|
Kazimierz Biskupi i Międzyrzecz walczą o pierwszych polskich męczenników
Wydzierają sobie świętych
Stanisław Zasada
Dwie miejscowości - Kazimierz Biskupi koło Konina oraz Międzyrzecz niedaleko Gorzowa
Wielkopolskiego - spierają się, w której z nich tysiąc lat temu ponieśli śmierć
pierwsi polscy męczennicy. Duchowni i samorządowcy z obu miast twierdzą, że to
właśnie u nich w 1003 r. zamordowano pustelników. Oba miasta szykują się więc do
świętowania rocznicy Pięciu Braci Polskich. Do Międzyrzecza w połowie czerwca zjedzie
cały polski Episkopat. Tylko czy na pewno tam zginęli święci?
- Skoro zakonnicy przybyli na te ziemie i tu zostali zamordowani, mamy prawo uważać się
za ich prawowitych dziedziców - Zygmunt Wojnicz, zastępca wójta w Kazimierzu Biskupim
stawia sprawę jasno.
 |
 XII-wieczny kościół Św. Marcina w Kazimierzu Biskupim
|
|
Równie jasno problem widzi ks. Władysław Nadybał z Międzyrzecza, do niedawna
proboszcz tamtejszej parafii Pięciu Męczenników Polski. Kiedy ks. Nadybał usłyszał,
że w Kazimierzu roszczą sobie pretensje do pierwszych świętych, wykrzyknął: - Oni
mają przestarzałe informacje! Każdy wie, że Bracia Męczennicy żyli w Międzyrzeczu i
tu ponieśli śmierć.
"Aby ożywić kult"
Wjeżdżający do Kazimierza mija wielką tablicę: na niebieskim tle wizerunki pięciu
mnichów w białych habitach, i napis: "Gmina Kazimierz Biskupi wita". - Bracia
Męczennicy patronują naszej gminie od kilkunastu lat - tłumaczy wójt Wojnicz.
Wójt dałby sobie rękę uciąć, że Pięciu Braci żyło i poniosło śmierć w
Kazimierzu. - Jak pamięcią sięgam, żywy był tutaj ich kult - przekonuje. - A mam już
65 lat.
Niedaleko ryneczku, gdzie urzęduje wójt, stoi klasztor Misjonarzy Świętej Rodziny. Ks.
Waldemar Murach, rektor tutejszego Wyższego Seminarium Duchownego, prowadzi klasztornymi
krużgankami do wzniesionego w XVI w. kościoła pod wezwaniem Pięciu Braci Męczenników
i św. Jana Chrzciciela.
Trzynastego każdego miesiąca księża misjonarze odprawiają w swoim kościele Mszę ku
czci Pięciu Braci; podczas nabożeństwa wierni całują schowany w bocznym ołtarzu
maleńki relikwiarz z fragmentami kości świętych.
- Liturgiczne wspomnienie Pięciu Braci przypada 13 listopada - tłumaczy ksiądz rektor.
- Ale żeby ożywić kult, wspominamy ich co miesiąc.
Relikwie Pięciu Braci znajdują się także w oddalonym o kilkaset metrów kościele
parafialnym św. Marcina, umieszczone w srebrnej trumience.
- Na obchody tysiąclecia chrztu Polski nasz biskup przekazał część szczątków z
trumienki do kościoła św. Jana Chrzciciela w Międzyrzeczu, bo oni nie mieli swoich -
opowiada proboszcz, ksiądz kanonik Józef Wysocki, oprowadzając po swojej świątyni, o
romańskim jeszcze rodowodzie.
Tak mówią w Kazimierzu Biskupim. I podobne głosy usłyszeć można w Międzyrzeczu.
- Gdyby Pięciu Braci nie było z Międzyrzecza, po co biskup kazałby mi budować
kościół? - pyta (retorycznie rzecz jasna) ks. Nadybał, pallotyn. Cztery lata temu
biskup zielonogórsko-gorzowski Adam Dyczkowski ściągnął go razem ze współbraćmi z
Sosnowca. Odtąd aż do zeszłorocznej jesieni ks. Nadybał wznosił sanktuarium
Pierwszych Polskich Męczenników.
Choć z powodu choroby poszedł na wcześniejszą emeryturę, ksiądz nadal żyje budową
międzyrzeckiego sanktuarium. Wielka świątynia powstaje na skraju Międzyrzecza, w
sąsiedztwie bloków jednego z osiedli. Ks. Nadybał, który był także proboszczem tego
blokowiska, narzeka trochę na mieszkańców, że słabo do kościoła chodzą. - Tu
wybory zawsze Kwaśniewski wygrywał - kwituje.
Świątynia, stawiana z czerwonej cegły-dziurawki, ma kształt serca. Msze w surowych
jeszcze murach ks. Nadybał zaczął odprawiać już rok temu. Kiedy pytam, po co taka
duża świątynia, skoro tak mało ludzi chodzi tu do kościoła, ksiądz odpowiada: -
Pielgrzymi będą do nas przyjeżdżać, a może w końcu przyjdzie jakieś odrodzenie
religijne.
Sanktuarium miało być gotowe na czerwiec tego roku, kiedy do Międzyrzecza zjedzie cały
Episkopat, na obchody tysięcznej rocznicy męczeńskiej śmierci Pięciu Braci. - Ale nie
zdążymy z budową - ubolewa ks. Andrzej Delik, obecny proboszcz. - Nie mamy pieniędzy.
W mrokach historii
Historia Pięciu Braci, nazywanych też Pierwszymi Polskimi Męczennikami, zaczyna się w
1000 r., kiedy w Gnieźnie u grobu św. Wojciecha (zabitego trzy lata wcześniej przez
Prusów) spotykają się książę Bolesław Chrobry i niemiecki cesarz Otto III. Żeby
umocnić chrześcijaństwo w niedawno ochrzczonej Polsce, Chrobry prosi Ottona o
przysłanie zakonników: mnisi mieli głosić Ewangelię pogańskim jeszcze plemionom.
Chcąc pomóc Chrobremu, cesarz - mający wizję zjednoczonej pokojowo Europy i w
odróżnieniu od swych poprzedników i następców nie snujący planów Drang nach Osten -
zabiera się do załatwiania sprawy. Pomaga mu jego krewniak, Bruno z Kwerfurtu, mnich z
benedyktyńskiej pustelni w Pereum koło Rawenny (północne Włochy). Bruno namawia na
wyprawę dwóch zakonników z Pereum: Benedykta i Jana. Pod koniec 1001 r. ruszają na
północ. Gdy docierają na miejsce, Chrobry funduje im klasztor i przydziela czterech
Polaków: Barnabę, Izaaka, Mateusza i najmłodszego Krystyna, który służy eremitom
jako kucharz. Jan i Benedykt uczą się języka Słowian i zapuszczają brody, aby
upodobnić się do tubylców.
Gdzie osiedli zakonnicy? Niemiecki kronikarz Thietmar, opisując najazd na Polskę cesarza
Henryka II w 1005 r. (następcy zmarłego młodo Ottona III) zanotował, że w drodze na
Poznań niemieckie wojska zatrzymały się w opuszczonym przez mnichów opactwie w
Międzyrzeczu. Na ten zapis powołują się zwolennicy Międzyrzecza. - Taki sławny
kronikarz nie mógł się mylić - zaciera ręce ks. Nadybał.
Innego zdania jest ks. proboszcz Wysocki z kościoła św. Marcina w Kazimierzu. Na
sklepieniu jego XII-wiecznej świątyni namalowano sceny z życia i męczeństwa Pięciu
Braci. Na jednym z malowideł ktoś przebija włócznią ubranego w biały habit mnicha. -
To scena zamordowania zakonników - objaśnia proboszcz. I dowodzi: - Pustelnicy otrzymali
od Chrobrego 10 funtów srebra na starania o koronę dla polskiego władcy. Wieść o
skarbie w rękach mnichów rozeszła się po okolicy i w nocy z 10 na 11 listopada 1003 r.
pustelnię najechali rabusie i zamordowali braci. Nie wiedzieli, że wcześniej zakonnicy
oddali srebro władcy.
Ocalał tylko Barnaba. - Miał szczęście - mówi ks. Wysocki. - Nie było go w
klasztorze.
Wieść o śmierci pustelników rychło dotarła do Rzymu i wkrótce papież Jan XVII
ogłosił ich świętymi. Ich relikwie przewieziono do Gniezna oraz do Ascoli w
środkowych Włoszech. Kiedy w 1038 r. czeski książę Brzetysław najechał Polskę,
uwiózł do Pragi także szczątki Pięciu Braci. Dopiero na początku XVI w. poznański
biskup Jan Lubrański sprowadził je - do Kazimierza Biskupiego.
- Odtąd mamy udokumentowany kult męczenników, którym nikt inny nie może się
poszczycić - chwali się kazimierski proboszcz ks. Wysocki, który na plebanii
przechowuje papieski dokument z początków XX w., o odpustach dla uczestników obchodów
900-lecia śmierci Pięciu Braci. - To dowód, że łączenie Pięciu Braci z Kazimierzem
nie jest naszym wymysłem - mówi ksiądz.
Czy Papież się pomylił
Obie miejscowości dzieli ponad 200 kilometrów.
W Kazimierzu, położonym na Pojezierzu Kujawskim (diecezja włocławska), kilkanaście
lat temu świętowano 700-lecie nadania praw miejskich. Ale Kazimierz miastem nie jest:
prawa miejskie utracił w II połowie XIX w.; w ten sposób władze rosyjskie ukarały
miasto za udział jego mieszkańców w powstaniu styczniowym. Liczący dziś 3,5 tys.
mieszkańców Kazimierz nie odzyskał tych praw do dziś. - Jesteśmy wioską, ale mamy
uniwersytet - zaznacza ks. Murach, mając na myśli seminarium, które od 5 lat jest
sekcją Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Z kolei leżący u ujścia rzeki Paklicy do Obry 20-tysięczny Międzyrzecz prawa miejskie
ma od połowy XIII w. W średniowieczu krzyżowały się tu drogi z Gniezna do Magdeburga
(wtedy centrum kościelnego) oraz ze Szczecina do Wrocławia i Krakowa. - Przez kilkaset
lat Międzyrzecz odgrywał ważną rolę jako strażnica zachodniej granicy Polski -
podkreśla Antoni Tkocz, rzecznik urzędu miasta.
Po drugim rozbiorze (1793) Międzyrzecz znalazł się pod zaborem pruskim (nazywał się
Mezeritz). W granicach Niemiec został po I wojnie światowej. Kiedy w 1945 r. wrócił do
Polski, osiedlali się tu wysiedleńcy, wypędzeni z utraconych przez Polskę kresów
wschodnich. Potem dołączyli Ukraińcy, wyrzuceni z południowo-wschodniej Polski w
"Akcji Wisła". W mieście jest dziś greckokatolicka parafia, a na ulicy można
usłyszeć wschodni akcent.
Konflikt o świętych między obu miastami narastał od paru lat.
O tym, że Międzyrzecz wiązany jest z historią Braci Męczenników, Waldemar Dryjański
z Kazimierza Biskupiego usłyszał po raz pierwszy, kiedy w 1997 r. oglądał w telewizji
transmisję z pobytu Jana Pawła II w Gorzowie Wielkopolskim. - Kiedy Papież powiedział,
że na ziemiach tych ponieśli męczeńską śmierć Bracia Męczennicy, pomyślałem, że
się pomylił - mówi Dryjański. - Całe życie byłem przekonany, że oni byli u nas.
Dryjański, z wykształcenia informatyk, kieruje reaktywowanym przed trzema laty Bractwem
Świętych Pięciu Męczenników. Powołane na początku XVIII stulecia przez Innocentego
XII, bractwo zajmowało się szerzeniem kultu Pięciu Braci i prowadziło działalność
charytatywną. Jego członkowie uczestniczyli w powstaniu styczniowym; trafili na Sybir. -
Postanowiliśmy je przywrócić, aby uzmysłowić mieszkańcom, w jakim historycznym
miejscu żyją - tłumaczy Dryjański, który nosi tytuł Starszego Bractwa. Nie wierzy,
żeby Chrobry mógł posłać misjonarzy do znajdującego się na rubieżach państwa
Międzyrzecza. - Kogo mieliby tam nawracać? Brandenburczyków? - pyta.
W Kazimierzu mają żal do Episkopatu, że na miejsce centralnych obchodów tegorocznych
uroczystości wybrał Międzyrzecz. Rektor z Kazimierza Biskupiego daje do zrozumienia,
że ma to podtekst polityczny: - Chodzi o podkreślenie polskości ziem zachodnich -
domyśla się ks. Murach. - Dlatego tworzy się tam wielkie sanktuarium.
Pięć centymetrów kości
Na międzyrzeckim rynku - z ratuszem o łososiowej elewacji (jego początki sięgają
czasów Batorego) i poprotestanckim kościołem św. Wojciecha - o Pięciu Braciach ludzie
nie wiedzą prawie nic.
- Niech pan pyta bardziej pobożnych, ja w kościele rzadko bywam - zbywa pytanie
taksówkarz.
- Nic nie wiem, bo przestałam chodzić do kościoła, jak ksiądz mi przygadał, że
jestem Ukrainką - mówi starsza kobieta.
- Co się dziwić, tu każdy myśli jak koniec z końcem związać, bieda straszna -
usprawiedliwia wiernych ks. Nadybał. - Ci, co chodzą do kościoła, nawet na tacę nie
mają. Ale ludzie nie są tu źli.
A co wiedzą w Kazimierzu?
- Piorun wie, czy tu byli naprawdę. Legenda mówi, że tak - Donat Jaroszewski, krępy
blondyn po trzydziestce, sączy piwo. Jest pasjonatem historii, zaliczył rok studiów na
poznańskim uniwersytecie. - Ale alkohol i złe towarzystwo sprowadziły mnie na złą
drogę - uśmiecha się z rezygnacją. Teraz jest elektrykiem, a dzieje Pięciu Braci ma w
małym palcu. - Ale niech pan popyta tutejszych o imiona męczenników, mało kto będzie
wiedział - zaznacza.
Ma rację.
- Izaak, Krystyn i chyba Marcin - zastanawia się mężczyzna w średnim wieku. -
Wszystkich nie znam - kapituluje.
- Imiona? - powtarza pytanie wójt Wojnicz. Chwila milczenia, potem wójt prosi o pomoc
sekretarkę. - Gdzieś to było napisane... - sekretarka biega po pokoju, szuka książki.
Upływa kilka minut, nim wójt wyrecytuje z monografii o Kazimierzu imiona męczenników.
Kilka lat temu do proboszcza Wysockiego w Kazimierzu przyjechało dwóch księży z
Gorzowa Wielkopolskiego. Chcieli otrzymać relikwie do budowanego tam kościoła pod
wezwaniem Pięciu Braci Męczenników. - Powiedziałem im, że nie jestem władny dzielić
relikwii i odesłałem do mojego biskupa we Włocławku - opowiada ks. Wysocki.
Wtedy sprawę nagłośniły lokalne media.
- Przecież mamy relikwie z Pragi! - unosi się ks. Nadybał. Dwa lata temu specjalna
delegacja z biskupem Pawłem Sochą z Zielonej Góry pojechała do stolicy Czech po
szczątki Męczenników, zrabowane przez Brzetysława. Parafia Pierwszych Męczenników w
Gorzowie dostała wtedy fragment kości z głowy św. Benedykta, a sanktuarium w
Międzyrzeczu relikwie wszystkich Pięciu Braci.
Czy autentyczne? - Na sto procent! - zapewnia ks. Nadybał. - Benedykta to tyle dostałem,
o... z pięć centymetrów - pokazuje na swoim palcu.
Przez ostatni rok relikwie wędrowały kolejno po 250 parafiach diecezji
zielonogórsko-gorzowskiej. - Żeby przygotować wiernych do obchodów - mówi ks.
Nadybał, który kazał umieścić szczątki w ponad metrowej wysokości pozłacanym
relikwiarzu.
W wiosenne, słoneczne przedpołudnie rzecznik Antoni Tkocz oprowadza wokół
międzyrzeckiego ratusza. Kocie łby, jakimi kilka miesięcy temu wyłożony był rynek,
zastąpiły dziś granitowe, eleganckie płyty. - Przygotowujemy się na przyjazd stu
tysięcy ludzi - mówi Tkocz. - Miasto musi wyglądać reprezentacyjnie.
Władze Międzyrzecza nie kryją, że zbliżające się uroczystości chcą wykorzystać
do promocji miasta, które także świętować będzie swoje tysiąclecie.
Czy zaproszą delegację z Kazimierza? - Pewnie, że zaprosimy - uśmiecha się Tkocz. - U
nas staropolska gościnność jeszcze nie wygasła.
- My będziemy mieć swoje obchody - odpowiada ks. Wysocki z Kazimierza.
- A niech sobie robią lokalne uroczystości - ripostuje ks. Nadybał z Międzyrzecza. -
Do nas przyjadą biskupi z Polski i z zagranicy. A tam kto pojedzie?
- Niech się historycy kłócą - ks. Wysocki ma dość sporów, które miasto ma prawa do
pustelników. - Modlitwy nigdy za mało, a tego nikt nam nie może zabronić - ucina.
Ani Kazimierz,ani Międzyrzecz?
A co na to historycy?
- Ani Międzyrzecz, ani Kazimierz Biskupi. Pięciu Braci założyło swoją pustelnię w
Kaźmierzu pod Szamotułami - uważa znawca średniowiecza, prof. Gerard Labuda z
Poznania. - Są na to dokumenty.
Ze swojej pracowni profesor taszczy pod pachą grube księgi. Na pożółkłych kartach
pokazuje zapis w Roczniku Kamienieckim: pod rokiem 1003 zanotowano: "Heremite in
Polonia martizati sunt in Kazmir: Benedictus, Matheus, Christinus, Iohannes, Ysaac".
Taki sam zapis widnieje również w Roczniku Poznańskim.
- Zatem w dwóch niezależnych od siebie źródłach zapisano, że w Kazimierzu w Polsce w
1003 r. zamordowano Pięciu Braci - ciągnie profesor Labuda. - Nie ma wątpliwości, że
chodzi o Kaźmierz pod Szamotułami, bo tędy cesarz Henryk II szedł na Poznań, a nie
przez Konin, koło którego leży Kazimierz Biskupi.
Skąd więc w kronice Thietmara wziął się Międzyrzecz?
- Thietmar nie brał udziału w tej wyprawie, dla niego Międzyrzecz czy Kazimierz to
było wszystko jedno - tłumaczy prof. Labuda. - Gdyby szedł z armią cesarza, na pewno
nie doszłoby do pomyłki, bo to był rzetelny kronikarz.
Jednak mieszkańcy oddalonego 20 kilometrów od Poznania maleńkiego Kaźmierza nie
roszczą sobie pretensji do Pięciu Braci. - To nie u nas - odpowiada krótko ksiądz
kanonik Zdzisław Potrawiak, proboszcz tutejszej parafii Narodzenia Najświętszej Marii
Panny.
O mnichów zapytałem także parafian księdza Potrawiaka, kiedy wychodzili z kościoła
po niedzielnej Mszy. - Jakichś zakonników tutaj u nas zamordowali, ale to chyba w czasie
wojny - odparła zaskoczona dziewczyna.
Jednak proboszcz zaprowadzi do stojącego na niewielkiej skarpie gotyckiego kościoła.
Pokazuje pięć dużych kamieni, wmurowanych na wysokości dwóch metrów w zewnętrzną
ścianę świątyni.
- Tradycja powiada, że to na pamiątkę Pięciu Braci - mówi kanonik. - Ale ja nie mam
dokumentów na to, że oni tutaj w ogóle byli.
|