|
„TP”, Nr 22 (2812), 1 czerwca 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2812/felhennel.php
Niewinność czy bezkarność
Józefa Hennelowa
W środowisku dziennikarskim z satysfakcją przyjęty został werdykt sądowy, który,
odrzucając wcześniejszy wyrok skazujący gazetę "Życie" za zniesławienie
prezydenta, orzekł, iż dziennikarz nie może odpowiadać za krzywdy wyrządzone
komukolwiek, jeśli pracował rzetelnie, a tylko przesłanki, na których się oparł,
okazały się mylne. I w istocie precedens stworzony tym orzeczeniem będzie miał dla
wolności słowa w Polsce skutki bardzo daleko sięgające. W kontekście ostatnich
awantur z przedstawicielami władzy, to obrażającymi dziennikarzy, to wystawiającymi im
zróżnicowane świadectwa moralności, tym ostatnim wręczona została broń, której
znaczenia nikt nie będzie usiłował pomniejszyć.
Ale ja myślę o czasie, który przecież prędzej czy później nadejdzie na pewno.
Zmieni się władza, jej filozofia, jej zasady i program. Być może u steru pojawią się
ludzie diametralnie odmiennych przekonań. Wielu dziennikarzom, także tym najgorliwszym i
najbardziej ideowym, będą oni wreszcie bliscy. Czy nigdy nie pojawi się pokusa, by
rozprawiać się z - na pewno już niesłusznym - przeciwnikiem, ba, wrogiem po prostu,
jak najskuteczniej i jak najpospieszniej? Skoro można będzie oskarżać nawet najciężej,
w dodatku w przekonaniu, że to dla wspólnego dobra publicznego, czy zawsze oskarżenia będą
podbudowane stuprocentową rzetelnością, tą zapewniającą bezkarność nawet w
sytuacji ewidentnie wyrządzonej krzywdy? A zresztą, co to za usprawiedliwienie -
rzetelność tego, który się omylił? Po drugiej stronie może być krzywda nie do
odrobienia: zniszczone nieodwracalnie dobre imię, kariera, a może także czyjeś życie?
Poczucie władzy, jakie ma dziennikarz zwracający się do tysięcy i milionów odbiorców,
pokazujacy palcem na twarze i nazwiska, upubliczniajacy nie tylko fakty, ale także
podejrzenia, przypuszczenia, cienie przypuszczeń, zarysy podejrzeń - takie poczucie władzy
może służyć dobru publicznemu, ale także czasem może oszałamiać i fascynować samo
dla siebie. A cóż dopiero mówić o lokalnych stosunkach międzyludzkich, gdzie, niezależnie
od zmiany władzy, pozostaną ludzkie przywary, takie jak zawiść i pragnienie odegrania
się jednych na drugich...
Piszę o tym dlatego, że już teraz doświadczamy bardzo dotkliwie, iż z najpiękniejszej
ideowości wynikają postawy nie tylko różne, ale głeboko niekonsekwentne. Gorliwość
religijna, wyrażająca się w wierności praktykom, nie musi przekładać się na miłość
bliźniego. Żarliwe protesty przeciw złu jakoś zupełnie nie wykluczają twardości
serca. Patos wielkich uniesień sąsiaduje na stronach tych samych pism i na tych samych
falach radiowych z seansami agresywnych ataków na ludzi najbardziej nawet zasłużonych,
a współczucie i okrucieństwo mają po prostu za przedmiot różne istoty żywe i godzą
się ze sobą w tych samych umysłach i sumieniach.
Kiedy w dyskusji telewizyjnej słyszę, jak poseł LPR z oburzeniem komentuje francuskie
prawo zabezpieczające samotne matki jako niecny przykład niszczenia rodziny, kiedy
czytam przedrukowywany paszkwil na Jana Nowaka-Jeziorańskiego, którym prawicowy dziennik
"czci" jego jubileusz, kiedy zasłużony tygodnik diecezjalny nie potrafi
zaprzestać ataków na moje własne pismo (choć już nawet nie bardzo wiadomo, o co), myślę,
że niebawem możemy stanąć przed egzaminami trudniejszymi niż te, których doświadczamy
teraz, w sporze z lewicą tak niby to potężną. I że dla dziennikarzy otworzą się
nowe próby i nowe pułapki. A gwarancja niewinności, przyznana precedensowym wyrokiem sądowym,
może się czasem okazać źródłem ryzykownego poczucia bezkarności.
Za nieumyślny wypadek sprawca też jakoś odpowiada. Stanie przed sądem
nauczyciel-przewodnik tragicznej wycieczki na Rysy. Czy dziennikarz, wyrządzający krzywdę
nie idei - niesłusznej, nie programom - sobie obcym, ale żywemu człowiekowi, naprawdę
powinien być z reguły rozgrzeszany?
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|