adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 21 (2811)
25 maja 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz



Szafa pełna szkieletów

Paweł Machcewicz


Dyskusja wywołana sprawą krakowskich uczonych powinna dać początek szerszej refleksji nad zjawiskiem i granicami kolaboracji. Pierwszy postulat to objęcie nią obu okupantów. Dlaczego mamy mówić o literatach, dziennikarzach i uczonych z Generalnego Gubernatorstwa, a nie wspominać tych polskich pisarzy, którzy wstąpili do Związku Radzieckich Pisarzy Ukrainy?

Pojęcie kolaboracji swojego współczesnego, politycznego znaczenia - współpracy z okupantem - nabiera dopiero w czasach drugiej wojny światowej. Wcześniej, w epoce zaborów, mówiono raczej o zdrajcach sprawy narodowej. Kolaborantami nie nazywano ani generałów, zabijanych przez spiskowców w noc listopadową za to, że nie chcieli przyłączyć się do powstania, ani szpiclów Ochrany likwidowanych w czasie powstania styczniowego przez sztyletników działających z ramienia Rządu Narodowego.

Pojęcie kolaboracji jest w pełni czytelne, gdy odnosi się do sytuacji, w której z jednej strony terytorium państwa jest okupowane przez zewnętrznego wroga, z drugiej - nadal działają (w podziemiu, na obczyźnie) legalne władze. W polskiej historii to przede wszystkim okres II wojny światowej. Warto też wspomnieć stan wojenny, kiedy to następuje renesans wzorców i zachowań zaczerpniętych z czasów okupacyjnych. Wykonywanie "antyreżimowych" napisów na murach (w tym znaku "Solidarności" wzorowanego na kotwicy Polski Walczącej) nazywa się "małym sabotażem", ludzi popierających władze (w tym aktorów występujących w telewizji) - "kolaborantami", wydaje się dokumenty wprost nawiązujące do nazewnictwa czasów wojny (np. "Kodeks okupacyjny" Zbigniewa Bujaka, Zbigniewa Janasa i Wiktora Kulerskiego z roku 1982). Fenomen ten oddaje przekonanie żywione przez znaczną część "solidarnościowej" konspiracji i jakąś część całego społeczeństwa, że oficjalne władze utraciły swoją prawomocność, a w imieniu narodu mogą zabierać głos podziemne władze Związku.

W przypadku "klasycznej" kolaboracji, tej z czasów II wojny światowej, decydujące znaczenie dla ostrości tego pojęcia miało stanowisko legalnych polskich władz. To one definiują, co jest dopuszczalne (np. sprawowanie urzędniczych funkcji w pozostawionej przez Niemców w Generalnym Gubernatorstwie polskiej administracji czy służba w policji "granatowej" - ale już nie udział polskich policjantów w akcjach wymierzonych w ruch oporu czy ludność cywilną), a co jest kolaboracją, czyli dobrowolnym wspieraniem okupacyjnej polityki. Do tych ostatnich bezspornie należało publikowanie w prasie "gadzinowej", czy też udział polskich aktorów w propagandowych niemieckich filmach o antypolskiej wymowie.

Z tego punktu widzenia decydujące znaczenie dla oceny postawy polskich naukowców pracujących w Niemieckim Instytucie Pracy Wschodniej, instytucji niewątpliwie realizującej polityczne i ideologiczne cele okupanta, będzie stwierdzenie - poza tym, co konkretne osoby robiły - czy czyniły to z polecenia (za wiedzą, zgodą?) państwa podziemnego. O ile oczywiście taka weryfikacja będzie po kilkudziesięciu latach możliwa.

Nie oznacza to oczywiście, że w każdej sytuacji podziemne instrukcje były jednoznaczne, a ich nieprzestrzeganie zawsze równoznaczne ze zdradą. Podziemie kategorycznie zakazywało wstępowania do policji pomocniczej tworzonej przez Niemców na Kresach w 1943 r. W jej szeregach znalazło się jednak ok. 1500-2000 Polaków, którzy w wielu wypadkach wspierali ludność cywilną, zagrożoną falą mordów organizowanych przez ukraińską partyzantkę. Liczni Polacy służyli też w latach 1944-

-1945 w organizowanych przez NKWD Istriebitielnych Batalionach. Bywali używani przez Sowietów do walki z polskim podziemiem, ale bronili też Polaków przed atakami UPA.

Jeżeli jakikolwiek pożytek ma przynieść dyskusja wywołana sprawą krakowskich uczonych, powinna ona dać początek szerszej refleksji nad zjawiskiem i granicami kolaboracji. Pierwszy oczywisty postulat to objęcie nią obu okupantów. Dlaczego mamy mówić tylko o literatach, dziennikarzach i uczonych z Generalnego Gubernatorstwa, a nie wspominać tych polskich pisarzy (wcale nie wyłącznie przedwojennych komunistów), którzy w 1940 r. wstąpili do Związku Radzieckich Pisarzy Ukrainy, uczestniczyli w propagandowych przedsięwzięciach dla uczczenia rocznicy "wyzwolenia" Ukrainy Zachodniej itd.? Dla przeciętnego Polaka było przecież oczywiste, że 17 września 1939 r. miała miejsce agresja przypieczętowująca kolejny rozbiór Polski, a wiedza o masowych aresztowaniach, egzekucjach i deportacjach, a także o działających w Londynie legalnych władzach Rzeczypospolitej - powszechna. Postawy intelektualistów z czasu okupacji sowieckiej lat 1939--1941 znalazły swoją znacznie szerszą kontynuację po 1944 r. Nawet jeśli pojęcie kolaboracji nie jest tu w pełni adekwatne (od lipca 1945 r. władze w Warszawie cieszyły się uznaniem międzynarodowym), na znacznie szerszą niż dotąd refleksję zasługują zachowania twórców, którzy z pełnym zaangażowaniem wspierali zbrodniczy, narzucony z zewnątrz system. Refleksję wychodzącą poza doraźne dyskusje polityczne czy spory ideologiczne, utrudniające uporanie się z tym jeszcze jednym polskim "szkieletem w szafie".


Dr Paweł Machcewicz jest historykiem, kieruje Biurem Edukacji Publicznej IPN. W 2002 r. nakładem Ossolineum ukazała się jego "Historia Hiszpanii" (napisana wspólnie z Tadeuszem Miłkowskim).


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny