adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 20 (2810)
18 maja 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej

  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Z płyty na płytę

Zobacz "Z płyty na płytę" w poprzednich numerach "TP"



Antonio Vivaldi "La Stravaganza" (12 koncertów skrzypcowych) Rachel Podger, Arte dei Suonatori Channel Classics, 2003 (2 CD)


Zacznijmy spotkanie od numeru dziesiątego - "Koncertu a-moll", nr 4. Muzyka zaintryguje nas emocjami trzymanymi na uwięzi tak, że sami wstrzymamy oddech; środkowe Largo będzie rozsnuwającą się mgłą, spoza której zobaczymy budzący się właśnie dzień, spokojny i piękny, kiedy ciało jeszcze leniwie wykracza poza granicę snu. Wreszcie końcowe Allegro bez wątpienia obudzi nas ostrością rytmu, burzą dźwięków, przed którą jednak nie będziemy szukać schronienia, chyba że w nastrojowym Largo "Koncertu g-moll" (nr 6) bądź chwilami kąśliwej, zamykającej chaconnie, z solową partią zagraną z obłędną i ostrą artykulacją.

Dalej "Koncert d-moll" (nr 8): mocne otwarcie skrzypiec antycypuje agresję orkiestrowych brzmień. Ciekawa jest trójczłonowa ("Adagio-Presto-Adagio") środkowa część - ruchliwa początkowo przestrzeń uspokaja się, a do głosu dochodzą subtelne pasaże klawesynu. "Koncert c-moll" (nr 10) wyróżnia oszczędność środków, które jednak z minuty na minutę prowadzą do erupcji; zachwycają delikatne crescenda oraz sposób, w jaki solowe skrzypce wyłaniają się z orkiestry. W Adagio skrzypce snują myśl nasyconą włoskim rodzajem nostalgii, by w końcowym Allegro oczarować ogniście poprowadzonymi pasażami. Wreszcie "Koncert G-dur" (nr 12): ostatnie błyski dźwięków budzą jedynie jeszcze większe pragnienie, Largo olśniewa dopieszczeniem szczegółów i zmysłowością, a zamykające Allegro to feeria skrzypcowej ekwilibrystyki, bez wątpienia znakomicie wykonanej.

Brytyjka Rachel Podger wraz z polską orkiestrą barokową Arte dei Suonatori świetnie grają Vivaldiego. Ważny jest rytm i puls całego cyklu, który oczywiście zawdzięczamy Vivaldiemu, ale który bez współudziału wykonawców nie mógłby zaistnieć. Ta partytura wymaga bowiem osiągnięcia tego poziomu zbiorowego porozumienia, które gwarantuje najwyższy rodzaj ekspresyjnej doskonałości. Tylko wtedy muzyka może oddawać w pełni "ekstrawagancję" i upojenie, których siła płynie także z różnorodności.

Goldoni nazwał Rudego Księdza "doskonałym skrzypkiem", ale "okropnym kompozytorem". Dwanaście koncertów skrzypcowych ze zbioru "La Stravaganza" (spośród ponad dwustu napisanych przez Vivaldiego) udowadniają, że to nieprawda. A płyta dowodzi, ze również w Polsce można doskonale grać - i nagrywać - muzykę dawną.

Tomasz Cyz





G.-F. Handel: Berenice - uwertura, F. Schubert: III Symfonia D-dur, D.200, P. Czajkowski: IV Symfonia f-moll, op. 36 NBC Symphony Orchestra, dyr. Erich Kleiber Tahra. Edition Anniversaire "Dix ans de Tahra", 2002


Latem 1939 r. Erich Kleiber, jeden z największych niemieckich dyrygentów, wsiadł na statek płynący do Argentyny. Czekała na niego zaprzyjaźniona publiczność Buenos Aires, w owym czasie jednej z artystycznych stolic świata. Maestro długo nie wracał do Europy, przez co poszkodowana została historia: z całego okresu amerykańskiego nie posiadamy praktycznie żadnych nagrań. Dopiero w latach 50. Kleiber zarejestrował dla Dekki kilka pozycji ze swego klasycznego repertuaru. Nowa płyta, z zapisami występów dyrygenta w Nowym Jorku z 1946 i 48 r., próbuje zapełnić tę nagraniową dziurę.

A bolesna to luka! Z wytresowaną przez Toscaniniego orkiestrą NBC Kleiber pokazał, że jest w stanie podwoić swą tytaniczną energię i precyzję. Do podobnie karkołomnego pędu wrócił później chyba tylko w Uwerturze do "Wesela Figara" (wspomniana Decca), jednak precyzja artykulacji NBC jest nieporównywalna z oszałamiającymi Filharmonikami Wiedeńskimi w "Weselu". Tak "nie dokazywał" Kleiber przed wojną, nawet w tak popisowych utworach jak IX Symfonia Dvořaka, że o Symfonii Es-dur Mozarta nie wspomnę.

Majstersztykiem jest tutaj Schubert: dziełko, z którego jowialny Beecham zrobił muzyczną pocztówkę, a które u Kleibera, niemal pięć minut krótsze, staje się efektownym diamentem - skondensowaną miniaturą "Pastoralnej" Beethovena. Podobne napięcie przykuwa w Händlu - trudno potem wrócić do pobladłych instrumentów historycznych. Najdziwniejszą propozycją jest jednak Czajkowski - odkrywczy (ileż dzieje się w II części!), dramatyczny i przejrzysty, a jednocześnie odarty ze szczipatielnosti i zawiesistego patosu. Wersja dla kogoś, kto chce odpocząć od ekspresjonistycznego "formalizmu" Mrawińskiego, a nie znosi ciężkiego lukru Karajana.

Jakub Puchalski




Wayne Shorter, "Alegría", Verve, 2003


Poprzednia płyta Shortera, "Footprints Live!" zawierała czysty, dojrzały jazz, grany live w kwartecie. Ta jest odmienna, i jeśli już szukać ciągłości, to sprowadzałaby się ona przede wszystkim do ekspozycji brzmień. Muzycy bardzo się starali, by nieledwie każdej nucie nadać status wyjątkowości. Stąd oszczędne dawkowanie saksofonowych punktów i linii, stąd misteryjne introdukcje dźwięków perkusyjnych.

Nie było chyba jeszcze w historii jazzu albumu z tak zróżnicowanym zestawem instrumentalnym. Wydawać by się mogło, że do kwartetu dołączył, kto akurat miał czas. Przyszło paru kolegów z big-bandu (trąbki, puzony), kilku filharmoników (wiolonczele, flet, obój, fagot), napatoczył się nawet jakiś strażak (tuba). Podczas słuchania okazuje się to zaskakująco spójne, choć poszczególne utwory wykonywane są w różnych składach, więcej: niektóre ścieżki wyraźnie są dzielone na odrębne odcinki.

Zaczyna się ostrym wejściem saksofonu sopranowego solo (i jest to bardziej pierwszy składnik niż początek do rozwinięcia), potem gra trio, następnie podwojony za pomocą nakładania ścieżek Shorter (jako tenorzysta i sopranista) prowadzi dialog z zespołem. A potem będzie bardzo różnie: oprócz jazzu nowoczesnego pastisze stylu bigbandowego, podejmowanie gatunków muzyki poważnej, aluzje autobiograficzne (do Weather Report) i naśladowanie sekcji rytmicznej generowanej mechanicznie.

To zróżnicowanie podawane jest w sposób kontrolowany; owszem, są fragmenty improwizowane, niemniej wyraźnie słychać nadrzędność świadomości (wielu) form. Shorter zamierzył ambitną syntezę. W efekcie powstała płyta w jakiś sposób postmodernistyczna. Czy także postjazzowa?

Adam Poprawa






Mark O'Connor's Hot Swing Trio "In Full Swing" Sony 2003


W fundamentalnym leksykonie "Jazz on CD" Cooka i Mortona (ja mam wydanie czwarte) nazwisko Marka O'Connora pojawia się zaledwie raz, i to jako akompaniatora Michaela Breckera. Oczywiście, od czasu ukazania się książki O'Connor zdążył już otrzymać nagrodę Grammy i pojawić się w tzw. najlepszym towarzystwie (Yo-Yo Ma, Wynton Marsalis; podobnie jak oni skrzypek flirtuje z muzyką klasyczną). Mimo to płyta "In Full Swing" zapewne nie trafi do historii jazzu.

Co nie znaczy, że nie słucha się jej bardzo przyjemnie. W hołdzie swojemu mistrzowi, Stephane'owi Grapellemu, O'Connor wraca do klimatu z połowy lat 30. i do tematów, które sam Grapelli wykonywał w Quintette du Hot Club z cygańskim gitarzystą Django Reinhartem. Mamy tu "Fascinating Rhytm", "As Time Goes By" czy "Honeysuckle Rose", a z późniejszych standardów także "Misty". Bez wielkich zdumień jakąś niespodziewaną aranżacją czy improwizacją, ale z niekłamaną uciechą śledzimy instrumentalne popisy O'Connora, gitarzysty Franka Vignoli i gościnnie występującego Wyntona Marsalisa. Niemal barokowa trąbka tego ostatniego robi wrażenie zwłaszcza w otwierającym "Tiger Rag" duecie ze skrzypcami. Co do wokalistki Jane Monheit, powiem za Łukaszem Tischnerem, że nie mam nic przeciwko niej, zwłaszcza na zdjęciach. O'Connorowi nie brakuje gracji, swing jak zwykle brzmi optymistycznie, a ja myślę sobie, że nie zawsze trzeba odkrywać Amerykę i że odrobina dobrej rozrywki z przeszłości to nie grzech.

Michał Okoński






Jarosław Śmietana Zbigniew Paleta "Vis-ŕ-vis" JSR, 2003


Że Jarosław Śmietana to jazzman co się zowie, wiem od dawna, ściślej - od drugiej połowy lat 70., gdy za prowadzoną przez tego gitarzystę grupą Extra Ball pielgrzymowałem pomiędzy krakowskimi klubami: Pod Jaszczurami, Rotundą i Piwnicą pod Baranami. Że Zbigniew Paleta, skrzypek i koncertmistrz zespołu akompaniującego - w tamtych bez wątpienia romantycznych czasach - Ewie Demarczyk, to jazzman pełną gębą, nie miałem bladego pojęcia; a że jest, przekonuje brawura, z jaką interpretuje zarówno otwierający płytę "Vis-ŕ-vis" temat Michała Urbaniaka "Krakus", jak i klasyczną kompozycję Chicka Corei "Armando's Rhumba". Powiem krótko, Paleta gra nie gorzej niż na płycie Corei Jean-Luc Ponty, a niewykluczone, że lepiej.

Wspomagani przez sekcję rytmiczną w składzie Tomasz Kupiec (kontrabas) i Tomasz Grochot (perkusja), Śmietana i Paleta grają jak natchnieni. Nie ma znaczenia, czy interpretują standardy jazzowe, czy popowo-rockowe ("Blackbird" Beatlesów i "Cała jesteś w skowronkach" Skaldów), najzwyczajniej w świecie grają swoje i po swojemu. Bawią się przy tym wybornie, do tego zresztą stopnia, że i słuchaczowi noga sama chodzi; niezależnie od tego czy wykonują kompozycję Śmietany "Flowers in Mind", czy tradycyjnego "Oberka", w którym - uwaga! - popis dyskretnej wokalistyki daje Elżbieta Towarnicka. Gdy zaś w finale słuchamy "Island Blues" Charlesa Lloyda, a zaraz potem melodię Lucjana Kaszyckiego, którą w filmie Wojciecha J. Hasa "Pożegnania" zaśpiewała Sława Przybylska, nie mamy złudzeń - Śmietana i Paleta nie tyle grają, ile mówią; ich instrumenty śmieją się i płaczą. Album "Vis-ŕ-vis" to autentyczny majstersztyk. Płyta dla tych, którzy kochają jazz, i dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że jazz to ich muzyka.

Janusz Drzewucki







Piotr Wojtasik "Hope" Power Bros Records, 2002


W projektach Piotra Wojtasika często pojawiają się artyści zza Oceanu (Billy Harper, Buster Williams, Ronnie Burrage, John Gross); do nagrania najnowszej płyty trębacz zaprosił tym razem znakomitego saksofonistę Davida Liebmana - muzyka, który grał niegdyś w zespole Milesa Davisa.

Album "Hope" jest solidnie osadzony w tradycji i dobrze wpisuje się w stylistykę nazywaną neobopem lub po prostu jazzem środka. Całość zawiera sześć utworów, które od pierwszych dźwięków zaskakują szlachetnością rysunku melodycznego, kunsztowną aranżacją i urodą brzmienia. Zdecydowanie wyróżnia się "Village" (Wojtasika), w którym po bigbandowo brzmiącym wstępie (ad libitum) pojawia się wyrafinowany temat, przywodzący na myśl pewne zwroty z muzyki Charliego Mingusa; jest to najbardziej rozbudowana i najbogatsza dźwiękowo kompozycja. Godne polecenia są również tytułowy "Hope" oraz "Taurus People"; miłośnikom jazzowej ballady z pewnością przypadnie do gustu nastrojowy "Rose Tattoo".

W zespole największą rolę odgrywają "melodycy" (Wojtasik, Liebman, Możdżer), bo i melodia wydaje się najważniejszym elementem całości. Wojtasik łączy czyste brzmienie z pełną dynamiki ekspresją, natomiast surowość i żywiołowość Liebmana, jego szalone "jazdy", ocierające się chwilami o free, dodają muzyce drapieżności i stanowią ciekawy kontrapunkt dla nieco klasycznej postawy lidera. Gdzieś pośrodku sytuuje się Leszek Możdżer, który potrafi niespodziewanie przejść od zwiewnych intro do pełnych temperamentu solówek. Sekcja rytmiczna pracuje bez zarzutu, choć nieco w tle, świadomie pozostawiając przestrzeń solistom. Płyta dla fanów akustycznego jazzu na najwyższym poziomie.

Bogdan Chmura


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny