adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 21 (2811)
25 maja 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Malarstwo Grzegorza Sztwiertni w krakowskiej Galerii "Zderzak"


Pustynia

Agnieszka Sabor


Podobno pustynia jest przede wszystkim doświadczeniem własnego ciała - doświadczeniem szczególnym, bo takim, które poprzez biologię upału i chłodu, wytrwałości i słabości, poprzez fizyczność poczucia wolności i lęku przed przestrzenią otwiera człowieka na Tajemnicę.



Grzegorz Sztwiertnia, "Zobaczyć głos, wszczepienie świergotu grubodzioba", tempera,
olej na płótnie, 2003
Wiedzieli o tym wczesnochrześcijańscy anachoreci, uciekający na pustynię, by, naśladując Chrystusa, poddać się próbie kuszenia. Podróżnicy opisujący w pamiętnikach równie zdradliwe, co piękne złudzenie fatamorgany. W takim właśnie, duchowym doświadczeniu cielesności, któremu jak cień towarzyszyło nieodzowne poczucie fizyczności ducha, bezwiednie stawali się artystami.

I dokładnie w taki sam - biologicznie mistyczny - sposób pustynna jest
dziś twórczość Grzegorza Sztwiertni, młodego, niewiele ponad trzydziestoletniego artysty związanego z krakowską Akademią, autora wielu instalacji i "vangoghowskiego" projektu falansteru dla artystów, wreszcie - malarza, znakomicie posługującego się najtrudniejszymi technikami.

Aby doświadczyć pustyni, nie trzeba jechać na Saharę. Bo skoro pustynia mówi o ciele człowieka, ono może snuć opowieść o pustyni. W "Zderzaku", prezentującym już po raz kolejny twórczość Sztwiertni, pojawiła się tym razem zapisana temperą na płótnie historia "Oka i dłoni malarza".

Rozpoczyna się (jak często u tego artysty) słowem, teraz zasygnalizowanym książką, która - włożona do gabloty i opatrzona pieczołowicie informacją nie tylko o autorze (Ignacy Witz), roku wydania (1966) i wydawnictwie (Nasza Księgarnia), ale także nazwiskiem właściciela konkretnego, zniszczonego czasem egzemplarza (Janusz Antos) - staje się dziełem plastycznym. A zarazem przemienia wystawę w precyzyjny, jakby średniowieczny traktat albo pamiętnik duszy z czasów, kiedy żyli wielcy mistycy - opowiadający (bo ta wystawa zachowuje ciągłość narracji) obrazami o doświadczeniu stawania się artystą, które tak naprawdę jest uczeniem się umiejętności obserwowania, ale i uczestnictwa w radości i cierpieniu własnego ciała. Oraz - a może przede wszystkim - ciała drugiego człowieka.

Opowieść Sztwiertni mówi o niezmiennych zasadach rządzących ludzką anatomią; dosłowna, biorąca początek w znanych dobrze studentom medycyny atlasach (artysta dokładnie przerysowywał kiedyś ich kolejne strony), rzeczowa tak bardzo, że aż skrajnie odrealniona. Niewypowiedziany temat prawie każdego z tych obrazów, ludzka skóra - wabiąca erotyką, mieniąca się czerwieniejącymi coraz bardziej, czasem złamanymi bielą różami, wśród których połyskują delikatne żółcienie i ciepłe ugry - nie może być tylko "workiem na wnętrzności". Wydaje się żywą pustynią, przestrzenią-kryjówką, w której rozgrywa się coś ważnego, wyjątkowego. Co?

"Oko malarza po zdjęciu nabłonka z rogówki oka - aby lepiej widzieć", powtórzone na wystawie w różnych wariantach kilkakrotnie, zdaje się odpowiadać na to pytanie. Odwołuje się do poważnego chirurgicznego zabiegu. A przecież - wyrafinowane kolorystycznie, harmonijnie zbalansowane wrzosowym różem, pistacjową zielenią, żółcieniem dojrzewającej gruszki - toczy się dynamicznymi, wpisanymi jedno w drugie, kołami, w abstrakcyjności których pamięć anatomicznego atlasu wycisza się i uspokaja.

Swą bujnością oko przypomina rozkwitający kwiat albo pawie pióro. Zawiera w sobie symbolikę życia, ale i śmierci. Może dlatego jest w nim też coś ze szklanego znaku Oka Proroka - obserwującego ze ściany muzułmańskiego domostwa codzienność pobożnego wyznawcy.

Chirurgiczny zabieg, źródło cierpienia, otworzył nową rzeczywistość. Wyprowadził na pustynię, dając szczególne - zdolne zniszczyć lub wzmocnić - doświadczenie bólu. A potem przypominające o Zmartwychwstaniu doświadczenie uleczenia. Ale to nie koniec drogi, bo lecząc, cud medycyny coś zabrał jednocześnie na zawsze. Niewinność? Ufność? Radość?

W każdym razie "Oko malarza" po "częściowym wycięciu tęczówki" (znów powtórzone w kilku wariantach) ograniczone zostało dwiema namalowanymi na ścianie galerii szarymi strefami, oznaczającymi "obraz ograniczenia pola widzenia przy niedowidzeniu połowicznym dwuskroniowym".

Fizyczne cierpienie nie jest tutaj funkcją czasu. W obrazach Sztwiertni nie ma młodości, dojrzewania, starzenia się, śmierci. Cierpienie - doświadczane tu i teraz - wynika raczej albo z tragicznej niedoskonałości mechanizmu, w który wtłoczony został człowiek, albo z ułomności człowieka, który nie dorósł do geniuszu własnej anatomii.

"To nie jest fajka" - tłumaczy tytuł jednej z części wystawowej narracji. Rzeczywiście, to skomplikowana, przypominająca fajkę proteza umożliwiająca mówienie po operacji krtani. A może właśnie fajka - ta należąca do Van Gogha, mistrza bezinteresownego współczucia, ale i autodestrukcji? Albo ta najzwyklejsza, współczesna, która przyczyniła się do choroby nałogowego palacza?

Proteza zastępująca narząd mowy oznacza mozolny wysiłek, jaki trzeba wykonać, by wyjść z samotności i przemówić - głosem niewyraźnym, wymagającym trudu także od słuchacza, ale jednak zrozumiałym. Bolesna konieczność, ale i zdolność do wysiłku jej codziennego pokonywania łączą pacjenta i artystę. Sztuka okazuje się procesem walki z chorobą. Trzeba zrozumieć strukturę tego, co we własnym wnętrzu rozbite, a potem spróbować złożyć to na nowo w spójną całość.

Dlatego analizie trzeba poddać także "Dłoń malarza": zobaczyć jej ścięgna i kości, zaatakować chirurgicznymi narzędziami, amputować palce. Tylko po to, by w końcu powrócić do stanu pierwotnej - ale dojrzalszej o doświadczenie fizycznego bólu i duchowej pracy nad nim - całości.

To obecne w ciele doświadczenie pustyni zawiera w sobie jednak nie tylko wysiłek walki z koniecznością, ale także element cudu. Aby "Zobaczyć głos", trzeba otworzyć gardło i wszczepić weń "świergot grubodzioba". Gdyby nie ingerencja z zewnątrz, głos zamilkłby na zawsze. Aby usłyszeć samego siebie, konieczna jest więc pomoc drugiego. Kogo? Stwórcy, którego ingerencja udowodniłaby, że życie jest darem? Czy też wyłącznie współbrata w egzystencji, równie bezsilnego, ale dającego siłę swoją współczującą słabością?

W każdym razie człowiek dopiero poprzez własne ciało, które przeżywa w całkowitej samotności, ale którym czasem musi lub chce podzielić się z innymi, staje się istotą w pełni duchową.

Oglądamy twórczość nowatorską i uczestniczącą w nowoczesności, a jednocześnie kompletnie niezależną od obowiązujących właśnie mód i kierunków. Zanurzoną w życiorysie artysty, ale w najmniejszym nawet stopniu nie biograficzną. Erotycznie intymną, a jednocześnie monumentalną. Cielesną, choć abstrakcyjną. Racjonalną i zdystansowaną, lecz mimo to tętniącą cichym dramatem. Analityczną - ale tylko w poszukiwaniu spójnego, syntetyzującego rzeczywistość sensu, który uzasadniłby istnienie człowieka.

Kto wie, czy nie jesteśmy właśnie świadkami kształtowania się czegoś bardzo ważnego, czegoś, co w polskiej sztuce pozostanie na trwałe po początku nowego stulecia?


GRZEGORZ SZTWIERTNIA, "OKO I DŁOŃ MALARZA", Kraków, Galeria "Zderzak", wystawa czynna do 18 czerwca. Wystawie towarzyszy album prezentujący dorobek artysty.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny