dotb.gif

„TP”, Nr 18 (2808), 4 maja 2003, http://www.tygodnik.com.pl/tp/2808/felpodsiadlo.php




Zasłona milczenia

Jacek Podsiadło


A mój syn z powodu brzydkiej pogody grał niedawno w przedpokoju w dawidówkę z Kubą. Syna Zelmerów już znacie, ale nie wiecie, co to dawidówka. Jest to gra sportowo-zręcznościowo-losowa o niewyklarowanych jeszcze do końca regułach, a zarazem główny rekwizyt tej gry, mała piłka z gumowymi niby-kolcami. Ponieważ przedpokój leży na skrzyżowaniu najważniejszych arterii komunikacyjnych, tj. tras kuchnia-telewizornia i bawialnia-łazienka, ciągle przerywałem im grę przechodząc przez boisko. W końcu syn zwrócił mi uwagę:

- Tato! Ty nam coś często przeszkadzasz.

- Tak?

- Tak! A jak na takiego dobrego ojczura, to nawet bardzo często!

Tu chłopaki powrócili do przerwanej gry, a ja, uwięziwszy się w łazience, żeby być jeszcze lepszym ojczurem, zacząłem oczywiście przemyśliwać nad tym, co usłyszałem. Nad tym, jak łatwo jest być dobrym ojcem. Syn jest ze mnie zadowolony. Czasem ktoś z Was przesyła mi wyrazy uznania, Pani Marta z Poznania popadła nawet w lekką przesadę twierdząc, że moje felietony nie tylko wzmagają w niej instynkt marzycielsko-macierzyński, ale sprawiają, że marzy już niekoniecznie o dziewczynce. Wczoraj odległa znajoma nalegała, żebym podjął się pracy piastuna, choć na pierwszy rzut oka nie powierzyłbym sobie nawet diplodoka, co dopiero dziecka. A tu mają mnie za jakiegoś Superrodzica. Cieszę się z tego, ale za bardzo dumny chyba nie jestem. Bo wszystko to przychodzi mi bez żadnego wysiłku. Niewiele mnie kosztuje. Miło jest być zamkniętym w łazience z powodu toczącego się meczu. Cudownie jest nie móc się skupić na felietonie, bo chłopak włazi na głowę ("Fajny tekst! Pamiętam, jak to powiedziałem! Przegrałem przez ciebie z Kubą pięć trzy"). Całkiem nieźle jest czasem "odejmować sobie od ust", żeby nie brakło na lody, mentosy i dawidówkę, kiedy psy zeżrą kolejną.

Nie ma w tym żadnej szczególnej wzniosłości. To bardziej biologia niż jakakolwiek odmiana szlachetności. Instynkt. Matki mają instynkt macierzyński, a my mamy instynkt ojczurowski. W świecie zwierząt, od którego tak się odgrodziliśmy, widać to wyraźnie. U tych niezliczonych gatunków, gdzie po prokreacji i odchowaniu potomstwa można sobie spokojnie zdechnąć. Tak, najkrócej mówiąc, odkąd mam syna wiem, że mam swój Dalszy Ciąg. Puściła mi połowa lęku przed śmiercią, wielu zaprzątającym mnie wcześniej sprawom minęła data ważności. I tak sobie żyję w raju już siedem lat. O ile, oczywiście, raj może się znajdować za Żelazną Kurtyną. A musi. Żeby jakaś Żelazna Dama nie przylazła do Żelaznego Jana i nie spaprała wszystkiego. Oczywiście trzeba wyłączać telewizor, kiedy reklamuje dzieci mrące w Iraku jak muchy. Odwracać uwagę, kiedy jakiś, kurtyna, wieśniacki babsztyl tłucze dziecko na ulicy. Wiele przemilczać. Nie wierzyć statystykom mówiącym, że żyjemy w kraju, w którym co drugie dziecko czuje się poniżane przez rodziców, co piąte jest wykorzystywane seksualnie, a co dziesiąte codziennie bite. Co to, to nie, stanowczo żyjemy Gdzie Indziej. Kurtyna.

Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole1
podsiadlo@atol.com.pl

© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl