adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 18 (2808)
4 maja 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

3. Niedziela Wielkanocna


Spotkania po Zmartwychwstaniu

Ks. Jan Słomka


Uczniowie słuchający opowieści o spotkaniu z Jezusem w Emaus, nie spodziewali się, że właśnie w tym momencie Jezus przyjdzie także i do nich. Byli zaskoczeni i wystraszeni. Podobny scenariusz powtarza się właściwie podczas wszystkich spotkań Jezusa z uczniami po zmartwychwstaniu. Mają one zresztą jeszcze jedną cechę: nie tylko są niespodziewane, ale także uczniowie mają kłopoty z rozpoznaniem Jezusa. On to rozumie: pokazuje swoje rany, pozwala się dotknąć, je wraz z uczniami. Oświeca także ich umysły, aby zrozumieli Pisma.

Jednak to spotkanie, choć tak bliskie i radosne, było krótkie. Zaraz potem Jezus odchodzi, a uczniowie nawet nie próbują Go zatrzymać. Czas stałego przebywania z Mistrzem skończył się bezpowrotnie i, jak wynika z opisów w Dziejach Apostolskich, uczniowie są tego świadomi: jeszcze nie są gotowi, aby iść i głosić Ewangelię o Jezusie - Mesjaszu, ale już wiedzą, że nie ma powrotu do czasu sprzed śmierci Jezusa. Zmartwychwstanie nie cofnęło wydarzeń. Dzieje się coś zupełnie nowego.

Skoro jesteśmy uczniami Jezusa, to w naszym życiu dzieje się podobnie. Tak, jak wtedy do uczniów, również i do nas Jezus przychodzi ciągle na nowo: niespodziewany i zwykle trudny do rozpoznania. On się nie powtarza. Co prawda liturgia wyznacza doroczny rytm świąt, w tym i tego najważniejszego: Zmartwychwstania, ale nasze życie wiary nie zamyka się w takim kolistym cyklu. To jest po prostu życie: ciągle przychodzą nowe sytuacje, nie można się zatrzymać. Nawet najpiękniejsze, najbardziej poruszające przeżycia Bożej obecności nie są ostateczne, nie mogą stać się punktem odniesienia, do którego przez resztę życia będziemy starali się powrócić. Minione doświadczenia wiary są naszym bogactwem, ale nie mogą stać się czymś, co wspominamy - jak niektórzy minioną młodość - jako bezpowrotnie utracony raj. To bywa trudne, łatwiej jest żyć wspomnieniami: to, co już się wydarzyło, jest bezpieczne, nasze własne.

A jednak chrześcijanin to człowiek nadziei, a nie wspomnień. Wspominamy Zmartwychwstanie, bo jest ono fundamentem naszej wiary, ale aby spotkać Jezusa, trzeba nam przede wszystkim spoglądać przed siebie. To dotyczy codzienności naszego życia, ale przede wszystkim taka jest podstawowa perspektywa naszej wiary: kieruje ona nasz wzrok na to, co przed nami, na ostateczne przyjście Jezusa na końcu czasów. "Wspominamy śmierć Twoją Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale".


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny