adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Nowy numer
NR 18 (2808)
4 maja 2003


  Spis treści
  Komentarze
  Obraz tygodnia
  Kronika religijna
  Liturgiczne czytania
  tygodnia

  Medytacja biblijna
  ks. Mieczysław Maliński
  Kobiety w Biblii
  Przegląd prasy krajowej
  Przeglad prasy
  zagranicznej
  Notatki
  Wśród książek
  Z płyty na płytę
  Listy
FELIETONY
  Józefa Hennelowa
  Małgorzata Musierowicz
  Ewa Szumańska
  Andrzej Dobosz
  Michał Komar
  Marcin Król
  Jacek Podsiadło
  Stanisław Lem

  Tematy miesiąca

DODATKI TEMATYCZNE

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Wersja do druku
Napisz komentarz

Ani zwolennicy, ani przeciwnicy Unii Europejskiej nie wiedzą,
jak przekonać Polaków


CD-rom pod strzechą

Andrzej Kaczmarczyk


Pierwsze dni kampanii referendalnej przyniosły wiele: przygotowano raport o konsekwencjach przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Opublikowano dane na temat wykupu ziemi przez obcokrajowców. Prezydent RP rozpoczął prounijną kampanię. W Olsztynie nieznani sprawcy skradli z Urzędu Wojewódzkiego egzemplarz Traktatu Akcesyjnego. Uznano to za przejaw zainteresowania i nie wezwano policji. Dzieje się dużo. Pytanie, czy z sensem.

Ostatnie badania OBOP wykazują, że 78 proc. Polaków deklaruje, że na pewno, lub raczej na pewno, weźmie udział w unijnym referendum, zaś poparcie dla UE wzrosło do 71 proc. Instytut Spraw Publicznych ostrzega jednak, że Polacy oszukują w przedwyborczych sondażach. Walka toczy się więc nie tylko o europejskie "tak", ale po prostu o ważność referendum. Chcą tego i zwolennicy, i przeciwnicy integracji. Jedni i drudzy zapewniają, że będą o Unii przede wszystkim informować. Ale te deklaracje są warte właśnie tyle, co sondaże.

Ważnym dokumentem informującym o konsekwencjach "tak" lub "nie" dla UE jest opublikowany przez ekonomistów kilku instytutów badawczych i wyższych uczelni raport. Dokument opracowano na zlecenie rządu, ale rząd nie chce uznać go za własny. Zgadza się za to łaskawie, by przytoczone w nim argumenty były używane w referendalnej kampanii. W przyjęciu tej ambiwalentnej postawy ma udział wicepremier i minister finansów Grzegorz Kołodko. Nic dziwnego - prognoza ekspertów odbiega od manifestowanego przez niego optymizmu: bezrobocie po akcesji będzie spadać, ale i tak za 10 lat wyniesie 12 proc., nasz Produkt Krajowy Brutto osiągnie 80 proc. średniej unijnej dopiero za 37 lat. Bez wstąpienia do Unii oczywiście będzie jeszcze gorzej. Jednak ta wiedza nie wzbudza oczekiwanego przez rząd entuzjazmu. To raczej gorzka świadomość braku wyboru.

Innym ciekawym dokumentem jest raport MSWiA o wykupie ziemi. Ten raport rząd zaprezentował z dumą. Niechętnie przyjmą go Liga Polskich Rodzin i Samoobrona. Gdyby obcokrajowcy w dalszym ciągu wykupywali polską ziemię tak ochoczo, jak przez ostatnie 13 lat, to dokończenie tej "złodziejskiej" transakcji zajęłoby im jeszcze 10 000 lat (słownie, by nie było żadnych wątpliwości: dziesięć tysięcy lat). Jednak żerujący na ludzkich lękach radykałowie nie zrezygnują ze straszenia wykupieniem Polski. Nie tylko dlatego, że sami są odporni na argumenty. Ten lęk ma głębokie i niezupełnie irracjonalne podstawy.

Całkiem niedawno obawami na temat wykupu ziemi przez obcych podzielił się ze mną szacowny beskidzki góral. Spróbowałem obrócić to w żart, przypominając gaździe, że sam nosi niemieckie nazwisko. Niemiecko brzmiące nazwiska nosi zresztą połowa wsi, bo 200 lat temu cesarz Józef sprowadził tu kilkadziesiąt rodzin nadreńskich Niemców. Razem z nowym językiem i religią koloniści nabyli lęk przed obcym, również niemieckim, kapitałem. Ale ten strach można zrozumieć. Piliśmy góralską herbatkę z widokiem na kilkadziesiąt 30-arowych, nieurodzajnych poletek. Stan prawny większości z nich jest nieuregulowany na skutek przekazywania ziemi z pokolenia na pokolenie zwyczajnie "na gębę". Dzierżawione są również bez pisemnej umowy. Ten mało cywilizowany obyczaj wynika często z braku pieniędzy na prawne procedury. Ci niezamożni ludzie nie mają prawie nic poza uprawianą "na gębę" ziemią. I po prostu boją się, że bogatsi i sprytniejsi pozbawią ich i tego. Rządowe raporty tego nie zmienią. Nic nie zmieni też faktu, że żerowanie na tym lęku jest obrzydliwe.

43 proc. badanych przez OBOP uważa się za wystarczająco poinformowanych o UE i konsekwencjach naszego w niej członkostwa. Ten wysoki wskaźnik nie przestaje zadziwiać. Staram się śledzić sprawy akcesji na bieżąco, ale czuję się zdecydowanie niedoinformowany. Wątpię, by ten stan zmieniła zapowiedziana przez Aleksandra Kwaśniewskiego edycja 1,5 mln płyt CD. Znajdą się na nich: wystąpienie prezydenta, hymny Polski i Unii Europejskiej oraz Traktat Akcesyjny. Traktat liczy ponad 5000 stron i nawet nasz główny negocjator Jan Truszczyński przyznał, że go w całości nie przeczytał.

Sprawdziłem też wartość biur informacji europejskiej utworzonych we wszystkich gminach. W każdym biurze pracują dwie osoby, więc zadzwoniłem do tego samego biura dwa razy. Było miło. Raz dowiedziałem się, że "dopłata bazowa" do hektara wyniesie 161 zł, a drugi raz, że 521 zł, bo gmina jest w rejonie górskim. Raz uprawa kukurydzy pastewnej była uprawą paszową, do której Unia dopłaca, a drugi raz nie. Powiedziano mi też, że przy dodatku górskim muszę złożyć deklarację, iż będę uprawiał ziemię przez 5 lat, ale nikt nie będzie tego sprawdzał.

Przyjaciele górale śmieją się, gdy słyszą o dopłatach do ziemi i możliwościach pracy w krajach Unii. Przy śliwowicy łąckiej opowiadają mi, ile trzeba odpalić urzędnikowi w pośredniaku za wyjazd do pracy w Niemczech lub Danii. Z goryczą mówią o pobieranym zasiłku dla bezrobotnych, bo choć pracują w tym samym miejscu, co przed dwoma miesiącami, to pracodawca odmówił dalszego zatrudniania ich inaczej niż na czarno. Góralska prognoza na przyszłość jest zadziwiająco zbieżna z prognozami ekspertów. "Wiesz co, Andrzej - mówią - nawet nam nie gadaj o tej Brukseli. My to zagłosujemy za Unią dla dzieci albo pewnie już dla wnuków". Dziwny jest ten świat. Dwa dni później komisarz ds. rozszerzenia UE Günter Verheugen zaapelował do Polaków by nie myśleli tylko o sobie, ale "o przyszłości swych dzieci, a nawet nienarodzonych jeszcze dzieci".


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny