|
Irak po Husajnie
Wojciech Pięciak
Największy rabunek w - i tak już zdewastowanym ekonomicznie - Iraku zdarzył się nie po
zakończeniu wojny, ale na kilka godzin przed jej rozpoczęciem.
To Kusaj Husajn, syn i desygnowany następca Saddama, wywiózł nocą z banku centralnego
trzy przyczepy traktorowe, a na nich worki banknotów: ok. 900 milionów dolarów i 100
milionów euro. Były to pieniądze obywateli, a nie rodziny Husajnów - o wartości większej
niż wynoszą straty spowodowane tą wojną i rabunkami po rozpadzie reżimu. Zapobiegliwość
Kusaja nie była jednorazowa. Był to symboliczny punkt kulminacyjny tego, co działo się
od lat: rządzący klan systematycznie "wyprowadzał" pieniądze z gospodarki i
umieszczał na prywatnych kontach za granicą - szacunkowo kilka miliardów dolarów,
pochodzących z eksportu ropy.
Irak ma, po Arabii Saudyjskiej, największe jej złoża na świecie - od 97 do 114 mld
baryłek. To ogromny potencjał, który mógłby stworzyć w Iraku równie dobre warunki
życia jak w pozostałych krajach Zatoki Perskiej. Do 1990 r. to właśnie eksport ropy był
głównym źródłem dochodów budżetu; wydobywano wtedy 3,5 miliona baryłek dziennie.
Irak mógł w latach 70. i 80. zatrudniać kilkadziesiąt tysięcy polskich specjalistów,
którzy budowali nowoczesną jak na owe czasy infrastrukturę: drogi, mosty, cementownie
czy fabryki, w tym zbrojeniowe.
Dziś iracka gospodarka niemal nie funkcjonuje; zadanie jej odbudowy jest tyleż ambitne,
co gigantyczne. Winę za to ponosi upadły reżim i jego rabunkowa polityka gospodarcza
oraz ogromne zadłużenie zagraniczne: 60 mld dolarów, głównie długi z lat 80. za
import broni w czasie wojny z Iranem. To właśnie wojny z Iranem i Kuwejtem i będące
skutkiem tej ostatniej sankcje ONZ dopełniły reszty.
Sankcje przewidywały zakaz wywozu ropy poza kontyngentem eksportowanym pod nadzorem ONZ,
z którego zysk miał być przeznaczany za zakup żywności. Niemniej reżim znajdował
sposób na ich obejście: nielegalny eksport ropy (do Syrii, Jordanii i Turcji) dawał
rocznie 3 mld dolarów, które szły do kieszeni rodziny rządzącej, na budowę
rezydencji Husajnów, siedziby partii Baas i przywileje dla kasty rządzącej; np.
rodzinne miasteczko Husajna, Tikrit, składa się w większości z ekskluzywnych willi.
Natomiast infrastruktura - drogi, sieci energetyczne, elektrownie, wodociągi - jest w
stanie katastrofalnym. Brak mechanizmów rynkowych: w ostatnich latach gospodarka przybrała
niemal naturalno-czarnorynkowy i rozdzielczy charakter - całe grupy ludności żywiły się
z racji otrzymywanych z programu "ropa za żywność" (przewidywał on pokrycie
2200 kalorii dziennie dla każdego Irakijczyka). Produkcje przemysłowa i rolna stanowią
ułamek tego, co kilkanaście lat temu. I instalacje wydobywcze, i ropociągi są
przestarzałe.
Jednak odbudowa Iraku musi opierać się, przynajmniej początkowo, na ropie: Thamir
Ghadban, świeżo mianowany iracki pełnomocnik ds. jej wydobycia, ma nadzieję, że do końca
maja sięgnie ono 1,5 mln baryłek dziennie i pokryje zapotrzebowanie energetyczno-przemysłowe
Iraku. Zachodni eksperci szacują, że w krótkim czasie i przy wsparciu z zewnątrz na
modernizację instalacji Irak jest w stanie osiągnąć wydobycie rzędu 5 mln baryłek
dziennie.
Problemem będzie także brak elit społecznych: mimo że irackie społeczeństwo należy
do najlepiej wykształconych w świecie arabskim, elity "wykrwawiły się" w
minionych dekadach, także przez emigrację. Nie tylko arabską: z 300 tys. irackich Żydów,
którzy żyli tu jeszcze 50 lat temu - ich historia sięgała starożytności - i współtworzyli
iracką elitę i ruch niepodległościowy (kiedyś przeciw Anglikom, potem autorytarnej władzy),
pozostało dziś kilkudziesięciu. Masowa emigracja ze wsi do miast wytworzyła, przy
kiepskiej kondycji ekonomicznej kraju, nową klasę społeczną: lumpenproletariat,
charakterystyczny dla wielu krajów Trzeciego Świata. To głównie on rabował po upadku
reżimu urzędy i muzea.
|