|
Notatki
Czego od krytyków oczekują artyści?
Kwietniowy zeszyt "Więzi" przynosi obszerny blok wypowiedzi na temat relacji:
artysta - krytyk. Zabiera głos 26 przedstawicieli zawodów twórczych: pisarzy, aktorów,
reżyserów teatralnych i filmowych, malarzy, choreografów i tancerzy. Pytanie, które
zadała redakcja, sprowadza się do zagadnienia: czego artyści oczekują od krytyki? Większość
spostrzeżeń jest krytyczna. Wyjątkiem jest wypowiedź Stefana Chwina, który jest
zadowolony z tego, co krytycy o nim piszą i jak go oceniają. Podaje długą listę
krytyków inteligentnych, chwalących jego dzieło literackie i nazwisko jednego (Tomasza
Burka), któremu tej kwalifikacji raczej odmawia.
Artyści oczekują od krytyka: profesjonalizmu (wiedzy o tym, o czym pisze), dialogu z twórcami,
troski o nich. "Krytyk powinien przede wszystkim być dobrym czytelnikiem - zauważa
Włodzimierz Odojewski - kimś, kto potrafi czytać książki. To powinien być człowiek
książce życzliwy". Rolą krytyki - opiniuje Jarosław Modzelewski - jest pośredniczenie
między odbiorcą a artystą. Krytyk powinien przybliżać pracę artysty, przeprowadzać
publiczność przez jego świat". W podobnym tonie utrzymana jest wypowiedź Joanny
Szczepkowskiej: "A więc chyba najważniejszą rzeczą, jakiej oczekiwałabym od
krytyki, jest właśnie atmosfera szeroko pojętej przyjaźni".
Andrzej Seweryn: "Chciałbym, aby krytycy udowodnili nam zatroskanie światem, krajem
i naszą sztuką z większej perspektywy". Podobne myśli snuł sto lat temu Stanisław
Brzozowski pisząc, że krytyk powinien być "świadomością moralną epoki".
Dla krytyka "błąd artysty powinien być powodem troski i próby wnikliwej oceny, a
nie okazją do wylewania własnej żółci i poczucia władzy" (Joanna Szczepkowska).
Podobnie Mariusz Treliński: "Krytycy stają się obecnie kimś w rodzaju żonglerów,
robią uniki, stają się cyniczni, zgryźliwi, pełni żółci dlatego właśnie, że ich
rola i sens tego, co robią, kompletnie zanika".
Krytyk nie powinien być tubą jednej opcji politycznej, jednej ideologii, jednego środowiska.
Nieszczęściem krytyki są koleżeńskie układy i koterie. Ważna jest etyka piszącego,
uczciwość intelektualna wobec artysty i odbiorcy. Karol L. Koniński nazwał ongiś tę
postawę "etyzmem w krytyce". Zobowiązuje on piszącego do ostrożności w
ferowaniu wyroków, a także do pokory, uświadomienia sobie skali wysiłku, który twórca
włożył w swoje dzieło: książkę, spektakl teatralny czy obraz.
Krytyka - zdaniem większości wypowiadających się w ankiecie - powinna być partnerką
w stosunku do twórcy. Żyjemy w epoce kryzysu krytyki: plastycznej, literackiej,
muzycznej, filmowej. Nie ma (lub szukać trzeba ze świecą) krytyków, których
czytelnik, widz, słuchacz obdarzałby pełnym zaufaniem. Zniknęły stare autorytety,
nowe się nie pojawiły. W latach międzywojennych takim autorytetem był Karol
Irzykowski. Wystarczy przywołać jego "Walkę o treść" - summę
intelektualnych sporów z Witkacym, arcydzieło zmysłu krytycznego.
Idealny krytyk, mówi Marcel Łoziński, ma "mocny kręgosłup, własne zdanie, poglądy,
gust. Jest niesterowalny, wrażliwy, uczciwy i odpowiedzialny za każde słowo. Jest
subiektywny, ale ma świadomość, że dysponuje bronią o potężnej sile
kaleczenia". Najbardziej utalentowanego twórcę krytyk może zniszczyć, a grafomana
czy pacykarza wynieść na poziom, do którego dochodzą po wielu latach najlepsi.
Po Październiku 1956 literacką prasę zdominowali młodzi, zdolni, wrażliwi i uczciwi
krytycy: Jerzy Kwiatkowski, Jan Błoński, Andrzej Kijowski, Konstanty Puzyna, Ludwik
Flaszen. Suwerenni w myśleniu, nie tylko analizowali, oceniali produkt twórcy, ale
potrafili wskazywać drogę, po której idzie się bezpiecznie do celu. Dziś krytyka -
ubolewa Julia Hartwig - "przestała być sztuką, a także nie stawia sobie zadań
postulatywnych. Katastrofą było wycofanie się Jana Błońskiego z rozpatrywania i
oceniania współczesnej literatury, zwłaszcza poezji".
Najkrótsza wypowiedź pochodzi od Antoniego Libery. Oczekuje on od krytyki, "żeby
nie szkodziła". To ważny, choć minimalistyczny postulat. Dla artysty może
cenniejszą od wyroku krytyka jest opinia czytelnika, widowni. "Czasami czuję - mówi
Krystian Lupa - że wrażliwy widz widzi w teatrze więcej niż krytyk, jest mniej
obarczony przesądami i dogmatyzmem".
Minorowy jest ton wszystkich wypowiedzi. Sprowadza się do tezy: krytyka umiera. Nie można
temu zaradzić, póki zamknięte środowiska i niechętne sobie grupki literackie nie
podejmą rzeczywistego dialogu. Recenzenci "Gazety Wyborczej" będą nadal pisać
o "swoich", a dziennikarze "Gazety Polskiej" o "swoich". I
nie będzie między nimi porozumienia.
(m)
|