|
„TP”, Nr 18 (2808), 4 maja 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2808/prasakrajowa.php
Prasa krajowa
Portret szmalcownika
Szantażowaniem i denuncjowaniem Żydów podczas okupacji niemieckiej zajmowali się w
Warszawie nie tylko pojedynczy szmalcownicy - zarabiały na tym też zorganizowane gangi,
bynajmniej nie złożone wyłącznie z zawodowych kryminalistów, mające też często
"międzyetniczny" skład (z Niemcami i Polakami współpracowali niekiedy... Żydzi)
- pisze w ZESZYTACH HISTORYCZNYCH (143) Jan Grabowski, profesor historii na Uniwersytecie
w Ottawie.
Bazą źródłową do tych ustaleń stały się archiwa sądów okupowanej stolicy.
Okazuje się bowiem, że okupanci nie wahali się karać tych szmalcowników, którzy
podawali się za funkcjonariuszy Gestapo, próbowali korumpować urzędników niemieckich
bądź szantażowali Polaków. Sporadycznie skutkowały nawet skargi na szantaż ze strony
samych Żydów. W okresie 1939-42 przed stołecznym Sądem Specjalnym odbyło się 48
procesów przeciwko szmalcownikom (najwięcej w latach 1940-41, potem, co też znamienne,
już tylko sporadycznie).
Wśród 114 oskarżonych ledwie 4 miało przeszłość kryminalną - wśród pozostałych
są wykwalifikowani robotnicy, rzemieślnicy, chłopi, uczniowie szkół średnich, a także
artyści i nauczyciel. Równie ciekawa jest analiza narodowościowa oskarżonych: większość
(73 osoby) to - by odwołać się do terminologii tamtych czasów - "Polacy, wyznania
rzymsko-katolickiego, aryjczycy". Ale przed sądem stawali też Niemcy (28 osób -
tak Reichsdeutsche, jak Volksdeutsche) oraz Żydzi (13 osób).
Akta procesów ujawniają też inne znamienne fakty. Początki szmalcownictwa zbiegają się
niemal z zajęciem Warszawy przez hitlerowców. Wzorem była stacjonująca w stolicy
Einsatzgruppe, która zajęła się aresztowaniami osób, mogących uciec za granicę bądź
mających majętnych krewnych, gotowych zapłacić okup za uwolnienie bliskich. Rychło
pojawili się też wysłannicy niemieckich przedsiębiorstw, skorzy do przejmowania żydowskich
firm. Równocześnie wprowadzenie antyżydowskiego ustawodawstwa dowodziło, że będzie
to grupa wyjęta spod ochrony prawa. Nasilenie represji powodowało też, że
szmalcowniczy proceder stawał się bardziej opłacalny: wraz ze wzrostem zagrożenia można
było żądać wyższych okupów.
Panujący wśród okupujących Warszawę Niemców stereotyp Żyda wykreowany na podstawie
propagandowych rysunków, niekoniecznie jednak odpowiadał rzeczywistości. Polakom, z
racji bliskich kontaktów czy znajomości sąsiedzkich, łatwiej przychodziło rozpoznać
osoby pochodzenia żydowskiego. A czasem i wskazać: w aktach znajduje się wiele relacji
opisujących zatrzymania Żydów nie przez szmalcowników z chęci zysku, lecz przez zwykłych
warszawiaków, wychowanych w duchu antysemickim i gotowych przyłożyć rękę do
aresztowania "wroga rasowego".
Znamienne też, że już zimą 1939 r. przed sąd trafiły pierwsze zorganizowane szajki
szmalcownicze - musiały zatem zacząć działać jeszcze wcześniej. Najpopularniejszym
sposobem wymuszania okupu była metoda "na Niemca": (na 48 spraw objętych
procesami dotyczyło jej 33). Polegała ona na wykorzystaniu podczas szantażu niemieckich
żołnierzy bądź urzędników albo też podszywanie się pod nich. To dlatego szajki
werbowały współpracowników w stacjonujących w stolicy jednostkach okupanta, policji
(tak niemieckiej, jak ostatecznie "granatowej" - korupcja wśród policji osiągnęła
taki stopień, że dla pokazu władze rozstrzelać musiały dwóch gestapowców za
Judengeschäfte), wreszcie wśród Volksdeutschów. Z kolei Żydzi byli angażowani do współpracy,
bo mogli łatwo wskazać szmalcownikom swoich zamożniejszych rodaków.
Ofiary szajek miały przy tym o wiele mniejszą szansę przeżycia niż Żydzi szantażowani
przez szmalcowników działających w pojedynkę.
W lecie 1942 r. sądy Polskiego Państwa Podziemnego wydały pierwsze wyroki śmierci na
szmalcowników.
KB
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|