|
„TP”, Nr 19 (2809), 11 maja 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2809/main01.php
Jan Paweł II na Półwyspie Iberyjskim
Czwarta Hiszpania
Marek Zając z Madrytu
"Papież przybywa, aby Cię zobaczyć" - można było przeczytać na plakatach
zapowiadających V pielgrzymkę Jana Pawła II do Hiszpanii. Papież przybył i zobaczył
kraj, który niegdyś był synonimem wierności Kościołowi i katolickiej tradycji, a dziś
jest w dużym stopniu zsekularyzowany. Dlatego na motto wizyty wybrano słowa Jezusa:
"Będziecie moimi świadkami".
Kim jest świadek? W języku kościelnym to ten, kto własnym życiem daje świadectwo o
Chrystusie. Jednak istnieje też inne, bliższe potocznemu językowi znaczenie słowa
"świadek". Takie właśnie znaczenie odczytać mogła grupa głuchoniemej młodzieży,
zajmująca centralny sektor tuż przed ołtarzem-sceną podczas spotkania Jana Pawła II z
młodymi na podmadryckim lotnisku Cuatro Vientos ("Cztery wiatry"), w sobotę 3
maja. Ilekroć tego wieczora padało hiszpańskie słowo "testigos" ("świadkowie"),
tłumacz na język migowy wskazywał palcem na jedno, a następnie drugie oko. Bo świadek,
zanim zacznie świadczyć, musi dostrzec świat i ludzi takimi, jakimi są naprawdę. Musi
dostrzec i zrozumieć, zanim złoży innym świadectwo z tego, co zobaczył.
Trzy Hiszpanie
Zwykło się mówić, że istniały i nadal istnieją "dwie Hiszpanie": jedna
jest lewicująca albo wręcz anarchizująca, z reguły antyklerykalna i skoncentrowana na
wywodzonych z komunizmu ideałach społecznej równości, druga zaś konserwatywna i
tradycyjna, katolicka i podporządkowana hierarchii autorytetów. - Hiszpanie wychodzą do
księdza albo z pałką, albo ze świecą w garści - żartuje biskup pomocniczy Madrytu César
Franco.
O "pierwszej Hiszpanii" głośno było tuż przed przyjazdem Papieża. 1 maja
centrum stolicy zostało sparaliżowane przez antywojenny wiec lewicowych organizacji i
związków zawodowych, zwołany pod hasłem "O pokój i pracę". Protest
wymierzony był przede wszystkim w "imperialistyczną wojnę w Iraku". Ale nie
tylko: w chwili, gdy podporządkowane Fidelowi Castro sądy skazują opozycjonistów na
wieloletnie więzienie, demonstranci nieśli kubańskie flagi i skandowali slogan ukuty
jeszcze w latach 60.: "Kuba - tak, Jankesi - nie".
W gąszczu kubańskich flag i podobizn Che Guevary elegancko ubrana staruszka wymachiwała
nad głową transparentem z napisem "Upapieżenie? Państwo laickie!". A w
dzienniku "El Mundo", w komentarzu "Powraca Papież" Francisco Umbral
ostro krytykował fakt, że podczas wizyty w Hiszpanii Jan Paweł II ogłosi świętymi
"pięcioro lub sześcioro męczenników ze strony Franco z czasów wojny
domowej" (zarzut absurdalny, bo w rzeczywistości wśród pięciorga błogosławionych
tylko ks. Piotr Poveda jest męczennikiem z okresu wojny 1936-39).
Z kolei o "drugiej Hiszpanii" mówi się, że w zaskakująco szybkim tempie
odchodzi w przeszłość. Taką diagnozę potwierdzają statystyki: choć 80 proc. Hiszpanów
deklaruje się jako katolicy, 19 proc. chodzi co niedzielę do kościoła (a 46 proc. z
tych, którzy uważają się za katolików, nie przychodzi do kościoła "prawie
nigdy"). Jesienią do niektórych seminariów nie zgłosił się ani jeden kandydat.
- Kościół w Hiszpanii przeżywa okres zastoju i apatii - przyznaje bp Franco. - W życiu
publicznym brakuje chrześcijańskiego świadectwa, kraj jest bardzo zeświecczony.
Dlatego mamy nadzieję, że wizyta Jana Pawła II będzie impulsem, który ożywi tutejsze
życie religijne.
Biskup nie wiąże postępującej sekularyzacji z wejściem Hiszpanii do Wspólnoty
Europejskiej: - Pierwszą przyczyną jest świat zewnętrzny, który nas otacza i promuje
kulturę bez Boga. Ale druga przyczyna tkwi w nas, w Kościele - bp Franco kilka razy
wskazuje palcami gdzieś między koloratkę a zwisający na srebrnym łańcuchu biskupi
krzyż. - Problem w tym, że nasza wiara jest słaba, że poprzestajemy na odcinaniu kuponów
od przeszłości.
Jaką strategię powinien przyjąć Kościół, kiedyś cieszący się niezachwianą
dominacją, a dziś nagle zepchnięty na margines?
- Musimy opierać wiarę na osobistym spotkaniu z Chrystusem - tłumaczy bp Franco. - Tak
pracować ze świeckimi, aby ich wiara i życie nie podążały osobnymi drogami. Parafie
i organizacje katolickie powinny świadczyć, że Chrystus jest obecny w życiu każdego
człowieka, że chrześcijaństwo to nie tylko urzędnicze struktury Kościoła. No i
pozostaje prosić Boga, by o nas nie zapomniał - biskup rozkłada ręce w błagalnym geście
i podnosi oczy ku górze, a po chwili wybucha śmiechem.
Ale zanika nie tylko Hiszpania katolicka, również ta "druga", niechętna Kościołowi,
nie ma się najlepiej. Obie wypiera "trzecia Hiszpania" - syta, nowoczesna i
przyzwyczajona do coraz powszechniejszego dobrobytu, ale obojętna zarówno na
marksistowską dialektykę, jak i na ewangeliczny radykalizm.
Kościół na oceanie
Naprzeciw ołtarza zbudowanego na niedzielną Mszę kanonizacyjną na Placu Kolumba w
centrum Madrytu stoi smukła kolumna z umieszczoną na szczycie figurą odkrywcy Ameryki -
to symbol zapoczątkowanego przez katolicką Hiszpanię triumfalnego pochodu zachodniej
cywilizacji
i chrześcijaństwa za Atlantyk. Biała bryła ołtarza nawiązuje do okrętu Kolumba, który
"płynie na oceany narodów, aby nieść im Ewangelię". Ale nad kolumną, ołtarzem
i całym placem dominuje trzeci symbol - zmodernizowanej, dynamicznej i bogatej Hiszpanii.
To strzelisty wieżowiec ze stali i szkła, nazywany "Wieżami Kolumba". - To
Ameryka Łacińska, nie Europa jest przyszłością Kościoła - mówi ks. Alfonso Simón
Muńoz, delegat Archidiecezji przy wydawanym w Madrycie tygodniku katolickim "Alfa i
Omega" (400 tys. nakładu, największy tego typu periodyk na świecie). - Chyba, że
Europa przypomni sobie o chrześcijańskich korzeniach.
Jednak wizyta Jana Pawła II na moment odsunęła w cień "trzecią Hiszpanię".
"Wieże Kolumba" przysłoniły dwa gigantyczne, zwisające niemal od dachu po
parter transparenty w papieskich kolorach. Na żółtym umieszczono napis "Z Maryją
wszystko jest łatwiejsze", a na białym: "Ty też możesz zostać świętym".
Na pobliskim biurowcu zawisły wielkie portrety hiszpańskich księży i zakonnic, których
podczas Mszy kanonizował Jan Paweł II. Plac i okoliczne ulice wypełnił milion
wiernych, dużo więcej niż się spodziewano.
Papież apelował do nich w homilii: ""Jesteście świadkami mojego
zmartwychwstania" (por. Łk 24, 46-48) - mówi Jezus swoim Apostołom według
Ewangelii, którą przed chwilą odczytano. Jest to misja trudna i wymagająca, powierzona
ludziom, którzy jeszcze nie mają odwagi pokazać się publicznie z obawy, że zostaną
rozpoznani jako uczniowie Nazareńczyka. A jednak pierwsze czytanie ukazało nam Piotra,
który "otrzymawszy Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy" posiadł odwagę,
by głosić ludowi zmartwychwstanie Jezusa oraz wzywać do pokuty i nawrócenia. (...) I
następca Piotra, pielgrzymujący po ziemiach hiszpańskich, powtarza wam: Hiszpanio,
kontynuując mężnie dzieło ewangelizacji, bądź także dzisiaj świadkiem
zmartwychwstałego Jezusa!".
Za wzór do naśladowania Papież postawił pięcioro kanonizowanych, którzy poświęcili
się pracy charytatywnej, duszpasterskiej i wychowawczej (księża Pedro Poveda i José
María Rubio, siostry: Genoveva Torres, Ángela de la Cruz i María Maravillas de Jesús).
Byli świadkami, bo umieli dostrzec potrzeby bliźnich - i ta ich wrażliwość dawała
najlepsze świadectwo wierze w Chrystusa. "Drodzy wierni katolicy Hiszpanii, pozwólcie
się porwać przez te cudowne przykłady! - wzywał Jan Paweł II.
- Dziękując Panu za tak wiele darów, którymi obdarzył Hiszpanię, wzywam was, abyście
wraz ze mną prosili, aby na tej ziemi nadal rozkwitali nowi święci. Będą się rodziły
inne owoce świętości, jeśli wspólnoty kościelne pozostaną wierne Ewangelii". I
dodał: "Nie zrywajcie więzi ze swoimi korzeniami chrześcijańskimi! Tylko w ten
sposób będziecie zdolni wnieść do świata i Europy bogactwo kulturalne waszej
historii".
Papież zwrócił się także do młodych, dziękując im za spotkanie z poprzedniego
dnia. Podkreślał, że przybywając tak licznie na lotnisko pod Madrytem "pokazali,
że można być nowoczesnym i głęboko wierzyć w Chrystusa". Takie jest właśnie,
zdaniem Jana Pawła II, podstawowe zadanie współczesnych świadków Ewangelii.
Młodzi kontra Europa
Sobotnie spotkanie Jana Pawła II z młodzieżą stało się najważniejszym punktem
pielgrzymki, choć taka ranga oficjalnie przypaść miała niedzielnej Mszy
kanonizacyjnej. Od rana młodzi czekali na Papieża - w pełnym słońcu. Tłum trzeba było
polewać, jak na rockowym koncercie, wodą z samochodów strażackich.
Entuzjazm, jaki potrafi wzbudzić wśród młodzieży Jan Paweł II, połączył się z
hiszpańskim zamiłowaniem do fiesty: sektory, które wypełniło kilkaset tysięcy młodych,
co chwilę wybuchały spontanicznym śpiewem i tańcem albo oklaskami w rytmie flamenco.
Nawet biskupi zrywali się z krzeseł i wyrzucali w górę ramiona, gdy przez tłum przepływała
meksykańska fala, która narodziła się na mundialowych stadionach w 1986 roku, gdy
sporej części zgromadzonych na Cuatro Vientos nie było jeszcze na świecie.
Papież często przemawia do młodych, bo wierzy, że młodzież rozumie, co znaczy być
świadkiem Chrystusa. I wielu młodych faktycznie zdaje się czasem dostrzegać więcej niż
starsze generacje. - Gdy porównuję katolików z muzułmanami, jest mi wstyd - mówi
28-letnia Miriam z Madrytu. - Muzułmanie rozumieją, że religia polega na przestrzeganiu
w życiu pewnych zasad. Katolicy z kolei są niby wszędzie dookoła, ale większość
jest znudzona wiarą, nic im się nie chce. Papież jest jednym z nielicznych, który
przypomina nam o niewzruszonych zasadach chrześcijaństwa.
Pastora, opiekunka zorganizowanej przez "Opus Dei" grupy nastolatków z
Andaluzji (przyjechało stamtąd dziesięć autokarów), tłumaczy, że niczego nie
oczekują od Papieża: - Jan Paweł II dał nam wszystko. Teraz to my chcemy usłyszeć,
czego Papież od nas oczekuje.
Socjologowie od dawna wskazują na paradoks: młodzież, odsądzana od czci i wiary jako
pokolenie rozpuszczone dobrobytem i w dużej mierze zepsute, jest zafascynowana Janem Pawłem
II dlatego, że stawia jej wysokie wymagania moralne.
I tym razem Papież nie wahał się przedstawić młodzieży konkretnych zadań. Mówił,
że "dramatem dzisiejszej kultury jest brak życia wewnętrznego, nieobecność
kontemplacji. Bez życia wewnętrznego kultura traci swoją istotę, jest jakby ciało, które
nie znalazło jeszcze swej duszy. Do czego jest zdolne człowieczeństwo bez życia wewnętrznego?
Niestety, znamy bardzo dobrze odpowiedź. Kiedy brak jest ducha kontemplacji, nie obroni
się życia i następuje wypaczenie wszystkiego, co ludzkie".
Papieskie przemówienie na spotkaniu z młodymi Hiszpanami uznano za jedno z najlepszych w
zbliżającym się do ćwierćwiecza pontyfikacie. Wzywał młodzież do
"urzeczywistnienia wielkiego marzenia: narodzin nowej Europy ducha. Europy wiernej
swym korzeniom chrześcijańskim, nie zamykającej się w sobie, ale otwartej na dialog i
współpracę z pozostałymi narodami ziemi; Europy świadomej tego, że została powołana,
aby była latarnią cywilizacji i bodźcem postępu dla świata".
Zwracał się do zgromadzonych bezpośrednio, nawiązując z każdym niemal osobisty
kontakt (na koniec wielu uczestników, a nawet kilku policjantów płakało):
"Kochani młodzi, wiecie dobrze, jak bardzo leży mi na sercu pokój na świecie.
Spirala przemocy, terroryzm i wojna powodują, jeszcze w naszych dniach, nienawiść i śmierć.
(...) Dlatego chcę dzisiaj zobowiązać was, abyście byli twórcami i architektami
pokoju. Odpowiedzcie na ślepą przemoc i nieludzką nienawiść, pociągającą siłą miłości.
Zwyciężajcie wrogość siłą przebaczenia. Trzymajcie się z daleka od wszelkich form
przesadnego nacjonalizmu, rasizmu i nietolerancji. Świadczcie swoim życiem, że idei się
nie narzuca, ale że się je proponuje. Nigdy nie dajcie się zwyciężyć złu!".
Papież nie tylko wyznaczał młodym zadania, ale utwierdzał ich w poczuciu własnej
wartości. Nazwał ich - jak podczas ubiegłorocznego spotkania w Kanadzie - "strażnikami
poranka", "ludem błogosławieństw" i "żywą nadzieją Kościoła i
Papieża". Nie unikał powoływania się na własne doświadczenia: "Zostałem
wyświęcony na kapłana, gdy miałem 26 lat. Od tamtego czasu minęło 56 lat. Spoglądając
za siebie i wspominając te lata swego życia, mogę zapewnić was, że warto poświęcić
się sprawie Chrystusa i z miłości do Niego, poświęcić się w służbie człowiekowi.
Warto dać życie za Ewangelię i braci!".
Gdy papieski ceremoniarz, bp Piero Marini nakazał odnieść po błogosławieństwie
mikrofon, Jan Paweł II zdecydowanym ruchem dłoni kazał go przynieść z powrotem. Chciał
jeszcze powiedzieć młodzieży: "Do jutra!".
*
Papieska pielgrzymka nie odwróci sekularyzacyjnych tendencji w Hiszpanii ani na Zachodzie
Europy. Ale nie taki był cel tej wizyty. Jan Paweł II chciał, by na Starym Kontynencie
nigdy nie zabrakło świadków Chrystusa. Nie muszą stanowić większości w społeczeństwie,
ale muszą działać wedle reguł Ewangelii, nie traktując wybiórczo zawartych w niej
zasad. Narody zaś nie powinny zapominać o swych religijnych korzeniach, które przed
wiekami decydowały o ich cywilizacyjnej żywotności. Papież chciał ośmielić katolików,
by nie wstydzili się własnej wiary, by nie traktowali jej jak reliktu przeszłości. Na
zakończenie uroczystości na Placu Kolumba Jan Paweł II powiedział mocnym głosem:
"Oni, młodzi, są wielką nadzieją przyszłości Hiszpanii i Europy chrześcijańskiej!
Przyszłość należy do nich. Wracam do Rzymu zadowolony. Żegnaj Hiszpanio! Żegnaj
Madrycie! Niech Bóg wam błogosławi!".
Tłumaczenia za KAI
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|