|
„TP”, Nr 19 (2809), 11 maja 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2809/kultura03.php
Krystian Lupa o sobie i swoim teatrze
Porozmawiaj z nim
Piotr Gruszczyński
Wydawnictwo Literackie szykuje edycję dwóch tomów dzienników Krystiana Lupy zatytułowanych
"Dzienniki - Utopia 2". Wprowadzeniem do przebywania z mistrzem sam na sam jest
"Podróż do Nieuchwytnego" - prawie trzystustronicowy tom rozmów z Lupą
przeprowadzonych przez Beatę Matkowską-Święs.
Od dawna nie ukazuje się wspaniała seria "Teorie współczesnego teatru".
Kiedyś dla Wydawnictw Artystycznych i Filmowych redagował ją Konstanty Puzyna. Z
polskich artystów osobnego tomu doczekał się jedynie Witkacy. Nie udało się nigdy
doprowadzić do wydania tomu poświęconego Grotowskiemu czy Kantorowi, z różnych
przyczyn, ale ze skutkiem tym samym. Seria, święta na półkach z książkami każdego
teatrologa, zakończyła żywot. Strata to niepowetowana. Brakuje przecież
systematycznego porządkowania myśli teatralnej. Skoro nie ma wykładu, by tak rzec,
oficjalnego, trzeba sobie dawać radę inaczej, zbierać książki i teksty rozproszone.
Nie wątpię, że Krystian Lupa powinien mieć swój tom w "Teoriach współczesnego
teatru". Przede wszystkim dlatego, że założył nowy rodzaj teatru w Polsce. Piszę
"założył", a nie "stworzył", bo jego artystyczne działania (nie
gesty!) mają moc odmieniania całych struktur myślenia o teatrze i jego zadaniach, nie
ograniczają się jedynie do przedstawień Krystiana Lupy. Co więcej, Lupa uparcie i
konsekwentnie komentuje swoje działania teatralne, opisuje zmagania z materią teatru,
dobija się teatralnych sensów i znaczeń w pisanym regularnie dzienniku. Fragmenty
dzienników publikowane zwykle w programach do przedstawień przybierają czasem formę
bliską manifestom. Jego artystyczna samoświadomość jest bardzo wysoka, stąd wielka
wartość tekstów komentujących sceniczne poczynania.
"Ta książka jest wstępem do Utopii 2, mojej najistotniejszej wypowiedzi dotyczącej
problemów i tajemnic teatru" - napisał Lupa na ostatniej stronie okładki
"Podróży do Nieuchwytnego". Majeutyczna w metodzie Matkowska-Święs
nieagresywnie pobudza intymny dialog. Mimo pośrednictwa autorki ma się wrażenie
osobistej rozmowy z Lupą. Ktoś tylko wyręcza w zadawaniu pytań, które samemu też
chciałoby się zadać. Ale największą zaletą rozmów Matkowskiej-Święs jest klarowność
wywodu i trzymanie rozmowy w ryzach. Lupa, kiedy mówi, jest charyzmatyczny, porywający.
Słuchanie go jest łatwe, a najbardziej nawet skomplikowane wypowiedzi słuchacze
przyswajają z łatwością. Czym innym jednak jest słowo mówione, a czym innym pisane.
Spisywany z taśmy wywiad czy wypowiedź tracą pęd nadany przez mówiącego. Zaczynają
mętnieć i rozsypują się. Trzeba kunsztu i cierpliwości, żeby tekstowi napisanemu
przywrócić siłę wypowiedzi Lupy. W "Podróży do Nieuchwytnego" to
nieuchwytne udało się zatrzymać i ocalić.
Jedenaście trójdzielnych rozdziałów traktuje przede wszystkim o pracy i relacjach z
aktorami. Duża część rozmów toczyła się w czasie, kiedy Lupa pracował nad
"Mistrzem i Małgorzatą" - przedstawieniem dla jego teatru kryzysowym, w którym
doszło do wypiętrzenia nowych formacji teatralnych, zbudowania nowych relacji między
aktorem i postacią, do kolejnej rozprawy z narracyjnymi strukturami. Może właśnie
zmaganie z tekstem Bułhakowa daje prowadzącej rozmowę szansę poznania podstaw
aktorskiej alchemii. Lupa nie opowiada bowiem o uniesieniach i błyskach pracy z aktorem.
Przeciwnie, ukazuje żmudną naturę dochodzenia aktora do postaci. Proces wymagający
klasztornych prawie warunków, najwyższego skupienia i izolacji od codzienności, skazany
na nieustające klęski i zerwania wynikające z konieczności powracania aktorów do świata,
do życia, do domów. To obłędna historia utopijnego dążenia, które w nieuchronnej życiowej
niedoskonałości daje niezwykłe rezultaty. "Dzieło, które chce powstać, ma własny
instynkt samozachowawczy i tak długo będzie oszukiwało i dręczyło artystę, aż w końcu
wymusi na nim swoje." Może dlatego dążenie ma sens mimo wszystko? Dzieło wymusza
przecież nie tylko na reżyserze. Wymusza także na aktorach.
Wypowiedzi Lupy często dotyczą konkretnych przedstawień. To prawdziwe rewelacje dla
wszystkich, którzy śledzą jego dzieło, a jest ich wielu, bo przecież to teatr, który
ma swoją widownię i swoich wyznawców. Znaleźć tu można też zwierzenia bardzo
osobiste. Właściwie sama rozmowa o teatrze w wypadku Lupy staje się intymna,
niedyskretna, a jednak artysta wchodzi w sprawy jeszcze bardziej osobiste: mówi o swoim
homoseksualizmie i możliwościach, jakie daje taka perspektywa. Czy mam jeszcze dodać,
że Lupa okazuje się rozmówcą odważnym?
Myli się jednak ten, kto sądzi, że po lekturze wywiadu-rzeki (jak te rzeki się u nas
skompromitowały, Lupa przywraca wiarę w sens tego rodzaju książek) przeniknie tajemnicę
teatru Krystiana Lupy. To najważniejsza rzecz w całej książce: geniusz tego teatru
pozostaje niepoznany nawet dla samego twórcy, który próbuje głośnym myśleniem dotrzeć
do jego struktury. Lupa mówi: "Znam pytania, ale nie znam odpowiedzi". Idąc na
próby nigdy nie zabiera ze sobą gotowych wizji, rozwiązań. Praca nad spektaklem nie
jest bowiem procesem realizacji, ale badania, dociekania. Jest podróżą do
Nieuchwytnego, tak jak życie jest podróżą do nieodgadnionej zagadki śmierci. Co więcej,
"artysta jest, tak naprawdę, twórcą dzieł ponad swoją miarę", a
"spektakl wymaga prawdy jako koniecznego pokarmu". Tworzenie teatru okazuje się
zadaniem nie tylko artystycznym, ale przede wszystkim głęboko filozoficznym. I dalej:
"twórczość to alchemiczny proces, w którym to, co najważniejsze, jest kreacją
materii powstającą w ciemności"
Czytając książkę szukałem w niej wskazówek do mierzenia się z tym, co nowe i
zaskakujące w przedstawieniach Lupy, który brzydząc się wirtuozerią dokonuje
rozmontowania własnej formy. Świadczy o tym dobitnie "Azyl" i "Stosunki
Klary" - dwa nowe spektakle. Żywiołem, w którym "pracuje" Lupa, zawsze
był chaos. Teraz jednak zaczyna odgrywać on coraz większe znaczenie w jego sztuce. Oto
kilka wskazówek, które pomagają odnaleźć szlak w nieokreśloności. "Bardziej
nas fascynuje to coś miałkiego, niedookreślonego, co zdarza się między ludźmi, niż
wielkie, wzniosłe i patetyczne zdarzenia, które do tej pory znaczyły i wartościowały
tak zwane tragedie." "W tej chwili nastał czas pogłębienia intuicyjnych gestów.
One mają większą wagę. Bardziej się ich oczekuje niezależnie od tego, czy jest się
tego świadomym czy nie." "Coraz bardziej jesteśmy zafascynowani tym
najpierwotniejszym etapem, w jakim jawi nam się duchowa treść".
Lupa dąży do Nieuchwytnego bezkompromisowo, narażając się nawet na zarzuty utraty
talentu czy teatralnego azymutu. Z rozmów z Beatą Matkowską-Święs widać jasno, że
ciemność gęstnieje, im bardziej próbujemy ją rozświetlić. To nie tylko cecha
osobowości Lupy i jego sposobu postrzegania świata, to także cecha naszych czasów, które
spazmatycznie uciekają od mroku i tego, co można w nim znaleźć. Lupa uparcie się w
nim pogrąża. Wcale nie dlatego, że jest pięknoduchem. Przeciwnie. Jest jednym z
nielicznych odważnych, których stać na to, by trzymając nas mocno za rękę, opisywać
nędzę naszych czasów, karlejącej duchowości, egzystencji, która traci wymiar
tragiczny, i prowadzić w stronę Tajemnicy, która jest jedynym ratunkiem dla człowieczeństwa.
Ostatnia nasza szansa: uchwycić się Nieuchwytnego.

Beata Matkowska-Święs, "Podróż do Nieuchwytnego - rozmowy z Krystianem Lupą",
Kraków 2003, Wydawnictwo Literackie.
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|