|
„TP”, Nr 18 (2808), 4 maja 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2808/wiara04.php
Egipski Kościół koptyjski od półtora tysiąca lat żyje w otoczeniu islamskim)
Dziedzina świętego Makarego
Tekst i zdjęcia: Andrzej Talaga z Pustyni Nitryjskiej (Egipt)
Drewniana furta klasztoru świętego Biszoja jest zamykana o 17. Milknie gwar pielgrzymów,
za murem monastyru zapada cisza. Wieczorem będą ją przerywać cykady i monotonne głosy
mnichów, recytujących modlitwy w wymarłym języku. Wracamy do początków chrześcijaństwa.
Pustynia Nitryjska znów jest sobą: krainą medytacji.
Kiedy w IV w. powstawały tu pierwsze klasztory, wokół rozciągało się pustkowie. Dziś,
by dotrzeć do ojczyzny monastycyzmu starczy skręcić kilkanaście kilometrów w bok od
trasy Kair-Aleksandria. Od 1600 lat bije tu serce egipskiego Kościoła.
Ojciec Nikodemos od świętego Makarego (tak brzmi jego pełne imię zakonne) co parę dni
dyżuruje przy furcie. Wita gości, rozdaje pielgrzymom waciki nasączone pobłogosławionym
olejem z kościelnych lamp. Przydadzą się podczas choroby. - Trzeba potrzeć obolałe
miejsce, powinno pomóc - tłumaczy, śmiejąc się serdecznie. I pomoże? - Trzeba mocno
wierzyć, wiara odgrywa większą rolę niż olej - tłumaczy mnich i znowu wybucha radością.
Wobec koptyjskich pielgrzymów jest poważniejszy, choć uśmiech nie schodzi mu z twarzy.
Egipscy chrześcijanie są konserwatywni, spoufalanie się z mnichami uchodziłoby za
grubiaństwo. Słudzy Kościoła, choćby najniższej rangi, ciągle są tu całowani w rękę
na powitanie i pożegnanie. Nie tylko w sanktuariach, jak klasztor św. Biszoja (Dajr Anba
Biszoj), ale także na ulicy: w Kairze można zobaczyć policjanta kierującego ruchem, który
na widok duchownego opuszcza posterunek i biegnie, by z czcią ucałować jego dłoń,
powodując przy okazji korek i kaskadę klaksonów.
Ojciec Nikodemos jest przedstawicielem nowej generacji mnichów, którzy zaczęli pojawiać
się w koptyjskich klasztorach w latach 80., aby je w końcu zdominować. Wykształcony, mówi
biegle po francusku i trochę po angielsku; na dyżury przy furcie zabiera książkę. W
celi ma biblioteczkę, a w niej prace teologiczne, filozoficzne, językoznawcze. Ceni
szczególnie św. Augustyna i św. Teresę z Avila. Czy mówi tak tylko, by sprawić
przyjemność gościowi z katolickiej Polski? Niekoniecznie, Kościół koptyjski okres
zamknięcia ma za sobą. Teraz w klasztorach można studiować prace katolickich teologów
bez narażenia się na oskarżenie o "papizm" (w przeszłości różnie z tym
bywało).
W XIX w. angielscy podróżnicy opisywali mnichów na Pustyni Nitryjskiej (Wadi el Natron)
jako niedomytych i niewykształconych ignorantów. Jeszcze w latach 70. XX wieku nie było
lepiej. Przełom nastąpił w kolejnej dekadzie: klasztory zapełnili absolwenci
uniwersytetów, a Kościół zaczął kształcić mnichów. W 1981 r. w monastyrze św.
Biszoja było 20 mnichów, dziś jest 150, a w całej Wadi el Natron ponad 500. Niegdyś
klasztorne manuskrypty leżały na zakurzonych półkach, dziś stoją w klimatyzowanej
bibliotece obok komputera z najnowszym oprogramowaniem.
Ojczyzna mnichów
Opiekujący się biblioteką ojciec Biszoj od świętego Antoniego kilkoma klikami myszki
pokazuje na ekranie używane przez stulecia typy koptyjskich krzyży. A może gościa
interesuje wykaz mnichów? Czemu nie, można zajrzeć. Komputer: w naszym świecie zwykła
rzecz, w nitryjskich klasztorach, żyjących w niezmienionym rytmie od półtora tysiąca
lat, to rewolucja.
Kiedy w III wieku święty Antoni odchodził na Pustynię Wschodnią, zwaną dziś Arabską,
nie myślał zapewne, że w ciągu stuleci znajdzie tylu naśladowców. Tymczasem jeszcze
za jego życia podążyły za nim setki, a potem tysiące. Święty Bachum, znany bardziej
pod greckim imieniem Pachomiusz, uporządkował ten spontaniczny ruch i nadał mu regułę.
Działo się to w Górnym Egipcie, setki kilometrów od Pustyni Nitryjskiej. Kiedy zatem
zakonnicy pojawili się w Nitrii? Koptowie wierzą, że założycielem tamtejszej wspólnoty
był Ammonas, uczeń i towarzysz św. Antoniego. Historycy umieszczają jednak jego działalność
w Pispir, w Górnym Egipcie. Pewniejszym kandydatem na założyciela jest św. Makary
Egipski. To on był fundatorem klasztorów, które istnieją do dziś, choć ich
najstarsze budynki pochodzą z VII-VIII w.; wcześniejsze spłonęły podczas najazdów.
Trzy ośrodki monastyczne Pustyni (Nitria, Sketis i Cella) jeszcze w IV w. stały się
centrum egipskiego monastycyzmu. Przewyższyły znaczeniem Tebaidę w Górnym Egipcie,
gdzie zrodziła się pachomiańska reguła.
Sketia promieniuje duchowością do dziś z czterech klasztorów: św. Biszoja, św.
Makarego (Dajr Abu Makar), Syryjskiego (Dajr as Surjani) i Rzymian (Dajr al Baramus).
Marne pozostałości Celli można oglądać podczas pustynnej wycieczki; po Nitrii nie
zachował się żaden ślad.
W V w. Pustynia Nitryjska gościła prawdopodobnie kilka tysięcy mnichów. Cały Egipt tętnił
wówczas życiem religijnym. Kiedy św. Jan Kasjan wędrował od Aleksandrii do Luksoru,
wszędzie słyszał kościelne hymny (jak pisał w pierwszej części swoich
"Instytutów"). Do najazdu arabskiego ani Syria, ani grecka Azja Mniejsza - o
Italii, Galii i Hiszpanii nie wspominając - pod względem ilości mnichów nie mogły równać
się z dawnym krajem faraonów. Dziś niewiele zostało po tych czasach.
Koptyjskie odrodzenie
Klasztory Sketis nie tworzą mnisiej federacji, jak monastyry w Grecji, każdy ma swego
igumena, podlegającego bezpośrednio koptyjskiemu papieżowi. "Najwyższy ojciec,
patriarcha Aleksandrii, całego Egiptu, Nubii, Abisynii, Pentapolis i wszystkich krajów,
gdzie św. Marek głosił Ewangelię" - jak brzmi jego oficjalny tytuł, jest
wybierany spośród zakonników Pustyni Nitryjskiej. Obecny papież Szenuda III wywodzi się
z klasztoru syryjskiego. Kto będzie jego następcą? Żartując sobie z nitryjskimi
zakonnikami, być może stoimy naprzeciw przyszłej głowy koptyjskiego Kościoła, bo każdy
z nich może zostać biskupem, a spośród biskupów wybierany jest papież. Może Szenudę
III zastąpi pokorny i cichy ojciec Paulos, może energiczny światowiec ojciec Biszoj, może
pogodny Nikodemos, a może Mettaos, igumen klasztoru syryjskiego...?
Jednak na razie Szenuda III kipi energią. Co tydzień trzy dni spędza w patriarchacie w
Kairze, kolejne dwa w Aleksandrii - a pozostałe w klasztorze św. Biszoja, gdzie modli się
i zbiera siły do pracy. Rezydencja papieża znajduje się poza murami starego monastyru,
odcięta od świata metalową bramą: nowe, wygodne budynki, utrzymany ogród. Brakuje
oddechu setek lat historii, tego lekko uchwytnego smaku świętości, wyrażonej w samym
trwaniu kamienia przesiąkniętego kadzidłem i modłami, ale z pewnością głowa
egipskiego Kościoła ma tu spokój, o który trudno w Kairze. Kiedyś pustelnia papieża
mieściła się w pieczarach, 15 km od klasztoru; dziś jest tam teren wojskowy.
Za czasów prezydenta Saddata, Szenuda III przez kilka lat w ogóle nie opuszczał
klasztornej rezydencji: egipski reżim skazał go na areszt domowy za nieposłuszeństwo
wobec władzy. Przymusowe odosobnienie przyniosło zbawienny skutek, bo po uwolnieniu
papieża rozpoczęło się religijne odrodzenie Koptów, a klasztory zapełniły setki chętnych
do przywdziania czarnej szaty.
Czwarta rano. Ledwie słyszalna melorecytacja rozpoczyna liturgię. Mnisi pojawiają się
bezszelestnie; bosi, odziani w szaty czarne (jeśli jest niedziela, w białe). Każdy wita
obecnych, lekko dotykając czubkami swych palców ich palców. Po tym pozdrowieniu należy
przyłożyć prawą dłoń do serca. Recytacja narasta. Hagios, Hagios, Hagios - greka
przebija z płynących łagodnym rytmem słów języka koptyjskiego, wywodzącego się z
mowy faraonów. Obowiązującą w egipskim Kościele aleksandryjską liturgię świętego
Marka odprawiano jednocześnie i w grece, i po koptyjsku, z czasem jednak wersja grecka
zanikła. Pozostał po niej alfabet (język koptyjski jest zapisywany literami greckimi z
kilkoma dodanymi znakami) i terminy teologiczne: Theotokos, Christos; choć Boga Ojca
Koptowie nazywają po swojemu: Fnuuti.
Liturgia trwa do szóstej, po niej przez dwie godziny modły indywidualne lub zbiorowe. Później
praca do dwunastej, wtedy mnisi jedzą pierwszy posiłek w ciągu dnia, dalej znów praca
do siedemnastej. Wieczorem czas na modlitwę w celi, rozmowy, lekturę. Kościół
koptyjski, wierny zasadom z anachoreckich początków monastycyzmu, daje mnichom dużą
swobodę w wyborze zajęć, a nawet sposobu życia. Nie muszą nawet mieszkać w
klasztorze: jeśli chcą, wolno im przebywać w jaskiniach lub indywidualnych celach na
pustkowiu w pobliżu monastyru i przychodzić tylko na niedzielne Msze i wspólny posiłek,
oraz raz w miesiącu na spotkanie wszystkich mnichów z igumenem. Większość mieszka
jednak w klasztorach.
Uciec od zgiełku
W piątki, soboty i niedziele, kiedy Egipcjanie mogą odpocząć od pracy, nitryjskie
monastyry tłumnie odwiedzają pielgrzymi (od woli pracodawcy zależy, w który z tych dni
jego firma jest zamknięta: muzułmańscy szefowie wybierają piątek, chrześcijańscy
niedzielę, a jedni i drudzy niekiedy także sobotę, aby było sprawiedliwie i dla Koptów,
i dla muzułmanów). Pątnicy przyjeżdżają z Aleksandrii i Kairu, ale też z Górnego
Egiptu, a nawet z zagranicy. W niedzielę mogą wziąć udział w Mszy, w inne dni
oddychają klasztornym powietrzem, modlą się przed relikwiami i ikonami, odpoczywają
siedząc lub leżąc na wyściełających go dywanach (nie jest to uwłaczanie czci
miejsca; także w meczetach można leżeć, choć nie podczas modłów).
Wierni pielgrzymują do Dajr Anba Biszoj, by pokłonić się szczątkom św. Biszoja,
jednego z najważniejszych świętych egipskiego Kościoła. Dają wyraz czci pocałunkiem,
pocieraniem relikwii twarzą, kładzeniem na niej niemowląt. Ma ona moc leczenia i
sprowadza powodzenie na wiernego. - Ale nie może mieć w sobie demona - tłumaczy o.
Nikodemos. - Wtedy drży na całym ciele, płacze. Pewna kobieta nie mogła nawet
przekroczyć furty klasztoru, padła na ziemię, posadziliśmy ją na krześle, ale wejść
nie dała rady, coś jej nie pozwalało.
Może miała atak epilepsji? - Potrafimy odróżnić chorobę od działania demona -
odpowiada mnich z wiecznym uśmiechem.
Koptowie wierzą, że św. Biszoj nie odszedł całkiem w błękit niebios, lecz czuwa nad
klasztorem, a jego szczątki mają moc uzdrawiania. - On jest obecny nie tylko tam, u
Pana, ale i na ziemi, odczuwamy jego opiekę - mówi ojciec Nikodemos. Relikwia została włączona
w poranną liturgię. Kończy ją wspólny śpiew mnichów, którzy otaczają szczątki świętego
modlitewnym półkręgiem. Jest wtedy jednym z nich i - jak wierzą - modli się razem z
nimi.
Kilka wieloosobowych pokojów z prostymi łóżkami czeka na mężczyzn, którzy chcą
zatrzymać się w klasztorze kilka dni (kobietom nie wolno zostawać na noc). Mnisi nie
prowadzą rekolekcji, goście uczestniczą jedynie we wszystkich liturgiach, modlą się
indywidualnie, pomagają zakonnikom w pracy, zostawiają datek. Przybywają, by przeżyć
kilka dni w skupieniu, z dala od zgiełku. Jak Michael, informatyk z Aleksandrii, który
przyjeżdża do tego klasztoru kilka razy w roku: - Nabieram sił, moja wiara staje się
mocniejsza - tłumaczy. - Coraz więcej Koptów spędza tak wolny czas, chcemy choć krótko
pobyć w klasztorach, to one ocaliły nasz Kościół.
Co z jednością?
Goście nie muszą znosić trudów mnisiego życia. Który zakonnik może pozwolić sobie
na drzemkę po porannej liturgii? A przyjezdni - owszem. Do zamknięcia furty po południu
mogą też opuszczać klasztor. A i później miłosierny mnich wpuści ich bocznym wejściem.
Posiłki jedzą osobno, nie razem z mnichami, trzy razy dziennie w dowolnym czasie;
zakonnicy spożywają je razem, w wyznaczonych godzinach. Jedzenie jest skromne i
monotonne, ale pożywne: jaja, ser, chleb, podobny do miodu syrop z trzciny cukrowej,
fasola - wszystko wyprodukowane w klasztorze. Jedzenie i spanie jest dla każdego, tak każe
obyczaj. Nie dotyczy to jednak innowierców.
Cudzoziemiec musi najpierw uzyskać zgodę w patriarchacie koptyjskim w Kairze. Czeka go
tam, po 2-3 dniach starań, audiencja u sekretarza papieża. Energiczny, stale zajęty abe
Armija poprosi o przekonujące wyjaśnienie, byle krótko, bo dzwoni komórka. Potem
trzeba napisać podanie do papieża, zaczekać na rekomendację i brama klasztoru św.
Biszoja staje otworem.
- Katolik? - zagaduje ojciec Paulos. - Trafił pan do nas przez patriarchat? - dopytuje się,
choć rekomendację czytało już przed nim kilku ojców. W życzliwej twarzy czai się
skrywane podejrzenie. Katolik. Cóż, nie najlepiej, ale mogło być gorzej, nie jestem na
przykład nestorianinem, wtedy nie miałbym szans na pobyt w monastyrze.
Przez wieki Kościół koptyjski nazywany był w Europie monofizyckim: oskarżano go o podążanie
za nauką heretyka Eutychesa. Dziś używa się raczej określenia "przedchalcedoński"
(podobnie jak w wypadku syryjskiego Kościoła ortodoksyjnego oraz Kościołów:
etiopskiego, ormiańskiego i nubijskiego), jako że nie przyjął rozstrzygnięć Soboru w
Chalcedonie. Niewielu chrześcijan rozumie obecnie istotę sporu o naturę Chrystusa, który
rozognił nastroje w Kościele w IV-V w. Nestoriusz, patriarcha Konstantynopola nauczał,
że Logos wcielił się w Jezusa-człowieka dopiero po jego narodzeniu, nie może więc być
mowy o Matce Boskiej. Przekonanie to odrzucił Sobór w Efezie, a Nestoriusz został potępiony.
Najostrzejszą reakcją na tę naukę był właśnie monofizytyzm: pogląd głoszony m.in.
przez Eutychesa, że natura ludzka Jezusa "zlała się" z naturą boską Logosu
i Chrystus ma tylko jedną naturę, boską.
Tymczasem Kościół koptyjski odrzuca naukę Eutychesa i głosi, że Chrystus pozostaje
doskonały w swej boskości i w swoim człowieczeństwie, które są zjednoczone w jednej
naturze, ale Bożo-ludzkiej, zwanej naturą wcielonego Słowa. Koptowie twierdzą, że
jest to nauczanie św. Cyryla Aleksandryjskiego, a więc ortodoksyjne. Ich zdaniem
przyczyną podziału były głównie sprawy polityczne. Sporo w tym racji,
"monofizycki" Kościół koptyjski stał się narodowym Kościołem Egipcjan, a
Kościół powszechny (jeszcze przed podziałem na prawosławie i katolicyzm) przede
wszystkim Kościołem greckim. Potoki krwi przelanej wzajemnie przez Koptów i wyznawców
wiary chalcedońskiej popłynęły głównie z powodu różnic kulturowych i narodowych.
Kościół katolicki nie podpisał jednak z koptyjskim - inaczej niż z ormiańskim oraz
nestoriańskim (Asyryjski Kościół Wschodu) - deklaracji o wspólnocie wiary. I nie
wiadomo, czy kiedykolwiek do tego dojdzie, o zjednoczeniu nie wspominając.
- Jedność z katolikami? - zastanawia się ojciec Nikodemos, wielbiciel świętej Teresy
z Avila. - Może kiedyś, wszystko w rękach Pana, ale na razie nie wyobrażam sobie.
Niewiele różni nas od prawosławnych i z nimi możemy osiągnąć jedność. Z
katolikami sprawa jest dużo trudniejsza.
Co stoi na przeszkodzie? Wśród "win" katolików Koptowie wymieniają: wiarę w
czyściec, prymat Rzymu, dogmat o nieomylności papieża, dopuszczanie małżeństw z
niechrześcijanami, celibat, zbytnią otwartość na dyskutowanie dogmatów, głoszenie
poglądu, że niechrześcijanie mogą być zbawieni. Kościoły powszechny i koptyjski podążają
więc osobnymi drogami.
A co z nestorianami? Uśmiech ojca Nikodemosa po raz pierwszy znika. - Nie ma szansy na
jedność, to heretycy. Modlimy się za nich, muszą najpierw wrócić do prawdziwej wiary
- odpowiada.
Trwanie
W nocy na dziedzińcu klasztoru św. Biszoja słychać tylko cykady. Nad pustynią błyszczą
miliony gwiazd. O czwartej, jeszcze przed świtem, ciszę zakłóci ledwie słyszalna,
narastająca z czasem melorecytacja. Budzi się kolejny dzień, nitryjscy zakonnicy witają
go, chwaląc Stwórcę.
Od IV wieku ta sama koptyjska modlitwa rozbrzmiewa w tym samym rycie, w tych samych
miejscach. Egipscy mnisi przetrwali wrogie rządy rzymskich i bizantyjskich cesarzy,
szyickich kalifów, sunnickich sułtanów, mameluckich najemników, Turków, zeświecczonego
króla, arabskich socjalistów - i nie są kurczącą się wysepką w muzułmańskim
morzu, ale solidnym kawałkiem stałego lądu. Pozostałym po zatopionym dawno temu
kontynencie bliskowschodniego chrześcijaństwa.

Kościół koptyjski - jeden z Kościołów wschodnich, wyodrębniony po soborze
chalcedońskim (451 r.), od wieków funkconuje w izolacji od reszty chrześcijaństwa,
otoczony przez islam. Papież rezyduje w Kairze, spełniając jurysdykcję wobec 11
metropolitów i 2 biskupów. Prócz Egiptu podlega mu Jerozolima, Jaffa i biskupstwo w
Chartumie i metropolita Abisynii. Wierzenia Koptów niewiele odbiegają od tych, jakie
istniały na terenie Egiptu w okresie wczesnochrześcijańskim: dla Koptów Chrystus ma
tylko jedną naturę bosko-ludzką, uznają 7 sakramentów, a doktryna narzuca wiele postów,
zabrania spożywania wieprzowiny i mięsa zwierząt uduszonych. Chłopcy podlegają
obrzezaniu. Egipski Kościół koptyjski liczy 13 mln wiernych.
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|