|
U chrześcijan św. Jana w Iraku
Konieczność rzeki
Beata Kowalska
O mandejczykach - ostatnich przedstawicielach starożytnej, gnostyckiej wiary - słyszeliśmy
już w Polsce. Kilka dni zajęło nam odnalezienie ich w czteromilionowym Bagdadzie.
Pierwsze pytanie, jakie zadali brzmiało: czy w mieście, z którego przybywamy, jest
rzeka?
 |
 Mandejczycy |
|
Mandejski Nowy Rok przypada na dzień narodzin Jana Chrzciciela. Jak w każde inne
religijne święto wspólnota bagdadzka spotyka się o świcie nad Tygrysem, aby
uczestniczyć w ceremonii chrztu. Mandejczycy podkreślają z dumą, że ryt tej uroczystości
nie zmienił się od czasów św. Jana i że chrzczeni są w taki sam sposób jak Jezus.
Po noworocznych obchodach nad rzeką członkowie gminy zamykają się w domach na trzy dni
i trzy noce. Opiekujące się nimi anioły powracają wtedy do nieba, by spotkać się ze
swymi rodzinami. W obawie przed złymi mocami mandejczycy nie opuszczają swoich wspólnot,
aż do powrotu aniołów na ziemię.
Znad Jordanu nad Tygrys
Początki religii mandejskiej giną w mrokach historii. Skąpe źródła dotyczące jej
dziejów pozwalają umieścić wyznawców tej starej wiary pośród podobnych sekt
chrzcielnych mieszkających nad wodami Jordanu. I choć naukowcy nie są zgodni, co do
przyczyn ich osiedlenia się na terytorium dzisiejszego Iraku i Iranu, to nasi mandejscy
rozmówcy jednomyślnie twierdzili, iż żyli niegdyś razem z Żydami w Palestynie. Gdy córka
arcykapłana Świątyni Jerozolimskiej, Eleazara przyjęła ich tajemne nauki, wyznawcy
religii mojżeszowej zabili wielu z nich. Ci, którzy ocaleli z pogromu, zostali
wyprowadzeni znad Jordanu przez archanioła Anosza i dotarli do brzegów Tygrysu i
Eufratu.
Jedną z najważniejszych postaci religii mandejskiej jest Jan Chrzciciel, określany
tutaj jako prorok Jahia. Dlatego też XVII-
-wieczni misjonarze nazywali wyznawców tej religii chrześcijanami św. Jana. W
wierzeniach mandejskich zburzenie Jerozolimy i rozproszenie Żydów po świecie było karą
za zamordowanie właśnie Jana, nie Jezusa.
Obydwaj prorocy byli spokrewnieni. Maria, Matka Jiszy (tak nazywa się po mandejsku
Jezus), była siostrą matki Jana - Inoszweji. Ojciec Jana władał jednym z królestw
niebieskich. Podał Inoszweji świętą wodę, co sprawiło, że poczęła syna. Podobnie
ojciec Jezusa był niebiańskiej proweniencji, choć jego królestwo stało niżej w
boskiej hierarchii. I on w taki sam cudowny sposób przyczynił się do narodzin swojego
potomka.
Kolejnym elementem łączącym wspólnotę mandejczyków z pierwszymi wyznawcami chrześcijaństwa
jest język. Mandejski to dialekt aramejskiego - języka, którym posługiwał się Jezus.
Niestety stopniowo mowa ta zanika, stając się wyłącznie słowem liturgii znanym
jedynie kapłanom. Wielka to strata, bo przez wieki swojej historii społeczność
mandejska stworzyła bardzo bogate - zważywszy na swą niewielką liczebność - piśmiennictwo.
Dlatego właśnie VI sura Koranu określa ich - obok "chrześcijan i tych, którzy
wyznają judaizm" - "posiadaczami księgi", dzięki której "otrzymają
nagrodę u swego Pana". Najważniejszym dziełem religijnym jest "Prawa i Lewa
Ginza" (Skarb) - mityczne opowieści, teologiczne traktaty oraz liturgie mszy żałobnej.
Księga ta traktuje o kwestiach dla myśli mandejskiej najistotniejszych - o boskiej
naturze Światła i ludzkiej duszy, która pragnie powrotu do swego niebiańskiego źródła.
Świetliste królestwa
Na północy leży świat światłości, na którego czele stoi władca zwany Wielkim Życiem
albo Królem Światła. Otaczają go niezliczone, świetliste królestwa. Odpadły one
niegdyś od tej najwyższej istoty, niwecząc tym samym pierwotną jedność. Wraz ze
swymi władcami o egzotycznych imionach - Joszamin, Abatur, Olmi Daihuro - głoszą
nieustannie chwałę Życia i odprawiają ku jego czci rytualne ceremonie. Spośród nich
jeden, ten stojący najniżej, jest szczególnie istotny: Ptahil - Bóg-Stwórca.
To on stworzył niegdyś świat, bez zgody Króla-Światła, a przy pomocy demonicznych
mocy królestwa z południa. Został za to na wieki potępiony. Moce świetliste, chcąc
ograniczyć działanie sił ciemności, zsyłają Wiedzę Życia (manda): wiedzę o bogu,
istocie świata i naturze człowieka.
Ale człowiek też jest dziełem upadłego Ptahila, który wraz z pomocnikami Ciemności
stworzył ciało Adama. W pierwszym człowieku nie było jednak życia. Dopiero Król Światła,
litując się, tchnął w niego duszę. Jest ona tą boską cząsteczką, która łączy
człowieka z boskim światem i dzięki której zjednoczy się on kiedyś ze źródłem Życia.
Adam ziemski jest odbiciem swego niebiańskiego imiennika, od którego pochodzą
mandejczycy - "plemię Życia". Ich dusze żyły niegdyś w królestwie Światła,
ale od czasów pierwszych ludzi muszą tkwić w cielesnym świecie. Ziemia jest dla nich
więzieniem, więc mandejska dusza, tęskniąc za boskim Światłem, modli się:
"Jestem samotnym krzewem winnym, który znalazł się w świecie. Nie ma przy mnie
najwyższego ogrodnika, nie ma dozorcy, nie ma pomocnika łagodnego, który by przyszedł
i pouczył o wszystkim. O, jakże się wtedy radować, ja chora, pełna lęku w świecie złych.
Jak długo jeszcze będę wędrować i jak długo pogrążać się we wszystkich tych światach?".
Centralny punkt refleksji stanowi idea wyzwolenia z bezwartościowego ciała i powrót do
świata światłości. W chwili śmierci dusza rozpoczyna podróż przez kolejne,
pozaziemskie stacje strażnicze. Czyha tam wiele niebezpieczeństw, by zatrzymać ją i na
nowo uwięzić w jakiejś formie materii. Tylko mandejczycy, dzięki ich zbawczej wiedzy
(manda) dojdą do kresu pośmiertnej drogi.
W tej najważniejszej dla zbawienia podróży pomagają im różnego rodzaju
"magiczne przepustki", w które wyposażają ich żałobne ryty ceremonii
"wstępowania" - mszy żałobnej w intencji połączenia się duszy ze światem
Światłości. Poprzedza ją obmycie wodami Jordanu i przystrojenie gałązką mirtu. Właściwe
modlitwy rozpoczynają się trzy dni po śmierci, wtedy bowiem dusza opuszcza ciało. Podróż
do świata Życia trwa 45 dni i przez cały ten czas duszy towarzyszą recytacje
"Lewej Ginzy" i rytualne posiłki. Oczekująca swego wyzwolenia dusza modli się:
"Nie życie wzniosło ten dom, w którym przebywamy, dlatego wybaw nas z ciemności
tego świata, w którą jesteśmy wrzuceni."
Na koniec zostaje jeszcze jedna próba - odmierzająca dobre uczynki waga. Jeśli wynik
tej decydującej kontroli wypadnie pozytywnie, dusza zjednoczy się ze swym niebiańskim
źródłem. Pozostaje jeszcze tylko przejście przez graniczne rzeki oraz przywdzianie
szaty i wieńca na znak zwycięstwa.
Co jednak z tymi, którzy nie przedostali się przez pułapki strażniczych stacji? Czy na
zawsze pozostaną w niebiańskich piekłach? Otóż dana im będzie jeszcze jedna szansa.
W "wielkim dniu sądu" wrzuceni zostaną w ogień i przeżyją w ten sposób swą
drugą śmierć. I albo powrócą wraz z innymi odpadłymi istotami świetlistymi do źródła
Życia, albo zostaną wraz z niewiernymi i wszelkimi mocami ciemności unicestwieni na
wieki. Wtedy "światło wzniesie się do góry, a ciemność powróci na swe
miejsce".
Nowoczesność starożytnej wspólnoty
Datą krytyczną dla mandejskiej religii ostatnich wieków był rok 1831, kiedy epidemia
cholery stała się przyczyną śmierci wszystkich mandejskich kapłanów i wyższych
duchownych (ocalało jedynie dwóch diakonów). Wraz z nimi odeszła część ustnej
tradycji, a za gminę stali się odpowiedzialni jej świeccy członkowie. Przez kilka następnych
dziesięcioleci społeczność zmagała się z brakiem duchownych, zanikiem języka i
obyczajów. Jednak w ciągu ostatnich dwudziestu lat zaobserwować można renesans
zainteresowania własną tradycją.
Mandejczycy podkreślają z dumą, że spośród "religii księgi" to oni są
grupą najstarszą. Stąd próba wskrzeszenia starożytnego języka, działalność
wydawnicza udostępniająca mandejskie teksty w arabskich tłumaczeniach. Centrum pracy
organizacyjnej powstało w Bagdadzie. Ma ono służyć nie tylko kultywowaniu tradycji i języka
(od dziewięciu lat funkcjonuje tu szkoła), ale i udostępniać prace europejskich
uczonych dotyczące mandeizmu.
Nowoczesność wkroczyła w rytualne życie tej starożytnej wspólnoty. Jej członkowie
nie spotykają się już w małej glinianej świątyni nad brzegami rzeki. Basen
chrzcielny wyłożony jest kafelkami (choć woda, by nie traciła swych rytualnych właściwości
doprowadzana jest nie rurociągiem, a specjalnym kanałem), a świątynia przypomina
nowoczesne budowle chrześcijańskie, od których odróżnia ją tylko zatknięty na
szczycie proporzec św. Jana. W głównej sali spotkań na honorowym miejscu znajduje się
egzemplarz "Ginzy", a na ścianach wiszą gobeliny przedstawiające wędrówkę
duszy przez graniczne rzeki, bardzo przypominające mitologiczne wyobrażenia Styksu -
greckiej rzeki zapomnienia.
Wśród wiernych możemy znaleźć wielu irackich absolwentów wyższych uczelni,
nauczycieli, naukowców. Jednak większość nadal kultywuje profesję od wieków bardzo wśród
mandejczyków popularną - złotnictwo. Nic więc dziwnego, że ekskluzywny sklep
jubilerski w hotelu Nazar w Bagdadzie jest miejscem, gdzie można uzyskać informacje o
aktualnych wydarzeniach tutejszej wspólnoty. Przed embargiem pełno było tutaj klientów
z całego świata, dziś zagranicznych gości nie ma w ogóle, a Irakijczyków nie
interesuje wykwintna biżuteria, skoro ich głównym problemem jest przeżycie miesiąca
za dwa i pół dolara.
Dziś, by przetrwać, mandejczycy wolą podkreślać swoje pokrewieństwo z islamem czy
chrześcijaństwem, choć w dawnej literaturze wątki antychrześcijańskie bywały
obecne. Osłabieniu uległy także antyświatowe i dualistyczne wątki ich ideologii. Z
islamem łączą ich - jak czytamy w mandejskiej broszurze religijnej - ablucje, doniosłe
znaczenie modlitwy, postu i jałmużny oraz zakaz picia alkoholu; z chrześcijaństwem zaś
- bliskie pokrewieństwo między Janem a Jezusem, świętowanie niedzieli i religijne
znaczenie chrztu.
Jak wielu mieszkańców Bliskiego Wschodu, także i mandejczycy mają nonszalancki
stosunek do liczb. Wielkość wspólnoty raz oceniali na 100 tysięcy, innym razem na 160
tysięcy. Dane te wydają się znacznie zawyżone. W noworocznej ceremonii nad Tygrysem
nie uczestniczyło więcej niż kilkaset osób. Niemiecki religioznawca Hans Rudolph, który
prowadził badania wśród mandejczyków w 1969 roku pisał o 15 tysiącach wyznawców tej
religii w Iraku i Iranie. Zważywszy na straty w wojnie z Iranem, które musiały dotknąć
także tej społeczności, liczba jej członków prawdopodobnie nieznacznie przekracza 20
tysięcy.
By móc kultywować swoje chrzcielne rytuały, wyznawcy tej religii żyją zawsze w pobliżu
rzek, przede wszystkim w Iraku i Iranie. Istnieją również niewielkie wspólnoty
mandajskich emigrantów w Europie, Ameryce i Australii. Klasa kapłańska liczy obecnie 25
duchownych: czterech w Iranie, 21 w Iraku (pięciu spośród nich sprawuje teraz opiekę
nad wspólnotami w diasporze). W zarządzaniu wspólnotą mandejską pomaga im Generalna
Rada Społeczności, w skład której wchodzą reprezentanci mandejskich rodów oraz Rada
ds. Ogólnych (spośród najważniejszych jej jednostek wymienić trzeba mandejski sąd,
departament młodzieży czy centrum mandejskich studiów).
*
Podczas naszych spotkań z mandejczykami ciągle nasuwało się pytanie, czy społeczność
ta zachowa tożsamość w obcym otoczeniu, z niewielką grupą kapłanów, którzy z
trudem pomagają zachować starożytne tradycje. Świat rzadko sobie o nich przypomina. W
literaturze polskiej publikacje na temat tej gnostyckiej wiary można policzyć na palcach
jednej ręki.
Mandejczycy trwają mocno w przekonaniu, że to oni są depozytariuszami prawdziwej
wiedzy, która doprowadzi ich do Boga. W świętej "Ginzie" czytamy:
Od dnia gdy ujrzeliśmy Ciebie,
od dnia gdy usłyszeliśmy Twe słowo,
serca nasze napełnił pokój.
Uwierzyliśmy w Ciebie, o Dobry,
Zobaczyliśmy Twą światłość i nie
zapomnimy Ciebie,
Z serc nie wygnamy ani na chwilę.
Bo zaprawdę, serca nasze nie oślepną,
I nic naszych dusz nie powstrzyma.
A skoro tak, to czy mogą nie przetrwać?
PS. W czasie inwazji na Irak wielu mandejczyków opuściło Bagdad w obawie przed
bombardowaniami i do tego czasu nie wróciło. Jak każda mała wspólnota religijna,
odmienna od otaczającej ich muzułmańskiej większości, mandejczycy obawiają się o
przyszłość. Z niechęcią odnosili się do pytania o opinie na temat najnowszych
wydarzeń. W ich przypadku nazbyt stanowcze opowiedzenie się po jednej stronie mogłoby
ich wiele kosztować. Taktyką, która pozwoliła im przetrwać wieki było podkreślanie
- pomimo istotnych różnic doktrynalnych - pokrewieństwa z religiami monoteistycznymi i
społecznościami mieszkającymi w Iraku.
Beata Kowalska jest socjologiem, pracuje na Uniwersytecie Jagiellońskim. Prowadziła
badania w pięciu krajach Bliskiego Wschodu.
Fragmenty tłumaczenia Ginzy pochodzą z książki Hansa Jonasa " Religia
gnozy", Kraków 1994, tłum. Marek Klimowicz
|