adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 22 (2812)
1 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz


Komentarze

Krzysztof Burnetko
Łapiński i s-ka: sukces po czasie

Sprawa ex-ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego i jego kolegów od interesów jest sukcesem polskich mediów: zwróciły uwagę na kolejną ciemną sferę styku polityki i biznesu, doprowadziły do dymisji Aleksandra Naumana, polityka, którego dotyczą podejrzenia. Nadto - dzięki wymuszeniu na SLD, by nakłoniło Łapińskiego do przeproszenia dziennikarzy - przypomniały rolę mediów w demokracji.

Ale sprawa ta jest również porażką mediów: nie podjęły bowiem na czas i odpowiednio głośno tematu manipulacji legislacyjnych wokół Urzędu Rejestracji Leków - kluczowej instytucji w tej aferze. Najpierw przecież, podczas poselskiej dyskusji nad ustawą o URL pojawił się pomysł, by nadać mu taką formułę organizacyjną, by nie trzeba było stosować w nim rygorów i standardów służby cywilnej. Potem komisja sejmowa złagodziła nieznacznie wymogi wobec prezesa URL - co pozwoliło następnie szefowi komisji konkursowej (Naumanowi właśnie) przeforsować swojego kandydata (nie objął on stanowiska jedynie wskutek sprzeciwu ówczesnego ministra Marka Balickiego).

Dziennikarstwo śledcze jest trudne, ale i sukcesy w nim są spektakularne - sensacyjny artykuł o aferze ma pewne miejsce na pierwszych stronach każdej gazety. Dziennikarstwo polegające na tropieniu legislacyjnych detali, które mogą stać się furtkami do wielkich machlojek, jest równie żmudne - a redakcje rzadko są zainteresowane takimi tematami. Póki nie wybuchnie skandal, uchodzą one za czytelniczo nieatrakcyjne i nikt alarmu nie podniesie.


Mateusz Flak
Od Al-Kaidy do ONZ

Co łączy Al-Kaidę, Bliski Wschód, Irak, rezolucję ONZ oraz konferencję w Warszawie? Wbrew pozorom, wiele.
Dwa tygodnie temu krwawe zamachy w Arabii Saudyjskiej i Maroku dowiodły, że Al-Kaida, organizacja, którą miały złamać operacje w Afganistanie i Iraku, ma się dobrze i daleko do obwieszczenia jej zgonu. Kiedy kilkadziesiąt godzin później wybuchy wstrząsnęły Jerozolimą i Tel Awiwem, przez chwilę wydawało się, że triumf terroru jest niepodważalny, a społeczność międzynarodowa - bezradna.

Odpowiedź terrorystom należy głównie do Stanów Zjednoczonych. Amerykanie muszą poważniej "zatroszczyć się" o Irak, gdzie brak doświadczenia i nieudolność powinni szybko zastąpić kompetencją, zdecydowaniem i - wreszcie - porządkiem (to nie przypadek, że gen. Jaya Garnera tak szybko zmieniono na nowego cywilnego administratora, Paula Bremera). Zniecierpliwienie Irakijczyków budzi też przekładanie konferencji, na której ma zostać wyłoniony rząd tymczasowy, nie mówiąc o sprawach tak podstawowych jak zapewnienie wody i elektryczności.

Punkt drugi to przekonanie przywódców Izraela i Palestyny, którzy zaakceptowali "mapę drogową" - projekt utworzenia niepodległej Palestyny do 2005 r., do zgodnego przestrzegania jej postanowień. Nie będzie pokoju na Bliskim Wschodzie, jeśli Ariel Szaron nie zrezygnuje z akcji odwetowych i osiedli na Terytoriach Okupowanych, a Mahmud Abbas, nowy premier palestyński, nie "uciszy" rodaków z Hamasu. Na razie obie strony są temu niechętne.

Od postawy USA na Bliskim Wschodzie i w Zatoce Perskiej zależy dużo, ale nie wszystko; islamski fundamentalizm zagraża nie tylko znienawidzonemu Zachodowi, ale i - jak pokazały zamachy w Rijadzie - własnej "kolebce". Krokiem w dobrym kierunku było przyjęcie przez ONZ rezolucji, która oznacza początek zasypywania podziałów między Europą a Ameryką: Rada Bezpieczeństwa jednogłośnie uznała, że do chwili wyłonienia władz irackich państwami okupującymi Irak są Stany Zjednoczone i Wielka Brytania (czyli zwycięzcy wojny z Husajnem) i autoryzowała misję międzynarodowych sił stabilizacyjnych (w tym Polski). Decyzja ONZ zapadła, gdy w warszawskiej Cytadeli trwała międzynarodowa konferencja na temat składu sił w polskiej strefie. Konferencja zakończona sukcesem.

Tylko taka polityka międzynarodowa - świadoma, subtelna, ale odważna i prowadzona solidarnie - może doprowadzić do pokoju na Bliskim Wschodzie i tym samym zmniejszenia zagrożenia dla świata. Warunkiem jest powstanie akceptującej Izrael Palestyny i prosperującego, demokratycznego Iraku.

Anna Mateja
Czerwone flagi na placu Bastylii

Francuskie związki zawodowe wyprowadziły ponad milion ludzi na ulice. W całym kraju protestowali: pracownicy komunikacji i poczty, lekarze, nauczyciele, policjanci, pracownicy telekomunikacji, gazowni i elektrowni. Co ich zjednoczyło? Rząd chce, by Francuzi pracowali dłużej (nie 37,5 lat, ale 40, a docelowo 42), płacili wyższe składki, ale dostawali niższe świadczenia. Przewiduje też wprowadzenie minimalnej emerytury w wysokości 85 proc. minimalnej płacy.

Francuskie społeczeństwo się starzeje, brakuje osób w wieku produkcyjnym, dzięki którym możliwe byłoby wypłacanie emerytur na dotychczasowym poziomie, a to zmusza budżet państwa do miliardowych dopłat: bez reformy w 2020 r. dziura w kasie ubezpieczeń społecznych może osiągnąć nawet 50 mld euro.

Czy z protestów francuskich pracowników sektora publicznego (z tych samych powodów protestowali też Austriacy i Niemcy) coś wynika dla Polaków? Tak. Za kilkanaście lat wiek emerytalny osiągnie powojenny wyż demograficzny, a w 2050 r. - dzisiejsi maturzyści. Jednak już około 2020 r. większością wśród osób w wieku nieprodukcyjnym będą ludzie starsi, a nie np. dzieci czy młodzież przygotowująca się do wejścia na rynek pracy. Jeśli tak, kto zapracuje na emerytury tych, którzy podejmą właśnie pierwszą pracę? O ile ją znajdą - 600 tys. młodych zamiast pomnażać dochód narodowy, bezskutecznie szuka zatrudnienia. Równocześnie trudno wymagać od młodych ludzi licznego potomstwa (które kiedyś zapracowałoby na ich emerytury), jeśli trudno im znaleźć źródło stałych dochodów. Wysokość dopłat do systemu emerytalno-rentowego stanowi ponad 50 proc. budżetowych wydatków społecznych i są to dopłaty nieporównywalnie wyższe od sum przeznaczanych na edukację czy ochronę zdrowia. Aby nie łudzić się, że Polacy nauczyli się liczyć tylko na siebie także, gdy chodzi o zapewnienie godnej starości, warto zwrócić uwagę na badania CBOS-u (marzec 2003 r.): 81 proc. Polaków oczekuje od państwa wysokiego poziomu świadczeń społecznych.

Wystarczy przypomnieć np. wysokość zasiłków macierzyńskich, socjalnych czy pomocy dla bezrobotnych, żeby uświadomić sobie, że polskie państwo opiekuńcze nie istnieje. Żyje za to jego mit. Niewykluczone, że w jego obronie Polacy byliby tak zdeterminowani, jak Francuzi, Austriacy czy Niemcy.



Andrzej Brzeziecki
Alleluja - i do Unii

Czy po tym, co powiedział Papież, Episkopat i czego już nie mówi o. Rydzyk, partia, która za podstawę działalności uznaje naukę Kościoła, może być wrogiem UE? Owszem. Taką postawę przyjęła Liga Polskich Rodzin. Ale tak naprawdę LPR też jest za integracją z Europą. Bzdura? Niekoniecznie.

W referendum na Słowacji problemem był nie wynik, ale frekwencja. Mimo wielu zabiegów wyniosła ona raptem 52 proc. Ważność głosowania zapewnili przeciwnicy integracji: gdyby zostali w domach, nie miałoby ono mocy. I w Polsce gra też toczy się o frekwencję. Dlatego LPR, tak zdecydowanie nawołując do pójścia do urn i głosowania "nie", zasługuje na uznanie. Działacze Ligi wiedzą, że Unia i im wyjdzie na dobre. Już dziś samorządowcy tej partii, np. w sejmikach, nauczyli się odróżniać Unię Europejską od... funduszy z UE, a sam Roman Giertych przygotowuje się do międzynarodowej kariery, zapowiadając kandydowanie do Parlamentu Europejskiego. Czy nie logiczniej byłoby poprzeć Unię? Ale czym wtedy Liga różniłaby się od PiS? Przeciwnicy UE to około 25 proc. To elektorat, o który walczy LPR, kalkulując, że referendum unijne jest jednorazowe, a wybory do różnych szczebli władzy są średnio co dwa lata.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny