adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 21 (2811)
25 maja 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Legenda po latach

Lektor


Gry i zabawy


• Wisława Szymborska: RYMOWANKI DLA DUŻYCH DZIECI z wyklejankami Autorki - piękny ten i starannie wydany tomik przeglądałem z niepokojem, świadom, że poczucie humoru nie jest najmocniejszą stroną rodaków. Już sobie wyobrażam pełne zgorszenia głosy, że płoche zabawy nie przystoją noblistce... A przecież śmiech jest jedną z form istnienia, homo to także homo ludens.

Zacznijmy od wyklejanek, czyli świetnych kolaży wyklejanych przez Szymborską na kartach pocztowych służących korespondencji z przyjaciółmi. Małgorzata Baranowska w szkicu "Fragment Cesarza od pięt po kolana" ("NaGłos" nr 12/1993) zwróciła uwagę na pokrewieństwo owych zabawnych pocztówek, odwołujących się do tradycji surrealizmu, z "poważnymi" wierszami Szymborskiej: "Nadzwyczajne, zaskakujące używanie potocznych zwrotów, nadawanie im wieloznaczności, odnowa ich blasku charakteryzuje zarówno poezję, jak i kolaże Szymborskiej". I zastanawiała się: "Kim jest manekin krawiecki na nogach kościotrupa? Co skrywa wisząca na nim marynarka? Kto czai się niewidoczny nad nogami tylko do kolan? Dlaczego ni z tego, ni z owego odbicie w lustrze zmieniło przynależne mu miejsce? (...) Czy świat jest taki, jak nam się wydaje, skoro jeden ruch nożyczkami może ośmieszyć nasze doświadczenie?".

A rymowanki? To przede wszystkim zabawa towarzyska, przyjmująca rozmaite formy. Najpierw - klasycznego limeryku. Następnie - sięgająca po gatunki nowe, będące często dziełem zbiorowym. Na przykład tytuł "moskaliki" - chodzi o odnoszące się do rozmaitych nacji parafrazy słynnej strofy Rajnolda Suchodolskiego "Kto powiedział, że Moskale..." - zrodził się, jak opowiada Wisława Szymborska, "w drodze korespondencji między dr. Michałem Rusinkiem, moim Pierwszym Sekretarzem, a p. Joanną Szczęsną, redaktorką "Gazety Wyborczej"".

Dr Rusinek ("dosyć zdolny człowiek", przyznaje poetka) wymyślił też dwie inne nazwy: "lepieje" oraz "odwódki". O genezie pierwszych tak opowiada autorka: "W pewnej podmiejskiej gospodzie podano mi kartę, w której przy pozycji "flaki" ktoś dopisał drżącą ręką: "okropne"". Stąd pomysł ostrzegawczych lepiei ("Lepszy na biegunie grób / niż z bufetu zimny drób"). "Odwódki" natomiast przestrzec mają, wpadającym w ucho przysłowiem, przed nadużywaniem wszelakich trunków ("Od bourbona straszna śledziona", "Od absyntu zanik talyntu").

Są jeszcze absurdalno-makabryczne altruitki ("Nie męcz aptek i lekarza, / sam znajdź drogę do cmentarza"), "Galeria pisarzy krakowskich" sportretowanych celnymi dwuwierszami, wzruszający wierszyk "Męskie gospodarstwo" ("jeden z wierszyków, jakie układałam co roku 16 września, w dzień imienin pewnego solenizanta"), i wreszcie "podsłuchańce", czyli zapisy autentycznych rozmów. Pisząc o nich, Szymborska wspomina Białoszewskiego, mistrza "podsłuchiwania, nadsłuchiwania i obsłuchiwania". I choć podkreśla, że jej "podsłuchańce" powstawały bez żadnych literackich zamiarów, to jednak pod prózką "Na imieninach" podpis autora "Donosów rzeczywistości" mógłby się znaleźć...

Na końcu pozostawiono dwie strony puste, by i Czytelnik mógł niektóre cykle uzupełnić. "W taki oto sposób - pisze Szymborska - ten i ów egzemplarz ma szanse stać się po wielu, wielu latach miłą pamiątką rodzinną. A nawet czymś ponad to: świadectwem dawnych, niepojętych czasów, kiedy prapradziadkowie potrafili jeszcze własnoręcznie pisać i czynili to najchętniej w pokoju bez telewizora". (Wydawnictwo a5, Kraków 2003, s. 54. Projekt okładki: Wojciech Wołyński & Jahoo Gliński. Biblioteka Poetycka pod red. Ryszarda Krynickiego.)


*   *   *


• 128 BARDZO ŁADNYCH WIERSZYCH stworzonych przez sześćdziesięcioro ośmioro poetek i poetów polskich wybrał Leszek Kołakowski - po co sięgamy po prywatne antologie? Bo spodziewamy się, że wskażą nam one poetów i utwory, których dotąd nie zauważyliśmy, bądź zauważając - nie doceniliśmy. Bo chcemy porównać własne upodobania z gustami antologisty (o, też lubi Iksa, też zapamiętał ów mało znany sonet Ygreka - ale za to Ypsilona w ogóle pomija, co za brak wrażliwości!). I ze zwierciadła, jakie antologia tworzy, dowiedzieć się czegoś nowego o tym, kto ją ułożył. Zakładając, że jest to osoba, o której upodobaniach chcemy wiedzieć więcej, z racji szacunku, jakim ją darzymy, nie dla zaspokojenia zdrożnej skłonności do podglądactwa.

"Poloniści czy krytycy literaccy lepiej niech do tego zbiorku nie zaglądają, bo się zdenerwują moją niefrasobliwością czy brakiem historycznego spojrzenia" - zastrzega Kołakowski. Dalej zaś nazywa siebie "czytelnikiem przeciętnym", w skromności swojej chyba nieco przesadzając. Nikogo, kto przeczytał choćby jeden esej Kołakowskiego, nie trzeba przekonywać o jego wrażliwości na formę językową i wyczuciu kadencji zdania. Autor "Obecności mitu" próbował też sił jako tłumacz XVII-wiecznej poezji francuskiej i rosyjskich poetów Srebrnego Wieku, a jego udane dokonania w tej dziedzinie przypomniano w trzecim tomie "Pochwały niekonsekwencji", wraz z wierszowanym żartem - uwspółcześnioną parafrazą "Fausta".

"128 bardzo ładnych wierszy" to - pisze Kołakowski - "wybór poezji lirycznej, a w tej kategorii trzeba było różne ograniczenia poczynić". Nie ma więc "fragmentów epopei czy dramatów, nie ma satyr, fraszek i epigramatów, nie ma też folkloru, nie ma czysto politycznych autorów, nie ma eksperymentów słownych, nie ma wierszy dla dzieci, nie ma hymnów, pieśni i piosenek, nie ma poezji o poezji, nie ma wyśrubowanej awangardy, nie ma opisów miast i obrazów". Nie wyodrębniono lirycznych opisów pejzażu; części, na jakie antologię podzielono, to "O umieraniu i o umarłych", "O kochaniu i o rozstaniu", "O rzeczy przemijaniu i o dziwności świata, i o losie niedobrym", "O Bogu, o wierze i o Chrystusie" oraz "O Polsce". Chronologicznie listę autorów otwiera Jan Kochanowski, zamykają twórcy rówieśni antologiście, w aneksie zaś znalazło się miejsce dla mieszkającego w Londynie Adama Czerniawskiego (rocznik 1934), Ewy Lipskiej, Adriany Szymańskiej, Stanisława Barańczaka, Ryszarda Krynickiego, Adama Zagajewskiego i najmłodszego - Bronisława Maja (rocznik 1954).

Co w wyborze Kołakowskiego zwraca uwagę? Na pewno upodobanie do poezji baroku, u badacza myśli filozoficznej i religijnej tej epoki nie dziwne. Znajdziemy tu i trzech Morsztynów (Jana Andrzeja, Zbigniewa i Hieronima), i Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, i Łazarza Baranowicza (zm. 1693), piszącego po polsku prawosławnego biskupa czernihowskiego. Znacząca jest nieobecność Peipera i Przybosia ("wyśrubowanej awangardy") przy obecności wszystkich Skamandrytów (za wyjątkiem Iwaszkiewicza, tu jednak zdecydował brak zgody córki poety na przedrukowanie jego wierszy w antologii). Nie ma Mirona Białoszewskiego - są jednak Tadeusz Różewicz (m. in. "W świetle lamp filujących") i Tymoteusz Karpowicz ("Księga Eklesiastesa"). Z poetów dziś niemodnych pojawia się Emil Zegadłowicz i popularna po Październiku Małgorzata Hillar. Z wierszy "nieoczywistych": "Krew Abla do Jehowy" młodopolanina Bogusława Adamowicza i "Bezimienne groby" legionowego poety Rajmunda Bergela. A informacje o zmarłej w obozie hitlerowskim Zofii Rościszewskiej (1891-1945), której liryk "Nie rzeknę nigdy..." umieścił Kołakowski w części "O kochaniu...", znalazłem dopiero w piątym tomie "Zbioru poetów polskich XIX w." Pawła Hertza.

Szukać zaś musiałem, ponieważ w antologii brak not o autorach, nie podano nawet dat ich życia, brak też informacji o źródłach przedruku. Korekta tu i ówdzie szwankuje: w "Deszczach" Baczyńskiego, pamiętanych dzięki niezwykłemu wykonaniu Ewy Demarczyk, opuszczono dwa słowa, łamiąc hipnotyczny rytm. Spodziewam się, że ta ładna książka ładnych wierszy będzie wznawiana: warto błędy poprawić. (Wydawnictwo Znak, Kraków 2003, s. 232. Na okładce wykorzystano obraz Giorgia de Chirico.)


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny