|
Demokracja jako cud
Marcin Król
Demokracja jest ustrojem najmniej normalnym ze wszystkich, znanych ludzkości. Opiera się
bowiem na idealistycznej wizji człowieka i obywatela, a ponadto jest ustrojem, który
nigdy w pełni (z natury tego, co idealne) nie może być w praktyce zrealizowany.
Rozmaite formy umiarkowanej despocji lub autorytaryzmu są więc znacznie bardziej
"normalne".
Demokracja, zwłaszcza w czasach, kiedy jej pragnęliśmy i nie mogliśmy osiągnąć,
wydawała się bardzo prosta do zrealizowania. Co ważniejsze, na podstawie doświadczeń
krajów o ugruntowanej demokracji sądzić było można, że praktyka demokratyczna jest
niemal banalna, że ustrój ten jest - jak to potem mówił między innymi Lech Wałęsa -
czymś normalnym. Dopiero teraz coraz częściej dostrzegamy, że demokracja - wprost
przeciwnie - nie jest taka prosta do wcielenia w życie, że bardzo łatwo o demokrację
zdeprawowaną lub dekoracyjną tylko, że nie jest ona ani banalna, ani łatwa do
zrealizowania, a już na pewno nie jest ustrojem "normalnym".
Czy Polacy lubią demokrację?
Z kwietniowego sondażu Ośrodka Badania Opinii Publicznej:
• Demokrację za najlepszą z form rządzenia uważa 67 proc. badanych, przeciwnego zdania
jest 19 proc. Za likwidacją demokracji i wprowadzeniem rządów "silnego człowieka"
opowiedziało się 26 proc. ankietowanych, przeciw 63 proc.
• Na pytanie, czy zgadza się pan/pani, że demokracja jest najlepszą z form rządzenia,
"zdecydowanie tak" odpowiedziało 23 proc; "raczej tak" - 44 proc.
n Rządy demokracji zdecydowanie negatywnie oceniło 5 proc., "raczej nie"
powiedziało 14 proc. Nie miało zdania 14 proc. ankietowanych.
• Zadowolenie z rozwoju demokracji w Polsce deklarowało 28 proc uczestników sondażu
("zdecydowanie tak" - 2 proc., "raczej tak" - 26 proc.).
Niezadowolonych było 64 proc. badanych ("zdecydowanie nie" - 23 proc.,
"raczej nie" - 41 proc.). Nie miało zdania 8 proc. ankietowanych.
• Na "piątkę" oceniło działanie demokracji w Polsce 1 proc ankietowanych; 11
proc. na "czwórkę"; 54 proc. na "trójkę", 28 proc. na "dwójkę".
Nie miało zdania 6 proc.
• Za likwidacją demokracji w obecnej sytuacji w Polsce i wprowadzeniem rządów
"silnego człowieka" opowiedziało się 26 proc uczestników sondażu
("zdecydowanie tak" - 9 proc., "raczej tak" - 17 proc.). Nie poparło
tego poglądu 63 proc. badanych ("zdecydowanie nie" - 31 proc., "raczej
nie" - 32 proc.). Nie miało zdania 11 proc. badanych.
• Demokracja jako forma rządzenia największe poparcie ma wśród elektoratu Platformy
Obywatelskiej - 88 proc.(8 proc. przeciw), PiS - 83 proc.(11 proc. przeciw) i SLD - 80
proc. (14 proc przeciw)
• Wśród sympatyków Ligi Polskich Rodzin demokrację popiera 61 proc badanych (26 proc.
przeciw); PSL - 58 proc. (30 proc. przeciw); Samoobrony - 46 proc. (30 proc. przeciw).
• Największe zadowolenie z rozwoju demokracji zadeklarowali zwolennicy SLD: 46 proc. (49
proc. niezadowolonych) i PO 41 proc. (55 proc. niezadowolonych)
• Wśród popierających LPR zadowolonych z rozwoju demokracji było 33 proc. badanych (63
proc. niezadowolonych; PSL - 27 proc. (67 proc niezadowolonych); PiS - 27 proc. (68 proc.
niezadowolonych), Samoobronę - 19 proc. (72 proc. niezadowolonych).
• Za likwidacją demokracji w obecnej sytuacji w Polsce i rządami "silnego człowieka"
opowiedziało się 44 proc. badanego elektoratu Samoobrony (49 proc. przeciw); 37 proc.
zwolenników PSL (55 proc przeciw); 26 proc. popierających SLD (67 proc. przeciw); 20
proc zwolenników LPR (72 proc. przeciw); 19 proc. zwolenników PiS (76 proc. przeciw); 17
proc. popierających PO (80 proc. przeciw).
