adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 22 (2812)
1 czerwca 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Niewinność czy bezkarność

Józefa Hennelowa


W środowisku dziennikarskim z satysfakcją przyjęty został werdykt sądowy, który, odrzucając wcześniejszy wyrok skazujący gazetę "Życie" za zniesławienie prezydenta, orzekł, iż dziennikarz nie może odpowiadać za krzywdy wyrządzone komukolwiek, jeśli pracował rzetelnie, a tylko przesłanki, na których się oparł, okazały się mylne. I w istocie precedens stworzony tym orzeczeniem będzie miał dla wolności słowa w Polsce skutki bardzo daleko sięgające. W kontekście ostatnich awantur z przedstawicielami władzy, to obrażającymi dziennikarzy, to wystawiającymi im zróżnicowane świadectwa moralności, tym ostatnim wręczona została broń, której znaczenia nikt nie będzie usiłował pomniejszyć.

Ale ja myślę o czasie, który przecież prędzej czy później nadejdzie na pewno. Zmieni się władza, jej filozofia, jej zasady i program. Być może u steru pojawią się ludzie diametralnie odmiennych przekonań. Wielu dziennikarzom, także tym najgorliwszym i najbardziej ideowym, będą oni wreszcie bliscy. Czy nigdy nie pojawi się pokusa, by rozprawiać się z - na pewno już niesłusznym - przeciwnikiem, ba, wrogiem po prostu, jak najskuteczniej i jak najpospieszniej? Skoro można będzie oskarżać nawet najciężej, w dodatku w przekonaniu, że to dla wspólnego dobra publicznego, czy zawsze oskarżenia będą podbudowane stuprocentową rzetelnością, tą zapewniającą bezkarność nawet w sytuacji ewidentnie wyrządzonej krzywdy? A zresztą, co to za usprawiedliwienie - rzetelność tego, który się omylił? Po drugiej stronie może być krzywda nie do odrobienia: zniszczone nieodwracalnie dobre imię, kariera, a może także czyjeś życie?

Poczucie władzy, jakie ma dziennikarz zwracający się do tysięcy i milionów odbiorców, pokazujacy palcem na twarze i nazwiska, upubliczniajacy nie tylko fakty, ale także podejrzenia, przypuszczenia, cienie przypuszczeń, zarysy podejrzeń - takie poczucie władzy może służyć dobru publicznemu, ale także czasem może oszałamiać i fascynować samo dla siebie. A cóż dopiero mówić o lokalnych stosunkach międzyludzkich, gdzie, niezależnie od zmiany władzy, pozostaną ludzkie przywary, takie jak zawiść i pragnienie odegrania się jednych na drugich...

Piszę o tym dlatego, że już teraz doświadczamy bardzo dotkliwie, iż z najpiękniejszej ideowości wynikają postawy nie tylko różne, ale głeboko niekonsekwentne. Gorliwość religijna, wyrażająca się w wierności praktykom, nie musi przekładać się na miłość bliźniego. Żarliwe protesty przeciw złu jakoś zupełnie nie wykluczają twardości serca. Patos wielkich uniesień sąsiaduje na stronach tych samych pism i na tych samych falach radiowych z seansami agresywnych ataków na ludzi najbardziej nawet zasłużonych, a współczucie i okrucieństwo mają po prostu za przedmiot różne istoty żywe i godzą się ze sobą w tych samych umysłach i sumieniach.

Kiedy w dyskusji telewizyjnej słyszę, jak poseł LPR z oburzeniem komentuje francuskie prawo zabezpieczające samotne matki jako niecny przykład niszczenia rodziny, kiedy czytam przedrukowywany paszkwil na Jana Nowaka-Jeziorańskiego, którym prawicowy dziennik "czci" jego jubileusz, kiedy zasłużony tygodnik diecezjalny nie potrafi zaprzestać ataków na moje własne pismo (choć już nawet nie bardzo wiadomo, o co), myślę, że niebawem możemy stanąć przed egzaminami trudniejszymi niż te, których doświadczamy teraz, w sporze z lewicą tak niby to potężną. I że dla dziennikarzy otworzą się nowe próby i nowe pułapki. A gwarancja niewinności, przyznana precedensowym wyrokiem sądowym, może się czasem okazać źródłem ryzykownego poczucia bezkarności.

Za nieumyślny wypadek sprawca też jakoś odpowiada. Stanie przed sądem nauczyciel-przewodnik tragicznej wycieczki na Rysy. Czy dziennikarz, wyrządzający krzywdę nie idei - niesłusznej, nie programom - sobie obcym, ale żywemu człowiekowi, naprawdę powinien być z reguły rozgrzeszany?


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny