dotb.gif

„TP”, Nr 21 (2811), 25 kwietnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2811/prasakrajowa.php


Prasa krajowa

Inteligencja zmienia twarz


W III RP inteligencja polska nie znala-zła się - wbrew częstemu przekonaniu - w kryzysie. Zachodzące w nowych warunkach politycznych i gospodarczych przekształcenia struktury społecznej wpłynęły jedynie na zmianę jej funkcji i ról - pisze w KRYTYCE POLITYCZNEJ (3) prof. Henryk Domański, socjolog i dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.


Gospodarka rynkowa modernizuje się, kreuje nowe zawody w finansach, bankowości, marketingu i szeroko rozumianych usługach. Równocześnie zmienia się treść tradycyjnych profesji uznawanych za inteligenckie: począwszy, na przykład, od księgowych (wymaga się choćby od nich wiedzy o skomplikowanych mechanizmach podatkowych czy tyczących przetargów publicznych) po dziennikarzy i specjalistów (ich działalność nie zatraciła wprawdzie twórczego charakteru - a to kreatywność uchodzi za atrybut zawodów inteligenckich, ale by sprostać konkurencji i przetrwać muszą równocześnie posiąść sztukę zdobywania masowego odbiorcy, czyli w mniejszym bądź większym stopniu się skomercjalizować). Nieuchronnym elementem systemu rynkowego, nieobecnym praktycznie w statycznej i centralnie sterowanej gospodarce komunistycznej, jest też rywalizacja w ramach zawodu: walka o wyższe zarobki, stanowiska czy pracę jako taką.

Jeśli jednak głównym wyznacznikiem statusu społecznego jest wykształcenie, to kategoria ludzi z dyplomem wyższej uczelni wciąż jest w Polsce wąska (ok. 11 proc. ludności). Już tylko dlatego wyższe wykształcenie gwarantuje prestiż, stosunkowo dobre dochody, a przede wszystkim jest kapitałem pozwalającym lepiej niż inni radzić sobie z losem i zapewniającym dostęp do innych cenionych dóbr. Więcej: statystyki dowodzą, że za III RP inteligencja utrzymała, a nawet wzmocniła, swoją przewagę nad innymi warstwami społecznymi, jeśli chodzi o dostęp do wyższego wykształcenia.

W ostatnich latach wyższe wykształcenie przekładać się zaczęło na coraz to lepsze zarobki. O ile w 1982 r. zapewniało ono zarobki ledwie o 14 proc. wyższe od średniej krajowej, to w 1998 r. - już 27 proc. (przy równoczesnym spadku dochodów ludzi o wykształceniu podstawowym). W połowie lat 90. inteligenci - zwłaszcza kadra menaedżerska, ale też lekarze, prawnicy, ekonomiści, dziennikarze, artyści i ludzie nauki - pod względem zarobków wyprzedzili nawet właścicieli firm. Tym samym w hierarchii dochodów kapitał edukacyjny i kulturowy przebiły kapitał własności.

Także badania nad prestiżem zawodów dowodzą, że inteligencja niezmiennie utrzymuje czołową pozycję: w Polsce najwyżej ocenianym zawodem jest profesor uniwersytetu, zaraz potem lekarz, a w pierwszej dziesiątce są także nauczyciel, inżynier i sędzia.

Naturalnie, choć generalnie pozycja inteligencji uległa w III RP wzmocnieniu, to nie wszyscy członkowie tej warstwy mają się lepiej, da się też wskazać przypadki degradacji. Bo choć w lepszej sytaucji są przedstawiciele "nowej" inteligencji (pracownicy nowych zawodów, w większości zatrudnieni w sektorze prywatnym), to pozycja inteligencji "starej", zwykle pracującej w sektorze państwowym, jest już gorsza. Dochody inteligencji z tzw. sfery budżetowej uległy wręcz pogorszeniu.

Teza o kryzysie inteligencji ma też pewien sens wtedy, gdyby odnieść ją do zanikania starych struktur społecznych i tradycyjnego etosu: "W kształtującym się społeczeństwie klasy średniej reminiscencje z czasów walki o niepodległość nie mają ceny rynkowej". Istotą obecnego przełomu jest to, że "tradycyjna inteligencja jest zastępowana przez nową kategorię, która charakteryzuje się podobnymi cechami położenia społecznego, jak "stara" i zajmuje podobne pozycje, ale pod względem strategii życiowych zaczyna przypominać angielskich professions". Dotyczy to głównie najmłodszego pokolenia inteligencji. Odwołuje się ono do zachodnich standardów: "przede wszystkim ludzie ci wiedzą, czego chcą, jeżeli chodzi o pracę". Współczesny etos "różni się od "powołania" traktowanego jako praca dla samej pracy instrumentalnym stosunkiem do wykonywanego zawodu". Główne cele to sukces, perfekcja i zarabianie pieniędzy. "Kandydaci na polskich professions zasmakowali w luksusowych samochodach, drogich ubraniach, bywaniu w drogich restauracjach i demonstrowaniu zamożności, co jest normalną cechą ludzi, zaczynających żyć na przyzwoitym poziomie". Niemniej "nie rezygnują z bywania na koncertach muzyki poważnej i, bez intelektualnych pretensji, mają pozytywny stosunek do korzystania z dóbr wysokiej kultury". Ale młodzi profesjonaliści są bardziej specjalistami niż inteligencją - pomimo, że nie porzucają całkowicie tradycyjnego etosu, bardziej liczy się dla nich racjonalne myślenie, samodyscyplina i materialne wartości.

KB

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl