługiwanie się uczonym słownictwem nie
podnosi szans na szóstkę za maturalne wypracowanie i dzisiaj?
To, co nowe, zawsze budzi niepokój. Chodzi o to, żeby o nowym rzetelnie informować.
Bicie w dzwon trwogi niczemu nie służy. I - niech posłużę się frazą z artykułu
Nasiłowskiej - jest po prostu nierozsądne.
KRZYSZTOF BIEDRZYCKI (ur. 1960) jest krytykiem i historykiem literatury, pracownikiem
Instytutu Polonistyki UJ. Wydał m.in. "Świat poezji Stanisława Barańczaka"
oraz podręczniki do nauki języka polskiego w liceum "Opowieść o człowieku"
(Znak).
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|