dotb.gif

„TP”, Nr 18 (2808), 4 maja 2003, http://www2.tygodnik.com.pl/tp/2808/komentarze.php


Komentarze

Ks. Adam Boniecki
Referendum unijne: czekamy na list

Komunikaty, w których Episkopaty krajów mających w maju 2004 roku wejść do Unii Europejskiej zwracają się do swych wiernych (w "TP" nr 13 zamieściliśmy oświadczenie Episkopatu Litwy, w tym numerze na stronie 2 publikujemy list Episkopatu Węgier - red.) pokazują, że Kościół z tytułu swej misji może w tej sprawie zająć jednoznaczne stanowisko. To, że biskup - tak w Polsce, jak na Litwie czy na Węgrzech - jest pasterzem zwolenników i przeciwników przystąpienia do Unii, nie stanowi przeszkody w wyrażeniu własnego przekonania o słuszności pozytywnej decyzji w tej sprawie.

Głosy Biskupów Ordynariuszy w niedawnej ankiecie "Tygodnika" (nr 6/2003) pokazały, że o przystąpieniu do Unii można mówić na innym poziomie niż ten, w którym toczą się spory polityczne. Wolno więc ufać, że zapowiadany (co prawda w trybie warunkowym) komunikat na temat referendum będzie owocem majowej Konferencji Episkopatu. Po zniuansowanym liście Episkopatu, stosownym w czasie negocjacji i opublikowanym 21 marca 2002 roku, społeczeństwo ma teraz prawo oczekiwać na ewangeliczne "Tak-tak, nie-nie".



Krzysztof Kozłowski
Afera Rywina: czy tak będzie?

Już na początku przesłuchań premiera Leszka Millera przez sejmową komisję śledczą zaczął się nareszcie wyłaniać zarys końcowych wniosków w sprawie afery Rywina.

Przede wszystkim, nikt z dygnitarzy SLD-owsko-rządowych, zaangażowanych w nowelizację ustawy radiowo-telewizyjnej praktycznie nie zna, wręcz nie kojarzy bądź niemal nie pamięta Lwa Rywina, a ich kontakty telefoniczne z nim to najwyraźniej owoc nadgorliwości sekretarek. Po drugie: tymi, którzy (poza Agorą) akurat znali - i to z pierwszej ręki - treść korupcyjnej propozycji Rywina byli prezydent, premier i minister sprawiedliwości (a zarazem prokurator generalny), ale właśnie oni nie dopatrzyli się w postępowaniu Rywina jakichkolwiek znamion przestępstwa i po prostu całą sprawę całkowicie zlekceważyli. Po trzecie: projekt zmian w ustawie radiowo-telewizyjnej, wyraźnie wymierzony w media prywatne, to nie żadne matactwa, lecz bardzo mądre rozwiązanie, a kompromisowa autopoprawka rządu to jeszcze rozsądniejsza i samodzielna decyzja premiera, który uznał (niesłuszne zresztą, zdaniem prominentów Sojuszu) argumenty polskiej, europejskiej i amerykańskiej opinii publicznej, które ostrzegały, że znowelizowana ustawa o RTV może prowadzić do ograniczenia wolności słowa w Polsce.

Kim zatem jest Lew Rywin? Najwyraźniej biedną, zagubioną, niezrównoważoną psychicznie i politycznie izolowaną jednostką, żyjącą jakimiś omamami - tak przynajmniej sugeruje Leszek Miller. Wedle zaś teorii przewodniczącego komisji śledczej Tomasza Nałęcza, Rywin nie jest wariatem, co graczem, który - przeczuwając, iż premier pójdzie ostatecznie na kompromis z mediami prywatnymi, szczególnie z Agorą - spróbował na własną rękę sprzedać owym mediom światły pomysł Millera, blefując (nazywa się to: blef biznesowy), że działa z jego ramienia.

Cóż więc z tego wyniknie w praktyce? Zapewne rok więzienia w zawieszeniu dla Lwa Rywina za takie niestosowne żarty, nauczka dla Adama Michnika, że nie należy ruszać czegoś, co śmierdzi, i co najwyżej utrata prezesury TVP przez Roberta Kwiatkowskiego. A cała reszta - tak przynajmniej zdaje się rozumować wielu polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej - powinna pozostać bez zmian.

Wydaje się jednak, że ci którzy tak myślą, nie doceniają efektu śnieżnej kuli.



Andrzej Łukowski
Ostatni rejs Bagdad-Moskwa

Kiedy poddanie Bagdadu wojskom amerykańskim było kwestią godzin, w rosyjskiej telewizji nieoczekiwanie pojawił się były premier Jewgienij Primakow i wygłosił oświadczenie w sprawie misji, z jaką na polecenie prezydenta Putina udał się tuż przed rozpoczęciem ataku USA na Irak. Dziwna opowieść, ujawniana w jeszcze dziwniejszym momencie, zawierała kilka kuriozalnych elementów: oto, według Jewgienija Maksimowicza, prezydent wyrwał go w środku nocy i niemal w biegu wsadził do rządowego samolotu, czekającego na moskiewskim lotnisku - i nakazał skłonić Saddama Husajna do opuszczenia Iraku, w celu zapobieżenia nadchodzącej wojnie... Wybór prezydenckiego wysłannika nie był przypadkowy: Primakow od młodości związany był z misją "pokojową" (rzecz jasna) KGB na Bliskim i Środkowym Wschodzie, znał osobiście Husajna i był jedną z najważniejszych osób "zakładających" siatkę wywiadu (jeszcze) ZSRR w Iraku. Podczas spotkania, do którego doszło tuż przed rozpoczęciem operacji "Iracka wolność", stary druh Saddam miał dobrodusznie poklepać Primakowa po plecach i łagodnie odrzucić rosyjską propozycję. Po rozmowie samolot rządowy natychmiast wzbił się w powietrze, a jego pasażer zawiózł do Moskwy wyłącznie wiadomość o fiasku misji...

Tymczasem po rozpoczęciu w Iraku działań militarnych, w rosyjskich mediach zaczęły pojawiać się coraz to nowe rewelacje na temat walki służb specjalnych Rosji i USA o tajne archiwa Saddama (zapomniano o niedawnych ustaleniach w ramach koalicji antyterrorystycznej, w myśl których "sojusznicy" mieli dzielić się informacjami wywiadowczymi). Wyścig rozgrywał się nie tylko w sferze działalności Jamesa Bonda, ale także w dziedzinie propagandy: przez wiele dni rosyjska telewizja próbowała wyprzedzić doniesienia o znalezieniu w Iraku broni biologicznej i chemicznej produkcji rosyjskiej, zapewniając "na zapas", że Moskwa nie ma z tym nic wspólnego i podejrzewając Amerykanów o chęć fałszowania dowodów (rosyjskiej) winy. Pokrętnie próbowano też wyjaśnić obecność rosyjskich specjalistów wojskowych, którzy pomagali zakłócać naprowadzanie amerykańskich rakiet na cele w Bagdadzie. Do serii "opowieści niesamowitych" rosyjskiego epizodu tej wojny można też zaliczyć irracjonalną wyprawę rosyjskich dyplomatów, którzy cichcem próbowali wydostać się z Bagdadu i trafili pod ostrzał. Nie wiadomo, co wieźli do Damaszku - oprócz koszul na zmianę.

Wśród rozlicznych głosów o losach irackich archiwów oraz ich właściciela, które pojawiają się teraz na rosyjskich stronach internetowych, uporczywie powtarzana jest wersja, że Moskwa trzyma w rękawie "asa pik", a w stosownym momencie Jewgienij Maksimowicz Primakow ponownie pojawi się przed kamerami, aby drżącym głosem oznajmić, iż nie mógł zostawić przyjaciela Saddama w potrzebie... Być może o prawdziwych celach i rezultatach misji Primakowa nie będzie nam dane dowiedzieć się nigdy. Ale jedno jest pewne: w swojej grze o "partnerstwo" ze Stanami Zjednoczonymi, Rosja ponownie okazała się "partnerem" mało wiarygodnym.



Andrzej Kaczmarczyk
"Kreatywne" zdrowie

W kasie świeżo utworzonego Narodowego Funduszu Zdrowia brakuje pieniędzy. Nie jest to zaskakujące. Co jednak zaskakuje, to szczegóły. Jeśli za szczegół uznamy, że nie wiadomo, czy brakuje 100, czy 500 milionów. W pierwszym kwartale tego roku na konta Funduszu miało wpłynąć 7 miliardów zł. Według Funduszu wpłynęło 6,9 miliarda, natomiast według ZUS i KRUS (ubezpieczeń rolnych) przekazano jedynie 6,5 miliarda. Skąd na kontach Funduszu wzięło się 400 milionów więcej?! Prostego wyjaśnienia udziela rzeczniczka Funduszu: różnica ma wynikać z innych sposobów księgowania składek... Podczas przesłuchań przed komisją śledczą w aferze Rywina posłanka Anita Błochowiak (SLD) zapytała Piotra Niemczyckiego z Agory, czy zna w Polsce jakiegoś "kreatywnego" księgowego. Niemczycki nie znał. Jak się okazuje, kreatywnych księgowych zna rzeczniczka Funduszu.

Czy prócz "kreatywnego" planu A, Fundusz ma jakiś mniej wirtualny plan B na naprawę służby zdrowia i systemu ubezpieczeń zdrowotnych? Pierwsze sygnały są niepokojące: poprzedni minister Marek Balicki informował, że szpitale, które nie znajdą się w tzw. "sieci", stracą źródła finansowania i przestaną istnieć. Nowy minister Leszek Sikorski twierdzi, że szpitale, które nie trafią do "sieci" w pierwszej kolejności, mogą tam trafić później, jeśli szpital przyjęty w pierwszej kolejności nie sprawdzi się i zostanie z "sieci" wykluczony. I mamy pytanie godne medyka: jak coś, co w międzyczasie przestanie istnieć, będzie mogło przeżyć?

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl