|
„TP”, Nr 19 (2809), 11 maja 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2809/felhennel.php
Kiedy ogarnia wstyd...
Józefa Hennelowa
Ostatnia strona "Naszego Dziennika" przeznaczona jest na ogół na rodzaj
"camera obscura". Krótkie notki sarkastycznie punktujące wszystko, z czym
walczy "Nasz Dziennik", udają się różnie, są jednak dobrym prawem redaktorów.
Ale czasem czytelnika ogarnia zażenowanie. To wtedy, gdy owe polemiki zaczynają sięgać
po chwyty poniżej poziomu przyzwoitości.
Tak było przed paru dniami z notą Jana Kowalskiego wybrzydzającego się na wizytę
prezydenta Izraela w Polsce. Jan Kowalski jest niewątpliwie postacią anonimową. Wtedy
jednak takie płody idą na rachunek samego tytułu, który drukuje. Nota ironizująca na
temat gościa, a przemilczająca fakt podstawowy - że wizyta była związana z uczczeniem
sześćdziesiątej rocznicy Powstania w getcie warszawskim - ma charakter zwyczajnie
chuligański. "Jan Kowalski" z drwiną pisze o Marszu Żywych - oświęcimskiej
pielgrzymce. "Nasz Dziennik" rocznicę bohaterskiego zrywu współobywateli
polskich, zrywu, który niemal wszyscy jego uczestnicy przypłacili śmiercią - w ogóle
przemilcza. I czytelnik musi się wstydzić - nie tego, że mamy różne poglądy, ale
tego, że tak zwane dziennikarstwo zaangażowane schodzi u nas czasem na poziom poniżej
wszelkiego minimum.
Bywa jednak jeszcze gorzej, i to gdy chodzi o sprawy polskie w ich wymiarze najpoważniejszym.
Pan profesor Longin Pastusiak jest marszałkiem Senatu, a więc trzecią osobą w państwie.
Jest pono specjalistą od polityki zagranicznej. Senat z kolei odpowiada ustawowo za
sprawy Polaków na świecie. Toteż "wpadka" pana marszałka, publicznie przed
kamerami stwierdzającego, że Polakom zagranicą nie będzie przysługiwało prawo wzięcia
udziału w referendum unijnym, było wpadką odejmującą mowę ze zdziwienia.
Sprostowanie późniejsze odbyło się w atmosferze gorączkowo zacierającej rozmiar
ignorancji i lekceważenia problemu. Pan marszałek dowcipkował, że nie tylko łacińskie
przysłowie go rozgrzesza, ale że może sensacyjność jego "pomyłki" przysłuży
się pozytywnemu rozreklamowaniu prawa Polaków do udziału w głosowaniu. Było to
usprawiedliwienie naprawdę sztubackie.
Czy nie pora rozliczyć Senat, wraz z jego władzami, z jednej z najważniejszych misji,
jaką jest opieka nad Polonią? Bo taka "pomyłka" samego marszałka to chyba
dostateczny dzwonek alarmowy. Czy sprawami Polonii dalej będzie się zajmował - w
stronniczy i konfliktujący sposób - tylko właśnie "Nasz Dziennik"?
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|