|
Czy powstanie nowa Europa państw opiekuńczych?
Pewniej i równiej
Jakub Wiśniewski
W przededniu integracji z Unią Polska staje przed pilnymi decyzjami: jak położyć kres
niepokojom społecznym związanym z dramatyczną sytuacją na rynku pracy? Jak zreformować
polski system usług społecznych i zażegnać kryzys finansowy państwa? Gdzie jest
granica zaangażowania welfare state?
Sto lat temu twierdzenie, że państwo odpowiada za godne warunki życia obywatela, było
marzeniem intelektualistów, wypisanym na sztandarach postępowych ruchów lewicowych w
Europie Zachodniej. W 1901 r. Winston Churchill pisał w liście do czołowego polityka
konserwatystów, komentując warunki życia obywateli brytyjskich: "Widzę mało
powodów do chwały dla imperium, które włada [morskimi] falami, a niezdolne jest spłukać
wody w kanałach miejskich".
Kiedy na gruzach drugiej wojny światowej budowano powszechne systemy opiekuńczości
wydawało się, że inżynieria społeczna i redystrybucja dochodów położy kres bolączkom
społecznym. Pięciu plagom trapiącym społeczeństwo brytyjskie: niedostatkowi,
chorobom, nędzy, niewiedzy i bezczynności, miał według sir Williama Beveridge'a -
socjaldemokraty, zaradzić powszechny system ubezpieczeń społecznych o bezprecedensowym
w historii zakresie. Państwo wzięło na swoje barki odpowiedzialność za tzw. market
failures, czyli sfery życia publicznego, których funkcjonowania rynek nie może zapewnić
lub robił to, zdaniem lewicowych polityków, wadliwie.
Zdaniem architektów powojennych welfare states, rynek nie potrafi stworzyć wartości
spajających tkankę społeczną, a pojęcia obywatelskości, patriotyzmu czy dziedzictwa
narodowego nie mają wymiernej ceny. Społeczeństwa trzeba "nauczyć"
demokracji, aby nie wpadły w pułapkę totalitaryzmów, jak stało się to wcześniej z
Niemcami czy Włochami. Nieregulowany rynek, powodujący kryzysy ekonomiczne, bankructwa i
masowe zwolnienia, wymaga asekuracji. Najważniejszym argumentem przemawiającym za
istnieniem państwa opiekuńczego była solidarność społeczna. Bezwzględny rynek rodzi
nierówności i marginalizuje tych, którzy nie są w stanie konkurować z powodu
fizyczno-psychicznych ograniczeń.
Koniec mitu welfare state
Powojenna koniunktura gospodarcza w państwach Europy Zachodniej sprzyjała organizacji
opieki od kolebki po grób: od zasiłku macierzyńskiego przez świadczenia dla
bezrobotnych, rodzinne, rodzicielskie, macierzyńskie, emerytalne, rentowe, do zasiłku
pogrzebowego. Wysoki wzrost gospodarczy z nieustannym popytem na siłę roboczą pomógł
sfinansować usługi państw opiekuńczych bez uszczerbku dla płynności budżetów społecznych.
Inwestycje społeczne, finansowane z długu publicznego, miały być także receptą na
pobudzanie koniunktury w czasie recesji. Ówczesne poglądy ekonomistów oddają słowa
Johna Maynarda Keynesa, który pisał w "Ogólnej teorii zatrudnienia":
"Gdyby Ministerstwo Skarbu napełniło stare butelki banknotami i następnie zakopało
je głęboko pod ziemią w starych kopalniach, po czym pozwoliło prywatnym przedsiębiorstwom
je wydobywać na bazie sprawdzonych zasad laissez-fairyzmu, (...) bezrobocie skończyłoby
się i w rezultacie realny dochód obywateli byłby znacznie wyższy niż dzisiaj".
Czy transfery pieniężne w ramach polityki społecznej powinny być kierowane tylko do
najbardziej potrzebujących czy też do wszystkich obywateli? Czy systemy usług społecznych,
takich jak edukacja lub emerytury, powinny być własnością sektora publicznego czy
prywatnego? Jaką część produktu krajowego brutto powinien zajmować budżet polityki
społecznej?
Odpowiedzi na te pytania do dzisiaj decydują o specyfice europejskich państw opiekuńczych.
Szwedzi, inaczej niż Brytyjczycy czy Francuzi, są skłonni płacić większe podatki i
otrzymywać większą opiekę ze strony państwa. Niemcy wiążą świadczenia państwa ze
statusem zatrudnienia, a Finowie czy Duńczycy stworzyli system, w którym opieka państwa
przysługuje każdemu z tytułu obywatelstwa.
Kryzys naftowy z połowy lat 70., oprócz wyraźnego spadku koniunktury gospodarczej i
wzrostu bezrobocia, przyniósł także zachwianie nadziei pokładanych w idei welfare
state. Załamanie gospodarcze, a co za tym idzie rosnące bezrobocie i koszty
funkcjonowania systemów ubezpieczeń społecznych, postawiło pod znakiem zapytania
rozszerzanie interwencji państwa w sferze społecznej. Zakwestionowano warsztat
ekonomiczny oparty na teorii Keynesa, skrytykowano niszczący wpływ państwa opiekuńczego
na moralną tkankę społeczeństwa. W latach 80. państwa Europy Zachodniej zaczęły
odchodzić od kosztownych programów społecznych.
Dylematy więźnia
Amerykański matematyk węgierskiego pochodzenia John von Neumann położył podstawy pod
współczesną teorię gier z jej przypadkiem "dylematu więźnia". Chodzi o
sytuację osoby planującej ucieczkę ze współlokatorem z celi zakładu karnego. Więzień
stoi przed wyborem podjęcia współpracy w celu pomyślnego przeprowadzenia ucieczki lub
wydania planów współwięźnia i w ten sposób uzyskania przedterminowego zwolnienia.
Ponadto potencjalny uciekinier ma świadomość, że przed takim dylematem stoi również
kamrat z celi, co oznacza, że trzeba się liczyć z konsekwencjami ewentualnej zdrady współwięźnia.
Analiza tego przypadku, oparta na rachunku prawdopodobieństwa, prowadzi do szokującego
wniosku, że więźniowi najbardziej opłaca się próbować wymanewrować partnera: nakłonić
go do podjęcia planu ucieczki, a następnie zdradzić jego zamiary.
Jak to się ma do państwa opiekuńczego? Teoria wyboru publicznego przekłada tę
anegdotyczną sytuację na mechanizmy funkcjonowania społeczeństwa. Dylemat więźnia
pokazuje, dlaczego popularne w realnym socjalizmie hasło "od każdego według jego
możliwości, każdemu według jego potrzeb" nijak przystawało do rzeczywistości.
Przy centralnie sterowanej dystrybucji dóbr i przywilejów, obywatele zawyżają potrzeby
i zaniżają możliwości, licząc na to, że inni poniosą dodatkowe wysiłki. W
rezultacie, choć w interesie każdego obywatela leży pomnażanie bogactwa w społeczeństwie,
zakłóca się mechanizmy jego tworzenia.
Dylemat więźnia odpowiedzialny jest za zjawisko tzw. pasażera na gapę. Pasażer jadący
bez biletu liczy na to, że inni zapłacą za przejazd, co pozwoli przedsiębiorstwu
transportowemu opłacić pracę kierowcy, eksploatację autobusu itd. Nieuczciwej postawie
sprzyja rozpowszechniona logika myślenia: "po co płacić samemu, skoro inni też
nie płacą?". Aspołeczne zachowania są czasami usprawiedliwiane
"obiektywnym" powodem, np. "czemu mam ponosić koszty, skoro mnie nie stać,
a inni zarabiają więcej?". Patologia społeczna oparta na dylemacie więźnia
pojawia się na szczeblu grup społecznych, starających się uzyskać nieuzasadnione
przywileje, oraz jednostek wykorzystujących pomoc państwa.
Praktyka pokazała, że w społeczeństwach Europy Zachodniej, korzystających z
rozbudowanego aparatu opiekuńczego, pojawiły się negatywne symptomy tzw. dependancy
culture, czyli kultury zależności od państwa. Uzyskiwanie nienależnych świadczeń
przez pobieranie zasiłków dla bezrobotnych i ukrywanie dochodów płynących z
nielegalnego zatrudnienia stało się normą. Znaki erozji etycznej tkanki społecznej można
było obserwować w wyrozumiałym stosunku mediów i opinii publicznej do udowodnionych
oszustw podatkowych niemieckiego tenisisty Borisa Beckera. Państwo, rozdające liczne
przywileje i subsydia, nadaje sens istnienia grupom społecznym, które w imię interesu
społecznego domagają się, aby reszta społeczeństwa ponosiła dodatkowe koszty.
Dlaczego mamy zostać pozbawieni subsydiów, skoro jesteśmy grupą społecznie wrażliwą?
- pytają zwolennicy interwencji państwa.
Według teorii wyboru publicznego rozwiązaniem dylematu więźnia jest ograniczenie
funkcji państwa do niezbędnego minimum i pozbawienie sensu istnienia grup nacisku, nadużywających
systemu polityki społecznej. W skali społeczeństwa postawy egoistyczne są bowiem zaraźliwe.
Kumulują się, przynosząc straty najpierw jednostkom, a w dłuższej perspektywie
powodując kryzys całej gospodarki.
Między "dzikim" kapitalizmem a socjalistyczną urawniłowką
Czy to znaczy, że państwo opiekuńcze nie ma racji bytu? Bynajmniej. Wrażliwość społeczna
jest nieodłącznym elementem tożsamości europejskiej. Biblijny nakaz "kto ma dwa
ubrania, niech da temu, który [nic] nie ma; kto ma jedzenie, niech uczyni podobnie",
głęboko zakorzeniony w zbiorowej świadomości, daje przyzwolenie społeczne na aktywne
działania państwa na polu społecznym, nawet za cenę mniejszej efektywności rozwiązań
wolnorynkowych. Społeczeństwa europejskie, w przeciwieństwie do amerykańskiego,
wskazują na państwo jako gwaranta wysokiej jakości usług społecznych. Wyjściem jest
stworzenie struktur państwa minimalnie narażonych na zjawiska patologiczne.
Trzeba zmienić zadania i metody funkcjonowania agend państwowych, aby funkcjonowanie
sektora prywatnego (źródła dochodów budżetu) było nie tyle ograniczone, co uzupełnione.
Najpełniejsza reforma państwa opiekuńczego dokonuje się w Wielkiej Brytanii, w postaci
programu Trzeciej Drogi, realizowanej od 1997 roku przez Partię Pracy Tony'ego Blaira.
W połowie lat 90. zerwano z grzechem pierworodnym poprzedniej epoki: polityką
interwencjonizmu państwowego i klasowego postrzegania problemów społeczno-ekonomicznych.
Odrzucono wizerunek chciwego biznesmena z cygarem w ustach, który "niemoralnie"
dąży do maksymalizacji zysku, i altruistycznych związkowców działających w interesie
wyzyskiwanych robotników. Kapitał reprezentowany przez wielkie firmy i korporacje jest
źródłem cennych inwestycji, napędzających gospodarkę. Polityka makroekonomiczna, w
tym odpowiedzialna polityka fiskalna oraz korzystny klimat dla przedsiębiorczości,
wytwarzają dobrobyt i nowe miejsca pracy. Większe zatrudnienie zwiększa dochody budżetu
z tytułu podatków dochodowych, które mogą być przeznaczone na cele społeczne.
Polityka społeczna musi być prowadzona w oparciu o konkretne cele i kryteria, przy
zachowaniu dyscypliny finansowej. Zastosowanie tzw. rynków wewnętrznych ma eliminować
marnotrawstwo środków, typowe dla sektora publicznego, gdzie urzędnicy wydają nie
swoje (publiczne) pieniądze na cele nie dotyczące ich bezpośrednio (programy polityki
społecznej). Chodzi tutaj o kontraktowanie usług społecznych podmiotom prywatnym, np.
powierzanie obsługi bezrobotnych prywatnym instytucjom pośrednictwa pracy, działającym
dla zysku i konkurującym o kontrakty.
Pomoc państwa w postaci świadczeń socjalnych powinna być warunkowa, np. zasiłki
powinni otrzymywać bezrobotni aktywnie poszukujący zatrudnienia. Wreszcie trzeba
wykorzystać potencjał opiekuńczości przez wykorzystanie instytucji społeczeństwa
obywatelskiego w społecznościach lokalnych, sektorze organizacji pozarządowych. Np.:
lokalne organizacje osób niepełnosprawnych i same osoby niepełnosprawne znają
najlepiej potrzeby tej grupy społecznej. Powinny być dopuszczone do decydowania o
rozdziale funduszy publicznych, oceny realizowanych programów, a nawet wdrażania rozwiązań.
Zmienia się obszar zainteresowania polityki społecznej. Dawniej państwu przypisywano
rolę redystrybutora dochodów od bogatych właścicieli kapitału do klasy robotniczej.
Jednak potrzebujący sytuują się pośród grup zagrożonych wykluczeniem społecznym:
niepełnosprawnych, mniejszości etnicznych, osób starszych albo dyskryminowanych kobiet.
Oddzielnie, ale razem
Europejskie państwa opiekuńcze zmieniają się także dlatego, że dokonuje się proces
bez precedensu w historii - powstaje ponadnarodowa instytucja, w wymiarze ekonomicznym
zbudowana w oparciu o Jednolity Rynek. Swoboda przepływu osób i świadczenia usług pociąga
za sobą integrację społecznych aspektów migracji pracowników, np. koordynację systemów
zabezpieczenia społecznego czy systemu wzajemnego uznawania przez państwa unijne
kwalifikacji zawodowych. Migracja zarobkowa nie może być przecież przyczyną utraty lub
pomniejszenia należnych świadczeń lub prawa do świadczeń.
W latach 90. powstał EURES - europejska baza danych wolnych miejsc pracy oraz system
pozwalający na wzajemne uznawanie przez państwa członkowskie kwalifikacji zawodowych.
Unijne instrumenty w polityce społecznej powstają niejako "przy okazji".
Regulacje społeczne mają ułatwić integrację gospodarczą, czyli funkcjonowanie
Jednolitego Rynku.
Jak dotąd, UE nie ma wspólnej polityki społecznej w takim rozumieniu, jak mówimy o
polityce rolnej czy rybackiej. To niemożliwe, aby w realnej perspektywie państwa członkowskie
ujednoliciły wysokość i charakter świadczeń z ubezpieczenia społecznego oraz pomocy
społecznej. Za bardzo różnią się poziomem bogactwa, strukturą systemów polityki społecznej
i tradycji opiekuńczości. Można jednak pytać, czy istnieje wspólny mianownik
fundamentalnych praw społecznych, który mógłby nadać wartość pojęciu
"Europejska Przestrzeń Socjalna". Niezbędne minimum standardów socjalnych
wyznaczają dyrektywy socjalne, dotyczące wybranych aspektów prawa pracy,
niedyskryminacji w zatrudnieniu czy bezpieczeństwa i higieny pracy (państwa mają prawo
wprowadzić wyższe standardy).
W 1997 r. na szczycie Rady Europejskiej w Luksemburgu powołano do życia forum współpracy,
które nazwano Europejską Strategią Zatrudnienia. Członkowie UE postanowili koordynować
politykę rynku pracy przez realizację wytyczanych corocznie na szczeblu wspólnotowym
celów lub przez wymianę przykładów dobrej praktyki. Kilka lat później powołano do
życia taką samą współpracę w dziedzinie walki z biedą i wykluczeniem społecznym.
Reformy rynków pracy są finansowane ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego.
Struktury państw opiekuńczych zachowują tożsamość, ale ich działania są oceniane
przez instytucje wspólnotowe oraz inne państwa członkowskie. Praktyka pokazuje, że ta
luźna współpraca przynosi korzystne rezultaty.
Wnioski dla Polski
Czy państwo powinno dostarczać środków na lepsze zaspokojenie ludzkich potrzeb? Czy
powinno wspierać wyrównanie dochodów i szans oraz gwarantować standard życia porównywalny
z przeciętnymi zarobkami? Dylemat jest tylko teoretyczny. Problemy finansowe skazują
Polskę na pomaganie najbardziej potrzebującym oraz kontrolowanie wydatków społecznych.
Trudnym politycznie, ale koniecznym posunięciem jest wyrzeczenie się ambicji
egalitarystycznych na rzecz stworzenia przejrzystego systemu usług społecznych. Powinno
powstać państwo inwestycji społecznych, opierające się na aktywnej polityce rynku
pracy, który skupia się na szkoleniach i programach reorientacji zawodowej, a nie
biernym wypłacaniu zasiłków.
Polskie społeczeństwo obywatelskie jest w trakcie formowania się po okresie
komunistycznym. Patologiczne zjawiska opisane na przykładzie dylematu więźnia
przybierają postać wyjątkowo drastyczną. Upartyjnienie państwa, handel głosami,
poszukiwanie nienależnych świadczeń i przywilejów, afery korupcyjne są konsekwencją
istnienia szarej strefy między strukturami państwa i gospodarki. Dobroczynny skutek
przyniesie unowocześnienie norm prawnych rządzących życiem społeczno-gospodarczym.
Udział w Europejskiej Strategii Zatrudnienia posłuży w budowie zreformowanego państwa
opiekuńczego.
Musimy pamiętać o specyfice polskiej sytuacji gospodarczej (recesja, restrukturyzacja),
społecznej (stopa bezrobocia sięgająca 19 proc., w niektórych regionach 30 proc.,
rozwarstwienie społeczne) i politycznej (niestabilność polskiej sceny politycznej).
Polska, przystępując do UE, włącza się do trwającej w łonie Konwentu Europejskiego
debaty nad przyszłością Europejskiego Modelu Społecznego. Naszym naturalnym
sojusznikiem wśród państw członkowskich jest Wielka Brytania, wstrzemięźliwie patrząca
na możliwość dalszego uwspólnotowienia polityki społecznej, czyli przerzucenia
kompetencji w sprawach społecznych ze szczebla państw na instytucje europejskie.
Europejskie państwa opiekuńcze wypracowywały swoje standardy przez dziesiątki lat w
warunkach prosperity gospodarczej. Gdyby Polska zdecydowała się na jednorazowe
zaadaptowanie rozwiązań, np. szwedzkiego państwa opiekuńczego, pogorszyłyby się
finanse państwa, a kondycja sektora prywatnego stałaby się katastrofalna po koniecznym
zwiększeniu świadczeń podatkowych i okołopodatkowych.
Lata ograniczonej suwerenności wykształciły w Polakach przekonanie, że struktury państwowości,
także to, co nazywamy państwem opiekuńczym, jest obce przeciętnemu obywatelowi. Styl
myślenia, że "ci na górze i tak kradną i oszukują" albo "tak przecież
robią wszyscy", ma usprawiedliwiać naciąganie państwa na nienależne zasiłki i
żądanie specjalnego traktowania. Wszyscy stajemy przed dylematem więźnia. Statystyki
dotyczące marnotrawstwa pieniędzy publicznych pokazują, że Polacy nie wychodzą z tego
dylematu zwycięsko. Wyjściem byłaby taka przebudowa struktur państwa, aby pomagano
najbardziej potrzebującym, nikogo jednocześnie nie zwalniając z odpowiedzialności za
swój los.
JAKUB WIŚNIEWSKI (ur. 1977) - starszy specjalista w UKIE w dziedzinie polityki społecznej.
Współautor raportu UKIE "Członkostwo w UE - na jakich zasadach?" (2003).
|