|
Koncert pamięci powstańców warszawskiego getta
Pokój z Tobą
Tomasz Cyz
Szkoda, że w Warszawie nie wykonano oratorium Arnolda Schönberga "A survivor from
Warsaw / Ocalały z Warszawy". Mielibyśmy trzy punkty: odległy i wyrażający radość
("Israel" Blocha), najtragiczniejsze wspomnienie shoah (Schönberg), wreszcie
obraz najbardziej palący i współczesny ("El maale rahamim..." Knittla).
Pierwsze było słowo mówione. Prezydent Aleksander Kwaśniewski, odznaczając stopniem
oficerskim czwórkę uczestników Powstania w getcie, przypomniał słowa Marka Edelmana:
"wiedzieliśmy, że nie jesteśmy w stanie wygrać. Ale decydowaliśmy się iść po
słonecznej stronie, myśląc o wartości takich słów jak godność i wolność". Mówił
także o pamięci Holokaustu: "Dzieło sztuki jest w stanie opisać z całą siłą
horror tamtych dni, abyśmy mogli zobaczyć świat oczami prześladowanego człowieka".
Prezydent Izraela Mosze Kacaw mówił o głębokiej ranie powstałej na ciele żydowskiego
narodu, ranie, która ciągle jeszcze krwawi. "Powstanie było próbą buntu ludzi
pozbawionych jakichkolwiek środków i nadziei na zwycięstwo (...) było rozpaczliwym
wyrazem woli życia, a także - mimo wszystko - wyrazem wiary w przyszłość".
Przypomniał też "Campo di Fiori" Czesława Miłosza ("...Salwy za murem
Getta / Głuszyła skoczna melodia / ... Łapali skrawki w powietrzu / Jadący na
karuzeli..."), z uznaniem wypowiedział się o podjętej przez polskiego prezydenta
decyzji o wybudowaniu w Warszawie Muzeum Żydostwa Polskiego.
Dalej był niemal Sprechgesang, słowo melorecytowane. Przemówienie Przewodniczącego
Europejskiego Kongresu Żydów Michela Friedmana było bowiem osobiste, nasycone emocją,
naznaczone własnym indywidualnym losem. Słowa wydawały się przechodzić w ukrytą
melodię. Friedman wspominał najbliższych, którzy zawsze mu powtarzali, że trzeba żyć,
na przekór wszystkiemu, bo przecież "dopóki się żyje, ciągle jest możliwość,
a wybór należy tylko do nas".
Wreszcie zabrzmiała muzyka i słowo śpiewane.
*
Ernest Bloch urodził się w 1880 roku, zmarł w lipcu 1959 roku. "Symfonia
"Israel"" na orkiestrę i głosy solowe powstała w 1916 roku, pod wpływem
zataczającego coraz szersze kręgi ruchu syjonistycznego. "Jest świadectwem -
czytamy w programie - emocji narodu żydowskiego związanych z ideami, które miały
doprowadzić w przyszłości do powstania państwa Izrael".
Początek był jasny (żydowska melodia altówki), świetlisty i pogodny, kulminujący się
w radosnym hejnale. Całość wyznaczało kilka segmentów: dramatycznych i ciemnych
(antycypujących mrok śmierci i Zagłady?...), wyciszonych i uspokojonych, scherzowych,
choć ten taniec również miał w sobie coś złowieszczego, szczególnie w rozdartych krótkich
frazach dętych, krzykliwym brzmieniu smyczków. Wreszcie z bezruchu niemal, ze stojącej
przestrzeni harfy i smyczków wyłonił się kolejny hymn, kwartet żeńskich głosów
("Adonai... Hallelujah..."). Wojciech Michniewski prowadził tę muzykę (w której
niewątpliwie wyczuwa się ducha Mahlera) pamiętając o całym bagażu historii,
wydobywając artykulacyjne szorstkości i ostrości. Dzieło, które powstało, by głosić
radość narodzin nowej społeczności, stało się wspomnieniem-modlitwą za zmarłych,
którzy tego momentu nie mogli doczekać.
*
Kantata na chór kameralny, orkiestrę i taśmę Krzysztofa Knittla "El maale
rahamim.../ Boże pełen miłosierdzia..." powstała w 2001 roku pod wpływem sprawy
Jedwabnego.
Poruszające dzieło pisane jest współczesnym językiem (nie tylko dlatego, że kilka
siedzących za mną osób wyszło po pierwszych dźwiękach): świadczy o tym ruchliwość,
nieuporządkowanie, zamierzony chaos materii, w której jednak można wyłowić kilka planów.
Tło stanowi pasmo instrumentów, plama niemal, która zdaje się nieustannie rozpadać na
maleńkie, niekontrolowane drobiny dźwiękowe. Ważną warstwę stanowi śpiew chóru (słyszalny
dopiero po spóźnionym wzmocnieniu elektronicznym) - rozbity, cytujący dwie różne pieśni
żydowskie. Jest jeszcze taśma, na której słychać męski głos odmawiający kadisz,
modlitwę za zmarłych. Nagle śpiew chóru ("Szema Isroel") przechodzi w
Sprechgesang, na tle pisku orkiestry atakuje trąbka. Wreszcie przestrzeń uspokaja się,
nieruchomieje, chóralny fragment a capella (jedną warstwę stanowi śpiew w języku
hebrajskim, drugą - w polskim) prowadzi do zakończenia. Padają słowa: "Boże,
przebacz nam nasze winy". Cisza.
*
Usłyszeliśmy jeszcze Psalm 130 ("Z głębokości wołam do Ciebie, Panie...")
w wykonaniu głównego kantora Związku Wyznaniowego Gmin Żydowskich w Polsce Symchy
Kellera. Jego śpiew był surowy, rzadko ozdabiany, niezwykle piękny, choć w tym pięknie
tragiczny, bo brzmiał jak zawodzenie czy płacz. Szkoda natomiast, że nie wykonano najkrótszego
i muzycznie najbardziej skondensowanego wyrazu cierpienia: oratorium "A survivor from
Warsaw / Ocalały z Warszawy" Arnolda Schönberga z 1947 roku. Mielibyśmy trzy
punkty: odległą i radosną przeszłość (Bloch), najtragiczniejsze wspomnienie (Schönberg),
wreszcie obraz najbardziej palący i współczesny, związany z naszą zbiorową winą
(Knittel).
"Świat opiera się na trzech elementach: prawdzie, sprawiedliwości i pokoju" -
powiada Talmud. Prawda jest niekiedy bardzo bolesna, choćby ta o wojennej historii pewnej
podłomżyńskiej wsi. Sprawiedliwość wymaga nie tylko ukarania winnych zbrodni, ale i
tego, by zbrodnia nie była już więcej możliwa. Shalom alehu zaś znaczy - pokój z Tobą.
Koncert dla uczczenia 60-lecia Powstania w getcie warszawskim. ERNEST BLOCH,
"ISRAEL", PSALM 130; KRZYSZTOF KNITTEL, "EL MAALE RAHAMIM...".
Wojciech Michniewski (dyrygent), soliści: Symcha Keller (kantor), Agnieszka Wolska,
Urszula Jankowska, Małgorzata Walewska, Anna Lubańska, Rafał Siwek, Sinfonia Varsovia,
Camerata Silesia. Teatr Wielki - Opera Narodowa, 30 kwietnia 2003.
|