adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 19 (2809)
11 maja 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Profesjonalizacja armii to szansa na pozyskanie kadry dla reform wojska


Jakość nie ilość

Stanisław Koziej


Polityka kadrowa armii polskiej oparta jest na strategicznie nieaktualnym modelu sił zbrojnych: modelu wojska z poboru. Już niedługo mało kto w Europie będzie utrzymywał takie wojsko. Polska armia potrzebuje zatem nowej polityki kadrowej i jasnej, dalekosiężnej wizji sił zbrojnych: racjonalnej operacyjnie i atrakcyjnej zawodowo. Podstawowym elementem takiej wizji powinna być armia zawodowa.

Wszystkie ważniejsze konflikty zbrojne w okresie pozimnowojennym (Zatoka Perska, Kosowo, Afganistan, obecnie Irak) uwidaczniają znaczenie jakości sił zbrojnych. To ona decyduje o sukcesie na froncie. Na jakość armii w dużym stopniu wpływa jej stan techniczny i organizacyjny, ale przesądza o niej żołnierz, zwłaszcza kadra dowódcza.

Korpus zawodowy naszej armii przez ostatnie 15 lat przechodzi trudną transformację strukturalną - to ciągła operacja przeprowadzana na żywym organizmie. Redukcje, obniżanie statusu, pauperyzacja i, co chyba najbardziej stresujące, niepewność jutra - to czynniki kształtujące kondycję kadry dowódczej polskiej armii. W takich warunkach trudno o normalną pracę i służbę.

Tymczasem bez maksymalnego i świadomego zaangażowania kadry niemożliwa jest modernizacja wojska i dostosowywanie go do wyzwań XXI w. Utopią jest założenie, że można reformować wojsko bez udziału kadry, a nawet wbrew niej. Jedynie utożsamianie się żołnierzy z programem przebudowy sił zbrojnych i aktywne ich włączenie się w jego realizację, może dać nie tylko nadzieję na uniknięcie marnotrawienia nakładów państwa na obronność (co wydaje się być celem minimum), ale i stworzyć szansę na ich optymalne spożytkowanie.

Podstawowe założenia polityki kadrowej w Wojsku Polskim oparte są na strategicznie nieaktualnym modelu sił zbrojnych: modelu wojska z poboru. Tymczasem podstawowym warunkiem właściwej polityki kadrowej i jednocześnie warunkiem zaangażowania się kadry w modernizację wojska jest jasna i dalekosiężna wizja sił zbrojnych; racjonalna operacyjnie i atrakcyjna zawodowo. Podstawowym elementem takiej wizji powinna stać się armia zawodowa. Drugim - radykalna modernizacja organizacyjno-technologiczna, możliwa po przyjęciu strategii przeskoku generacyjnego, tj. pominięcia w rozwoju wojska jednej generacji rozwiązań organizacyjno-technicznych.

Nawet pobieżny obserwator nie ma wątpliwości, że kończy się era armii z poboru. Już niedługo - w perspektywie dekady - mało które państwo w Europie będzie utrzymywało takie wojsko. Zanosi się jednak na to, że wśród tych państw, z niezrozumiałych powodów, będzie Polska.

Państwa decydujące się na profesjonalizację armii kierują się potrzebą dyspozycyjności sił oraz ich zdolności i gotowości do szybkiego reagowania na różnorodne zagrożenia kryzysowe, koniecznością obsługi coraz bardziej złożonych systemów uzbrojenia, wzrostem znaczenia jakości indywidualnego przygotowania żołnierzy (jakość, nie ilość), roli samodzielnego działania począwszy od najniższych szczebli dowodzenia i umiejętności współdziałania na polu walki.

Przeciwnicy profesjonalizacji armii często podnoszą kwestię dużych kosztów takiego rozwiązania. Zgoda, armia zawodowa nie jest bezpośrednio tańsza od armii z poboru, gdy porównujemy siły zbrojne o takiej samej liczebności. Ale, gdy uwzględnimy wszystkie społeczne koszty pośrednie w skali całego państwa, armia zawodowa okazuje się tańsza. Za te same pieniądze uzyskuje się sumarycznie większy potencjał bojowy (efekt jakości) niż w wyniku przeznaczenia ich na armię z poboru. Armia zawodowa jest - innymi słowy - bojowo i ekonomicznie efektywniejsza.

W polskich warunkach szczególne znaczenie ma jeszcze inny argument. Otóż jest to następna - po uprzednich nadziejach związanych z członkostwem w NATO - szansa na poderwanie kadry do wysiłku modernizacyjnego. A troska o pozyskanie kadry dla trudnych reform ma znaczenie kluczowe. Nie przypadkiem we wszystkich programach restrukturyzacyjnych armii zachodnich (nie tylko my się restrukturyzujemy, wszyscy to robią) na jednym z pierwszych miejsc wśród priorytetów modernizacyjnych jest troska o żołnierza, jego warunki życia i służby, mało - o jego rodzinę! Wystarczy zajrzeć do pierwszego z brzegu programu obronnego któregokolwiek państwa NATO. Wszelkie inne zmiany organizacyjne i techniczne są tam programowane tak, aby nie zatracić tego, co zawsze było, jest i będzie największą wartością wojska: wyszkolony i zaangażowany żołnierz.

Armia zawodowa umożliwiłaby zupełnie nowe podejście obecnego korpusu kadry zawodowej do przekształceń. To nie musiałby być "siłowy" proces, znaczony arytmetycznym amokiem pozbywania się ludzi wykształconych i przygotowanych do służby, w tym nawet młodych, tylko dlatego, że "sufitowo" założyliśmy 50 procentowe uzawodowienie 150 tysięcznego wojska, korygując potem nieco ten wskaźnik wzwyż. Dlaczego zatrzymaliśmy się akurat na 50 lub 60 proc., tego nikt nie uzasadnił i nie uzasadni. Zastąpienie tych sztucznych wskaźników wizją pełnej stuprocentowej profesjonalizacji dałoby możliwość ewolucyjnego, naturalnego przekształcania struktury dotychczasowych zasobów kadry oraz czas na przygotowanie dodatkowej liczby żołnierzy zawodowych i kontraktowych o najniższych stopniach, stosownie do przyszłych potrzeb etatowych.

Obecna polityka kadrowa w wojsku da się sprowadzić do poszukiwań rozwiązania dylematu: jak zredukować istniejący korpus żołnierzy zawodowych, przy jednoczesnej zmianie jego struktury wewnętrznej (przede wszystkim przy zmniejszeniu liczby oficerów starszych i zwiększeniu liczby podoficerów).

Jak najszybsze nakreślenie wizji armii zawodowej jest zatem potrzebne do przyjęcia i wprowadzenia zupełnie innej filozofii kadrowej: filozofii pozytywnej, w miejsce dzisiejszej negatywnej; filozofii stwarzania szans, w miejsce dzisiejszej filozofii "beznadziei" przykrych konsekwencji zwykłej arytmetyki. Dałoby to szansę na rozładowanie narastającego napięcia wewnętrznego na tle polityki i praktyki kadrowej w wojsku, napięcia, którego spektakularnym przejawem stał się nie tak dawno rozpaczliwy i beznadziejny gest protestu dowódcy awangardowej dywizji Wojska Polskiego (6 sierpnia 2002 r. płk Ryszard Chwastek, były dowódca 12. Zmechanizowanej Dywizji ze Szczecina wbrew woli zwierzchników zorganizował konferencję prasową, podczas której wypowiedział posłuszeństwo szefowi MON i oskarżył zwierzchników o kierowanie się "układami mafijnymi" w armii.)

W pełni zawodowe siły zbrojne potrzebowałyby z pewnością więcej żołnierzy zawodowych i kontraktowych, niż liczy dzisiejszy korpus kadry (co najmniej o kilkanaście, jeśli nie o kilkadziesiąt tysięcy więcej). Wizja armii zawodowej wymagałaby więc od kadrowców rozwiązania zupełnie innego zadania, a mianowicie: jak zwiększyć obecną liczbę żołnierzy zawodowych, przy jednoczesnej zmianie dotychczasowej struktury kadry.

Co najważniejsze, wizja armii zawodowej dałaby szansę na pozyskanie kadry (a przynajmniej dużej jej części) dla koniecznych jakościowych przemian sił zbrojnych. Jest to podstawowy warunek powodzenia tego procesu.


Prof. Stanisław Koziej jest dziekanem w Prywatnej Wyższej Szkole Businessu i Administracji w Warszawie oraz wykładowcą w Akademii Obrony Narodowej. Do 2001 r. był dyrektorem Departamentu Systemu Obronnego w MON. Wcześniej pracował w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, Sztabie Generalnym i Akademii Obrony Narodowej. Generał brygady w stanie spoczynku.

 


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny