|
Katolicyzm ze znakiem zapytania
Ks. Adam Boniecki
"Czym jest katolicyzm? Dziesięć kontrowersyjnych pytań" to zbiór felietonów
i przemówień, dlatego trudno o całej książce powiedzieć, że jest dobra, że dobrze
się czyta, że trafia w sedno problemów współczesnego czytelnika. Jako klucz lektury
Weigel proponuje zdanie "wejdź do środka". Cytując Evelyna Waugha pisze mniej
więcej tak: jeśli pociąga cię lub niepokoi nauczanie Kościoła, przypatrz się mu, za
punkt obserwacyjny przyjmując jego centrum.
Innymi słowy, książka mówi o sprawach wiary i Kościoła "od środka". Nie
jest apologetyką, nie ma w niej dowodów na istnienie Boga, na boskie pochodzenie Kościoła
itp. Rozmowa wśród wierzących. A ci z zewnątrz? Weigel chce, by śledząc tę rozmowę
zobaczyli, że "katolicyzm jest afirmacją naszego człowieczeństwa i każdego
ludzkiego istnienia, której źródłem jest Bóg rozkochany w swoim stworzeniu (...) do
tego stopnia, że posłał swego Syna dla zbawienia świata".
Ten rodzaj pisania o wierze ma swoją tradycję. Niedościgłym wzorem jest C. S. Lewis
("O wierze i moralności chrześcijańskiej", "Listy starego diabła do młodego",
"Dlaczego zło?"). Do tego typu publikacji można też zaliczyć "O możliwości
wiary dzisiaj" Karla Rahnera, gdzieś w tej okolicy umieściłbym słynną
"Pocztę ojca Malachiasza" Tadeusza Żychiewicza, choć tu - jako że powstawała
w ogniu realnej korespondencji - mamy także rozdziały całkiem apologetyczne, adresowane
wprost do niewierzących. Osobliwością pracy Weigla jest to, że książka była
konstruowana w oparciu o tekst Magisterium Kościoła (Sobór Watykański II, Katechizm,
nauczanie Papieża), o teksty wprawdzie nie urzędowe, lecz stanowiące niemal magistralny
do takowych komentarz kard. Ratzingera i nielicznych, ale najwybitniejszych teologów, jak
Hans Urs von Balthasar. Te autorytety jednak nie są tu użyte w duchu Roma locuta, causa
finita, czyli nie po to, by zamknąć sprawę, lecz dlatego, że w ich tekstach problem
został ujęty precyzyjnie. Tak jest np. w rozdziale o katolickiej moralności. By pokazać,
że nie sprowadza się ona do pytania "jak daleko mogę się posunąć?", a więc
do listy zakazów, Weigel sięga po tekst Jana Pawła II, który "za punkt wyjścia
swych rozważań o moralności przyjmuje ewangeliczną opowieść o bogatym młodzieńcu,
który (...) wcale się nie zastanawia "jak daleko mogę się posunąć w moim postępowaniu?",
lecz zadaje Jezusowi zupełnie inne pytanie "co dobrego mam czynić, by otrzymać życie
wieczne?". Nie pyta o to, czego nie powinien robić, lecz o to, co dobrego ma czynić".
Jedne rozdziały są lepsze, inne słabsze. Niektóre, jak np. "Kościół liberalny
czy Kościół konserwatywny?" prawdopodobnie są bardziej zrozumiałe w Ameryce niż
u nas, choć i u nas mogą się przydać. Obawiam się, że rozdział "Jak mamy kochać"
nikogo nie usatysfakcjonuje, a rozdzialik o antykoncepcji nawet rozczaruje. Papież tej
sprawie poświęcił trzyletni cykl audiencji (1979-1984), zawartych w tomie liczącym 500
stronic. I, niestety, nie dało się tego przekonująco streścić na stronach
trzydziestu. Wypada jednak zacytować ostrzeżenie Autora przed uleganiem kliszom.
"Zaprzątnięcia Kościoła seksem nie da się porównać z obsesją mediów na
punkcie nauczania Kościoła dotyczącego seksu. (...) W pierwszych dziewiętnastu latach
pontyfikatu Jana Pawła II jedynie ok. trzech procent jego publicznych wystąpień dotyczyło
zasad moralności seksualnej. A tymczasem, czytając prasę światową, można było odnieść
wrażenie, że papież mówi wyłącznie o seksie (...). Kościół katolicki seks i
problemy ludzkiej płciowości traktuje bardzo poważnie, poważniej niż wydawcy
"Playboya" czy "Cosmopolitan"".
Niektóre rozdziały zasługują na szczególną uwagę, jak choćby piękny fragment o
kształtowanej przez wartość wolności. Wzruszył mnie w nim przykład z grą na
fortepianie (zniewolenie żmudną nauką gry i wolność tego, kto wali w fortepian, jak
mu się podoba), który po raz pierwszy usłyszałem ponad pół wieku temu od mego księdza
katechety. Książka bywa chwilami jakby ciut naiwna, zbyt "poczciwa". Czasem
jako oczywiste przyjmuje to, co dla wszystkich (niestety!) oczywiste nie jest, jak np. że
"nienarodzone dziecko jest od samego początku człowiekiem". Może jest to
przejaw owego patrzenia "od wewnątrz", czyli przyjęcia niewzruszonych aksjomatów,
jak istnienie Boga. Jednak rozdział "Kwestie życia lub śmierci: aborcja i
eutanazja" serdecznie polecam. Jest w nim myśl, która stanowi, moim zdaniem, jedną
z ważnych tez książki - że spór o zasady moralne w gruncie rzeczy nie jest sporem o
konkretne normy, ale sporem o sposób rozumienia pojęcia "godność człowieka".
To, co przez to pojęcie się rozumie, ma konsekwencje wprost niewyobrażalne.
Być może znajdą się czytelnicy, dla których książka Weigla nie wystarczy, by
"wejść do środka". Może lektura będzie tylko spojrzeniem przez dziurkę od
klucza, ale i to już jest coś. Zaproszenie zaś, by wejść, warto zapamiętać:
"Być może przekonasz się, że to, co z zewnątrz wydawało się przytłaczające i
ograniczające, jest w rzeczywistości (...) ogromną przestrzenią, gdzie człowiek
doznaje wyzwolenia i gdzie może wieść w pełni ludzkie życie, przygotowując się na
Bożą przyszłość".
|