|
750-lecie kanonizacji św. Stanisława
Patron trudnej jedności
W Krakowie odbyły się tradycyjne uroczystości odpustowe ku czci św. Stanisława (11
maja). W tym roku miały one szczególny charakter: upamiętniały 750. rocznicę
kanonizacji Patrona Polski. Przewodniczył im legat papieski kard. Joseph Ratzinger,
prefekt Kongregacji Nauki Wiary.
Na trzy dni przed krakowską procesją list do archidiecezji i Kościoła w Polsce
wystosował Jan Paweł II. "Oto wyzwanie, jakie dziś stawia św. Stanisław
wszystkim wiernym: wzrastajcie w świętości! Budujcie dom własnego życia w oparciu o
skałę łaski Bożej, nie szczędząc wysiłków, aby jego trwałość zasadzała się na
wierności Bogu i Jego przykazaniom" - napisał Jan Paweł II. 10 maja, z udziałem
polskiego Episkopatu, rocznicę obchodzono w Szczepanowie k. Brzeska, miejscu urodzin męczennika.
Niedzielne uroczystości w Krakowie rozpoczęła procesja z Wawelu na Skałkę, do miejsca
śmierci świętego. Prowadziło ją trzech biskupów: radomski - Zygmunt Zimowski, włocławski
- Wacław Mering i siedlecki - Zbigniew Kiernikowski, a uczestniczyło w niej kilkadziesiąt
tysięcy wiernych. Tłum wyruszył ze Wzgórza Wawelskiego przy biciu dzwonu Zygmunta. W
procesji niesiono relikwie świętych i błogosławionych archidiecezji, m.in. Floriana,
Alberta, Faustyny i Jacka.
Mszę na Skałce odprawił po łacinie kard. Ratzinger. W liturgii uczestniczyło
kilkudziesięciu biskupów z Polski i zagranicy, w tym kardynałowie: Józef Glemp z
Warszawy, Henryk Gulbinowicz z Wrocławia i Marian Jaworski ze Lwowa.
Jaką miarą mierzyć dojrzałość chrześcijan? - zastanawiał się kard. Franciszek
Macharski w homilii. Jego zdaniem, dojrzałość ta polega na patrzeniu na życie i śmierć
tak, jak je widział Chrystus, gdy mówił, że "Kto miłuje swe życie, traci
je". "Czy na co dzień nie trwonimy wiary i miłości, goniąc za tym, co nie może
człowieka nasycić, co nie jest prawdziwą wartością? Czy nie nazywamy życiem tego, co
duchowo zabija? Czy nie czynimy z sukcesu głównej wartości życiowej? Cośmy zrobili z
logiką błogosławieństw? Czy nie poddaliśmy się za łatwo pseudokatechezie świata?
Czy pozostajemy ludźmi sumienia?" - pytał kard. Macharski. Metropolita podkreślił,
że na uroczystościach pokanonizacyjnych w Krakowie zgromadzili się książęta z wielu
dzielnic, na które rozbita była wówczas Polska. W ten sposób św. Stanisław
"rzucił wyzwanie rozbiciu polskiego państwa" i stał się "patronem
trudnej jedności Polaków". Podziały polityczne, społeczne, a nawet religijne są
prawdziwą polską chorobą, wręcz epidemią - ostrzegał kardynał, mówiąc, że "św.
Stanisław wzywa nas do budowania jedności, które wymaga ofiary, zapomnienia o sobie,
rezygnacji z własnego egoizmu".
Po błogosławieństwie, którego relikwiami świętych udzielili celebrujący Mszę
kardynałowie, słowo do wiernych skierował papieski legat (jego przemówienie odczytał
po polsku kard. Macharski). "Jan Paweł II kocha Kościół w swojej ojczyźnie i
modli się za niego" - oświadczył legat. Nawiązując do postaci św. Stanisława,
stwierdził, że męczennik jest patronem ładu moralnego i "wartości, które scalają
świat" - biskup bronił nie tylko praw Kościoła, ale także był obrońcą praw człowieka
przed nadużyciami władzy. "Gdy religia jest podporządkowana państwu, staje się
narzędziem polityki, a świętość Boga jest naruszona" - podkreślił kard.
Ratzinger. Z obroną praw Kościoła łączy się wytyczenie granic ludzkiej władzy i
obrona wartości, bez których nie może zaistnieć ani pokój, ani sprawiedliwość.
Zdaniem kard. Ratzingera, to, co "przykładnie wypełnił do końca św. Stanisław",
na nowo urzeczywistnia Jan Paweł II: "Ojciec Święty stał się głosem sumienia
ludzkości. Jest stróżem wielorako zagrożonych podstawowych wartości moralnych. Jest
świadkiem prawdy wobec nadużyć władzy. Dlatego słuchają go w coraz większej liczbie
ludzie dobrej woli ze wszystkich narodów i wyznań. Ufają mocy jego słów i przykładu".
Ołtarz polowy na Skałce przedstawiał geograficzny zarys Europy, a na jego tle sylwetkę
św. Stanisława i napis: "Z łaski Chrystusa stał się znamieniem jedności i
opiekunem ojczyzny". Przeor tamtejszego klasztoru paulinów o. Andrzej Napiórkowski
wyjaśnił w rozmowie z KAI, że dekoracja miała podkreślić, iż św. Stanisław jest
patronem jedności i od początku jego kult miał charakter integrujący dla Polski i
Europy.
MZ, KAI
* * *
O św. Stanisławie mówi ks. Grzegorz Ryś
Patron wiary dojrzałej
- Jaka nauka może dziś płynąć z losów średniowiecznego męczennika, zamordowanego
na skutek konfliktu z władzą?
- Takie stawianie sprawy jest z gruntu błędne. Przez wiele lat krakowską procesję ku
czci św. Stanisława wpasowywano w taki schemat z racji napięć na linii państwo-Kościół.
Tymczasem z historycznego punktu widzenia mówienie o Kościele i państwie w średniowieczu,
a zwłaszcza w wieku XI, jest grubą pomyłką. Wtedy był to jeden organizm, w którym i
król, i biskup, byli autorytetami o charakterze sakralnym, a los Kościoła zależał od
ich obydwu. Zatem spór między Stanisławem i Bolesławem Śmiałym nie był sporem między
Kościołem a państwem. Mógł natomiast dotyczyć kwestii, czy królowi wszystko wolno -
w tym sensie konflikt można odczytywać od strony, w którą poszła późniejsza
szlachecka tradycja "złotej wolności". Nawet Gall Anonim, gdy opisuje
wydarzenia związane ze śmiercią św. Stanisława, stwierdza, że "nie chwalimy króla,
który szpetnie dochodził swoich praw".
- Ale ciągnący się latami spór historyków, czy biskup Stanisław był zdrajcą i
buntownikiem, nie został rozstrzygnięty.
- Szkopuł w tym, że w sprawie nie przybywa, ale raczej - w wyniku weryfikacji - ubywa źródeł.
Dziś łatwiej powiedzieć, co wówczas nie miało miejsca, niż co się wydarzyło.
- Co zatem nie wydarzyło się między królem a biskupem w 1079 r.?
- Główny problem polega na rozumieniu łacińskiego słowa traditor - zdrajca. W średniowieczu
rozumiano je zupełnie inaczej niż dziś. Zdrajcą był nazywany ten, kto dokonał czynu,
który mógł zostać zakwalifikowany jako wypowiedzenie posłuszeństwa władcy, złamanie
przysięgi wierności. W tych kategoriach takimi samymi zdrajcami są Judasz i Brutus.
Dante umieszcza ich w najgłębszym kręgu piekła, bo obaj wypowiedzieli posłuszeństwo
seniorowi. Fakt, że Brutusem kierowały szlachetne pobudki, w średniowiecznej definicji
zdrady nie gra roli. Zatem gdy Gall Anonim pisze o Stanisławie jako o zdrajcy, nie mamy
do czynienia z opisem czynu biskupa, ale jego kwalifikacją - to informacja, że biskup
zrobił coś, co uznano za złamanie przysięgi lennej. Kronikarz nie pisze, co dokładnie
biskup uczynił. Albo w tym miejscu pójdziemy za świadectwem Kadłubka, piszącego, że
król zbyt surowo karał rycerzy, którzy zdezerterowali podczas wojny na Rusi, albo
pozostaniemy ze znakiem zapytania.
- W jakim sensie Stanisław może być wzorem dla wiernych?
- Przypomniałbym tu odczytanie tej postaci, po raz pierwszy zawarte w bulli
kanonizacyjnej sprzed 750 lat, a następnie powtórzone przez kard. Wojtyłę na Synodzie
Krakowskim w latach 70. Kardynał mówił, że u podstaw polskiego chrześcijaństwa stoją
dwaj święci: Wojciech i Stanisław. Wojciech jest patronem chrztu, a Stanisław -
bierzmowania, czyli dojrzałej wiary. Natomiast w bulli kanonizacyjnej Innocentego IV
czytamy, że Kościół w Polsce wraz ze śmiercią Stanisława przestał być dziewczynką,
a stał się matką, zrodził pierwsze owoce. Stanisław jest zatem patronem dojrzałej
wiary, bo taka wiara wyraża się m.in. męczeństwem. Na procesji ku czci Świętego należy
sobie zatem zadawać pytanie o stan własnej wiary i co to znaczy wierzyć dojrzale. W tym
roku mówił na ten temat kard. Franciszek Macharski.
- Na czym polega wiara dojrzała?
- Na tym, by widzieć życie tam, gdzie inni widzą śmierć. Św. Stanisław dał świadectwo
nie o śmierci, ale o życiu wiecznym. Kluczową prawdę dla chrześcijaństwa, czyli
prawdę o zmartwychwstaniu, poświadczają męczennicy, a nie ci, którzy dożywają stu
lat. Zmartwychwstanie oznacza inne życie; ta inność wynika z miłości. W życiu
wiecznym chodzi o życie, które jest koniec końców w Bogu i nie da się go inaczej
zdefiniować jak przez miłość. Nie dlatego czcimy męczenników, że zginęli, ale
dlatego, że ginąc nadal potrafili być ludźmi miłującymi. Ale by zdobyć się na taką
postawę, potrzeba niesłychanej dojrzałości w wierze.
Rozmawiał Marek Zając
|