adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 19 (2809)
11 maja 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Listy


Oswoiliśmy śmierć

Mama zmarła nagle. Na atak serca. Wezwała pogotowie do Taty, który, jak się potem okazało, miał wylew. Nie byłam przy Niej. Mieszkam za daleko od Gołdapi. Od wylewu, spowodowanego guzem przerzutowym, do śmierci Taty w hospicjum w Jaślicach koło Olecka minęło równo sześć tygodni. Tato spędził je z nami, czyli moimi dziećmi (19, 22 i 25 lat), bratanicą (19 lat) i ze mną w szpitalach i hospicjum (reszta rodziny odwiedzała Tatę). Oswoiliśmy śmierć i umieranie, choć, gdy patrzę wstecz, baliśmy się, niezależnie od wieku, tej pierwszej nocy w szpitalu. Pamiętam jednak nie tylko lęki, także to, że było nam dane przebywać z Tatą. Dzieci stały się bardziej dojrzałe, nauczyły się rozmowy o trudnych, ostatecznych sprawach, cierpliwości i zrozumienia chorego człowieka. Zobaczyły w udręczonym do granic możliwości ciele tego samego Dziadka, który wprowadzał je w świat.

Gdy widziałam dzieci w szpitalu (wymienialiśmy się około 12-13 w południe), które opiekując się Dziadkiem zdawały egzaminy sesyjne, spędzały przerwę międzysemestralną i ferie szkolne - gdy widziałam ich spokój, radość z przebywania z Dziadkiem i opanowanie trudnej sztuki pomocy Mu, ton i sposób rozmowy z Dziadkiem, gdy potem - z powodu ,,pocących się oczu" wychodziłam na korytarz szpitalny - byłam wdzięczna Bogu za to, że na naszej drodze postawił wspaniałego lekarza, panią dr Prażmo-Fiałkowską. To ona na nasze pytanie, co możemy jeszcze dla Taty (Dziadka) zrobić, odpowiedziała: ,,Być, być przy Nim". To, że Dzieci odpowiedziały razem ze mną na to wezwanie, że tak dojrzale do tego podeszły, było moją wielką radością. Słowa pielęgniarek i lekarzy, uśmiechy i rozmowy pacjentów dodawały mi sił.

I potem ostatni, krótki, bo zaledwie trzydniowy etap życia Taty - przystanek w hospicjum. Byłam wdzięczna pani doktor, że skierowała tam mojego Tatę, że sama wszystko załatwiała, choć na pewno nie musiała tego robić... Pozwolono mi przy Nim być do końca, podano zapałki, abym mogła zapalić gromnicę, pozwolono pożegnać się z Nim sam na sam (,,tak długo jak pani będzie chciała"), potem wykręcano za mnie kolejne numery telefonów, a na koniec - poczęstowano ogromnym kubkiem doskonałej herbaty owocowej z dodanymi listkami mięty. Na zawsze to zapamiętam. I choć nadal boli, wiem, że warto ,,oswoić śmierć", warto ,,być" - bo wtedy, proszę mi wierzyć, dużo więcej się dostaje, niż daje.

Na koniec wielka prośba skierowana do bliskich osób, które umierają: nie bójcie się być przy nich, nie zamykajcie się w swoim cierpieniu, pomóżcie im swoją obecnością, naprawdę wiele otrzymacie, wiele się nauczycie i wiele dowiecie się o sobie, swoich reakcjach i możliwościach. Czy potem będzie łatwiej? Może nie, ale inaczej będzie spoglądać na zdjęcie, słuchać głosu zapisanego na taśmie, rozpamiętywać wspomnienia. Gdzieś zginie uczucie niepokoju. I jeszcze jedno. Dziękuję tym Wnuczkom i Wnukom mego Taty, którzy swoją postawą pokazali, że Młodzież - to brzmi dumnie.

KRYSTYNA SZCZEŚNIAK
(Gdańsk)


Być może

Gdyby współcześni "prawdziwi" obrońcy czystości wiary i autorytetu Kościoła żyli 3 tys. lat temu, zapewne staraliby się nie dopuścić do szeregu popełnionych wówczas "błędów".

Poproszono by św. Piotra, aby wyjazd do zdeprawowanego i bezbożnego Rzymu, oraz późniejsze związanie się z tym miastem, uzależnił od uzyskania uprzedniego zapewnienia o akceptacji prawd i zasad, które zamierza głosić. Autorzy Ewangelii, Dziejów oraz Listów Apostolskich prawdopodobnie nie mogliby zamieszczać informacji o błędach i zadrażnieniach w gronie ówczesnej hierarchii (zaparcie się św. Piotra, spory o pierwszeństwo, nieporozumienia między św. Pawłem a św. Markiem i Barnabą). Tego rodzaju sprawy powinny być przecież omawiane i załatwiane w zamkniętym kręgu kierownictwa. Ujawnianie ich szerokiemu ogółowi szkodzi autorytetowi Kościoła. Wiedząc o udziale św. Pawła, przed jego nawróceniem, w prześladowaniach wyznawców Chrystusa, czyniono by starania o niedopuszczenie go do zajęcia wysokiej pozycji w Kościele i uznania za Apostoła Narodów.

Być może udałoby się również nie ujawniać przykrego faktu, że wszyscy Apostołowie byli Żydami (pobożna osoba przekonywała mnie, że to nieprawda, bo byli Galilejczykami!).

JERZY SĘDZIMIR
(Kraków)


Przed odkryciem Ameryki

W tekście ,,Wirusowe trzęsienie ziemi" (,,TP" nr 15/2003) Jacek Kubiak twierdzi, że ,,Indianie odpłacili się nieświadomie zarażeniem Europejczyków kiłą. Powodujący ją krętek blady wywołał na Starym Kontynencie wielką epidemię pod koniec XV w. po zwycięskim powrocie Krzysztofa Kolumba". Mit ten obalił już w latach 30. prof. UJ Franciszek Walter (1885-1950) - wybitny wenerolog, dermatolog, historyk medycyny, znawca sztuki i badacz zjawisk wpływających na rozwój chorób o znaczeniu społecznym. W książce "Wit Stwosz, rzeźbiarz chorób skórnych" (1933) opisał pod kątem naukowo-

-lekarskim rzeźby autora ołtarza w krakowskiej Bazylice Mariackiej. Właśnie w postaciach wyrzeźbionych na ołtarzu, który, jak wiemy, powstał przed wyprawą Kolumba do Ameryki, prof. Walter doszukał się objawów późnej kiły.

WIT RADWAŃSKI
(Nowy Targ, woj. małopolskie)


Nie obalałbym jeszcze, na podstawie rzeźb Wita Stwosza, hipotezy amerykańskiego pochodzenia kiły. Pewne objawy chorobowe, odnajdywane w rzeźbach twórcy z Norymbergi, mogą sugerować "możliwość" istnienia kiły w Europie przed odkryciem Ameryki. Nie ma jednak naukowego dowodu istnienia kiły w czasach Stwosza, tak jak nie ma dowodu na to, że jej epidemię, która wybuchła po powrocie Kolumba, przywieziono z Ameryki. Obie tezy są dyskusyjne i oparte na podejrzeniach lub przypuszczeniach.

JACEK KUBIAK


Najstarsze liceum

Z uwagą przeczytałem tekst pani Edyty Mętel "Młodzieży portret własny" ("TP" nr 16/2003). Chciałbym sprostować jedną informację. Pierwsze Liceum Ogólnokształcące im. Nowodworskiego w Krakowie nie jest najstarszym liceum w Polsce. Bartłomiej Nowodworski (ok. 1552-1625) jest fundatorem i patronem tej szkoły, tymczasem na wiele lat przed tym faktem powstała w Poznaniu, przy kościele farnym p.w. św. Marii Magdaleny, szkoła parafialna, którą zezwolił erygować Radzie Miasta Poznania przywilejem z 1304 r. biskup poznański Andrzej Zaremba. W latach 1573 -1773 szkołę prowadził Zakon Jezuitów jako Collegium Posnanioense Societatis Jesu. Po jego likwidacji, kontynuacją szkoły "Ad Sanctam Mariam Magdalenam" jest Akademia Poznańska (Wielkopolska) istniejąca do 1780 r., następnie w latach 1780-1804 Szkoła Wydziałowa Komisji Edukacji Narodowej. Po odzyskaniu niepodległości szkoła im. św. Marii Magdaleny istniała do 1939 r., a po wojnie do 1950 r. Dopiero po wieloletnich staraniach byłych wychowanków tej szkoły, niewątpliwie najbardziej zasłużonej w kształceniu kadr inteligenckich dla Wielkopolski, udało się w 1990 r. szkołę reaktywować.

O miano najstarszej szkoły średniej w Polsce ubiega się też liceum im. A. Małachowskiego istniejące podobno od 1180 r. (ufundowane przez Dobiechnę, żonę Wojsława, mentora Bolesława Krzywoustego).

ZDZISŁAW J. PIZIO
(Opole)


Lekarz od tyfusu

Podczas wojny, przez ponad 4 lata, pracowałam przy produkcji szczepionki we lwowskim instytucie do walki z tyfusem, prowadzonym przez prof. Rudolfa Weigla. W styczniu 2003 r. Instytut Yad Vashem w Jerozolimie przyznał profesorowi, pośmiertnie, tytuł ,,Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata" za pomoc okazaną Żydom podczas II wojny światowej. Chciałabym przypomnieć przy tej okazji najważniejsze fakty z jego życia.

Prof. Weigl (1883-1957), odkrywca szczepionki przeciw tyfusowi plamistemu, należał przed wojną do grona najwybitniejszych uczonych pracujących nad tym problemem. Profesor nie przyjął ani propozycji Rosjan, oferujących mu tytuł akademika Wszechzwiązkowej Akademii Nauk w Moskwie, ani Niemców, zachęcających go do objęcia katedry na uniwersytecie w Berlinie i kuszących propozycją zgłoszenia jego osoby do Nagrody Nobla. Mimo nacisków nie podpisał Reichslisty, ponieważ z wyboru, mimo pochodzenia austriacko-czeskiego, czuł się Polakiem. Obawiając się choroby, Niemcy pozwolili profesorowi kontynuować pracę w instytucie i dali mu pełną swobodę w doborze pracowników. Dlatego wśród laborantów, karmicieli wszy i innych pracowników znaleźli się m.in.: prof. Stefan Banach (matematyk), Józef Chałasiński (socjolog), Zbigniew Herbert (poeta), Artur Hutnikiewicz (literaturoznawca), Jerzy Kuryłowicz (językoznawca), Henryk Mosing (bakteriolog), Eugeniusz Romer (geograf), Stanisław Skrowaczewski (kompozytor i dyrygent), Andrzej Szczepkowski (aktor). Szczepionki przeciwko tyfusowi przewożono do gett lwowskiego i warszawskiego, oddziałów AK oraz do obozów w Majdanku i Oświęcimiu. Był to człowiek wielkiego serca i odwagi, który w latach wojny uratował wiele tysięcy ludzi.

(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)

List-wspomnienie o prof. Weiglu publikowaliśmy też w "TP" nr 45/2002.


Zakładnicy nędzarzy

W listopadzie 2002 r. zmieniono podział administracyjny Warszawy, likwidując gminy, które do tej pory wspierały finansowo działalność na rzecz ludzi bezdomnych. Do tego w planach budżetu na rok 2003 poprzednie władze nie uwzględniły pieniędzy dla organizacji pozarządowych pomagających bezdomnym, choć prowadzą one wszystkie placówki dla tych osób. Dotacje, jakie otrzymywała Wspólnota "Chleb Życia" na trzy warszawskie domy, stanowiły 30 proc. kosztów ich utrzymania. Od listopada walczyliśmy o pieniądze. Otrzymaliśmy je w końcu lutego i to dużo mniej niż w roku ubiegłym, na pierwsze cztery miesiące. W takich sytuacjach jesteśmy bezradni.

My nie możemy zamknąć schronisk i wyrzucić ludzi na bruk. Nie możemy też kierować bezdomnych do placówek miejskich, ponieważ takich po prostu nie ma. Jesteśmy zakładnikami nędzarzy, dlatego nasza bezradność i gniew narasta. Beztroska i bezkarność ludzi, których zadaniem jest służba społeczna dla dobra ogółu, jest z roku na rok większa. Organizacje pozarządowe wykonują zadania należące do państwa lub samorządu dużo taniej, a traktowane są jak natrętni żebracy w kolejce do społecznej kasy. Ile wysiłku, czasu i pieniędzy kosztowało nas wywalczenie należnych biedakom pieniędzy! (telefony, podróże). W Warszawie latami organizacje wypracowywały razem z poprzednimi władzami system pomocy bezdomnym (Wspólnota pracowała nad tym 12 lat). Dzięki temu nie ma już matek z dziećmi na ulicy, chorzy są leczeni, ludzie dostają nie tylko jedzenie i dach nad głową, ale także pomoc specjalistów w załatwianiu spraw. Wielu może wrócić do społeczeństwa. Ten system jest obecnie zagrożony. Stawia to przed nami pytanie o sens współpracy z władzami oraz głębsze pytanie o miejsce ubogich w społeczeństwie i nasz do nich stosunek.

S. MAŁGORZATA CHMIELEWSKA
przełożona Wspólnoty "Chleb Życia"


PS. W pierwszym kwartale 2003 r. przyjęliśmy do domów Wspólnoty 332 osoby bezdomne, w tym 76 dzieci, choć jest u nas tylko 240 miejsc. Poprzez fundusz stypendialny przekazaliśmy młodzieży szkolnej 68155 złotych. Wszystkim, którzy chcieliby nam pomóc, podajemy numer konta Wspólnoty:

Bank Spółdzielczy w Raszynie
80040002-1270-27006-11-1.


List został przedrukowany za biuletynem Wspólnoty "Chleb Życia" z kwietnia 2003 r.

 


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny