|
„TP”, Nr 20 (2810), 18 maja 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2810/kraj06.php
Pół wieku na misjach (pokojowych)
Wojciech Pięciak
Udział żołnierzy w siłach stabilizacyjnych w Iraku będzie już 49. polską misją w różnych
częściach świata od 1953 roku. Wtedy to po raz pierwszy rząd (wówczas) PRL posłał
żołnierzy za granicę: jako obserwatorów, nadzorujących zawarte właśnie zawieszenie
broni na Półwyspie Koreańskim. Od tamtego czasu w misjach - w PRL, potem w III RP -
uczestniczyło 41 tys. żołnierzy.
W autobiograficznej książce "Piękni dwudziestoletni" Marek Hłasko opisuje,
jak to po zaatakowaniu przez komunistyczną Koreę Północną w 1950 r. Korei Południowej
po Warszawie rozeszła się plotka, że wojsko polskie ma zostać wysłane z "bratnią
pomocą" - podobnie jak "ochotnicy" z Chin i ZSRR - na front koreański, w
jej walce z amerykańskim "imperializmem". Po czym, twierdzi Hłasko - i trudno
dziś orzec, na ile prawdziwie, a na ile budując kolejną legendę - wielu młodych
ludzi, unikających dotąd za wszelką cenę powołania do wojska, zgłosiło się do
komisji poborowych. W jednym celu: aby po dotarciu na front koreański możliwie jak
najszybciej przejść na stronę Amerykanów z podniesionymi rękami...
Polscy żołnierze faktycznie pojawili się w Korei, ale dopiero po podpisaniu - trwającego
do dziś - zawieszenia broni. Weszli oni w skład międzynarodowych komisji nadzorujących
ów rozejm. W sumie w komisjach tych służyło do dzisiaj - misja ta trwa nadal - ponad
tysiąc polskich oficerów. Inna sprawa, że te tzw. misje azjatyckie (potem także w
Wietnamie i Laosie) nie były dla władz PRL i ówczesnego wojska najszczęśliwsze: jak
się później okazało, amerykański wywiad prowadził wśród tych oficerów skuteczną
działalność werbunkową.
Natomiast tzw. zwarte oddziały wojska polskiego zostały wysłane po raz pierwszy w misji
ONZ na półwysep Synaj - w 1973 r., po izraelsko-arabskiej "wojnie Jom Kippur"
i podpisaniu pokoju między Izraelem a Egiptem (jednym z warunków było wycofanie wojsk
izraelskich z Synaju), a następnie także do Libanu i na Wzgórza Golan, do strefy
rozdzielającej wojska izraelskie i syryjskie; ta ostatnia misja trwa do dziś.
Podczas kolejnych operacji - pod auspicjami ONZ, KBWE/OBWE, a później także NATO -
polskie kontyngenty nadzorowały zawieszenie broni, organizowały pomoc medyczną i
logistykę (np. zapewnienie zaopatrzenia w wodę), rozminowywały teren, pomagały w
odbudowie struktur administracyjnych. Przykładowo, Polacy służyli w Namibii (jednostka
zaopatrzeniowa; 1989-90) czy Kambodży (batalion inżynieryjno-zaopatrzeniowy; 1992-93), w
Angoli, Libanie, Egipcie itd. A także podczas pierwszej wojny w Zatoce w 1991 r. (319 żołnierzy:
personel medyczny i dwa okręty, szpitalny i ratowniczy).
Jakościowo nową formą militarnego zaangażowania Polski były - trwające nadal - misje
na Haiti (w 1994-95 r. jednostki "Grom") i na Bałkanach: najpierw jako "błękitne
hełmy" ONZ (UNPROFOR; 1992-95, w Krajinie), a potem - po zawarciu w 1995 r. przez
Serbię, Bośnię i Chorwację pokoju w Dayton - w kierowanych przez NATO siłach IFOR i później
SFOR; wreszcie od 1999 r. w Kosowie. Na Bałkanach działał także "Grom",
uczestnicząc w zatrzymywaniu zbrodniarzy wojennych.
Wojsko polskie ma też doświadczenie w kierowaniu misjami: trzech generałów dowodziło
operacjami pokojowymi, a wielu oficerów - oddziałami lub sektorami; np. w 1998 r. dowódcą
Brygady Nordycko-Polskiej SFOR był gen. Mieczysław Bieniek, obecnie dowódca jednego z
korpusów NATO w Turcji.
Pod koniec 2000 r. w 15 misjach pokojowych NATO, ONZ i OBWE w Europie, Azji i Afryce służyło
około dwóch tysięcy polskich żołnierzy. Były to m.in.: batalion na Wzgórzach Golan
(359 żołnierzy); batalion w Libanie (634 żołnierzy i cywilów, lekarzy z prowadzonego
przez Polaków szpitala polowego); dwie kompanie w siłach NATO w Bośni i Hercegowinie
(289 ludzi); jednostka w siłach NATO w Kosowie (dziś to batalion polsko-ukraińsko-litewski:
545 Polaków, 267 Ukraińców, 30 Litwinów). Kosowo - to właśnie przykład wciągania
przez Polskę do udziału w misjach sąsiednich krajów: Litwy i Ukrainy (na bazie
batalionów pokojowych: litewsko-polskiego i ukraińsko-polskiego).
Po 11 września 2001 r. - symbolicznym początku "wojny z terroryzmem" - Polska
włączyła się do działań koalicji międzynarodowej pod przywództwem USA: najpierw w
Afganistanie, a ostatnio w Iraku, gdzie w wojnie z reżimem Husajna uczestniczyło ok.
dwustu polskich żołnierzy, z tego połowa w walce (żołnierze "Grom" i
marynarze z okrętu "Xawery Czernicki", transportujący komandosów).
Udział w misjach, nie tylko bojowych, ale i pokojowych, nie jest bezpieczny, a
wynagrodzenie, które w czasach PRL było poważną zachętą dla wojskowych, nie
rekompensuje ryzyka. Spośród 40 tys. polskich żołnierzy w ciągu pół wieku zginęło
ok. 50, głównie na minach i w wypadkach. Ale nie tylko: w latach 90. w walce zginęło
czterech żołnierzy "Gromu" (gdzie, tego jednak nie sposób się dowiedzieć).
Około czterystu polskich żołnierzy, rannych na misjach pokojowych, na zawsze zostało
inwalidami. Ponadto międzynarodowe organizacje kombatanckie twierdzą, że co piąty żołnierz
wracający z misji pokojowych cierpi później na tzw. stres pourazowy, wywołany doświadczeniami
wojennymi (w oddziałach pokojowych, również polskich, zdarzały się samobójstwa).
I choć podczas wojny w Iraku Polacy nie ponieśli strat, to na początku marca dwóch żołnierzy
z 1. Pułku Specjalnego z Lublińca zginęło w Macedonii: podczas patrolu ich samochód
wjechał na minę, prawdopodobnie celowo podłożoną na drodze. Plutonowy Paweł Legencki
miał 23 lata, jego kolega plutonowy Piotr Mikułowski - 26 lat.
W minionym półwieczu w misjach pokojowych, stabilizacyjnych i rozjemczych uczestniczyło
łącznie 800 tys. żołnierzy z ponad stu krajów (tysiąc z nich zginęło). Oznacza to,
że w całej historii misji co 20. ich uczestnik był Polakiem. Sytuuje to Polskę w światowej
czołówce krajów "dostarczających" najwięcej ludzi do tych operacji - i
ponoszących ich koszty.
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|