|
Duszpasterstwa akademickie wczoraj i dziś: Warszawa
"Zakorzenianie w Kościele"
Tomasz Potkaj
| Tekstem Dariusza Jaworskiego z Poznania ("TP" nr 19 br.) zainaugurowaliśmy
cykl o przeszłości i teraźniejszości polskich duszpasterstw akademickich. Przed
tygodniem Marek Osiecimski pisał o duszpasterstwach gdańskich, wkrótce opublikujemy
reportaż z Krakowa. Zachęcamy Czytelników do podzielenia się przeżyciami ze swoich
duszpasterstw. |
|
Grupa modlitewna, szkoła tańca, szkoła pisania ikon, klub filmowy, seminarium z
Orygenesa - to tylko część oferty 32 warszawskich duszpasterstw akademickich. Każdy
znajdzie coś dla siebie - oczywiście, jeśli zechce poszukać.
Ks. Tomasz Ortmann z duszpasterstwa "Dąb" przy jezuickim kościele św.
Andrzeja Boboli lubi powtarzać, że jego ośrodek jest rozwojowy. Kiedy przyszedł tu dwa
lata temu, Msze dla studentów odbywały się w niewielkiej kaplicy. Potem zrobiło się
ciasno, więc przenieśli je do kościoła dolnego, a ostatnio do sanktuarium. -
Przychodzi coraz więcej osób i dzięki temu mam coraz mniej czasu - mówi ksiądz.
Ale i tak na niektóre spotkania jest więcej chętnych niż miejsc i trzeba czekać w
kolejce. Takim "hitem" są u jezuitów 6-tygodniowe "Rekolekcje w życiu
codziennym", będące adaptacją "Ćwiczeń duchowych" św. Ignacego
Loyoli. W ofercie duszpasterstwa są też zajęcia taneczne (ks. Ortmann: - Nazywamy je tańcem
dla Boga, bo nasz założyciel uczył, że pracę nad sobą należy zacząć od ciała) i
warsztaty teologiczno-artystyczne o nazwie "Droga ikony". - Pomysł narodził się
dwa lata temu, kiedy znajomy duszpasterz więźniów przy Rakowieckiej namówił mnie, bym
prowadził dla skazanych warsztaty plastyczne - opowiada ks. Jacek Wróbel. - Kiedy
opowiedziałem o tym doświadczeniu studentom, poprosili, by takie spotkania prowadzić
także dla nich.
Zaczęli od historii, teologii i symboliki ikon; po trzech miesiącach przystąpili do
warsztatów (wykonywanie ikony tradycyjną techniką temperową). - Choć wśród
uczestników są także studenci ASP, to nie umiejętności plastyczne, ale pragnienie
spotkania z Bogiem predysponuje do zajmowania się tą duchową sztuką - mówi ks. Wróbel,
na którego zajęciach jest komplet.
Nie zawsze tak jest. - Kiedy zorganizowaliśmy spotkanie z panią z Lasek, poświęcone
działalności charytatywnej, przyszło tylko pięć osób - wspomina ks. Ortmann. - Ale
już na spotkaniu o duchowości mężczyzny i kobiety było ok. 80 słuchaczy. Staramy się
poruszać między tym, co atrakcyjne, a tym, co konieczne.
Duszpasterstwo istnieje od 50 lat, "obsługuje" głównie studentów z
pobliskiej Szkoły Głównej Handlowej oraz z Politechniki, wraz z akademikami. Przez
prawie 30 lat kierował nim nieżyjący już ks. Józef Majkowski, o którym historyk
zakonu ks. Felicjan Paluszkiewicz pisał, że "według reguł Ewangelii formował młodą
inteligencję polską". Uczniowie ks. Majkowskiego trzymają się razem do dziś:
dwieście osób, w średnim już wieku, spotyka się dwa razy w roku.
*
Jezuicki "Dąb" jest jednym z 32 duszpasterstw akademickich działających w
Warszawie i "obsługujących" ok. 5 tys. studentów. To mniej więcej 5 proc.
wszystkich studiujących na blisko 40 warszawskich uczelniach, publicznych i prywatnych. -
Ilościowo to niedużo, ale studenci są tak obciążeni zajęciami naukowymi i
pozanaukowymi, że jeśli uda się im znaleźć czas na duszpasterstwo, to dla mnie jest
to heroizm - mówi ks. Bogdan Bartołd, rektor akademickiego kościoła św. Anny i
sekretarz Ogólnopolskiego Kolegium Duszpasterzy Akademickich (których jest w Polsce w
sumie 245, w samej Warszawie - 38).
Ks. Bartołd: - Przychodzący do nas studenci są inni niż 20, a nawet 10 lat temu. Ci
sprzed przełomu 1989 r. poszukiwali często przestrzeni wolności do wyrażania swoich
poglądów. Ci obecni nastawieni są na pogłębianie formacji duchowej. Mniej interesuje
ich formalne zrzeszanie się. A zaangażowanie społeczne, nie mówiąc już o
politycznym, jest dziś rzadkością.
Święta Anna jest największym i najstarszym warszawskim duszpasterstwem studenckim. Jego
historia zaczęła się w 1928 r., kiedy kard. Aleksander Kakowski mianował rektorem kościoła
ks. Edwarda Szwejnica. W tej świątyni odbywały się rekolekcje dla studentów i
pracowników naukowych, na które przychodziło nawet kilkanaście tysięcy osób. Stąd
ruszały pierwsze akademickie pielgrzymki na Jasną Górę, z tą najliczniejszą z 1936
r., w której wzięło udział 20 tys. studentów, czyli połowa wszystkich studiujących
wówczas w Polsce.
Ze św. Anną związanych jest kilka ważnych inicjatyw. Przed II wojną światową był
to ruch "Iuventus Christiana" (grupy pogłębionej formacji religijnej) oraz
"Odrodzenie". Po wojnie - Warszawska Akademicka Pielgrzymka Diecezjalna (dziś
Metropolitalna; jej twórcą w 1981 r. i przewodnikiem był ówczesny duszpasterz
akademicki ks. Józef Maj), utworzone w 1988 r. Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży
Akademickiej oraz powołana przed kilku laty z inicjatywy wieloletniego rektora kościoła,
ks. Zygmunta Malackiego, Fundacja "Pro Bono", będąca próbą aktywizacji środowiska
studenckiego w kierunku działalności charytatywnej.
- Oczywiście, największym wzięciem cieszą się tradycyjnie tematy związane z miłością,
płciowością - wylicza ks. Bartołd. - Na rekolekcje, których temat brzmiał
"Kochaj i rób, co chcesz, czyli "o tych sprawach"", pojechała
rekordowa liczba osób. Popularne są też grupy biblijne i modlitewne, no i naturalnie
bale sylwestrowe i karnawałowe. Na trzech Sylwestrach organizowanych przez duszpasterstwo
bawiło się 600 osób.
Z racji bliskości św. Anna była i jest przede wszystkim duszpasterstwem Uniwersytetu
Warszawskiego. Większość studentów w duszpasterstwie pochodzi spoza Warszawy; dla
jednych to kontynuacja wcześniejszego zaangażowania (np. w ruch oazowy), inni trafiają
tu po raz pierwszy. Tradycyjnie aktywne są głównie dziewczyny.
- Chłopcy mówią, że nie chcą się narzucać Panu Bogu - żartuje ksiądz rektor.
Czasem przychodzą z daleka od Kościoła i od wiary. Z ciekawości, zachęceni przez
innych. Najpierw na Mszę akademicką, potem na rekolekcje. Zdarza się, że stamtąd
trafiają do grupy, w której przygotowują się do bierzmowania lub do grupy
neokatechumenalnej.
Ks. Bartołd: - Niektórych spotykamy na wizytach duszpasterskich w akademikach. Z reguły
jesteśmy przyjmowani z życzliwością, choć przy okazji wysłuchujemy pretensji i żalów
pod adresem Kościoła. Ale bardzo sobie cenię te ostre czasem rozmowy. Są rozwijające,
dla nas i dla nich.
*
O. Piotr Kołacz z działającego od 4 lat duszpasterstwa dominikanów - przy odległym o
kilkaset metrów od św. Anny kościele św. Jacka - dzieli przychodzących studentów na
cztery grupy. Pierwsza ("towarzyska") to ci, którzy przychodzą ze względu na
przyjaciół czy modę (bo bywanie u dominikanów także może być modą) tylko na
niedzielną Mszę. Druga grupa ("konsumpcyjna") przychodzi, kiedy dzieje się coś,
co może im się przydać (np. wyjazd) lub jest dla nich interesujące; oni na ogół nie
wchodzą głębiej w duszpasterstwo i nie biorą na siebie zobowiązań. Trzecia grupa
("formacyjna") to ci, co wybierają zajęcia w duszpasterstwie z troski o swą
wiarę. I czwarta ("odpowiedzialna"), z zapałem społecznym, pomysłami, chętna
do pomocy innym, najmniej liczna, ale widoczna.
O. Kołacz: - Dwie pierwsze grupy traktują Kościół jak supermarket. Jak jedną z wielu
propozycji, którą można wybrać lub nie. Prawdy wiary są dla nich jedynie pewną
inspiracją intelektualną. Dwie pozostałe szukają u nas wsparcia na drodze do Boga. Dla
wielu tych studentów duszpasterstwo jest wspólnotą podstawową, ważniejszą niż społeczność
z wydziału, na którym studiują. Pierwszą w porządku znaczenia i wartości.
Czego szukają? O. Kołacz: - Wspólnoty, która pozwoli im przenieść dotychczasowe doświadczenia
dalej, i je pogłębić. Wspólnoty, w której znajdą oparcie dla wartości im bliskich.
Co znajdują w duszpasterstwie dominikanów? O. Kołacz: - Liturgię, scholę i śpiew, które
są najliczniejszą grupą w naszym duszpasterstwie.
Ale duszpasterstwo na Freta to także klub filmowy, szkoła modlitwy, słynna "siódemka"
(poranna Msza ze śniadaniem), grupy charytatywna i ewangelizacyjna. Tę ostatnią
prowadzi Maria, studentka III roku historii: - Poszukiwałam czegoś, co rozwinęłoby
mnie duchowo - mówi. - Najpierw trafiłam na Mszę, potem ktoś zaproponował mi
uczestnictwo w tej grupie. Od razu wiedziałam, że to jest to, czego szukałam. Co mi to
daje? Moje życie zmieniło się, nabrało tempa i sensu.
O. Piotr prowadzi grupę, w której przez semestr wspólnie czytali i komentowali proroka
Izajasza i homilie Orygenesa. - Inicjatywa wyszła od nich, choć konkretny temat
zaproponowałem sam - wyjaśnia o. Kołacz. - Chodziło o lekturę i komentarz do księgi
prorockiej, połączony z lekturą któregoś z Ojców Kościoła. Odebrałem to jako głód
Pisma Świętego.
W grupie wytrwało 10 osób, wśród nich biolog po doktoracie, absolwentki Akademii
Muzycznej, studenci nauk politycznych, teologii, polonistyki, etnografii. - Jeśli
wytrwali, to chyba jest im to potrzebne - mówi o. Kołacz.
Ale do duszpasterstwa studenci przychodzą nie tylko po wiedzę. Wszyscy księża pracujący
ze studentami zwracają uwagę na coraz częściej pojawiające się prośby o
indywidualne kierownictwo duchowe.
*
Co zrobić z tymi, którzy kończą studia, a wciąż trudno im rozstać się z
duszpasterstwem?
- Powinni powoli odchodzić, bo potrzeby duszpasterstwa akademickiego są specyficzne,
inne niż duszpasterstwa dorosłych. Ale oczywiście nikogo nie wyrzucam - mówi ks.
Ortmann.
- Może trudno się im odnaleźć w zwyczajnym, parafialnym, masowym duszpasterstwie? -
zastanawia się o. Kołacz. - Jeśli zostają u nas, trafiają do grupy postakademickiej i
przez jakiś czas staramy się ich jeszcze prowadzić, odpowiadając na ich potrzeby.
Podobne grupy istnieją we wszystkich dużych duszpasterstwach, tylko nie zawsze łatwo do
nich trafić. - Na studiach nie byłam związana z duszpasterstwem, a kiedy już jako
absolwentka chciałam się gdzieś zaczepić, okazało się, że nigdzie mnie nie chcą.
Zjechałam pół Warszawy, zanim znalazłam grupę, która zechciała mnie przyjąć - mówi
dziewczyna spotkana u jezuitów.
Co jest najważniejsze w pracy duszpasterza?
- Być z nimi, słuchać, co mówią, jak myślą, czego potrzebują - mówi o. Kołacz. -
Oczywiście na pierwszym miejscu jest troska o pogłębienie więzi z Bogiem tych, którzy
tu przychodzą. Ale chodzi też o to, żeby pokazać im, że ten kościół jest ich
miejscem, że tu odnajdują rodzące się ich powołania życiowe. I aby tak zakorzenić
ich w Kościele, już nie tym na Freta, ale powszechnym, że odnajdą się w nim później.
Nawet bez tak pięknej liturgii i mądrych wykładów.
|