|
Ks. Adam Boniecki
Od nas samych zależy...
,,Słowo Biskupów Polskich w sprawie wejścia Polski do Unii Europejskiej" nie jest
ani klarowne, ani profetyczne. Trudno pojąć, czemu nie mogło być przynajmniej tak
jednoznaczne, jak komunikat Komisji ds. Dialogu między Episkopatem a Polską Radą
Ekumeniczną (fragmenty obu dokumentów publikujemy na str. 2). Trzeba oczywiście pamiętać,
że chodzi o materię, w której opinie naszych pasterzy są dość podzielone - mogliśmy
się o tym przekonać, zbierając materiał do ankiety "Tygodnika Powszechnego".
Samo znalezienie formuły do przyjęcia przez wszystkich jest więc niewątpliwie dużym
osiągnięciem, zwłaszcza, że nie chodzi ani o dogmaty wiary, ani o zasady kościelnej
dyscypliny. Ważne w "Słowie Biskupów" jest przypomnienie, że w akcie
akcesyjnym chodzi o "budowanie wspólnoty" - sprawę bliską duchowi chrześcijaństwa.
Ważne też jest odwołanie się do pozytywnego wobec przystąpienia do Unii stanowiska
Papieża, ale i do podnoszonych przez niego obaw, dotyczących choćby poszanowania
"praw wiary, religii i moralności chrześcijańskiej w zjednoczonej Europie".
Najważniejsze jednak w tym kontekście wydaje mi się przypomnienie, że o zachowanie
tych wartości Papież apeluje nie do Unii Europejskiej, ale do nas. "W dużym
stopniu - napisali Biskupi - od nas samych zależy, w jakim wymiarze słowa te staną się
rzeczywistością".
Andrzej Brzeziecki
"Osioł" mądrzejszy od "Michela"
Polska awansowała do międzynarodowej ekstraklasy - tak oceniana jest propozycja Stanów
Zjednoczonych, aby Polacy administrowali jedną z wojskowych stref administracyjnych w
Iraku. Dowodów zaufania ze strony Ameryki jest więcej: prezydent George Bush ma pod
koniec maja, podczas "międzylądowania" w Krakowie w czasie podróży do
Petersburga, osobiście podziękować Polakom za zaangażowanie w Iraku. Coraz częściej
mówi się również o przeniesieniu do Polski jakiejś części amerykańskich wojsk -
zapewne przede wszystkim eskadr lotniczych, ale nie tylko - z Niemiec, gdzie mimo dowodów,
jakich dostarczyli sami Irakijczycy, uzasadniających usunięcie Husajna siłą, nadal
utrzymują się nastroje (bardzo oględnie mówiąc) niezbyt przychylne Amerykanom.
Wszystko to sprawia, że związanie polskiej polityki zagranicznej z USA (także po
zakupie samolotów F-16) staje się coraz silniejsze. Jeszcze niedawno taki obrót spraw
wywołałby falę zgryźliwych komentarzy ze strony Francji czy Niemiec. Dziś jednak, gdy
prezydent Chirac niemal panicznie próbuje "ocieplić" stosunki z Bushem, zaś
osamotniony kanclerz Schröder zachować twarz - nawet jeśli co innego mówią tyleż złośliwe
co bezsilne komentarze niektórych niemieckich gazet o polskim "trojańskim ośle"
w Unii Europejskiej ("Süddeutsche Zeitung") albo o "mocarstwie z łaski
USA" ("tageszeitung"), pozycja Polski w Europie może tylko rosnąć.
Parafrazując: po 1990 roku przeciętny "Michel" (niemiecki Kowalski) długo nie
zauważał, że po zjednoczeniu ich kraju powstała nowa Republika Federalna, nowa jakość,
będąca czymś więcej, niż tylko starą RFN "powiększoną" o byłą NRD;
teraz wielu zachodnich Europejczyków ciągle nie zauważa, że poszerzenie Unii na wschód
oznacza także stworzenie nowej jakości, a nie tylko mechaniczne powiększenie
"15" do "25".
Być może prezydent Bush wolałby mieć po swojej stronie także silniejsze - finansowo i
politycznie - Niemcy i Francję. Ale skoro te dwa kraje postanowiły rozbijać solidarność
transatlantycką, zostaje - obok Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii - Polska, jedno z sześciu
głównych (jak powiedział brytyjski politolog Timothy G. Ash) państw przyszłej Unii.
Dla Polski to szansa nie tylko na wzrost międzynarodowego prestiżu i powiększenie
naszego poczucia bezpieczeństwa; jak mówił prezydent Kwaśniewski w wywiadzie dla
tygodnika "Spiegel" (z 28 kwietnia): skoro my dowiedliśmy, że stoimy po
stronie sojuszników, możemy mieć tym większą pewność, że oni będą stać po
naszej stronie. Oczywiście, takie zaangażowanie - w postaci np. dwóch tysięcy polskich
żołnierzy w siłach międzynarodowych w Iraku - nie jest pozbawione ryzyka. Czasem
jednak po prostu trzeba ryzykować, w imię wartości wyższych.
W tym kontekście dziwi jedynie wypowiedź ministra Szmajdzińskiego, który w czasie
obchodów święta 3 Maja mówił, że odpowiednie decyzje w tej sprawie uwarunkowane są
finansowym wsparciem dla polskiej armii. Chodzi nie tylko o pieniądze, i nie tylko o
pieniądzach minister mówić powinien.
|
|
Józefa Hennelowa
Nasza, nie cudza
Tragedie rodzinne ostatnich miesięcy to niestety przede wszystkim sensacje medialne. Od słuchania
i czytania o Gromniku i Łodzi podnosi się włos na głowie, ale równocześnie wszystko
zdaje się pozostawać poza wymiarem społecznej rzeczywistości polskiej. Nie padają
pytania: jak to w ogóle było możliwe? - pytania kierowane nie do urzędników (tu
litania zaniedbań), lecz do polskiego sumienia społecznego. Matka pięciorga pozbawiająca
życia troje na raz. Rodzice sześciorga kolejno przez lata mordujący czworo. Przecież
nie na pustyni czy w leśnej głuszy, tylko w środku społeczności lokalnych. W Polsce,
w której inicjatyw i instytucji opiekuńczych, pracujących naprawdę ofiarnie, chyba nie
brakuje. W kraju, w którym głosy broniące życia nie są przecież ani wyciszane, ani
tym bardziej zabronione. Jak to mogło być, że te dwa światy: czynionego dobra i
rozpaczy - nie spotkały się w porę, aby zapobiec najgorszemu? Czego brakuje w naszych
działaniach, z których tacy jesteśmy dumni? Odpowiedź na to pytanie jest konieczna, bo
obie te tragedie to sprawa nasza, a nie cudza.
PS. Z ostatniej chwili: trzecia tragedia - w Szczecinie nie żyje dwoje dzieci niepełnosprawnych.
Andrzej Kaczmarczyk
Nie kijem go to...
Pierwsza reakcja Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego na zeznania przed Sejmową Komisją
Śledczą budziła nadzieje. Jednak jak wiadomo, nadzieja bywa matką głupich. Prezydent
zaapelował do mianowanych przez siebie członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o
rezygnację. Zapowiedział też, że nie przyjmie jej corocznego sprawozdania, otwierając
w ten sposób drogę do odwołania całej Rady. Droga została otwarta i natychmiast
zamknięta przez zdominowany przez SLD Senat, który sprawozdanie KRRiTV przyjął.
Prezydencki przedstawiciel Włodzimierz Czarzasty apel zlekceważył, a prezydencka
przedstawicielka Danuta Waniek podała się do dymisji tak skutecznie, że została
przewodniczącą KRRiTV. Waldemar Dubaniowski rzeczywiście odszedł, bo... skończyła mu
się kadencja.
Na jego miejsce Prezydent mianował Sławomirę Łozińską. Nominacja jest swoistą
odpowiedzią na apel członka Rady Jarosława Sellina, który apelował by do rad
nadzorczych publicznych mediów wybrać osoby rekomendowane m.in. przez stowarzyszenia twórcze.
Sławomira Łozińska była wiceprezesem ZASP, ale do KRRiTV rekomendowali ją Danuta
Waniek i... Włodzimierz Czarzasty. Jednocześnie Prezydent zaapelował do Sejmu i Senatu,
by przy wyborze swoich przedstawicieli do KRRiTV kierowali się "podobnymi co on
kryteriami". Senat wstępnie odpowiedział pozytywnie. Kandydatem Senatu będzie
prof. Tomasz Goban-Klas. Też bezpartyjny fachowiec. Obecnie wiceminister edukacji w rządzie,
który miał wobec mediów "skrywany cel nr 4".
Jako pointę dopiszę, że Danuta Waniek zapowiedziała opracowanie kodeksu etycznego
Krajowej Rady. Mam nadzieję, że w pracach będzie czynnie uczestniczył Włodzimierz
Czarzasty, który przed Komisją oświadczył, że wszystko co nie jest zabronione prawem
jest etyczne.
|