|
18 maja Papież kanonizuje biskupa Józefa Sebastiana Pelczara
"Bogu, monarsze i duchowi narodowemu"
Ks. Jan Kracik
Przeżył pod Wawelem 22 lata jako profesor UJ, a pozostałe ćwierć wieku nad Sanem,
jako biskup. Działając na kilku polach życia publicznego łączył wielką wrażliwość
społeczną z niestrudzoną aktywnością.
Zdecydowana przewaga przedstawicieli zakonów i episkopatu wśród blisko pół tysiąca
kanonizowanych i trzynastu setek beatyfikowanych w ciągu ostatniego ćwierćwiecza musi
budzić pytania: jak się ma powtarzana od czasów Soboru nauka o powszechnym powołaniu
do świętości do tego, ilu świeckich, a ilu duchownych zostało wyniesionych na ołtarze?
Nikt oczywiście nie twierdzi, że w przeciwieństwie do ziemi niebo zaludniają głównie
ci, co nosili sutanny i habity. A jednak to duchowni zdominowali tak mocno kanonizacyjne
uroczystości, że utrudnia to przezwyciężenie historycznie uwarunkowanego potocznego
przekonania, iż świętość jest dla ćwiczących się w niej "zawodowców",
zaś laicy z rzadka osiągają podobną doskonałość. Powszechne wezwanie do świętości
jawić się tedy może jako teoretyczna szansa, z której w praktyce są w stanie
skorzystać tylko ci, którzy mają po temu specjalne warunki i fachowe przygotowanie. Jak
olimpijska kadra.
Czy słuszne zaprzeczanie takiemu rozumowaniu wystarczy, by miliony ojców i matek
zachwyciły się tym, że otrzymują jeszcze jeden potrzebny im pilnie wzór do naśladowania
w postaci misjonarza czy matki założycielki zakonnego zgromadzenia? Co robić, aby
zwalczyć pogląd, że tylko "profesjonaliści świętości", w przeciwieństwie
do przyziemnej reszty mogą mocniej pragnąć nieba niż chleba (zwłaszcza gdy rzadziej
niż świeccy doświadczają jego braku) i bardziej dbać o duszę niż o ciało? Że nie
musi być akurat tak, jak w tej strofie ks. Twardowskiego:
Wszyscy łakną rozmnożenia chleba,
Paralityk cały w Lourdes się kąpie,
nawet biskup chce się dostać do nieba,
tak bez grzechu, wygodnie, porządnie.
Bo i łaknący dobrobytu, i poszukiwacze uzdrowień, też często czynią niemało, by
dostać się do nieba. Ale dziś będzie o biskupie, za którego obecność tamże Kościół
uznał, że może poręczyć.
*
Józef Sebastian urodził się w 1842 r. jako syn Wojciecha i Marianny Pelczarów, zamożnych
gospodarzy w Korczynie koło Krosna. Po maturze w 1860 r. wahał się: historia czy
teologia. Zdecydowawszy ("będę księdzem, a zarazem profesorem historii" -
napisał w "Autobiografii"), wstąpił do seminarium w Przemyślu. W 1864 r.
otrzymał święcenia kapłańskie. Po rocznym wikariacie w Samborze władze diecezjalne
skierowały go na dalsze studia do Rzymu. Zyskawszy zgodę na skrócenie czasu edukacji,
co musiało wpłynąć na jej jakość, młody ksiądz w niecały rok był już doktorem
teologii, a półtora roku później doktorem prawa kanonicznego.
Powróciwszy do Przemyśla, został w 1869 r. (po 2 krótkich wikariatach) prefektem
seminarium, gdzie z czasem wykładał teologię pastoralną i prawo. Zastanawiał się,
kolejny już raz, czy nie wstąpić do jezuitów. Jego pierwsza książka "Życie
duchowne czyli doskonałość chrześcijańska" (1873) miała osiem wydań. W 1877 r.
rzymski doktor uzyskał na Uniwersytecie Jagiellońskim katedrę historii kościelnej i
prawa kanonicznego. Pięć lat później Ministerstwo Wyznań i Oświaty przesunęło
Pelczara na katedrę teologii pastoralnej. Uczył także homiletyki i kaznodziejstwa.
Oprócz 3-tomowej publicystycznej pracy o Piusie IX trwalszą wartość przedstawiał
"Zarys dziejów kaznodziejstwa" (1896). Pelczar głosił i drukował kazania,
mowy okolicznościowe, konferencje, rozmyślania, relacje z pielgrzymek. Dwukrotnie był
dziekanem Wydziału Teologicznego. Przyczynił się do powiększenia kadry naukowej i
odzyskania przez ten fakultet prawa nadawania stopni doktorskich. W mowie, którą wygłosił
26 maja 1883 jako rektor UJ podczas położenia kamienia węgielnego pod budowę Collegium
Novum, wzywał młodzież akademicką, by była "wierna Bogu, wierna monarsze, wierna
duchowi narodowemu". Działo się to wszak w Galicji. Profesor wspierał materialnie
studentów, prezesował Towarzystwu Św. Wincentego a Paulo, współpracował z
Towarzystwem Oświaty Ludowej, był współzałożycielem popularnego pisma
"Prawda", które miało stanowić przeciwwagę prasy socjalistycznej i ludowej.
Należał też do organizatorów Towarzystwa św. Łukasza, dążącego do zastępowania
kiczowatych obrazów po kościołach i domach wartościowszymi artystycznie wytworami. Dla
opiekowania się służącymi i chorymi po domach założył zgromadzenie Służebnic
Serca Jezusowego (sercanki).
W 1899 r. ks. Pelczar został mianowany biskupem sufraganem w Przemyślu, a rok później
ordynariuszem tej diecezji. Na tym stanowisku - czyli aż do śmierci w 1924 r. - zwołał
3 synody, wydał 42 listy pasterskie, utworzył 57 nowych parafii. Dbał o edukację,
wychowanie i dyscyplinę duchowieństwa, założył małe seminarium. Od początku zachęcał
księży i świeckich do działalności społecznej. Założył stowarzyszenie robotnicze
"Przyjaźń", zbudował dla niego dom, służący zebraniom i zjazdom. Pomagał
w zakładaniu ochronek i sierocińców, sprowadził do diecezji salezjanów, by troszczyli
się o młodzież rzemieślniczą. Dla opieki nad nasilającą się sezonową emigracją
ustanowił bractwo NMP Królowej Polski. Dbał o sprawy charytatywne, szczególnie podczas
I wojny światowej. Powołał Związek Katolicko-Społeczny, który miał łączyć
wiernych w aktywności społecznej, upowszechnianiu katolickich publikacji, tworzeniu
czytelni, kas Raiffeisena, spółdzielni i kółek rolniczych. Kwestia społeczna w
wiejskiej przeważnie diecezji miała bowiem własny kształt, różny od problemów
wielkoprzemysłowych środowisk.
Krytyczny wobec radykalizmu ruchu ludowego, nie zwalczał go tak drastycznie, jak biskupi
tarnowscy Łobos czy Wałęga. Relacje między duchowieństwem a ludowcami w diecezji
Pelczara wyglądały względnie poprawnie. Jako człowiek o dużej kulturze osobistej postępował
taktownie nawet z przeciwnikami - które to przymioty potrzebne są nie tylko świętym i
nie tylko w Galicji czy w drugiej RP.
Za tydzień opublikujemy reportaż Anny Matei o bł. Urszuli Ledóchowskiej, która
zostanie kanonizowana wraz z bp Józefem Sebastianem Pelczarem.
|