adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 21 (2811)
25 maja 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Kolaboracja - zimnym okiem

Andrzej Paczkowski


Dyskusja nad problemem kolaboracji z III Rzeszą - podobnie jak debata o mordzie w Jedwabnem - może pójść w kierunku widzenia go tylko przez pryzmat moralny. Należy jednak starać się o rozdzielenie dwóch porządków - poznawczego i etycznego. Ocenianie jest powinnością, nie może jednak zastąpić poznania.


Gdy mówimy o postawach, które uważamy za naganne czy o osobach, które są godne potępienia, mamy tendencję, aby ograniczyć się do napiętnowania. Jest to o tyle zrozumiałe, że linia dzieląca zrozumienie, powstające w wyniku dociekania, od usprawiedliwienia bywa cienka i łatwa do przekroczenia. Tak więc, aby uniknąć podejrzenia, że usprawiedliwiamy to, co powinno być negatywnie naznaczone, skłonni jesteśmy unikać "dzielenia włosa", badania motywów i okoliczności. Jak zatem postępować?

W przypadku dyskusji na temat kolaboracji najpierw należałoby rozdzielić - na ile to możliwe - kolaborację polityczną od - tak nazwijmy ją - "egzystencjalnej". Za pierwszą stałby zamysł dotyczący organizacji życia narodu lub państwa. Jednym wariantem byłaby kolaboracja geopolityczna lub wynikająca z oceny położenia Polski oraz sposobów przetrwania narodu i państwa. Jej wyznawcy mogli być od dawna (jak Władysław Studnicki) zwolennikami współpracy z Niemcami, mogli też (jak grono reprezentowane przez Janusza Kowalewskiego w memoriale z lipca 1940 r.) nie być germanofilami, a po prostu nie widzieć innego rozwiązania sprawy polskiej po klęsce Francji niż powstanie tworu satelickiego wobec III Rzeszy. Inny wariant kolaboracjonizmu politycznego może być oparty na poczuciu bliskości ideologicznej czy też posiadaniu wspólnego wroga (np. "światowe żydostwo"). To był chyba przypadek Narodowej Organizacji Radykalnej (NOR), założonej jesienią 1939 roku za zgodą Niemców przez grupę działaczy skrajnie nacjonalistycznego ONR. Zapewne do tej samej kategorii możnaby zaliczyć działalność Jana Emila Skiwskiego i Feliksa Burdeckiego. Przez analogię możnaby powiedzić, że kolaboracja ze Związkiem Sowieckim w wydaniu Zygmunta Berlinga miała charakter geopolityczny, zaś komunistów - ideologiczny. Oczywiście, nie zawsze jest możliwe precyzyjne rozgraniczenie między pomysłem wywodzącym się z geopolityki, a inicjatywą wynikającą z bliskości ideologicznej, co jest szczególnie widoczne w przypadku istnienia - często występującej w Polsce - zbitki antysowietyzmu (antykomunizmu) z antysemityzmem.

Kolaboracja, którą nazwałem "egzystencjalną", opierała się na doraźnym interesie jednostkowym lub grupowym, wykorzystywaniu systemu okupacyjnego dla osiągnięcia zysku materialnego czy zrobienia kariery. Z tej nader pojemnej kategorii należałoby - jak proponował to przed laty Jan T. Gross - wyłączyć spekulanatów czy innych uczestników "czarnego rynku", jeśli ich aktywność nie podważała lojalności wobec państwa polskiego czy nie wiązała się z denuncjacją. Mielibyśmy zatem w niej szmalcowników, konfidentów, donosicieli (także okazjonalnych), blokowych czy "kapo" w obozach, policjantów "granatowych" i cywili, którzy brali udział w łapankach lub pościgach, słowem wykonywali zbrodnicze rozkazy władz okupacyjnych. Ale także tych, którzy występowali w antypolskich sztukach czy filmach, pisali antypolskie artykuły czy redagowali polskojęzyczne gazety. Należeliby do niej także ci, którzy dopuszczali się szmalcownictwa z pobudek quasi-ideologicznych, np. antysemitów, którzy wydawali Żydów nie dla pieniędzy, ale dlatego, że ich nienawidzili. Podobnie jak wydawanie uczestników konspiracji czy partyzantów, tak wydawanie i mordowanie Żydów było bowiem działaniem zgodnym z interesem okupanta. Kolaboracja "egzystencjalna" - poza szmalcownictwem - miała miejsce, rzecz jasna, także na terenach okupacji sowieckiej.

Istniała rozległa sfera zachowań, które trudno jednoznacznie określić, gdyż wymagałoby to w istocie badania każdego przypadku. Np. działalność części administracji, zwłaszcza najniższego szczebla, która wykonywała czynności ułatwiające represje (np. pobór na roboty przymusowe). Nie uznamy za kolaborację faktu, że setki tysięcy Polaków pracowały w instytucjach użyteczności publicznej (koleje, gazownictwo, elektrownie etc.), z których korzystali także okupanci, czy zatrudnione były w fabrykach produkujących na potrzeby armii niemieckiej (lub sowieckiej). A przecież tylko część z nich uprawiała sabotaż, tak jak tylko część "granatowych" policjantów współpracowała z konspiracją. Była to po prostu aktywność zawodowa czy gospodarcza niezbędna dla utrzymania siebie i swojej rodziny. Najbardziej skrajnych przykładów dostosowywania się - oraz dylematów i dramatów moralnych, które temu towarzyszyły - dostarczają dzieje judenratów czy policji żydowskiej w gettach, zwłaszcza wówczas, gdy naziści rozpoczęli ostatnią fazę Zagłady.

Poznanie zasięgu i form kolaboracji jest de facto w stadium zalążkowym, gdyż problem ten objęty był przez dziesiątki lat zarówno społecznym tabu, jak i oficjalnym zakazem. Długie pozostawanie "w lodówce" nie oznacza, że stracił emocjonalną temperaturę, co ujawniło się tak drastycznie przy sprawie mordu w Jedwabnem, a także - choć mniej ostro - w wypowiedziach na temat "memoriału lizbońskiego" czy sprawy Institut für Deutsche Ostarbeit. Tym bardziej zachęcam do przyjrzenia się temu wszystkiemu chłodnym okiem. Nawet jeśli z góry potępiamy coś czy kogoś, nie zaszkodzi tego zbadać.

P.S. Tym, którzy w debacie chcą uczestniczyć, a nie są historykami, zalecałbym zaznajomienie się z dyskusjami, które odbyły się już na temat kolaboracji z III Rzeszą (czy też nazizmem) oraz faszystowskimi Włochami. Było ich multum, a zaczęły się jeszcze w czasie wojny. Ich omówienie znajduje się w monografii Czesława Madajczyka "Faszyzm i okupacje 1938-1945" z 1984 r., w której znajduje się rozdział "Między współpracą a kolaboracją" (tom II, ss.335-390).


Prof. Andrzej Paczkowski jest badaczem najnowszych dziejów Polski, pracuje w Instytucie Studiów Politycznych i Instytucie Historii PAN. Współautor "Czarnej księgi komunizmu". Ostatnio wydał "Droga do "mniejszego zła". Strategia i taktyka obozu władzy, lipiec 1980 - styczeń 1982." (Wyd. Lit., Kraków 2001).


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny