adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 18 (2808)
4 maja 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Egipski Kościół koptyjski od półtora tysiąca lat żyje w otoczeniu islamskim)


Dziedzina świętego Makarego

Tekst i zdjęcia: Andrzej Talaga z Pustyni Nitryjskiej (Egipt)


Drewniana furta klasztoru świętego Biszoja jest zamykana o 17. Milknie gwar pielgrzymów, za murem monastyru zapada cisza. Wieczorem będą ją przerywać cykady i monotonne głosy mnichów, recytujących modlitwy w wymarłym języku. Wracamy do początków chrześcijaństwa. Pustynia Nitryjska znów jest sobą: krainą medytacji.

Kiedy w IV w. powstawały tu pierwsze klasztory, wokół rozciągało się pustkowie. Dziś, by dotrzeć do ojczyzny monastycyzmu starczy skręcić kilkanaście kilometrów w bok od trasy Kair-Aleksandria. Od 1600 lat bije tu serce egipskiego Kościoła.

Ojciec Nikodemos od świętego Makarego (tak brzmi jego pełne imię zakonne) co parę dni dyżuruje przy furcie. Wita gości, rozdaje pielgrzymom waciki nasączone pobłogosławionym olejem z kościelnych lamp. Przydadzą się podczas choroby. - Trzeba potrzeć obolałe miejsce, powinno pomóc - tłumaczy, śmiejąc się serdecznie. I pomoże? - Trzeba mocno wierzyć, wiara odgrywa większą rolę niż olej - tłumaczy mnich i znowu wybucha radością.

Wobec koptyjskich pielgrzymów jest poważniejszy, choć uśmiech nie schodzi mu z twarzy. Egipscy chrześcijanie są konserwatywni, spoufalanie się z mnichami uchodziłoby za grubiaństwo. Słudzy Kościoła, choćby najniższej rangi, ciągle są tu całowani w rękę na powitanie i pożegnanie. Nie tylko w sanktuariach, jak klasztor św. Biszoja (Dajr Anba Biszoj), ale także na ulicy: w Kairze można zobaczyć policjanta kierującego ruchem, który na widok duchownego opuszcza posterunek i biegnie, by z czcią ucałować jego dłoń, powodując przy okazji korek i kaskadę klaksonów.

Ojciec Nikodemos jest przedstawicielem nowej generacji mnichów, którzy zaczęli pojawiać się w koptyjskich klasztorach w latach 80., aby je w końcu zdominować. Wykształcony, mówi biegle po francusku i trochę po angielsku; na dyżury przy furcie zabiera książkę. W celi ma biblioteczkę, a w niej prace teologiczne, filozoficzne, językoznawcze. Ceni szczególnie św. Augustyna i św. Teresę z Avila. Czy mówi tak tylko, by sprawić przyjemność gościowi z katolickiej Polski? Niekoniecznie, Kościół koptyjski okres zamknięcia ma za sobą. Teraz w klasztorach można studiować prace katolickich teologów bez narażenia się na oskarżenie o "papizm" (w przeszłości różnie z tym bywało).

W XIX w. angielscy podróżnicy opisywali mnichów na Pustyni Nitryjskiej (Wadi el Natron) jako niedomytych i niewykształconych ignorantów. Jeszcze w latach 70. XX wieku nie było lepiej. Przełom nastąpił w kolejnej dekadzie: klasztory zapełnili absolwenci uniwersytetów, a Kościół zaczął kształcić mnichów. W 1981 r. w monastyrze św. Biszoja było 20 mnichów, dziś jest 150, a w całej Wadi el Natron ponad 500. Niegdyś klasztorne manuskrypty leżały na zakurzonych półkach, dziś stoją w klimatyzowanej bibliotece obok komputera z najnowszym oprogramowaniem.


Ojczyzna mnichów

Kościół koptyjski

- jeden z Kościołów wschodnich, wyodrębniony
po soborze chalcedońskim
(451 r.), od wieków funkconuje w izolacji od reszty chrześcijaństwa, otoczony przez islam. Papież rezyduje w Kairze, spełniając jurysdykcję wobec 11 metropolitów i 2 biskupów. Prócz Egiptu podlega mu Jerozolima, Jaffa i biskupstwo w Chartumie i metropolita Abisynii. Wierzenia Koptów niewiele odbiegają od tych, jakie istniały na terenie Egiptu w okresie wczesnochrześcijańskim: dla Koptów Chrystus ma tylko jedną naturę bosko-ludzką, uznają 7 sakramentów, a doktryna narzuca wiele postów, zabrania spożywania wieprzowiny i mięsa zwierząt uduszonych. Chłopcy podlegają obrzezaniu. Egipski Kościół koptyjski liczy 13 mln wiernych.
Opiekujący się biblioteką ojciec Biszoj od świętego Antoniego kilkoma klikami myszki pokazuje na ekranie używane przez stulecia typy koptyjskich krzyży. A może gościa interesuje wykaz mnichów? Czemu nie, można zajrzeć. Komputer: w naszym świecie zwykła rzecz, w nitryjskich klasztorach, żyjących w niezmienionym rytmie od półtora tysiąca lat, to rewolucja.

Kiedy w III wieku święty Antoni odchodził na Pustynię Wschodnią, zwaną dziś Arabską, nie myślał zapewne, że w ciągu stuleci znajdzie tylu naśladowców. Tymczasem jeszcze za jego życia podążyły za nim setki, a potem tysiące. Święty Bachum, znany bardziej pod greckim imieniem Pachomiusz, uporządkował ten spontaniczny ruch i nadał mu regułę.

Działo się to w Górnym Egipcie, setki kilometrów od Pustyni Nitryjskiej. Kiedy zatem zakonnicy pojawili się w Nitrii? Koptowie wierzą, że założycielem tamtejszej wspólnoty był Ammonas, uczeń i towarzysz św. Antoniego. Historycy umieszczają jednak jego działalność w Pispir, w Górnym Egipcie. Pewniejszym kandydatem na założyciela jest św. Makary Egipski. To on był fundatorem klasztorów, które istnieją do dziś, choć ich najstarsze budynki pochodzą z VII-VIII w.; wcześniejsze spłonęły podczas najazdów. Trzy ośrodki monastyczne Pustyni (Nitria, Sketis i Cella) jeszcze w IV w. stały się centrum egipskiego monastycyzmu. Przewyższyły znaczeniem Tebaidę w Górnym Egipcie, gdzie zrodziła się pachomiańska reguła.

Sketia promieniuje duchowością do dziś z czterech klasztorów: św. Biszoja, św. Makarego (Dajr Abu Makar), Syryjskiego (Dajr as Surjani) i Rzymian (Dajr al Baramus). Marne pozostałości Celli można oglądać podczas pustynnej wycieczki; po Nitrii nie zachował się żaden ślad.

W V w. Pustynia Nitryjska gościła prawdopodobnie kilka tysięcy mnichów. Cały Egipt tętnił wówczas życiem religijnym. Kiedy św. Jan Kasjan wędrował od Aleksandrii do Luksoru, wszędzie słyszał kościelne hymny (jak pisał w pierwszej części swoich "Instytutów"). Do najazdu arabskiego ani Syria, ani grecka Azja Mniejsza - o Italii, Galii i Hiszpanii nie wspominając - pod względem ilości mnichów nie mogły równać się z dawnym krajem faraonów. Dziś niewiele zostało po tych czasach.


Koptyjskie odrodzenie

Klasztory Sketis nie tworzą mnisiej federacji, jak monastyry w Grecji, każdy ma swego igumena, podlegającego bezpośrednio koptyjskiemu papieżowi. "Najwyższy ojciec, patriarcha Aleksandrii, całego Egiptu, Nubii, Abisynii, Pentapolis i wszystkich krajów, gdzie św. Marek głosił Ewangelię" - jak brzmi jego oficjalny tytuł, jest wybierany spośród zakonników Pustyni Nitryjskiej. Obecny papież Szenuda III wywodzi się z klasztoru syryjskiego. Kto będzie jego następcą? Żartując sobie z nitryjskimi zakonnikami, być może stoimy naprzeciw przyszłej głowy koptyjskiego Kościoła, bo każdy z nich może zostać biskupem, a spośród biskupów wybierany jest papież. Może Szenudę III zastąpi pokorny i cichy ojciec Paulos, może energiczny światowiec ojciec Biszoj, może pogodny Nikodemos, a może Mettaos, igumen klasztoru syryjskiego...?

Jednak na razie Szenuda III kipi energią. Co tydzień trzy dni spędza w patriarchacie w Kairze, kolejne dwa w Aleksandrii - a pozostałe w klasztorze św. Biszoja, gdzie modli się i zbiera siły do pracy. Rezydencja papieża znajduje się poza murami starego monastyru, odcięta od świata metalową bramą: nowe, wygodne budynki, utrzymany ogród. Brakuje oddechu setek lat historii, tego lekko uchwytnego smaku świętości, wyrażonej w samym trwaniu kamienia przesiąkniętego kadzidłem i modłami, ale z pewnością głowa egipskiego Kościoła ma tu spokój, o który trudno w Kairze. Kiedyś pustelnia papieża mieściła się w pieczarach, 15 km od klasztoru; dziś jest tam teren wojskowy.

Za czasów prezydenta Saddata, Szenuda III przez kilka lat w ogóle nie opuszczał klasztornej rezydencji: egipski reżim skazał go na areszt domowy za nieposłuszeństwo wobec władzy. Przymusowe odosobnienie przyniosło zbawienny skutek, bo po uwolnieniu papieża rozpoczęło się religijne odrodzenie Koptów, a klasztory zapełniły setki chętnych do przywdziania czarnej szaty.

Czwarta rano. Ledwie słyszalna melorecytacja rozpoczyna liturgię. Mnisi pojawiają się bezszelestnie; bosi, odziani w szaty czarne (jeśli jest niedziela, w białe). Każdy wita obecnych, lekko dotykając czubkami swych palców ich palców. Po tym pozdrowieniu należy przyłożyć prawą dłoń do serca. Recytacja narasta. Hagios, Hagios, Hagios - greka przebija z płynących łagodnym rytmem słów języka koptyjskiego, wywodzącego się z mowy faraonów. Obowiązującą w egipskim Kościele aleksandryjską liturgię świętego Marka odprawiano jednocześnie i w grece, i po koptyjsku, z czasem jednak wersja grecka zanikła. Pozostał po niej alfabet (język koptyjski jest zapisywany literami greckimi z kilkoma dodanymi znakami) i terminy teologiczne: Theotokos, Christos; choć Boga Ojca Koptowie nazywają po swojemu: Fnuuti.

Liturgia trwa do szóstej, po niej przez dwie godziny modły indywidualne lub zbiorowe. Później praca do dwunastej, wtedy mnisi jedzą pierwszy posiłek w ciągu dnia, dalej znów praca do siedemnastej. Wieczorem czas na modlitwę w celi, rozmowy, lekturę. Kościół koptyjski, wierny zasadom z anachoreckich początków monastycyzmu, daje mnichom dużą swobodę w wyborze zajęć, a nawet sposobu życia. Nie muszą nawet mieszkać w klasztorze: jeśli chcą, wolno im przebywać w jaskiniach lub indywidualnych celach na pustkowiu w pobliżu monastyru i przychodzić tylko na niedzielne Msze i wspólny posiłek, oraz raz w miesiącu na spotkanie wszystkich mnichów z igumenem. Większość mieszka jednak w klasztorach.


Uciec od zgiełku

W piątki, soboty i niedziele, kiedy Egipcjanie mogą odpocząć od pracy, nitryjskie monastyry tłumnie odwiedzają pielgrzymi (od woli pracodawcy zależy, w który z tych dni jego firma jest zamknięta: muzułmańscy szefowie wybierają piątek, chrześcijańscy niedzielę, a jedni i drudzy niekiedy także sobotę, aby było sprawiedliwie i dla Koptów, i dla muzułmanów). Pątnicy przyjeżdżają z Aleksandrii i Kairu, ale też z Górnego Egiptu, a nawet z zagranicy. W niedzielę mogą wziąć udział w Mszy, w inne dni oddychają klasztornym powietrzem, modlą się przed relikwiami i ikonami, odpoczywają siedząc lub leżąc na wyściełających go dywanach (nie jest to uwłaczanie czci miejsca; także w meczetach można leżeć, choć nie podczas modłów).

Wierni pielgrzymują do Dajr Anba Biszoj, by pokłonić się szczątkom św. Biszoja, jednego z najważniejszych świętych egipskiego Kościoła. Dają wyraz czci pocałunkiem, pocieraniem relikwii twarzą, kładzeniem na niej niemowląt. Ma ona moc leczenia i sprowadza powodzenie na wiernego. - Ale nie może mieć w sobie demona - tłumaczy o. Nikodemos. - Wtedy drży na całym ciele, płacze. Pewna kobieta nie mogła nawet przekroczyć furty klasztoru, padła na ziemię, posadziliśmy ją na krześle, ale wejść nie dała rady, coś jej nie pozwalało.

Może miała atak epilepsji? - Potrafimy odróżnić chorobę od działania demona - odpowiada mnich z wiecznym uśmiechem.

Koptowie wierzą, że św. Biszoj nie odszedł całkiem w błękit niebios, lecz czuwa nad klasztorem, a jego szczątki mają moc uzdrawiania. - On jest obecny nie tylko tam, u Pana, ale i na ziemi, odczuwamy jego opiekę - mówi ojciec Nikodemos. Relikwia została włączona w poranną liturgię. Kończy ją wspólny śpiew mnichów, którzy otaczają szczątki świętego modlitewnym półkręgiem. Jest wtedy jednym z nich i - jak wierzą - modli się razem z nimi.

Kilka wieloosobowych pokojów z prostymi łóżkami czeka na mężczyzn, którzy chcą zatrzymać się w klasztorze kilka dni (kobietom nie wolno zostawać na noc). Mnisi nie prowadzą rekolekcji, goście uczestniczą jedynie we wszystkich liturgiach, modlą się indywidualnie, pomagają zakonnikom w pracy, zostawiają datek. Przybywają, by przeżyć kilka dni w skupieniu, z dala od zgiełku. Jak Michael, informatyk z Aleksandrii, który przyjeżdża do tego klasztoru kilka razy w roku: - Nabieram sił, moja wiara staje się mocniejsza - tłumaczy. - Coraz więcej Koptów spędza tak wolny czas, chcemy choć krótko pobyć w klasztorach, to one ocaliły nasz Kościół.


Co z jednością?

Goście nie muszą znosić trudów mnisiego życia. Który zakonnik może pozwolić sobie na drzemkę po porannej liturgii? A przyjezdni - owszem. Do zamknięcia furty po południu mogą też opuszczać klasztor. A i później miłosierny mnich wpuści ich bocznym wejściem. Posiłki jedzą osobno, nie razem z mnichami, trzy razy dziennie w dowolnym czasie; zakonnicy spożywają je razem, w wyznaczonych godzinach. Jedzenie jest skromne i monotonne, ale pożywne: jaja, ser, chleb, podobny do miodu syrop z trzciny cukrowej, fasola - wszystko wyprodukowane w klasztorze. Jedzenie i spanie jest dla każdego, tak każe obyczaj. Nie dotyczy to jednak innowierców.

Cudzoziemiec musi najpierw uzyskać zgodę w patriarchacie koptyjskim w Kairze. Czeka go tam, po 2-3 dniach starań, audiencja u sekretarza papieża. Energiczny, stale zajęty abe Armija poprosi o przekonujące wyjaśnienie, byle krótko, bo dzwoni komórka. Potem trzeba napisać podanie do papieża, zaczekać na rekomendację i brama klasztoru św. Biszoja staje otworem.

- Katolik? - zagaduje ojciec Paulos. - Trafił pan do nas przez patriarchat? - dopytuje się, choć rekomendację czytało już przed nim kilku ojców. W życzliwej twarzy czai się skrywane podejrzenie. Katolik. Cóż, nie najlepiej, ale mogło być gorzej, nie jestem na przykład nestorianinem, wtedy nie miałbym szans na pobyt w monastyrze.

Przez wieki Kościół koptyjski nazywany był w Europie monofizyckim: oskarżano go o podążanie za nauką heretyka Eutychesa. Dziś używa się raczej określenia "przedchalcedoński" (podobnie jak w wypadku syryjskiego Kościoła ortodoksyjnego oraz Kościołów: etiopskiego, ormiańskiego i nubijskiego), jako że nie przyjął rozstrzygnięć Soboru w Chalcedonie. Niewielu chrześcijan rozumie obecnie istotę sporu o naturę Chrystusa, który rozognił nastroje w Kościele w IV-V w. Nestoriusz, patriarcha Konstantynopola nauczał, że Logos wcielił się w Jezusa-człowieka dopiero po jego narodzeniu, nie może więc być mowy o Matce Boskiej. Przekonanie to odrzucił Sobór w Efezie, a Nestoriusz został potępiony. Najostrzejszą reakcją na tę naukę był właśnie monofizytyzm: pogląd głoszony m.in. przez Eutychesa, że natura ludzka Jezusa "zlała się" z naturą boską Logosu i Chrystus ma tylko jedną naturę, boską.

Tymczasem Kościół koptyjski odrzuca naukę Eutychesa i głosi, że Chrystus pozostaje doskonały w swej boskości i w swoim człowieczeństwie, które są zjednoczone w jednej naturze, ale Bożo-ludzkiej, zwanej naturą wcielonego Słowa. Koptowie twierdzą, że jest to nauczanie św. Cyryla Aleksandryjskiego, a więc ortodoksyjne. Ich zdaniem przyczyną podziału były głównie sprawy polityczne. Sporo w tym racji, "monofizycki" Kościół koptyjski stał się narodowym Kościołem Egipcjan, a Kościół powszechny (jeszcze przed podziałem na prawosławie i katolicyzm) przede wszystkim Kościołem greckim. Potoki krwi przelanej wzajemnie przez Koptów i wyznawców wiary chalcedońskiej popłynęły głównie z powodu różnic kulturowych i narodowych.

Kościół katolicki nie podpisał jednak z koptyjskim - inaczej niż z ormiańskim oraz nestoriańskim (Asyryjski Kościół Wschodu) - deklaracji o wspólnocie wiary. I nie wiadomo, czy kiedykolwiek do tego dojdzie, o zjednoczeniu nie wspominając.

- Jedność z katolikami? - zastanawia się ojciec Nikodemos, wielbiciel świętej Teresy z Avila. - Może kiedyś, wszystko w rękach Pana, ale na razie nie wyobrażam sobie. Niewiele różni nas od prawosławnych i z nimi możemy osiągnąć jedność. Z katolikami sprawa jest dużo trudniejsza.

Co stoi na przeszkodzie? Wśród "win" katolików Koptowie wymieniają: wiarę w czyściec, prymat Rzymu, dogmat o nieomylności papieża, dopuszczanie małżeństw z niechrześcijanami, celibat, zbytnią otwartość na dyskutowanie dogmatów, głoszenie poglądu, że niechrześcijanie mogą być zbawieni. Kościoły powszechny i koptyjski podążają więc osobnymi drogami.

A co z nestorianami? Uśmiech ojca Nikodemosa po raz pierwszy znika. - Nie ma szansy na jedność, to heretycy. Modlimy się za nich, muszą najpierw wrócić do prawdziwej wiary - odpowiada.


Trwanie

W nocy na dziedzińcu klasztoru św. Biszoja słychać tylko cykady. Nad pustynią błyszczą miliony gwiazd. O czwartej, jeszcze przed świtem, ciszę zakłóci ledwie słyszalna, narastająca z czasem melorecytacja. Budzi się kolejny dzień, nitryjscy zakonnicy witają go, chwaląc Stwórcę.

Od IV wieku ta sama koptyjska modlitwa rozbrzmiewa w tym samym rycie, w tych samych miejscach. Egipscy mnisi przetrwali wrogie rządy rzymskich i bizantyjskich cesarzy, szyickich kalifów, sunnickich sułtanów, mameluckich najemników, Turków, zeświecczonego króla, arabskich socjalistów - i nie są kurczącą się wysepką w muzułmańskim morzu, ale solidnym kawałkiem stałego lądu. Pozostałym po zatopionym dawno temu kontynencie bliskowschodniego chrześcijaństwa.

 


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny