adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 18 (2808)
4 maja 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet

Podróż do Czerniowiec

Lektor




Gregor von Rezzori: GRONOSTAJ Z CZERNOPOLA - pierwsza po polsku książka jednego z najoryginalniejszych spadkobierców literackich wielonarodowej monarchii habsburskiej. Gregor von Rezzori urodził się w roku 1914, na niewiele tygodni przed wybuchem I wojny światowej, w Czerniowcach, stolicy Bukowiny, jednego z krajów koronnych monarchii, w rodzinie szlacheckiej, jako syn architekta, urzędnika austriackiego. Po rozpadzie Austro-Węgier Bukowina przypadła Bukaresztowi, a przyszły pisarz stał się na kilkanaście lat obywatelem rumuńskim. Mieszkał w Czerniowcach, Bukareszcie, studiował w Wiedniu, w 1938 roku - po Anschlussie Austrii, do którego powracać będzie w swej twórczości - przeniósł się do Berlina. Po II wojnie, jako bezpaństwowiec, wielokrotnie zmieniał miejsca pobytu, by w 1960 roku osiąść w Toskanii. Prócz literatury zajmował się też dziennikarstwem, pisaniem scenariuszy filmowych, a także aktorstwem (zagrał m. in. u Louisa Malle'a w "Viva Maria!"). W 1984 roku przyjął obywatelstwo austriackie. Zmarł przed pięciu laty, 23 kwietnia 1998 roku, w swojej posiadłości w Donnini.

Już w latach 30. Rezzori publikował w prasie berlińskiej powieści w odcinkach. Popularność przyniosły mu "Opowieści maghrebińskie" (1953); tytułowy Maghrebin, który powracać będzie w późniejszych jego książkach, to literacka transpozycja kraju dzieciństwa, wielonarodowego południowowschodniego pogranicza c-k monarchii. W 1958 roku ukazał się "Gronostaj z Czernopola" (nagroda im. Fontanego), w 1979 roku "Pamiętniki antysemity", drukowane wcześniej w "New Yorkerze"; obszerny ich fragment zaprezentował w 1998 roku kwartalnik "Krasnogruda", w numerze poświęconym literackiej legendzie Czerniowiec, miasta wielkiego poety Paula Celana. W 1989 Rezzori ogłosił tom "Kwiaty na śniegu", z podtytułem "Studia portretowe do autobiografii, której nigdy nie napiszę", a na rok przed śmiercią - jednak autobiografię, zatytułowaną "Mir auf der Spur" ("Tropiąc siebie").


*


"Gronostaj z Czernopola" rozgrywa się w mieście, w którym nietrudno odgadnąć rodzinne Czerniowce autora. Wprawdzie Bukowina zmieniła się w "Teskowinę", a rzeka Prut w "Wołodziak", to jednak realia nie budzą wątpliwości. Pozostały nawet autentyczne nazwy czerniowieckich przedmieść: Horecza, Klokuczka, a także najważniejsze wyznaczniki miejskiego pejzażu: wielki most na rzece, dworzec kolejowy, czerwone wagony jedynej linii tramwajowej prowadzącej od mostu w stronę rynku, wyniosła kopuła synagogi zbudowanej w stylu orientalnym ("niby Świątynia Salomona przerobiona na secesyjną modłę"), pałac metropolity prawosławnego...

Wojna już się zakończyła i Czernopol zmienił przynależność państwową: prefektem Teskowiny z ramienia nowych władz jest teraz nieco cyniczny pan Tarangolian, a reprezentacyjną Herrengasse przemianowano "ku czci bohatera, którego dokonania są równie mało znane, jak pobudki tego, kto na ten karkołomny pomysł wpadł". Miasto pozostało jednak narodowościowym tyglem - na Herrengasse, czyli obecnie bulwarze Iancu Topora, nadal można "paść oczy widokiem Żydówek o urodzie Estery, Judyty czy Salome... kocich twarzy Polek o przejrzystych niemal blond włosach... Ormianek o migdałowych oczach i szlachetnie zarysowanych pustynnych profilach kołyszących się na pięknych gładkich szyjach niby głowy kłusujących z dumną godnością wielbłądów; czy Rumunek, na których jabłecznie jędrną świeżość lekki ciemny meszek kładł się kuszącym cieniem. Mieszanka ras tworzyła cuda, jeśli nie poprzez krew, to drogą napięć natury duchowej".

Jednak wszyscy "mówili tym samym chrapliwym, twardym, nieprzyjemnie wulgarnym dialektem, który zabarwiał każdy język, jakim się w Czernopolu posługiwano, i który znajdował swe brzmieniowe, jeśli wolno się tak wyrazić, usprawiedliwienie dopiero w świadomie wulgarnym efekcie, jaki nadawał dowcipom i pieprznym kawałom". Czernopolem rządzi bowiem dwuznaczny żywioł humoru, kpiny, ironii. "Śmieliśmy się kunsztownie, wręcz zdrożnie". Madame Aritonowicz, Rosjanka-emigrantka, przełożona instytutu wychowawczego, do której trafia bohater i jego siostra Tania (to z ich dziecięcej perspektywy, wzbogaconej o późniejszy komentarz dorosłego już narratora, obserwujemy wydarzenia), tłumaczy ich matce, że "naprawdę dobra szkoła powinna wpoić uczniom przede wszystkim odrobinę cynizmu". Czernopol - konkluduje narrator - "nie był wprawdzie miastem dobrym ani pięknym, ale za to niezwykle inteligentnym".

W ten właśnie świat, nasuwający skojarzenia z równie wielojęzyczną i równie dwuznaczną Aleksandrią z "Kwartetu" Lawrence'a Durrella (nb. cykl powieści Durrella powstał niemal równocześnie z "Gronostajem..."), wkracza postać z innej rzeczywistości, trochę jak wyjęta z kart powieści Josepha Rotha, nostalgicznego piewcy umarłej monarchii. To major Mikołaj Tildy, z pochodzenia Węgier, były oficer austriacki służący dziś nowym władcom. Historię fascynującego dzieci "huzara" poznawać będziemy cudzymi oczami, z komentarzy czernopolskiego towarzystwa. Pan Tarangolian nie bez racji porówna go do Don Kichota, bowiem zderzenie rycerskiego rozumienia cnoty i honoru z rzeczywistością, w której podobnym wartościom nikt już nie hołduje, musi doprowadzić do katastrofy. Żona i szwagierka, których dobrego imienia chce bronić Tildy, dawno to dobre imię utraciły, w dodatku dramat Tildy'ego przewrotnie splata się w czasie z klęską jego teścia, parweniusza-milionera Sandrela Paşcano. Ale to niedzisiejszemu rycerzowi, odrzucającemu ironiczną formę egzystencji czernopolan, złoży autor hołd w przewrotnym i przejmującym, tragigroteskowym finale.


*


Świat powieści Rezzoriego podszyty jest niepokojem, toczą się w nim destrukcyjne procesy zapoczątkowane jeszcze pod rządami monarchii, zaburzeniu ulega chwiejna równowaga teskowińskiej Aleksandrii. Przed naszymi oczami przesuwa się odstręczająca galeria niemieckich volkistów, wojujących narodowców. Nie budzi sympatii ksiądz dziekan Mieczysław Chmielewski z kościoła Serca Jezusowego, usiłujący przekonać dzieci, "że obowiązkiem każdego prawdziwego katolika jest występowanie w roli jeszcze prawdziwszego Polaka". Narratorowi bardziej trafiają do przekonania nauki doktora Arona Salzmanna, "przeniknięte duchem cudownej pobożności i równie cudownej, mądrej i pogodnej tolerancji", choć uczęszczanie z kolegami-Żydami na prowadzone przez doktora w instytucie madame Aritonowicz lekcje religii mojżeszowej skończy się rodzinnym skandalem.

Zamieszki po meczu o mistrzostwo w piłce nożnej między żydowską drużyną Makkabi i rumuńską Mircea Doboş przeradzają się w pogrom czernopolskich Żydów, do którego przyłożyły ręki także i oddziały generała Petrescu, mające rzekomo przywrócić porządek. Chłopięca miłość narratora, Blanche Schlesinger, której dom zdemolowano, a ojca, lekarza psychiatrę, ciężko pobito, wyjedzie do Heidelbergu. Napisze stamtąd, "jak szczęśliwa czuje się w Niemczech: po raz pierwszy w życiu wolna od lęku" - jeszcze jeden sygnał autorskiej ironii, tym razem szczególnie gorzkiej.

Barwna i gęsta epicka narracja wciąga od pierwszych stron, siła autorskiej kreacji czyni z imaginacyjnego Czernopola miasto dotykalne i rzeczywiste. "Zaklinałem ducha tego miasta w rodzaj tajemnego szyfru, nadawałem mu kształt matematycznego równania czy wręcz wzoru; może to we wspomnieniu dokonany perspektywiczny skrót i odrealnienie sprawia, że dziś chwilami nie jestem pewien, czy miasto Czernopol istniało naprawdę, czy tylko w moich snach i mojej wyobraźni" - mówi narrator. Jeśli nie istniało - on powołał je do życia. A świetne tłumaczenie Emilii Bielickiej pozwala i nam na chwilę w tym mieście zamieszkać. (Czytelnik, Warszawa 2003, s. 464.)


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny