Podróż do Czerniowiec
Lektor
• Imre Kertész: KADYSZ ZA NIENARODZONE DZIECKO - ""Nie!" - odpowiedziałem
bez namysłu, gwałtownie, szybko i jakby instynktownie"... Odmowa, od której
narrator rozpoczyna swój monolog, powtarzana będzie przezeń wielokrotnie. To najpierw
odmowa posiadania dziecka, która doprowadziła do rozpadu jego małżeństwa, ale także
coś znacznie więcej: odmowa prostej akceptacji własnego istnienia, odrzucenie
powszechnie przyjmowanych społecznych reguł. Nie znaczy to, że bohater Imre Kertésza
jest anarchistą obnoszącym się ze swoim sprzeciwem wobec świata; nie, prowadzi raczej
specyficzne "pół-życie", podszyte nerwicowym lękiem. Bytuje najpierw przez
lata w sublokatorskim pokoju, później w norze na czternastym piętrze bloku położonego,
jak pisze, "w odbycie miasta", przypadkowo zresztą w miejscu, które łączy się
dlań z ponurymi raczej wspomnieniami ("czternaście kondygnacji nad moim dzieciństwem").
Znajduje ucieczkę w pisaniu i w pracy tłumacza, a pochłaniająca go praca ściśle łączy
się z jego kondycją, jest "niczym innym, jak kopaniem, konsekwentnym kopaniem
grobu, który inni zaczęli kopać dla mnie w powietrzu".
"Grób w powietrzu" to oczywiście kryptocytat z "Fugi śmierci" Paula
Celana, jednego z najwspanialszych wierszy napisanych po Auschwitz i po Zagładzie.
Bohater "Kadyszu...", tak jak i sam autor powieści, jest Żydem, byłym więźniem
obozu. Powojenna sublokatorska wegetacja stanowi dlań jakby przedłużenie pierwszych
"słodkich, ostrożnych chwil wolnego obozowego życia", kiedy "zamiast
niosących zniewolenie żołnierzy pojawili się żołnierze wyzwoliciele", i kiedy
żył, "jak gdyby w każdej chwili mogli wrócić Niemcy". Dręczy go "stan
całkowitego wyobcowania (...) niczym całkowita bezdomność, nie wiedząca niczego o
jakimkolwiek opuszczonym, czekającym na mnie domu". Nie umie znaleźć na nią rady:
"często, będąc w takim stanie, zadawałem sobie pytanie, czy takim domem nie byłaby
dla mnie na przykład śmierć. Tylko że, odpowiadałem sobie po wielekroć, wówczas
musiałbym uwierzyć w życie pozagrobowe, a kłopot w tym, że nie potrafię uwierzyć
nawet w życie na tej ziemi"...
| Imre Kertész, rocznik 1929, ubiegłoroczny laureat Nobla, pierwszy w literaturze węgierskiej,
znany jest u nas z wydanego na parę miesięcy przed decyzją sztokholmskiego jury
"Losu utraconego" (wyd. węgierskie 1975), historii kilkunastoletniego Żyda z
Budapesztu, który trafia do Auschwitz i Buchenwaldu. "Los..." otwiera
"trylogię ludzi bez losu", zamkniętą właśnie "Kadyszem..." (wyd.
węgierskie 1990); jej część środkowa, "Fiasko", ma się wkrótce także
ukazać po polsku. (Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2003, s. 156. Przełożyła Elżbieta
Sobolewska.) |
|
W tej wizji rzeczywistości Auschwitz nie jest czymś "nie do wytłumaczenia",
przeciwnie, "już od dawien dawna, kto wie, od ilu stuleci, wisi w powietrzu, niby
ciemny owoc dojrzewający w roziskrzonych promieniach hańby, czekając, by wreszcie spaść
na ludzi". Mieści się w logice świata, w którym - jak mówi bohater
"Kadyszu..." - "kiedy zbrodniczy szaleniec zamiast w domu wariatów albo w
więzieniu znajdzie się na kanclerskim urzędzie czy zostanie przywódcą, natychmiast
widzicie w tym coś interesującego, oryginalnego, nadzwyczajnego i nie macie odwagi nawet
w duchu się przyznać, że szukacie w nich wielkości, aby nie czuć się małymi".
Każdy zły czyn "można podobnie jak równanie matematyczne z czegoś wyprowadzić;
wyprowadzić z czyjegoś interesu, żądzy zysku, zaspokojenia takich czy innych instynktów,
a jeśli nie, to z szaleństwa, paranoi, depresji, piromanii, sadyzmu, zboczeń i
morderstw, megalomanii...". Naprawdę irracjonalne jest - ciągnie dalej przewrotnie
narrator - nie zło, ale dobro: "mnie od bardzo dawna interesuje nie życie dyktatorów,
ale życie świętych, ono wydaje mi się ciekawe i niepojęte, ich życia nie potrafię
sobie racjonalnie wytłumaczyć"... I opowiada pewną historię z obozu: podczas
transportu chorych jego racja żywnościowa trafiła do innego więźnia, wychudzonego jak
szkielet "pana nauczyciela" - on jednak ją oddał, rezygnując z dodatkowej
szansy na przetrwanie. Ten właśnie gest, zaprzeczający racjonalnym zasadom
funkcjonowania fabryki śmierci, stanowi najjaśniejszy punkt mrocznego monologu Kertészowego
bohatera.
*
• Jerzy Snopek: WĘGRY. ZARYS DZIEJÓW I KULTURY - potomkowie Madziarów, którzy w 896
roku osiedlili się w żyznej Kotlinie Naddunajskiej, do dziś mówią językiem całkowicie
odmiennym od swoich słowiańskich, germańskich czy romańskich sąsiadów. "Świadomość
węgierska jest naznaczona silnym piętnem wyobcowania, odrębności, specyficznego
rodowodu. Jest to świadomość narodu, który przed jedenastoma wiekami przybył do
Europy z dalekich stepów azjatyckich" - pisze Jerzy Snopek i właśnie od
przypomnienia trwających do dziś poszukiwań mitycznej praojczyzny Węgrów rozpoczyna
swoją książkę. Nie jest to zwykły podręcznik dziejów Węgier: na rusztowaniu faktów
z dziedziny historii politycznej i społecznej rozpięta została żywa i wciągająca
opowieść o specyfice węgierskiej kultury, zwłaszcza - literatury, której autor jest
znawcą. Przez tę opowieść przewija się wątek polsko-węgierskich kontaktów (związkom
literackim poświęcono osobny rozdział), autor porównuje też stale przebieg procesów
dziejowych w obu krajach i przeprowadza interesujące analogie, na przykład pomiędzy
naszym sarmatyzmem a węgierskim "scyto-hunizmem" (dawni Madziarzy za swoich
przodków uważali bowiem zarówno Hunów, jak i Scytów).
Odrębnie potraktowany został wiek XX. Po krótkiej introdukcji, wypunktowującej
najistotniejsze zawęźlenie współczesnej historii Węgier, jaką był upadek monarchii
i drastyczne okrojenie historycznego terytorium kraju na mocy traktatu z Trianon, minione
stulecie ukazane zostało w zwierciadle dwóch biografii. Kardynał József Mindszenty
(1892-1975), prymas Węgier, w 1944 roku, jako biskup Veszprém, bronił Żydów,
krytykował rządy rodzimych faszystów i trafił za to do więzienia. Po wojnie kampanię
propagandową rozpętali przeciw niemu komuniści; aresztowany w grudniu 1948, po okrutnym
śledztwie skazany został w procesie pokazowym. Uwolniony w 1956 roku, po upadku
powstania węgierskiego schronił się w ambasadzie amerykańskiej i przebywał tam do
1971 roku, symbol oporu wobec komunizmu, coraz bardziej niewygodny zarówno dla Amerykanów,
jak i dla Watykanu, który w końcu skłonił go do wyjazdu z Węgier. Imre Nagy
(1896-1958), zdeklarowany komunista, po wojnie jeden z przywódców partii, w latach 50.
orędownik destalinizacji, odsunięty od władzy, powrócił na stanowisko premiera na
fali rewolucji, a po jej upadku został skazany na śmierć i stracony. "Zagadkowa
postać, pełna sprzeczności i paradoksów": współtwórca systemu, który w
krytycznej chwili zdobył się na niezwykłą determinację i został "męczennikiem
w imię lepszych czasów". Jego manifestacyjny powtórny pogrzeb w czerwcu 1989 roku
symbolicznie zamknął epokę komunizmu.
Biografiom Mindszentyego i Nagya towarzyszą zwięźle ujęte sylwetki kilku innych ważnych
postaci: to regent Miklós Horthy (1868-1957); opiekun polskich uchodźców podczas II
wojny József Antall senior (1896-1974); premier Pál Teleki (1879-1941), który samobójczą
śmiercią zaprotestował przeciw udziałowi Węgier w niemieckim ataku na Jugosławię;
wreszcie Endre Bajcsy-Zsilinszky (1886-1944), najpierw faszysta, potem demokrata, skazany
na śmierć przez faszystowski sąd wojskowy. W następnych rozdziałach poznajemy galerię
wybitnych dwudziestowiecznych pisarzy (od Endre Adyego i Zsigmonda Móricza po Imre Kertésza,
Pétera Esterházyego i Pétera Nádasa), artystów i naukowców węgierskich, a w aneksie
umieszczono kilka ważnych dla węgierskiej tożsamości utworów, m. in. średniowieczny
"Lament Maryi" (w przekładzie Mirona Białoszewskiego!), "Wezwanie" Vörösmartyego,
"Hymn" Kölcseya, "Pieśń narodową" Petöfiego i "Zdanie o
tyranii" Illyésa. (Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 2002, s. 456.)
|