Sondaż przeprowadzono w dniach 5-7 kwietnia na reprezentatywnej, losowej próbie 1004
mieszkańców Polski powyżej 15 roku życia. (dane podajemy za PAP) |
|
Komu demokracja przystoi?
Można nawet powiedzieć, że demokracja jest ustrojem najmniej normalnym ze wszystkich
znanych ludzkości. Rozmaite formy umiarkowanej despocji lub autorytaryzmu były znacznie
bardziej "normalne" z kilku punktów widzenia: przede wszystkim występowały w
dziejach znacznie częściej niż demokracja, lepiej pasowały do banalnych wyobrażeń o
ludzkiej naturze, zapewniały bowiem bezpieczeństwo i zarazem realizowały potrzebę
silnego kierownictwa czy też przywództwa, wreszcie były - w każdym razie na pozór -
szybkie i skuteczne w działaniu, kiedy szybkie i skuteczne działanie było potrzebne.
Oczywiście mowa nie o okrutnych despotach, tyranach i totalitarnych rządach, lecz o tym,
co w historii ludzkości spotykamy najczęściej, czyli o despotach i władcach
absolutnych, ale zarazem umiarkowanych.
Nic dziwnego, że pomysł demokratyczny wielokrotnie wydawał się co najmniej dziwaczny.
Przecież idea władzy ludu dla każdego myślącego człowieka, a zatem także dla myślicieli
politycznych, wydawała się absurdalna z dwu co najmniej powodów: po pierwsze, nie
bardzo można było praktycznie wyobrazić sobie demokrację w większych społecznościach,
bo za jedyną sensowną uważano demokrację bezpośrednią, typu ateńskiego, a w niej
uczestniczyło zapewne kilkuset obywateli. Po drugie, nieunikniona ciemnota ludu była
przeszkodą nie do ominięcia, zaś edukacja powszechna jako idea i jako praktyka pojawiła
się dopiero w XVIII wieku.
Jedni myśliciele, którzy projektowali ustroje demokratyczne (na przykład Tomasz Morus w
swojej sławnej "Utopii"), odróżniali zatem kraje cywilizowane, w których
poziom intelektualny i moralny obywateli jest tak wysoki, że demokracja jest w nich możliwa,
od krajów niecywilizowanych, w których nie ma sensu zaprowadzać demokracji nawet siłą.
Jeszcze tak liberalny i demokratyczny myśliciel jak John Stuart Mill na początku drugiej
połowy XIX wieku sądził, że Polska może być krajem demokratycznym, bo spełnia
cywilizacyjne warunki, natomiast Rosja ich nie spełnia i nonsensem byłoby na siłę uczyć
obywateli jakiegokolwiek kraju umiłowania wolności, które - jego zdaniem - było dla
zaistnienia demokracji niezbędne.
Wolni i równi
Demokracja jest zatem w podwójnym sensie idealistyczna. Opiera się na idealistycznej
wizji człowieka i obywatela, a ponadto jest ustrojem idealnym, który jednak nigdy w pełni
(z natury tego, co idealne) nie może być w praktyce zrealizowany. Nie znaczyło to
jednak, że ów ustrój nie może być zrealizowany w pewnym - większym lub mniejszym -
stopniu i że warto się starać, żeby był realizowany w stopniu większym niż ten
minimalny, jaki osiągnęliśmy w Polsce, gdzie wciąż daleko (a może coraz dalej) do
naszych praktycznych wzorów, czyli starych demokracji zachodnich.
Idealistyczna wizja człowieka w demokracji polega przede wszystkim na przekonaniu, że
ludzie - pojedynczy, indywidualni ludzie - chcą wspólnie rządzić samymi sobą. A wybór
ten bierze się stąd, że pragną być wolni i pragną urządzać świat według swojej własnej,
niczym nieskrępowanej woli. Każdy, kto tak mniema, w istocie zakłada pewną wizję
ludzkiej natury, której nie da się potwierdzić (a tym bardziej udowodnić) na podstawie
doświadczenia historycznego, na podstawie analiz prowadzonych na masowym społeczeństwie
przez psychologię społeczną, ani nawet na elementarnym zdrowym rozsądku. Zresztą żadnej
wizji natury ludzkiej nie da się udowodnić, zawsze jest to założenie. Wielu myślicieli,
którzy do dzisiaj są krytyczni wobec demokracji, ma znacznie bardziej sceptyczne lub
pesymistyczne założenia odnośnie do ludzkiej natury, które nie uzasadniają
wprowadzenia ustroju demokratycznego, chyba że jako swoistego wędzidła dla ludzkich
namiętności, ale wtedy myślą tak naprawdę nie o demokracji, lecz o swoistym, legalnym
terrorze rządów prawa, który nic z demokracją nie ma wspólnego.
Ludzie w demokracji chcą być wolni i chcą żyć zgodnie ze swoimi wspólnymi wyobrażeniami.
A zatem jako obywatele zawiązują swoiste porozumienie co do tego, jak dobro wspólne ma
wyglądać i zgadzają się, by tego porozumienia przestrzegać. Porozumienie takie nie
musi być nadmiernie szczegółowe, jednak naczelna idea wolności nie jest dla niego
wystarczająca. Potrzebny jest drugi filar, a mianowicie moralne przekonanie o tym, że
sprawiedliwie jest tylko wtedy, kiedy wszyscy wolni ludzie są sobie równi i nie będą
chcieli ani zasad sprawiedliwości, ani zasad równości naruszać. To także projekt i
wizja o charakterze idealnym, bo przecież żadne praktyki społeczne, poza krótkimi i
rzadkimi momentami realnej wspólnoty i solidarności społecznej, nie potwierdzają, że
pośród ludzi przeważają takie właśnie tendencje.
Cud, że istnieje
Demokracja jest zatem oparta na całkowicie wymyślonych, "nienaturalnych" i
skomplikowanych założeniach odnośnie do społecznej natury człowieka. Nic zatem
dziwnego, że idea demokratyczna pojawiła się stosunkowo późno, a jej realizacja trwa
stale i nigdy nie zostanie zakończona. Jednak demokracja istnieje (co graniczy z cudem) i
mimo licznych kryzysów wciąż się rozwija. Idealizm dotyczący ludzkiego pragnienia
wolności w sferze publicznej i wykorzystywania tego pragnienia dla realizacji dobra wspólnego,
okazał się zdumiewająco bliski pragnieniom poszczególnych ludzi. Bo gdyby nie miliony
jednostek, które stale i uporczywie potwierdzają w codziennych zachowaniach, że
demokracja jest im bliska, demokracja już dawno przegrałaby walkę z innymi tendencjami
ustrojowymi, jakie - zwłaszcza w XX wieku - pojawiały się w systemach totalitarnych,
albo w trakcie gorącej lub zimnej wojny z totalitaryzmem i złem. Takim spektakularnym
sukcesem demokracji był okres po II wojnie światowej, kiedy to zdołano (zdołały
przede wszystkim Stany Zjednoczone) wymusić demokratyczne standardy na reszcie -
zdeprawowanego przecież w większości - zachodniego świata.
Przyjemność kontra dobro wspólne
Z owych idealistycznych założeń demokracji wynikają jednak pewne konsekwencje wobec
jej praktyki, jakie nie zawsze dostatecznie dobrze sobie uświadamiamy i o jakich na szczęście
przypominają nam myśliciele zajmujący się demokracją. Takie przypomnienie bywa też
wymuszone przez zdarzenia polegające na wykroczeniu przeciwko idealizmowi
demokratycznemu. Najbardziej typowym zdarzeniem, jakie narusza ów demokratyczny idealizm,
jest wykorzystywanie wolności gwarantowanej przez demokracje do celów nie publicznych,
lecz prywatnych. Czy - żeby rzecz ująć jaśniej - wykorzystywanie wolności do celów
prywatnych nie bacząc na wolność publiczną lub też jej kosztem. Oczywiście w
pierwszym przypadku mamy do czynienia z mniejszym przestępstwem niż w drugim, ale w obu
zachowanie antydemokratyczne ma charakter korupcji, tyle że aspołeczny egoizm jest może
mniej niebezpieczny niż korupcja polityczna.
Kiedy wolność publiczna jest wykorzystywana wyłącznie dla celów indywidualnego
interesu, wówczas mamy do czynienia z usprawiedliwieniami, które nie są w porządku
demokratycznym satysfakcjonujące, chociaż mają sens w porządku utylitarnym. Ze względu
na częste występowanie takich zachowań próbowano nawet i nadal próbuje się pogodzić
demokrację z utylitaryzmem. Rozumowanie polega wówczas na formułowaniu tezy, że wbrew
pozorom nie ma nic specjalnie złego w tym, iż wielu obywateli korzysta dla siebie z
dobrodziejstw demokracji, ponieważ w ten sposób sama demokracja się umacnia, rozwija i
ujawnia swoją przydatność oraz skuteczność.
