|
Wiosna
Marcin Król
Wiosna zaskakuje nas zawsze. Pod tym względem równać się jej mogą tylko
nieoczekiwanie dobra książka i nadspodziewanie piękny widok. Wiosna ma jednak to do
siebie, że jest co roku i zawsze zaskakuje. Co za dziwota? Najpierw są jej pierwsze
oznaki, zawilce i przylaszczki w niemal gołych lasach, a potem wybucha tulipanami, bzami,
konwaliami. Wtedy też jest czas na pozimową inwentaryzację. Po tej zimie, zimie złej,
jest trochę okazji do smutku. Pięciornik zmarzł, róża sztamowa też, morele raz
jeszcze potwierdziły, że nie dla nich wschodnia Polska, a bulwy dalii padły ofiarą zgłodniałych
myszy. Jednak zdumiewa nas, że wszystko inne rośnie, rośnie i już staje się pożywką
dla nieodpowiedzialnych owadów i grzybów, które chciałyby zjeść jabłonki, a nawet
jarzębiny.
Jednak wiosna to także okazja do odnowienia. Sadzimy nowe kwiatki i krzewy, cieszymy się,
że się przyjęły, że kiełkują, że pada deszcz. Wydawałoby się, że wiosna to
prosta sprawa, skoro znam ją już kilkadziesiąt lat. A przecież nie, gdyż radość z
nastania pełnej, zielonej wiosny jest całkowicie świeża i - jak się to dziś mówi -
autentyczna.
Wiosna ma jednak także inne strony. Są dwa takie okresy w roku, kiedy to wszyscy zrywają
się do działania. Najbardziej niebezpieczni są ci, którzy nie mają własnej ziemi,
kwiatów, krzewów i drzew, nie maja czym się ucieszyć i o co zadbać, bo oni robią
konferencje. To, co się dzieje w maju i co się będzie działo w czerwcu, może wprawić
w oszołomienie lub też w osłupienie, albo wreszcie spowodować błyskawiczną rejteradę
na wieś, gdzie - niestety czy na szczęście - już jest telefon, internet i tym podobne.
W Polsce, z oczywistych powodów trwa jedna i nieustająca konferencja europejska, a (już
na poważnie) co najmniej dwie wielkie konferencje tygodniowo, na których występują
mniej więcej ci sami mówcy, przekonujący tych samych już przekonanych słuchaczy.
Zimą rozdawano nagrody, wiosną panuje moda na myślenie o przyszłości, jesienią
przyjdzie czas polityki, smutku i ewentualnej beznadziei wyborów. Myślenie o przyszłości
jednak w niczym nie przypomina działań w ogrodzie. Nic nowego nie sadzimy, a też i
niewiele starego - niestety - wymarzło. Myślenie i wiosna są stanami cyklicznymi, tyle
że wiosna zaskakuje, a myślenie nie. Przecież narzekam nie dlatego, bym chciał, żeby
wyjmowano masowo króliki z kapeluszy, ale dlatego, że mam głębokie wrażenie, że tak
jak pięciornik wymarzł, tak też wymarzło pytanie o to, czy istnieje kultura
europejska. Istnieje albo nie, grunt, żeby ją robić, a nie o niej mówić. Zamiast pięciornika
posadzę weigelę, a co sadzi się rozmawiając o kulturze europejskiej? I znowu nie mam
pretensji, każdy robi, co lubi, tyle że tak bardzo chciałbym, żeby mnie ktoś zaskoczył,
coś nowego powiedział. Wiem, że głupio myślę, że nie ma w kulturze nic nowego ani
starego, a jednak czy zawsze musi być to samo?
Wiosna, proszę państwa, ma zatem tę przewagę nad nami intelektualistami i nad naszymi
samymi sobą znudzonymi głowami, że cieszy, a my się tylko martwimy. Martwimy się, że
Ameryka jest za mocna albo że Europa za słaba, martwimy się, czy dość ludzi pójdzie
do referendum, czy w Polsce wreszcie coś się zmieni, czy komisja śledcza kogoś złapie
i czy państwo nasze się nie rozpadnie. Doprawdy, los człowieka nie jest różowy, ale i
nie jest czarny. Myślę, że najlepiej, żeby był zielony i żebyśmy cieszyli się tak
jak mój kot, kiedy złapie ptaszka. Oto typowa sytuacja, czy martwić się o ptaszka, czy
cieszyć sukcesem kota? Ja jestem stanowczo po stronie sukcesów, chociaż nigdy bilans
nie jest na zero i najlepiej by było, żeby kot złapał ptaszka, a potem ptaszek mu
uciekł. Tak jednak w życiu bywa rzadko. A teraz wystawię oliwkę, figę i begonie na słońce,
bo w nocy groził przymrozek i je wstawiłem na werandę. A potem siądę - ciężkim
zmuszony obowiązkiem - do pisania recenzji z czyjegoś doktoratu. Wiosna? Tak. A reszta?
Same rzeczy ponure lub nudne.
|