Taka teza opiera się na poglądzie, zgodnie z którym najlepsze społeczeństwo to takie,
w którym arytmetyczna suma zadowolenia (czy przyjemności) wszystkich jego obywateli jest
najwyższa. Zadowoleni ludzie składają się na zadowolone społeczeństwo, a zatem
wykorzystywanie wolności w celu bogacenia się materialnego (i niech będzie, że także
duchowego) ma same zalety. Zwolennicy utylitaryzmu, którzy niechętnie w naszych czasach
stosują to pojęcie, ale w istocie są bardzo liczni, przypominają na przykład, że w
czasach dobrobytu czy też stosunkowo szybkiego wzrostu gospodarczego nie upadł żaden rząd,
a każdy, kto mógł być ponownie wybrany na stanowisko publiczne, został wybrany. To
niewątpliwie prawda, jednak jest to radykalne odejście od demokratycznego idealizmu, gdyż
pominięta zostaje idea wspólnego decydowania o kształcie spraw publicznych.
Współczesny utylitaryzm, który bywa nazywany "neoliberalizmem", hołduje przeświadczeniu,
że wzrost gospodarczy automatycznie powoduje wzrost dobrobytu poszczególnych obywateli,
czyli zwiększa powszechną szczęśliwość, a ludziom i społeczeństwom niczego więcej
nie potrzeba. Taki pogląd jednak pośrednio albo bezpośrednio jest związany z przeświadczeniem,
że wolność publiczna i wpływ na kształt sfery publicznej nie są obywatelom do
niczego potrzebne. Założenie to nie jest wprost wyrażane, jednak tak zwany realizm w myśleniu
o społeczeństwie każe sądzić, że ludzie pragną tylko własnego dobra i chcą
realizować tylko swoje prywatne interesy, zaś wszystko, co ponad nie wychodzi, stanowi
fikcję.
Kiedy współczesna demokracja zostaje oparta na utylitarnych założeniach, trudno mówić
o demokracji w ogóle - o jakiejkolwiek demokracji. Mamy co najwyżej do czynienia z cichą
umową obywateli, że w tym ogromnym supermarkecie, jakim jest społeczeństwo, będą
zachowywali się w miarę możności bezkonfliktowo i realizując własne zakupy, będą
unikali wywracania cudzych koszyków. Jest to niewątpliwie przyjemne, ale nie ma w tym żadnej
troski o dobro wspólne, która ma stanowić owo "nienormalne" i idealistyczne
zadanie demokracji.
Skandal korupcji i jego uzasadnienia
Nie jest wcale oczywiste, czy łatwiej trzymać w ryzach korupcję polityczną niż
antydemokratyczny utylitaryzm. Bo przecież korupcja polityczna, która często jest
bardzo trudna do wykrycia (a jeszcze trudniejsza do udowodnienia), to taki zdeprawowany
utylitaryzm, ale stosowany nie przez wszystkich, tylko przez poszczególnych członków
społeczeństwa, tych zwłaszcza, którzy są przy władzy lub blisko władzy.
Korupcja polityczna tym różni się od zwyczajnego złodziejstwa, które jest oczywiście
naganne, ale którego w kontekście demokracji nie ma potrzeby rozważać, że żyje dzięki
demokracji. Mam poważne wątpliwości, czy sensowne jest określanie mianem korupcji
politycznej złodziejskich zachowań wysokich urzędników publicznych, władców i ich
popleczników oraz klientów w systemach niedemokratycznych, jakie istniały w całej
historii i jakie istnieją współcześnie. Przecież w tamtych systemach nie funkcjonuje
pojęcie dobra wspólnego, ani materialnego, ani duchowego. Władca, który zabiera społeczeństwu
siłą zbyt wiele, jest naturalnie przedmiotem nienawiści, ale władca, który bierze
tyle, ile na zasadzie tradycji i obyczaju mu się należy i daje skorzystać innym, nie
popełnia wykroczenia ani w sensie prawnym, ani w sensie moralnym.
Natomiast w demokracji ten, kto dokonuje korupcji, zawłaszcza to, co należy do innych,
to, co jest dobrem lub własnością ogółu. Nie jest przy tym ważne, czy korupcja
polityczna ma charakter brutalny i bezpośredni, co w dobrych demokracjach na ogół prędzej
czy później zostaje ujawnione i napiętnowane, czy też jest to korupcja nieco bardziej
subtelna, polegająca na zyskiwaniu zwolenników dzięki umiejętnie rozdzielanym posadom
albo wspieraniu siły materialnej własnej partii politycznej.
Cicha zgoda na korupcję polityczną wynika z przekonania, że ludzie są jacy są, a
politycy to też ludzie. Korupcja polityczna jest w demokracji skandalem, ale demokracja
jest na tyle idealistyczna, że w jej ramach przekonanie, że ludzie tacy po prostu są,
jest przekonaniem, jakie zostaje twardo odrzucone.
W szczególności musi być odrzucone przez tych, którzy na co dzień decydują o kształcie
idealizmu demokratycznego, czyli tych, których nazywamy "oświeconymi
obywatelami".
|